Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie ciała. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2015

AnuSpa Kesar - mydło Szafranowe prosto z Indii

Witajcie Słoneczka :)
Już od kilka dni noszę się z zamiarem napisania recenzji indyjskiego mydełka, a czas mi kradnie... praca i obowiązki.
Dodatkowo wariacje pogodowe nie zupełnie dobrze wpływają na moje samopoczucie - raz słońce, za chwilę deszcz, a następnie wieje śniegiem... Zwariować można! Skoki ciśnienia wprawiają w pełną gotowość do działania, by po chwili... osłabić całkowicie - tak to już jest z tą wiosną :)

W końcu się zmotywowałam i oto jestem! Dziś będzie o mydełku, ale nie polskim, nie o marsylskim, ani nie o syryjskim, lecz o indyjskim!
Jak wiecie jestem wielką fanką mydeł w kostkach, szczególnie tych naturalnych. Wiele ich wypróbowałam w swoim życiu, do wielu z nich regularnie wracam, niektóre kupuję okazjonalnie... Indyjskie mydła są mi zupełnie nieznane, w sumie to nie tylko mydła, dlatego chciałam zmienić ten stan rzeczy, a Pani Kasia z Bombay Bazaar mi to ułatwiła, doradzając wypróbować mydło Kesar, znanej i docenianej w Indiach manufaktury AnuSpa :)

Słów kilka od producenta

AnuSpa to podróż przez tajemnice prawdziwego piękna, każde odkrycie opowiada nam różne historie... Odkryj dla siebie nasze mydła i bądź blisko natury i tradycji.
Mydła AnuSpa są w 100% wegetariańskie, nie zawierają tłuszczu zwierzęcego.
AnuSpa Kesar - mydło szafranowe dla naturalnie jaśniejszej cery.
Wyjątkowe połączenie właściwości rozjaśniających szafranu oraz mleka zawarte w kostce luksusowego mydła. Codzienna pielęgnacja mydłem kesar nadaje jaśniejszy, promienny wygląd cerze.
Łatwiej pozbędziesz się przebarwień i cieni.

Składniki: Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Perfume,TiO2, Glycerine, Lanoline, EDTA, Milk Powder, Optical Brightener, Disodium Salt, Saffron, BHT, Pentaerythritol Tetrakes, C.I.No.47000, C.I.No.12150

Produkt odpowiedni dla wegetarian.
Mydło nie zawiera substancji odzwierzęcych i nie było testowane na zwierzętach!
Testowane dermatologicznie.

Mydło kesar ma okrągłą formę i pomarańczowe zabarwienie. I choć początkowo myślałam, że to zasługa szafranu, po spojrzeniu na skład moje spodziewania się rozwiały. Składowo mydło nie wygląda najlepiej, rzeczywiście nie zawiera tłuszczów zwierzęcych, ale olejów roślinnych też nie. Ja osobiście EDTA w mydłach nie unikam, co nie wyklucza faktu, iż wolę te bez...
Lanolina i gliceryna ratują sytuację, zapobiegając wysuszeniu skóry. Szafran znajduje się niemal na samym końcu - wiem, że jest to składnik szlachetny i bardzo drogi... ale mydło to nie kosztuje kilku złotych.

Mydło mieści się w tekturowym pudełku opatrzonym wszystkimi niezbędne informacjami dotyczącymi produktu. Folia, do której mydło dodatkowo zostało zapakowane, chroni go przed czynnikami zewnętrznymi, przedłużając tym samym jego świeżość i zachowując walory oraz piękny zapach.

Aromat mydła bardzo przypadł mi do gustu - jest delikatny, otulający, lekko pudrowy, nadzwyczajnie przyjemny. Podczas stosowania zapach znacznie się nasila, gorąca woda potęguje intensywność, ale mimo to nie staje się on dokuczliwy czy nadmiernie mocny, nie! W subtelny sposób wypełnia swoją wonią całą łazienkę i lekko perfumuje ciało - jest miło :) Na skórze zbyt długo się nie utrzymuje, ale przez jakieś pół godziny można delektować się jego aromatem.

