piątek, 6 września 2013

Moje urodziny - prezent dla Was :)

Witajcie Słoneczka :)
Dziś są moje urodziny, a po ile blog jest częścią mnie, częścią mojego życia, miejscem, w którym mam Was, moje internetowe Koleżanki, dziele się z Wami tym radosnym wydarzeniem :)
Czas niesamowicie leci, wręcz błyskawicznie przechodzi dzień za dniem, i oto już skończyłam ... nie, nie 18, ani nie 20, ani nawet nie 30, tylko 34 lata! I wiecie co, jedno mogę powiedzieć, nigdy nie myślałam, że w " tym wieku " będę czuć się tak fantastycznie :)
Jako nastolatka odliczałam czas do pełnolecia, potem każdy kolejny rok budził we mnie nowe emocje - starzeje się... Nic podobnego! Dojrzewam, teraz już nie liczę lat, tylko ciesze się każdym dniem, każdą chwilą, każdym momentem które wnoszą w moje życie coś pozytywnego, pouczalnego, które tworzą mnie silniejszą, mądrzejszą ( przynajmniej tak mi się wydaje ;)), które upewniają mnie w przekonaniu, że życie jest piękne i nie ma nic złego, co by na dobre nie wyszło :) Jestem szczęśliwa i tak niech zostanie ;)
Są urodziny, będą i prezenty... dla Was :)


Przygotowałam dla Was mini rozdanie - do zgarnięcia kosmetyki, za pomocą których w kilka chwil zrobicie piękny makijaż - Nowości od Avon oraz cudeńko Glazel:

  • Avon Kohl Eye Liner True Black z gąbeczką do rozcierania 
  • Avon Ultra Color Lipstick Berry Berry Nice - 
  • Glazel Eye Shadow Terracotta - wypiekane cienie


Mam nadzieje że nagroda Wam spodoba się.
Jeśli tak, to zapraszam do zabawy - a co należy zrobić?
Idzie jesień, wieczory są dłuższe, chętnie bym je spędzała, między innymi, na oglądaniu fajnych filmów - zamieście tytuł, link filmu/filmów, który naprawdę Was zachwycił, który polecacie - bardzo będę wdzięczna :)
Pomożecie?
Więc zapraszam:
  1. Należy być publicznym obserwatorem bloga 
  2. W komentarzu zamieścić tytuł/tytuły swoich ulubionych filmów ( można z linkami :))
  3. I trzymać kciuki :)
Udostępnienie, banerki, notki o rozdaniu... wolna wola - będzie mi miło, ale nie jest to warunkiem udziału w rozdaniu.
Rozdanie trwa od dziś 6 września do niedzieli 15 września włącznie.
Wśród wszystkich poprawnych zgłoszeń ( obserwowanie + tytuł filmu ) wylosuję jedną osobę, do której trafi powyższy zestaw, w ciągu 4 dni roboczych od zakończenia konkursu ogłoszę wyniki na blogu :)
Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski!

Wzór zgłoszenia:
Obserwuję jako:
Polecam film:
Udostępniłam na: ( dodatkowy los )

No to życzę Wam Słonka miłej zabawy i częstuję torcikiem mocno nasączonym Kawowym Likierem który jest moim dziełem :)
P.S. Dla zainteresowanych - przepis będzie w przyszłym tygodniu na QulinarnePasje ) :)


Mam też bardzo miły i przyjemny prezent od Patrycji z bloga The Beauty Of Fashion - kangurki do mnie przyjechały :) Dziękuję Kochana :*


