Jeszcze na początku tygodnia miałam tyle planów związanych z pisaniem na blogu, chciałam Wam przedstawić tyle ciekawych wpisów... No właśnie, chciałam :) Trzeba je jeszcze napisać, przygotować zdjęcia i tak dalej, a czasu katastrofalnie brakuje.
Ruszyła machina przygotowań świątecznych, w pierwszej kolejności sprzątanie, które pochłania mnóstwo czasu, energii i siły - jakoś tak mamy, że aby doskonale odpocząć, ciałem i duchem, musi w domu wszystko lśnić :)
Na szczęście zaległe denko udało mi się " udokumentować ", a dziś zapraszam Was na recenzję tuszu do rzęs Avon - Big&Daring Volume Mascara. Miało być pięknie, a jest okropnie :(
Z zamiarem napisania recenzji nosiłam się już jakiś czas temu, jednak chciałam ostatecznie przekonać się w tym, że mi zupełnie nie pasuje... Już wiem, że śmiało mogę ją uhonorować najgorszym kosmetykiem, jaki miałam " przyjemność " stosować w tym roku.
Maskarę stosuję od półtora miesiąca, to zdecydowanie wystarczający czas na werdykt, który dziś wydam - tak, właśnie werdykt, ponieważ już po nią nie sięgnę, choć tuszu zostało jeszcze sporo.
Słów kilka od producenta
Pogrubiający tusz do rzęs z kremowo-żelową formułą - bez grudek, bez sklejania, bez rozmazywania. Idealnie wyprofilowana szczoteczka intensyfikująca objętość dopasowuje się do kształtu rzęs, a włoski o różnej długości i formie wachlarza docierają do każdej z nich i rozdzielają je od nasady aż po końce.
Innowacyjna kremowo-żelowa i jedwabiście gładka formuła z kolagenem, keratyną i proteinami, pozwala stopniować objętość rzęs, zachowując ich elastyczność i miękkość.
Testowana przed okulistów. Może być stosowana przez osoby noszące szkła kontaktowe.
Zacznę od opakowania, które, mi osobiście, bardzo się podoba - stylowe, ładnie wykonane, poręczne, przy tym wygodne w użyciu i szczelnie zamykane.
Napisy oraz sreberko nie ścierają się w trakcie użytkowania, a więc tusz zawsze wygląda świetnie.
Tusz dodatkowo jest zapakowany w tekturowe pudełko, zawierające wszystkie niezbędne informacje dotyczące produktu. Znajdziemy na nim pełny skład, określoną pojemność - jest spora, bo aż 10 ml, oraz termin ważności - 3 miesiące od momentu otwarcia, co przy tuszach jest normą :)
Najbardziej ucieszyła mnie szeroka, ładnie wyprofilowana szczoteczka, w którą został wyposażony ten tusz. " Składa się " z mnóstwa cienkich, elastycznych, półtwardych włosków różnej wielkości.
Jest naprawdę fantastyczna, choć czasem zdarzało się, że nabierała za dużo tuszu, szczególnie na zakończeniu, więc przed aplikacją jego nadmiar trzeba było usuwać. Ale to w sumie nie jest winą szczoteczki, lecz samego kosmetyku.
Trzonek jest krótki, co nieco utrudnia manewrowanie szczoteczka, ale szybko nabrałam wprawy w jej posługiwaniu się i już nie miałam żadnego kłopotu, było nawet fajnie :)
Tusz Big&Daring początkowo, przez około dwa tygodnie, jest dosyć rzadki, z czasem ten stan zmienia się, gęstnieje, ale nie staje się z tego powodu lepszy - o nie!
Zapach ma dosyć przyzwoity, przypomina mi masę makową :) Nie wiem dlaczego tak właśnie mi się kojarzy :) Stosowałam wersję czarną, ale kolor wcale nie jest kruczoczarny, lecz określiłabym go jako nasycony, ciemnoszary, dla moich jasnych rzęs zdecydowanie wystarczająco ciemny.