Mydło należy do gatunku tych twardych, ale przy kontakcie z mocno ciepłą wodą, staje się delikatne " w dotyku ". Dobrze pieni się, wytwarzając emulsjopodobną piankę, która nie tylko dobrze oczyszcza i odświeża ciało, ale również zapobiega przesuszeniu skóry.
Moja skóra obecnie jest bardzo wybredna, znacznie bardziej podatna na przesuszenia i podrażnienia, mimo tego mydło nie powoduje uczucia ściągnięcia, nie podrażnia skóry, ani nie wysusza jej. Po myciu skóra jest przyjemna w dotyku, mimo iż porządna porcja nawilżenia jest potrzebna, ale obecnie jest ona niezbędna po każdym prysznicu czy kąpieli :)
Mydło, mimo iż dobrze się pieni, bardzo powoli się zmydla, przez co znacząco zyskuje na wydajności!

Cena - 12 zł / 125 g

Dostępność - Bombay Bazaar 

Podsumowując...

Chciałam wypróbować indyjskie mydło, to wypróbowałam. Szafranowe mydło choć szału nie robi, całkiem przyjemnie się używa. Podoba mi się jego zapach, wysoka wydajność i brak niepożądanych objawów w postaci uczulenia, podrażnienia czy przesuszenia skóry. Do twarzy go nie używam, więc trudno mówić o rozjaśnieniu cery czy przebarwień, ale do mycia ciała - bardzo chętnie go stosuje! Nie wykluczam ponownego zakupu, choć znając siebie, z pewnością wybiorę inny zapach - jestem ciekawska, a tyle wspaniałości jest do poznania... Mam też ochotę na ajurwedyjskie mydełka :)

Znacie indyjskie kosmetyki?
A może stosowaliście to mydełko, lub inne z oferty AnuSpa?
Jakie mydła ajurwedyjskie stosowaliści/stosujecie i polecacie?
Miłego wieczoru Kochane :*
                                     

piątek, 26 kwietnia 2013

Łazienkowa cukiernia - Mufinki orzechowe z karmelem czy korzenne Pierniczki z lukrem?

Witajcie Słonka ;)
Dziś u mnie będzie mega słodko, przed słonecznym weekendem proponuję Wam kolejna porcję pokus od Farmonyktóra ma to do siebie, że dzięki produktom Sweet Secret przeobraża moją łazienkę na czas pielęgnacji w prawdziwą cukiernię ;) Szarlotkowe " przysmaki " spodobały się mi bardzo, Wam zresztą też, co widzę po licznych komentarzach, a więc po " kawałku " aromatycznej szarlotki z bitą śmietaną i cynamonem czas na coś bardziej słodkiego: Korzenne pierniczki z lukrem w Piernikowym balsamie do ciała oraz Mufinki orzechowe z karmelem w Orzechowym scrubie do mycia ciała - na co macie ochotę???


Możecie ze mną się nie zgodzić, ale powiem Wam, że połączenie tych dwóch produktów jest istnym szaleństwem! Szarlotkowe kosmetyki, które stosowałam, zapachowo uzupełniając się tworzyły z mojego ciała jedną wielką szarlotkę z bitą śmietaną i cynamonem, doprowadzały mnie swoim zapachem do stanu rozkoszy, lecz zestawienie dwóch powyższych doprowadza do obłędu!
W czasie pielęgnacji łazienka staje się strefą mocno słodką, połączenie bajecznej słodkości lukrowanych pierniczków z fantazyjnymi orzechowymi mufinkami " wypełnionymi " karmelem wprowadzały w stan euforii nie tylko mnie, dzieci co chwilę zaglądały do mnie, by sprawdzić, czy aby na pewno, tylko!, przeprowadzam swoje " rytuały pielęgnacyjne " ;)


Opis producenta

Wyjątkowy kosmetyk o gęstej, kremowej konsystencji i kuszącym zapachu został stworzony do mycia i pielęgnacji ciała, dla osób, które dbają o zdrowy wygląd skóry i lubią pozwalać sobie na chwile przyjemności. Specjalnie opracowana, bogata receptura na bazie orzechów macadamia i karmelu doskonale wygładza ciało i poprawia koloryt skóry, a peelingujące drobinki i łupinki orzechów usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, poprawiając mikrokrążenie i jędrność skóry. Regularne stosowanie Orzechowego scrubu do mycia ciała zapewnia uczucie wypielęgnowanej i jedwabiście gładkiej skóry, a wyjątkowo apetyczny, zniewalająco słodki zapach dodaje energii i pobudza do działania, wyraźnie poprawiając nastrój.