A więc życzę Wam udanego weekendu, ja świętuję, wracam do Was po weekendzie :)
Buziaki przesyłam i zapraszam do zabawy!
:*

czwartek, 5 września 2013

Maskara Volume Million Lashes Excess NOIR moim okiem

Witajcie Słoneczka ;)
Maskara idealna - czy ona istnieje? Powiedzcie mi proszę, bo ja, szczerze mówiąc, mimo swoich intensywnych poszukiwań jeszcze na takową nie trafiłam, owszem nie raz stosowałam bardzo fajne okazy, które są warte uwagi oraz wydanych na  nie pieniędzy, ale czasem efekty są wręcz opłakane, i to nie tylko przenośnie.
Maskara to kosmetyk, który jest dla mnie absolutnym niezbędnikiem, bez niej czuje się nieumalowana i taka ... niewyraźna ;) Szukam więc, próbuję, testuję, gdy otrzymałam propozycję wypróbowania najnowszej maskary L`Oreal`a Volume Million Lashes Excess NOIR z przyjemnością się zgodziłam - byłam bardzo ciekawa efektów które zapewnia, pokładałam na niej nadzieję: " A może to właśnie ona będzie moim ideałem"?


 Słów kilka od producenta

Objętość bez umiaru. Czerń bez umiaru. Rzęsy którym nie można się oprzeć.
Odkryj najnowszą maskarę Volume Million Lashes Excess Noir, która łączy zniewalającą głębie czerni z:
  • Legendarnym efektem miliona rzęs 
  • Wyjątkowym podkreśleniem spojrzenia 
  • Objętością bez umiaru
Zniewalająca głębia czerni dzięki pigmentom „ neo-black ”.
- INTENSYWNA CZERŃ
Dla najbardziej wyrazistego spojrzenia
- ELEKTRYZUJĄCA OBJĘTOŚĆ
Legendarna szczoteczka dla efektu miliona rzęs
- PRECYZYJNIE ROZDZIELONE RZĘSY
Optymalna doza tuszu.


Opis według mnie 

Opakowanie tuszu prezentuje się luksusowo, dzięki połyskującej, lustrzanej złoto - czerwonej powłoce wygląda niczym metalowe, choć jest wykonane z plastiku. Opakowanie dodatkowo zdobią czarno - złote napisy, znajdziemy na nim również logo marki, rysunek okazujący szczoteczkę która to nie skleja rzęs, ponieważ podczas wyjmowania jej z tubki nadmiar tuszy jest usuwany, nalepkę zawierającą pełny skład produktu, termin przydatności - 6 miesięcy od momentu otwarcia oraz określoną pojemność - 10 ml.


Skład szczegółowo pokazuje co nakładamy na rzęsy.
Szczoteczka jest sylikonowa, dosyć duża, elastyczna, giętka, delikatnie wyprofilowana ledwo widocznym wcięciem, ma dużo sylikonowych wypustek o różnej długości, końcówka jednak jest gruba, nie ma spiczastego zakończenia ułatwiającego aplikację tuszu na rzęsy w kącikach oczu ani " włosków " na nim, moim zdaniem trocha niedopracowana została ta kwestia.


Tusz do rzęs ma piękny, głęboki, nasycony kolor czerni, który lubię najbardziej, początkowo ma dość rzadką, płynną konsystencję, w trakcie używania gęstnieje, po 3 tygodniach stała się, według mnie, idealną.
Zapach początkowo jest dobrze wyczuwalny, po chwili łagodnieje, jest trocha specyficzny, ale przyjemny, bardzo delikatny, lekko wyczuwalny podczas stosowania maskary.
Aplikacja mogła by być idealna, gdyby nie to tępe zakończenie szczoteczki, szczoteczka fajnie rozprowadza tusz i jednocześnie rozczesuje rzęski, początkowo trocha sklejała je ale nie było tak źle.
Działanie upiększające, tusz nie posiada walorów odżywczych, za to nadaje rzęsom ładnego koloru czerni, wydłuża je i delikatnie pogrubia.
Efekty utrzymuję się przez cały dzień, tusz nie obsypuje się, nie kruszy, nie rozmazuje, nie odbija się na powiekach, nadaje pięknego wyglądu i wyrazistości oczom.
Wydajność po ponad miesiącu stosowania ciężko określić, na razie ma się dobrze, po wykończeniu tuszu uzupełnię ten dział ;)