Gdy tusz był jeszcze świeży, płynny, na rzęsach wyglądał bardzo przeciętnie. Równomiernie je pokrywał, delikatnie podkreślał, oferując naturalny efekt " niepomalowanych ", ciemnych rzęs - w moim przypadku i to dobre, bo z natury mam jasne rzęsy, a więc niemal niewidoczne. Dlatego maskara jest dla mnie kosmetykiem N 1, bez niej nie wyobrażam swojego makijażu.
Big&Daring Volume Mascara delikatnie wydłuża rzęsy, ale w żadnym stopniu ich nie pogrubia, poprzez sklejenie ich uzyskuje się efekt " firanki " - w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Z czasem, gdy tusz zgęstniał nieco, jeszcze bardziej zaczął sklejać i obciążać rzęsy - był dobrze widoczny już po jednej warstwie ( zdjęcie powyżej ), druga warstwa sprawiała, że rzęsy stawały się mega grube ( średnio - trzy rzęsy skleja w jedną :) ) i niesamowicie twarde. Dodam, że nie rozczesuję rzęs szczoteczką, efekty po jednej czy dwóch warstwach uzyskiwałam jedynie za pomocą szczoteczki od tuszu.
Tusz czasem tworzy delikatne kulki, lubi obsypywać się, ale w bardzo minimalnym stopniu, jest odporny na wilgoć, nie rozmazywał się, w tym przypadku jednak nie jest to zaletą bo... zmywanie go jest największym utrapieniem, grożącym utratą i uszkodzeniem, " połamaniem " rzęs! Dodam że początkowo, czyli przez pierwsze dwa tygodnie stosowania, takiego kłopotu nie było, rzęsy były miękkie i elastyczne, a nie sztywne!
Po tym tuszu rzęsy stają się tak twarde, jak pręty, usuwanie go za pomocą micela czy olejku... jest po prostu niemożliwe. Jedyną radą jest zmywanie - moczę wpierw mocno ciepłą wodą, następnie, za pomocą żelu do mycia twarzy, delikatnie usuwam. Jest źle, na tyle, że ostatnimi czasy zauważyłam wzmożone wypadanie rzęs... - leci do kosza!
Tusz nie wywołał u mnie podrażnienia, uczulenia, zaczerwienienia, łzawienia - oczy tolerują go bardzo dobrze, ale... to już nie ma znaczenia, szkoda.
Dostępność - konsultantki Avon
Podsumowując...
Bardzo fajnie zapowiadał się ten tusz, cieszyłam się nim przez całe dwa tygodnie! Dopóki był płynny, nie robił takiej masakry na oczach, nie usztywniał rzęs, doskonale się zmywał nawet micelem. Oczekiwałam, że nieco zgęstnieje, będzie lepszy, zapewni bardziej spektakularne efekty...
Nic z tego! Z czasem staje się coraz gorszy, coraz bardziej " utwardza " rzęsy, a to je niszczy podczas każdego demakijażu. Wolę zachować rzęsy, może nie długie, zdecydowanie nie grube, ale swoje :)
Znacie ten tusz? Jakie o nim zdanie macie?
Jakiego tuszu obecnie używacie i polecaci - szukam dobrej maskary?
Jak tam przygotowania przedświąteczne Kochane?
Mam nadzieje, że w Święta będę mieć dużo czasu, by nadrobić zaległości na Waszych blogach - jeszcze kilka dni przetrwać i ... relaks :)
Udanego weekendu Słonka :*
Zapraszam do udziału w rozdaniu Kochane - woda perfumowana Moment de Bonheur marki Yves Rocher czeka na swoją właściciekę - może to właśnie TY nią będziesz - klik banerek :)
a u mnie bardzo dobrze się sprawdziła :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie Karolino, i to jest piękne, każda z nas ma inne oczekiwania i rzęsy, mi kompletnie nie pasuje, a Tobie służy - warto wypróbować na sobie, by mieć pewność :)
UsuńSzkoda że taki się okazał, nie miałam ale też nie tęsknię, nie po drodze mi z Avonem.