Opis 

Opakowanie scrubu to poręczny pojemniczek, o pojemności 225 ml, wykonany z twardego tworzywa, zakręcany pokrywką, dodatkowo kosmetyk jest zabezpieczony foliowym wieczkiem, co bardzo lubię.
Szata graficzna cieszy oko i wzmaga apetyt na coś słodkiego, opakowanie wygląda tak, jakby mieściło w sobie pyszny deser, lecz same napisy przywracają zdrowy rozsądek informując że jest to " jedynie scrub do ciała " ;)
Na etykietach znajduje się logo firmy, nazwa produktu, jak ta ogólna, tak i ta " smakowa ", zamieszczony opis produktu, sposób użycia, w polskim i angielskim językach, pełny skład kosmetyku, określona pojemność, zaznaczono iż kosmetyk nie był testowany na zwierzętach, ale był testowany dermatologicznie, zamieszczona data ważności oraz pełne dane producenta.


Skład produktu jest zamieszczony na opakowaniu, ale po ile widać go częściowo, pożyczyłam spis ze strony producenta:

Aqua (Water), Ethylhexyl Stearate, Polyurethane, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Cyclopenthasiloxane, Cyclohexasiloxane, Glyceryl Stearate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Macadamia Ternifolia Shell Powder, Cera Alba (Beeswax), Caramel Colour E150d, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Disodium EDTA, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), BHA.

Jak widzicie szału niema, zawiera parafinę, glicerynę, środki powierzchniowo czynne, zawiera co prawda olej makadamia, ale jest on w połowie składu, więc nie wiem na ile jest to korzystne, są też sproszkowane skorupki orzechów makadamia, no to akurat jest wyczuwalne ;) na końcu szereg parabenów oraz syntetyczny przeciwutleniacz.


Scrub ma delikatne, beżowe zabarwienie, kremową, beztłuszczową konsystencję, wyraźnie widać w nim drobinki peelingujące, w ciemnym i jasnym kolorze, są dosyć drobne, mogę porównać je do miałkiego cukru, scrub nie jest zbity, ani też płynny, dla mnie w sam raz.
Zapach obłędny! orzechowo - karmelowy, słodkawy, ale nie przesłodzony, czuć specyficzny zapach mielonych orzeszków z lekką nutą karmelu, te dwa aromaty idealnie uzupełniają się nawzajem tworząc jedną całość, która piorunująco działa na podświadomość...
Aplikacja przyjemna, łatwa, może nie do końca higieniczna, więc aby zapobiec dostaniu się wody do kosmetyku, nakładam potrzebną porcję do miseczki, a potem mokrymi dłońmi aplikuję. Scrub z łatwością rozprowadza się po skórze, ale jedno jest pewne, nie jest myjący, jest po prostu ... scrubem ;)
Działanie mega skuteczne, drobinki idealnie oczyszczają skórę z martwych komórek i zanieczyszczeń, są dosyć ostre, ale nieinwazyjne, świetnie masują ciało i wygładzają go, scrub nie pieni się!
Efekty zadowalające, i to bardzo, skóra po użyciu scrubu jest aksamitnie gładka, miękka, delikatna w dotyku, lekko zaczerwieniona, nie oszczędzam się ;), ale po chwili efekt ten zanika, wygładzona, doskonale oczyszczona.
Wydajność średnia, jest niczym balsam z drobinkami, na jedną aplikację trocha więc go zużywam.


Opinia 

O tym że Orzechowy scrub oczarował mnie swoim zapachem chyba pisać wiele nie trzeba, jest po prostu mega kuszący, naturalny!, nie wiem jak oni to robią, ale pachnie niczym prawdziwy deser z mielonych orzechów i karmelu! Obłęd, pokusa, chęć do sięgania po niego jest bardzo wielka, do takich aromatycznych kosmetyków mam ogromny pociąg ;) Opakowanie jeszcze bardziej podkręca, bo na sam jego widok zaczyna mnie nachodzić ogromna chęć na coś słodkiego, orzechowo karmelowego, a i czekolada mile widziana - ślinotok gwarantowany, nie dziwie się więc swoim dzieciom, których bardzo długo, i cierpliwie, musiałam przekonywać, że nie jest do zjedzenia, jedynie do smarowania ciałka, ale co się dziwić maluchom, gdy ja, kobieta po 30, bym go chętnie liznęła ;)
P.S. Jest niedobry, hi, hi ;)