Moja opinia 

Makijaż oczu bez użycia maskary jest dla mnie niewykończonym makijażem, mam dosyć krótkie, cienkie i jasne rzęsy, więc gdy ich nie pokryję tuszem wyglądam... nijako :) Dla tego tusze do rzęs są moimi sprzymierzeńcami od lat, inne kosmetyki pomijałam, nie zawsze miałam ochotę na cienie czy kreskę na oku, o pudrach i podkładach już i nie wspomnę, ale tusz musiał być!
Maskara Excess NOIR podoba mi się swoim wyglądem, lubię rzeczy piękne, a jej opakowanie właśnie do takich zaliczam - nie tandetne, świetnie dopracowane, wygodne w użyciu i miłe dla oka.


Szczoteczka początkowo przeraziła mnie ciutkę, jest naprawdę duża, usiana mnóstwem sylikonowych wypustek, ale w obsłudze bardzo przyjemna, jednym pociągnięciem można pomalować połowę rzęs na oku :) Drażni mnie jedynie ten tępy koniec, by pokryć moje krótkie rzęski w wewnętrznym kąciku oka muszę się postarać aby nie pomalować sobie przy okazji powieki tuż nad nimi, początkowo, gdy tusz był rzadki, ciągle mi to zdarzało się, jednak gdy zgęstniał, a i ja bardziej nabrałam wprawy w posługiwaniu się nią, ten problem zniknął - nawet najmniejsze rzęski ładnie są pokryte tuszem.


Sam tusz mi przypadł do gustu od samego początku, trocha drażniła mnie jego płynna konsystencja, ale wiele tuszy tak ma, więc czekałam cierpliwie aż zgęstnieje, a on z każdą porcją wtłaczanego powietrza stawał się coraz lepszy, po dwóch tygodniach już był świetny.
Moich rzęs nie sklejała jakoś specjalnie, czasem to się zdarza, czasem nie - nie mam pojęcia od czego to zależy, może przez to, że mam ich nie wiele, a może też ze względu na ich " rozstaw ":) Maskara świetnie rozprowadza się, bardzo ładnie rozdziela i rozczesuje rzęsy, otulając każdą z nich porcją tuszu, już pierwsza warstwa zapewnia śliczny i widoczny efekt, rzęsy nabierają intensywnego koloru czerni, stają się dłuższe, lekko pogrubione i podkręcone, oko nabiera wyrazistości, kolejna warstwa jeszcze bardziej wydłuża, pogrubia i zagęszcza rzęsy, tworząc z nich tak zwaną " firankę " - milion rzęs to nie jest, ani nawet sto, ale efekt mi się podoba.


Postanowiłam wypróbować działanie maskary na maksa, i choć nie mam zwyczaju nakładać więcej jak dwóch warstw tuszu na rzęsy, tym razem nałożyłam też trzecią - efekt zobaczcie i oceńcie sami. Więcej tego nie robiłam, zadowalam się jedną lub dwoma warstwami tej maskary :)
Maskara szybko wysycha na rzęsach, nie odbija się na powiekach, nie rozmazuje się ani nie obsypuje, dzielnie trzyma się przez cały dzień tam, gdzie powinna, czyli na rzęsach. Bezproblemowo też zmywa się, zarówno za pomocą wody z kosmetykiem do mycia twarzy, jak i płynami do demakijażu czy micelami, a nawet chusteczkami do demakijażu - w kilka chwil znika bez śladu!
Maskara nie spowodowała u mnie żadnego podrażnienia ani uczulenia.