OdpowiedzUsuńAle wiele dobrego o nim czytałam Daisy... , mi nie służy, ale u każdej inaczej się zachowuje :)
UsuńSzczoteczki tusze z Avon mają dobre...
OdpowiedzUsuńO tak, nie śmiem zaprzeczyć, gorzej z jakością chyba :)
UsuńSzata graficzna tego tuszu kojarzy mi się z Benefitem.Szkoda, że się nie spisał.Osobiście również nie przepadam za tuszami , które mocno usztywniają rzęsy.
OdpowiedzUsuńU mnie tak nie sklejał, nawet fajnie rozczesywał, ale szczoteczka dla mnie za duża. Zmywanie tego tuszu mleczkiem, to koszmar, ale świetnie schodzi po zastosowaniu zwykłej wody :D Spróbuj!
OdpowiedzUsuńa ja tam go polubiłam ,chociaż ideałem nie jest to znałam o wiele gorsze tusze .
OdpowiedzUsuńpozdrawiam:)
ja od lat kupuję tylko jeden ulubiony wodoodporny tusz (nie wiem, czy to dobrze), ale wyłamałam się kilka razy i kupiłam inny dla takiej właśnie szerokiej szczoteczki, takie lubię najbardziej.
OdpowiedzUsuńja od razu odrzuciłam go za szczoteczkę
OdpowiedzUsuńPrzykre że tusz się nie sprawdził :(
OdpowiedzUsuństraszna lipa z tą maskarą. Ja polecam Bourjouis Queen Attitude najlepszy tusz do rzęs jaki znam!
OdpowiedzUsuńA mnie przeciwnie do póki był nowy efekt na rzęsach nie podobał się dopiero tak ze dwa tygodnie po otwarciu nabrał mocy i do tej pory jest fajny. Fakt kiepsko się zmywa, ale na to mam swój sposób. Najpierw myję twarz i oczy żelem do mycia twarzy a to co zostało usuwam płynem do demakijażu oczu, domywa się świetnie. Po nowym roku w czwórce będzie kolejny nowy tusz :)
OdpowiedzUsuńZ Avonu polecam mascarę Super Shock :)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że się nie sprawdził, szczoteczkę ma świetną. Ja używam aktualnie L`Oreal Volume Million Lashes So Couture i jestem nim zachwycona, polecam :)
OdpowiedzUsuńZawiodłam się na wszystkich maskarach marki Avon, więc dalej nawet nie próbuję.
OdpowiedzUsuńOj nie mój typ szczoteczek.
OdpowiedzUsuńNie lubię kosmetyków Avonu
OdpowiedzUsuńSzczoteczka wygląda fajnie, ale to jednak za mało, skoro działanie samego tuszu jest tak kiepskie...
OdpowiedzUsuńSzkoda, bo miało być tak pięknie...
Tatianko, ja w tym roku odkryłam najlepszą maskarę, jaką kiedykolwiek miałam. Jest to Dior Iconic Overcurl. Choć cena jest wysoka, ale tusz można używać miesięcy i rzeczywiście jego wydajność jest imponująca!
Całuję mocno, Kochana!
A ja jestem bardzo zadowolona! Długo używałam żółtej maskary każdemu znanej i innych tuszy. Ten dorwałam u mamy i przepadłam, ukradłam :D
OdpowiedzUsuńMega wywija włoski i wydłuża :) Co do grubości -nie umiem tego określić :)
Mam bardzo wrażliwe oczy,nie używam obecnie już żadnych tuszów ani cieni do oczu bo podrażniają mi oczy.Pani dr,okulistka odradziła mi stosowania tego rodzaju kosmetyków.,żebym potem nie miała kłopotów.
OdpowiedzUsuńdawno nie używałam żadnych kosmetyków z Avonu, ale kiedyś byłam bardzo zadowolona z ich tuszy, ten wygląda całkiem przyzwoicie, szczoteczka fajnie wyprofilowana, szkoda, że nie sprawdził się...przygotowania do świąt u mnie bardzo spokojnie (niestety mam nieliczną rodzinę), pozdrawiam świątecznie!