Orzechowy scrub w trakcie używania fajnie rozprowadza się po wilgotnej skórze, jest niczym balsam z drobinkami, więc nie wiem dla czego nazwano go " myjącym " bo określenie to pasuje do kosmetyków żelopodobnych, jak na przykład peeling Szarlotkowy, scrub z " myjącego " nie ma nic, zresztą po scrubie nie oczekuję tego, ma dobrze oczyszczać i złuszczać, pobudzać krążenie, poprawiać jędrność, na szczęście te wszystkie właściwości posiada, co mnie cieszy niezmiernie. Drobinki dokładnie oczyszczają skórę jednocześnie zapewniając jej masaż pobudzający, są drobne, dobrze wyczuwalne, nie nadmiernie ostre.
Używam go 2 razy w tygodniu, zdecydowanie wystarcza, bo efekty po jego użyciu utrzymują się 2 -3 dni.
Ciało po użyciu scrubu jest nadzwyczajnie przyjemne w dotyku, skóra mięciutka, delikatna, gładka, lepiej chłonie kosmetyki pielęgnacyjne, smakowicie pachnąca, lecz zapach nie utrzymuje się na niej zbyt długo.
Wydajność nie jest wysoka, na jedną aplikacje trocha go potrzebuję, ale zadowalająca.
Ogólnie bardzo przyjemny i wspaniale pachnący kosmetyk, lubię go używać, nie zapycha skóry, nie zostawia żadnej warstewki na jej powierzchni, nie podrażnił ani nie wywołał u mnie żadnego uczulenia, doskonale poprawia samopoczucie, pobudza i dodaje energii, no i zaspokaja ochotę na słodycze - jestem na tak!

Cena - 12,50 zł / 225 ml

Ocena - 4+/5 

Za nie zbyt przyjazny skład minusik.
Szanowny Producencie proponuję usunąć z nazwy " myjący " prościej i wiarygodniej będzie " Orzechowy Scrub  do ciała ", aby osoby poszukujące " scrubu myjącego " nie poczuły się oszukane i nie spisywały tak wspaniałego produktu na straty ;)


Opis producenta

Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o aksamitnej konsystencji i zmysłowym, korzennym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało.
Powstał na bazie ekstraktu z miodu i imbiru, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, pozostawiając długotrwały, kusząco słodki zapach.
Regularne stosowanie Piernikowego balsamu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. Bogata receptura intensywnie nawilża i głęboko odżywia skórę, poprawiając jej jędrność i gładkość, a wyjątkowo aromatyczny, bajecznie słodki zapach uwalnia od stresu, relaksuje i odpręża, wyraźnie  poprawiając nastrój.


Opis 

Opakowanie balsamu to poręczna, mała butelka, o pojemności 225 ml, wykonana z białego, nieprzezroczystego plastiku, zamykana szczelnie korkiem na zatrzask, co bardzo ułatwia używanie kosmetyku. Szata opakowania, jest bardzo... pierniczkowa ;) Smakowite ciasteczka pokryte różnokolorowym lukrem, a między nimi gwiazdki anyżkowe - czy to nie działa na wyobraźnię? Działa! I to bardzo!
Na opakowaniu znajdują się wszystkie podstawowe informacje dotyczące produktu, opis i sposób użycia, pojemność, termin ważności, info o nietestowaniu na zwierzętach i testowaniu dermatologicznym, zamieszczony jest pełny skład produktu oraz dane producenta.


Skład balsamu niestety nie jest korzystny, po parafinie mamy masło shea, potem same emolienty, ekstrakt imbiru i miodu prawie na samym końcu, no i parabeny, substancje zapachowe... koniec, a producentem zaznaczono że balsam powstał na bazie imbiru i miodu, coś ta " baza " przesunęła się zbyt daleko, bo po takich składnikach " przed ", raczej żadnego działania dobroczynnego dla skóry nie mają, i z pewnością nie jest to " bogata receptura " bo takową mogę uznać w produkcie składającym się, chociażby, w 50% z naturalnych składników i to na początku składu, nie na jego końcu.