Cena - ok. 50 zł / 10 ml

Ocena 4/5

Dostępność - drogerie, sklepy internetowe

Podsumowanie

Maskara Volume Million Lashes Excess NOIR od L`Oreal`a sprawdza się u mnie dosyć dobrze, ideału w niej nie znalazłam, niestety, ale uważam że jest dosyć dobrym produktem - wyznacza się świetnym kolorem czerni, doskonałą trwałością, dosyć zadowalającymi efektami i łatwością zmywania, jednak ma też niezbyt dopracowaną szczoteczkę, utrudniającą malowanie malutkich rzęs w wewnętrznych kącikach oczu oraz tendencje do sklejenia rzęs, co nie do końca mi odpowiada - nie liczę na milion rzęs, ale na swoje ładnie podkreślone, wydłużone, pogrubione i rozdzielone.

Co sądzicie o tej maskarze? Podoba się Wam efekt z jej pomocą uzyskany na moich rzęsach?
Jak sprawdziła się u Was? Podbiła Wasze " oczy " czy nie za bardzo?
Lecę pichcić Kochane, mam jutro... ale o tym jutro :) Dodam że będzie dla Was niespodzianka ;)
Buziaki ;*

środa, 4 września 2013

Balea Dusche & Creme Blaubeere - sezon na borówki trwa!

Witajcie Słoneczka ;)
Żele pod prysznic Balea już od dawna mają swoją rzeszę fanów i fanek, ja do nich również należę, po pierwszym zużytym produkcie miałam ochotę na więcej - piękne opakowania działają na podświadomość, sprawiając, że pragniemy je mieć, nadają przedsmaku zawartości, zapachy wprawiają w obłęd, uzależniając swoimi " feromonami " :) cenowo również są korzystnym wyborem, więc co w tym dziwnego, że chcemy, nie, że musimy je mieć!
Balea Dusche & Creme Blaubeere od miesiąca rozpieszcza moje zmysły, najwyższy czas by Wam o nim opowiedzieć - jak " działa ", co oferuje, jak pachnie...


Słów kilka od producenta

Kremowy żel pod prysznic Borówka
Zapraszamy do codziennego rytuału: Kremowy żel pod prysznic Balea pobudzi Twoje zmysły delikatnym zapachem i zapewni skórze niesamowitą gładkość.
  • Kremowy żel pod prysznic Balea z cennym balsamem oferuje delikatną, aksamitną gładkość dla skóry i rozpieszcza zmysły pięknym zapachem jagód.
  • Innowacyjna Nawilżająca Formuła Polyfructol skutecznie zatrzymuje wilgoć i chroni skórę przed wysuszeniem.
  • Nadzwyczajnie delikatny dla pielęgnacji skóry - idealny do codziennego stosowania.
Kremowy żel pod prysznic Borówka nie jest produktem wegańskim!


Opis według mnie

Opakowanie żelu to standardowa, półmiękka, plastikowa butelka o pojemności 300 ml, z szerokim korkiem szczelnie zamykanym " na klik ", otwór dozujący jest świetnie dopasowany do konsystencji żelu, przez co łatwo go dawkuje się,  ładna szata graficzna nawiązuję do tego, co możemy spodziewać się od zawartości.
Na etykietach znajdują się wszystkie niezbędne informacje w niemieckim języku, po ile się nie znam na nim, więc jedyne co przeczytałam to pełny skład, info o tym, że kosmetyk ma pH przyjazne dla skóry oraz został przebadany dermatologicznie.


