Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perfecta SPA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perfecta SPA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Karaibski koktajl od Perfecty - Pina Colada peeling cukrowy do ciała

Witajcie Słoneczka ;)
Weekend za nami, mam nadzieje że zdążyliście nacieszyć się słonecznymi promieniami :) Pogoda dziś szaleje, u mnie pada deszcz przez calutki dzień, ale dziś, na poprawę humoru, " zaserwuję " Wam pyszny, poprawiający samopoczucie, szczególnie w tak nieprzyjazne, deszczowe dni, koktajl wprost z Karaibów - Pina Colada w postaci Cukrowego peelingu do ciała Perfecta SPA :) Jesteście gotowe, by go poznać?
Zapraszam więc do " smakowania " :)

Produkty marki Perfecta nie są mi dobrze znane, jak byłam jeszcze młoda ( i piękna ), to stosowałam regularnie ich kremy do twarzy, muszę przyznać, że należały do moich ulubieńców, ale pozostałe produkty z ich asortymentu jakoś nie zbyt często wpadały mi do koszyczka. Miałam okazję poznać peeling i krem do ciała z linii Pin Up i to wszystko :)
Żądna wiedzy i poszerzenia swoich kosmetycznych doświadczeń zgłosiłam się do testowania produktów na profilu facebookowym marki, kilka tygodni temu zostałam mianowana Perfekcyjną Testerką Perfecty, a wraz tym tytułem otrzymałam do przetestowania dwa produkty, w tym ten oto peeling.

Słów kilka od producenta...

Cukrowy peeling do ciała Pina Colada o właściwościach złuszczających i antycellulitowych.
Naturalne kryształki cukru  usuwają martwe komórki naskórka. Olejek kokosowy zmiękcza i nawilża skórę, a olejek z ziaren Zielonej Kawy wspomaga wyszczuplanie i redukcję cellulitu.
Zapach karaibskiego koktajlu PINA COLADA z mleczkiem kokosowym i świeżym ananasem odpręża i relaksuje jak wakacje w tropikalnym raju.

Muszę przyznać, że marka potrafi doskonale zadbać o prezentację swoich kosmetyków, opakowanie peelingu niesamowicie mi podoba się, jest piękne, wakacyjne, pozytywne... przykuwa wzrok, pobudza receptory zmysłów przywołując pozytywne skojarzenia i zapowiadając iście wakacyjny szał - ręce po niego same sięgają, trudno oprzeć się takiej wizualnej pokusie :)

Opakowanie jest wykonane z półtwardego, białego tworzywa z perłową poświatą, szczelnie zakręcane twardą pokrywką, dodatkowo kosmetyk jest zabezpieczony foliowym wieczkiem, które gwarantuje jego nietykalność.
Pojemność 225 g, a opakowanie spore, prawda? Bowiem należy ono do typu tych " oszukańczych " - wizualnie wygląda na większe, a tak naprawdę, obracając go do góry dnem, widzimy rzeczywistą pojemność kosmetyku gołym okiem.
Nie lubię takich opakowań, i to nawet nie ze względu na fakt, że producenci próbują wprowadzić w błąd klientów, bo większość z nas i tak zawsze czyta etykiety przed zakupem, więc wiemy za jaką pojemność płacimy, ale opakowanie wcale nie zyskuje na wygodzie podczas stosowania, a dodatkowe " puste " gabaryty uniemożliwiają zabieranie ulubionych kosmetyków w podróż czy na wyjazd i dodatkowe miejsce, w tym przypadku w łazience, zajmuje niepotrzebnie - małe jest piękne! Po co przesadzać?

Na opakowaniu znajdziemy piękne etykiety, które nie tylko oko radują, ale też o wielu ważnych rzeczach nas informują, więc warto je czytać, warto moje Drogie :)
Na etykiecie zdobiącej pokrywę znajdziemy tylko to, co najważniejsze - logo marki, nazwę i określenie produktu, główną cechę - Antycellulit ( do mnie przemawia!, ale już jestem dużą dziewczyną i wiem, że cudu nie będzie :)), info o braku parabenów w składzie ( rzeczywiście! ) oraz główne składniki aktywne - kryształki cukru + olej kokosowy - brzmi pięknie...