OdpowiedzUsuńja bardzo lubię Isadorę, Build up Extra Volume, jest naprawdę fajną codzienną maskarą.
OdpowiedzUsuńAvonowa żadna mnie nigdy nie zachwyciła :(
Kosmetyki Avon znam... niestety... i niestety mam o nich fatalna opinię :/ Wyobrażam sobie te "pręty". Tak jak napisałaś "do kosza" z tym! Tarcie oczu, podczas zmywania, może spowodować jedynie katastrofę :/
OdpowiedzUsuńokropnie skleja :/
OdpowiedzUsuńOj to ja na pewno jej nie chcę :/
OdpowiedzUsuńNie lubię avonowych tuszy ... unikam jak ogni :P
OdpowiedzUsuńa wygląda ładnie :O pozory mylą :(
OdpowiedzUsuńoj te wielkie szczoty:)
OdpowiedzUsuńNie lubię Avonu... Rzęsy twarde jak pręty? rozśmieszyłaś mnie :d
OdpowiedzUsuńale za to oczka.. wspaniałe ♥
Nie lubię kosmetyków z tej firmy :)
OdpowiedzUsuń3 miesiące od otwarcia? Norma to 6 miesięcy, więc już bym nabrała wątpliwości co do tuszu ;) Nie radzę Ci kupować tuszu do rzęs z Avon - to tylko strata pieniędzy ;) Lepiej kupić jakiegoś klasyka w promocji, np. 2000 Calorie ;)
OdpowiedzUsuńBeznadziejna sprawa, jak tusz powoduje wypadanie rzęs, to już jest źle. Współczuję nieudanego zakupu :)
OdpowiedzUsuńTo prawda - szału nie robi - spodziewałam sie po niej czegoś lepszego...
OdpowiedzUsuńNie lubie gdy tusz zamienia moje rzesy w druty, dlatego to nie dla mnie :) Bardzo fajna recenzja!
OdpowiedzUsuńJak ja nie lubię jak się tusz osypuje...Okropność.
OdpowiedzUsuńPrzy takim efekcie to faktycznie strach, zeby rzes przy demakijazu nie polamac ;)
OdpowiedzUsuńno opakowanie i szczoteczka bardzo zachęca do kupna , szkoda że jest taki kiepski bo mialam na niego chętke :/
OdpowiedzUsuńDobrze,że nie sprawdził się u Ciebie -nie kupię dzięki temu :)
OdpowiedzUsuńNie miałam jeszcze okazji go testować ;]
OdpowiedzUsuńKochałam ten tusz. Jedna warstwa była dla mnie wystarczająca, nie rozmazywał się. Cud, miód orzeszki. Zmywanie to była katorga - potwierdzam. Po pewnym czasie, gdy zaczął gęstnieć efekt jaki już mi się nie podobał. Tak jak u Ciebie -rzęsy były sztywne a on zaczął się osypywać. Krótka to była miłość.
OdpowiedzUsuńNie podoba mi się efekt, na pewno nie kupię
OdpowiedzUsuńNie miałam jeszcze żadnego tuszu z Avonu. Działanie słabe. I do tego jeszcze taki zabójca dla rzęs.
OdpowiedzUsuńNie miałam tego tuszu. Ostatni testowany z Avonu to ten AERO, no cóż nie powalał, taki sobie. Do zniesienia :)
OdpowiedzUsuńNie miałam go ale to dlatego że wolę sylikonowe szczoteczki takie tyci tyci , ten tusz kojarzę tylko z filmików DigitalGirl , ona go zachwalała ale jeśli chodzi o opinię koleżanek to raczej nikogo na kolana nie powalał. Masz rację z tym demakijażem .
OdpowiedzUsuńaaangelllaaa.blogspot.com
Akurat w Avon wiele zależy od serii jaką używamy, taka z wyższej półki to byłaby seria kosnetyków LUXE - akurat ją polecam ;)
OdpowiedzUsuń