Skład szału nie robi, ale na to przymykam oczy, bo żel świetnie sprawdza się na mojej skórze i krzywdy jej nie robi.
Żel ma półpłynną, delikatną konsystencję, nie jest wodnisty, ani zbyt gęsty, największym zaskoczeniem był jednak dla mnie kolor - typowo smerfowy ;) - ma intensywny, nasycony, niebieski odcień.
Zapach no cóż... jest obłędny! Przypomina borówki, soczyste i świeże, oraz ma w sobie jeszcze coś jakby z berberysu, co w wyniku końcowym daje świetny, energiczny, świeży zapach z nutą owocowej słodyczy.
Aplikacja przyjemna, żel nie spływa z gąbki, nie skapuje, doskonale rozprowadza się na ciele.
Działanie oczyszczająco - myjąco - aromatyzujące :), żel dobrze pieni się wytwarzając puszystą, kremową pianę, fajnie oczyszcza skórę i rewelacyjnie ją aromatyzuje, na krótko, ale jednak.
Efekty widoczne i wyczuwalne po każdym użyciu, skóra oczyszczona, miękka i gładka w dotyku, lekko pachnąca, ale na krótką chwilę... niestety.
Wydajność wysoka.


Moja opinia

Czy to kolejny mój faworyt? Jak najbardziej! Tym razem nie rozkoszowałam się egzotycznymi owocami, czy wyrafinowanymi kombinacjami różnorodnych aromatów, lecz najzwyczajniejszymi borówkami, które w tym żelu są podane w sposób mega kuszący i bardzo aromatyczny - ach, Balea wie, jak sprawić nam przyjemność, w tym przypadku pod prysznicem ;)
Żel bardzo dobrze pieni się, wytwarza bardzo delikatną, kremową, śnieżno - białą piankę, choć kolor ma intensywny, niebieski, bardzo pozytywny i niespotykany - mój pierwszy żel w takim smerfowym kolorze :)


Skóra po jego użyciu jest rewelacyjnie oczyszczona, miękka i delikatna w dotyku, nie towarzyszy jej uczucie ściągnięcia, czyli żel nie przesusza jej, czasem więc rezygnowałam ze stosowania balsamu czy masła, nie było to konieczne.
Zapach jest bardzo, ale to bardzo piękny, potrafi zrelaksować i poprawić samopoczucie w kilka chwil. W buteleczce intensywny, stanowczy, bardzo dobrze wyczuwalny, w trakcie stosowania nabiera bardziej łagodnej formy, ale po osuszeniu ciała pachnie na skórze może około pół godziny, później zanika, ulatnia się bez śladu.
Żel nie wywołał żadnych podrażnień, uczulenia ani dyskomfortu, dla tego tak chętnie po niego sięgam każdego dnia.
Wydajność oceniam jako wysoką, ponieważ już mała ilość żelu potrafi dokładnie umyć i oczyścić ciało. Żel skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, odświeża i dodaje energii - smerfowy żel, który z pewnością zostanie jednym z moich Balea`owych faworytów.


Cena - ok. 6,00 zł / 300 ml

Ocena 5/5

Dostępność - DM, sklepy internetowe, abc-uroda.com.

Podsumowanie

Można powiedzieć - żel jak żel, dobrze oczyszcza, świetnie myje, dobrze się pieni, ale to nie wszystko, największym atutem tego żelu jest mega smakowity zapach, który działa na wszystkie zmysły, wspaniale odświeża, odpręża i relaksuje, porywa w świat cudownego aromatu, który w kilka sekund poprawia samopoczucie, nastawia pozytywnie i pomaga zapomnieć o wszystkich troskach....
A plus do tego atrakcyjna cena - musicie go mieć!

Stosowaliście tą borówkową rozkosz? Podoba się Wam jego zapach?
Które żele Balea są według Was najlepsze pod względem zapachu? Które koniecznie warto wypróbować?
Miłego wieczoru ;*

poniedziałek, 2 września 2013

Alverde Glanz - szampon dodający blasku Cytryna i Morela

Witajcie Słoneczka ;)
No i mamy koniec wakacji, dziś już rozpoczęcie roku szkolnego, a więc od siebie wszystkim uczniom i studentom życzę dużo siły, wytrwałości i samych dobrych wyników w nauce :)
Ja szkołę mam już za sobą dawno, ale mam w domu pierwszoklasistę - witaj szkoło! :) A więc przeżywam wszystko od nowa :)
Dziś opowiem Wam o szamponie, który jest moim sprzymierzeńcem w błyskawicznej pielęgnacji włosów, nawet dziś o poranku, przed wyjściem z synem do szkoły, w kilka chwil sprawił, że moje włosy wyglądały świeżo i lśniąco - Alverde Naturkosmetik Glanz - szampon Cytryna i Morela.