Patrząc na właściwą etykietę widzimy nie tylko opis produktu i sposób jego zastosowania, ale także pełny skład, a tu... parafina na pierwszej pozycji... ale następnie mamy Cukier, Krezmionkę, uwodorniony Olej rycynowy, substancję zapachową, olej Kokosowy, olej Monoi, witamine E, Olej ze słodkich Migdałów, Pomarańczowy olejek eteryczny, wosk uzyskany ze skórki Pomarańczy, uwodorniony Olej Roślinny, Ekstrakt kawowy, substancję ścierającą, konserwanty i barwniki w ilościach śladowych - jakby nie ta parafina, padłabym z wrażenia! Serio! Składniki doskonałe!
Na etykiecie znajdziemy również termin ważności - 6 miesięcy od momentu otwarcia, natomiast na spodzie opakowania też ogólny termin ważności - peeling należy zużyć do 2017.

Po otwarciu moim oczom okazał się taki oto widok - peeling ma piękny, nasycony żółty kolor, dobrze widać kryształki cukru oraz malutkie pomarańczowe kuleczki zatopione w oleistej, błyszczącej, gęstej cieczy.
Peeling ma gęstą, zbitą konsystencję, bez tendencji do rozwarstwiania się. Z łatwością nabiera się i dobrze aplikuje się na skórę, nie obsypuje się, ciągle trzyma się kupy :) Bez problemu rozprowadza się po wilgotnej skórze.
Zapach - obłędny! Rzeczywiście pachnie pina coladą, przy tym zapach nie jest zbyt intensywny, nie mocny, ale dobrze wyczuwalny,  dzięki czemu używanie go wiąże się u mnie z przyjemnością :)

Peeling nie jest zbyt ostry, ani delikatny, według mnie kryształki mają idealną wielkość i ostrość, dobrze rozprowadza się po skórze, przyjemnie ją masując i wypełniając całą łazienkę subtelnym, soczystym zapachem pina colady - dobrze w nim wyczuwam zarówno ananasa jak i kokosa - cudeńko!
Stopień intensywności peelingu możemy kontrolować poprzez nacisk dłoni oraz wilgotności ciała, więcej wody, łagodniejsze działanie - kryształki cukru oraz pomarańczowe kuleczki po krótkiej chwili rozpuszczają się, ale zostają też nierozpuszczone, białe drobiny.
Nie lubię parafiny w peelingach, moja skóra dobrze toleruje ten składnik w balsamach czy masłach do ciała, ale parafinowe peelingi zazwyczaj tworzą na niej oślizgłą warstewkę, która nie chce się spłukiwać, obciąża i zapycha skórę, dlatego zawsze po takowych gagatkach używałam żelu, dopiero po umyciu się nim czułam się lekka, ale w przypadku tego peelingu spotkała mnie miła niespodzianka - spłukuje się niemal całkowicie, owszem zostawia lekki, tłustawy film na mokrej skórze, który po osuszeniu ciała ręcznikiem, znika.
Peeling dobrze oczyszcza skórę z martwych komórek, wygładza i zmiękcza ją, nie zapycha, nie obciąża jej, sprawia że po osuszeniu jest gładka, miła w dotyku, świeża... Nie wiem jakim cudem, może to zasługa pozostałych olejów, które zajmują wysokie miejsca w składzie ale jestem zadowolona z działania, choć początkowo byłam zrażona tą parafiną.
Po kilku tygodniach stosowania stwierdzam, peeling jest świetny, mam tylko cichą nadzieje, że wkrótce parafina zniknie z tego pięknie skomponowanego składu :)

Cena - ok. 16 zł / 225 g

Dostępność - drogerie, supermarkety, markety...

Podsumowując...

Jednak cuda się zdarzają - po zapoznaniu się ze składem, nie liczyłam, że peeling sprosta moim oczekiwaniom, oczami wyobraźni już widziałam klejące ciało i krople potu spływające z niego po użyciu tego zapychacza, a jednak tak się nie stało.
Peeling dobrze oczyszcza i wygładza skórę, zapewniając jej ładny wygląd i lekką warstewkę ochronną, która w blasku świec czy przy innym sztucznym oświetleniu wygląda bardzo seksownie i kusząco, a przy tym nie jest wcale wyczuwalna, ani w dotyku, ani na skórze.
Peeling nie zaoferował mi żadnego podrażnienia, uczulenia, zaczerwienienia, ani innych niepożądanych zjawisk.
Przyjemny zapach przez dłuższy czas pozostaje na skórze, aż stopniowo zanika... pozostawiając piękne wspomnienia :)

Czy stosowaliście peelingi Perfecty?
Znacie ten peeling? Jak go oceniacie?
Stosujecie peelingi z parafiną. czy jej unikacie?
Miłego wieczoru :)