Słów kilka od producenta

Nowoczesna receptura szamponu z ekstraktem z cytryny i moreli zapewnia włosom jedwabisty połysk. Łagodne oczyszcza włosy i skórę, zapewniając im dodatkowo nawilżenie, gładkość i miękkość, ułatwia rozczesywanie.
Szampon przeznaczony dla każdego rodzaju włosów, a w szczególności dla włosów matowych i kruchych.


Opis według mnie

Opakowanie szamponu to półmiękka, biała butelka, wykonana z tworzywa, o pojemności 200 ml, z szerokim, pomarańczowym, ładnie wyprofilowanym korkiem szczelnie zamykanym " na klik ". Butelka nie jest przezroczysta, ale patrząc pod światło widać ile produktu jeszcze w niej zostało. Na etykietach zamieszczonych na butelce znajduje się nazwa i opis produktu w języku niemieckim, pełny skład, info o tym, że szampon nie zawiera sylikonu oraz logo informujące iż jest to produkt wegański.


Skład otwiera Woda, dalej idzie Delikatna substancja spieniająca otrzymywana z naturalnego kwasu glutaminowego i kokosowych kwasów tłuszczowych, Detergent lżejszy odpowiednik SLS, Łagodna substancja powierzchniowo czynna otrzymywana z cukru, Gliceryna, Alkohol ( pochodzący z uprawy ekologicznej ), Guma ksantanowa pełniąca rolę zagęstnika, Betaina organiczny związek hydrofilowy o działaniu silnie nawilżającym, Sól Sodowa Kwasu Piroglutaminowego o właściwościach nawilżających, Ekstrakt z Limonki ( pochodzącej z uprawy ekologicznej ), Ekstrakt z owoców z Moreli ( pochodzących z uprawy ekologicznej ), Ekstrakt z Owsa ( pochodzącego z uprawy ekologicznej ), Hydrolizowane Proteiny Pszenicy, Arginina aminokwas otrzymywany z trzciny cukrowej, i na końcu Substancje zapachowe ( pochodzące z olejków eterycznych ).


Szampon jest przezroczysty o półpłynnej, galaretowatej konsystencji.
Zapach cytrusowy, bardzo przyjemny, naturalny, wyraźnie wyczuwam aromat limonki i odrobinkę delikatnej słodyczy w tle.
Aplikacja dosyć wygodna, jeśli nie nalewa się zbyt wiele szamponu na dłoń, potrafi z niej spływać, dobrze i równomiernie rozprowadza się.
Działanie oczyszczające, nawilżające i nabłyszczające - szampon zapewnia wszystko, co zapewnić powinien, nie podrażnił anie nie uczulił skóry głowy, nie wywołał łupieżu, swędzenia, przesuszenia.
Efekty są najbardziej widoczne po 2 tygodniach regularnego stosowania, ale odczuwalne już po pierwszym myciu.
Wydajność wysoka.


Moja opinia 

To mój pierwszy szampon firmy Alverde, i naprawdę zrobił niezłe wrażenie - szampon ma bardzo wygodne w użyciu opakowanie, jest niewielkie i bardzo poręczne, korek świetnie wyprofilowany, dzięki czemu, można go otworzyć jedną ręką, nawet mokrą! co nie tak rzadko się zdarza, szczegół, ale ważny, wiele opakowań tej, jakże ważnej, cechy nie posiada.
Kolejną zaletą jest dla mnie zapach, uwielbiam nuty cytrusowe, a ten szampon aż " buzuje " energetyzującym, pobudzającym, naturalnym aromatem świeżo rozkrojonej limonki! Tak tak, rozkrojonej, ponieważ wyraźnie czuć specyficzny zapach skórki i soku tego owocu - czysta energia i super moc! Zapach jest intensywny, ale nie ponad miarę, po spłukaniu łagodnieje, staje się ledwo wyczuwalny na włosach, aż w końcu całkowicie zanika.
Szampon jest trocha lejący, ale nie płynny! Może spłynąć z ręki, ale gdy go naleje się naprawdę dużo, co jest zbyteczne, ponieważ już porcja szamponu w wielkości, mniej więcej, małego orzecha włoskiego, jest w stanie genialnie umyć moje włosy. Szampon Cytryna i Morela dobrze pieni się, wytwarzając na włosach, nawet przetłuszczonych, puszystą, białą pianę już przy pierwszym myciu, dla tego bardzo rzadko wykonywałam tą czynność po raz drugi, no chyba że po olejowaniu, dla lepszego komfortu, z łatwością rozprowadza się po włosach, ale zawsze najpierw rozcieram szampon w dłoniach, a dopiero później nakładam go na włosy i " kończę sprawę ".


Szampon świetnie sprawuje się ze swoim zadaniem - bardzo skutecznie oczyszcza skórę głowy i włosy, nie plącze kosmyków,  nie wysusza ich ani nie obciąża, cudownie nabłyszcza włosy, dzięki czemu wyglądają bardzo atrakcyjnie, z łatwością spłukuje się.
Alverde Cytryna i Morela należy do tych szamponów, po użyciu których mogę rozczesać włosy bez użycia odżywek czy olejków - bardzo pozytywna cecha, przez którą jest idealnym produktem do wakacyjnej bądź podróżnej kosmetyczki, balast w postaci odżywki odpada zupełnie ;)
Szampon nie podrażnił mojej wrażliwej skóry głowy, nie spowodował swędzenia czy innych nieprzyjemnych " dolegliwości ", nie zauważyłam też, aby przyczynił się do szybszego wypłukiwania farby z włosów, ale nie hamuje też procesu ich przetłuszczania się, włosy myję co drugi dzień, i szampon tego nie zmienił, nie zachowuje świeżości na dłużej. Świetnie wygładza moje proste włosy, uelastycznia je i nadaje pięknego połysku oraz słonecznych refleksów mojej blond fryzurce - obietnica producenta spełniona w pełni.

Cena - ok. 10 zł / 200 ml

Ocena - 5/5

Dostępność - DM, sklepy internetowe, abc-uroda.com.

Podsumowanie

Jeśli poszukujecie fajnego szamponu, który skutecznie i w bezpieczny sposób oczyści włosy i skórę głowy, bardzo przyjemnie pachnie ( zwłaszcza dla wielbicielek cytrusowych nut ), ładnie nabłyszcza i wygładza włosy, nie obciążając ich przy tym, a do tego nie wymaga użycia odżywki po umyciu - to z pewnością spodoba Wam się szampon dodający blasku Alverde Cytryna i Morela.
Nie wiele kosztuje, ale jest bardzo wydajny, przyjemny w użyciu i daje widoczne efekty na włosach - w słońcu moje kosmyki aż się świecą po jego użyciu, a przy tym zachowują dobrą kondycję, od nasady, aż po same końce!
Mi przypadł do gustu, więc i Wam serdecznie polecam - zwyczajny, ale genialny w swojej prostocie ;)

Stosowaliście ten szampon, jak u Was poradził ze swoim zadaniem? Macie takie samo zdanie na temat jego działania, czy zupełnie Wam nie odpowiada? Jestem bardzo ciekawa waszych opinii na jego temat.
A może macie innych ulubieńców włosowych z tej marki? Podzielcie się swoimi typami :)

Miłego wieczoru Wam życzę i moc uścisków przesyłam ;*