Balsam ma lekką, beztłuszczową, aksamitną konsystencje z połyskiem, nie jest gęsty, ani też płynny, bardzo mi odpowiada jego postać, barwę ma niczym fluid lub płynny podkład dla ciemnej karnacji, nasyconą, brązowo - beżową, po wyschnięciu go w załamaniach tubki, zmienia kolor na czekoladowy.
Zapach jest niesamowity, korzenne ciasteczka z lukrem, ojej - obłęd! Firma to potrafi nas oczarować, za te aromaty jestem w stanie przymknąć oczy na skład ;) Zapach jest tak doskonale odtworzony, że mam wrażenie iż nakładam na siebie ciasto piernikowe, i to z lukrem!, wyobraźcie sobie, lukier też jest wyczuwalny - co za obłęd!
Aplikacja jest komfortowa, jak ze względu na wygodną buteleczkę, tak i ze względu na konsystencje balsamu - szybko rozprowadza się, błyskawicznie wchłania się, nie wałkuje się, nie klei.
Działanie balsamu mnie trocha zawiodło, nie jestem do końca zadowolona z efektu nawilżenia, jest bardzo krótkotrwały, drugą niedogodnością jest barwa balsamu, która, niestety, pozostawia ślady na jasnych ubraniach, na bieli w szczególności, ale na skórze efektu brązującego nie widać, może tyci, tyci.
Efekty są takie, że raczej ich brak, nawet regularne stosowanie tego balsamu nie zapewnia dostatecznego komfortu mojej normalnej skórze, nie zauważyłam też poprawy kolorytu, myślałam że ta piękna barwa balsamu udzieli się też mojej skórze, ale nic z tego, jedynie zapach... ach, ten zapach mąci w głowie, mówię Wam!
Wydajność średnia, balsam jest lekki, szybko wchłania się i szybko ślad po nim zanika na mojej skórze, więc czasami trzeba ponownie z niego skorzystać, co niekorzystnie odbija się na jego wydajności.


Opinia 

A zapowiadało się tak bajecznie...
Ciasteczka, pierniczki, gwiazdeczki, kusząca szata również zobowiązuje, bo nakręciła mnie na moc wspaniałego zapachu i skutecznej pielęgnacji, po ile pierwsze jest bez zarzutu, ba nawet więcej - zapach jest czarowny, bajeczny, mega kuszący, pobudzający, nastrój poprawiający..., to z drugą pozycją, czyli pielęgnacyjne właściwości, już jest gorzej.
Piernikowy balsam bardzo odpowiada mi pod względem konsystencji, jest przyjemny w użyciu, z łatwością rozprowadza się, doskonale wchłania się w moją normalną skórę, nie trzeba go długo wsmarowywać, wystarczy chwila i wnika w skórę bez reszty, nie zostawiając żadnej klejącej czy tłustej warstewki, bardzo to lubię, nawet to " brudzenie " da się ujarzmić, wystarczy odczekać kilka chwil po aplikacji w " kostiumie Ewy ", a potem założyć piżamkę lub ubranie. Pierwsza aplikacja była małym szokiem - moja biała haleczka i biała koszulka męża, po tuleniu, poleciały do kosza na pranie, a to niespodzianka ;) Ty pierniku, ty! Później już byłam ostrożna, więc takie sytuacje nie powtarzały się ;)


Barwę balsam ma niczym podkład lub ciasto na piernik ;) aż dziwie się, że nie brązuje ciała, tylko i wyłącznie białe koszulki ;)
Działanie balsamu od razu po aplikacji jest bardzo fajnie, czuję, jak moja skóra go chłonie, staje się miękka, gładka, pięknie pachnąca pierniczkami z lukrem, wszystkie suche partie zostają nawilżone, skóra ukojona, odżywiona, gładka, a po 1 - 2 godzinach pojawia się dyskomfort, już nie czuję tego działania, zwłaszcza w miejscach przesuszonych ( kolana, łokcie, piszczele ). Działa lecz krótkotrwale, do masełka Szarlotkowego nawet niema co porównywać, tamto jest idealne!
Balsam nie wysusza skóry, nie podrażnia jej, po prostu wnika i przestaje być odczuwalny, skóra wraca, prawie, do stanu z przed aplikacji, no ale szkody jej nie robi. Przez to muszę ponownie nakładać porcje balsamu, co niekorzystnie wpływa na jego wydajność, a mam skórę niewymagającą, normalna, miejscami przesuszoną.
Zużyję go chociażby dla tego boskiego zapachu, który wielbię, bo subtelnie otula ciało, długo utrzymuje się, jest nadzwyczajnie autentyczny, mega kuszący, nie zbyt słodki, ani nie mdły, jest idealny pod każdym względem, niestety niczym innym mnie Piernikowy balsam nie urzekł, a szkoda - mógł by być prawdziwym hitem.

Cena - 12,80 zł / 225 ml

Ocena - 3/5 



Dostępność - drogerie, sklep internetowy Farmona.

Podsumowanie 

Bardzo ciesze się, że miałam przyjemność poznać te słodkie nowości od Farmony, jednak Piernikowy balsam do ciała nie zaspokoił potrzeb mojej skóry, choć zapach zawładnął moimi zmysłami i kubkami smakowymi :)
Do Orzechowego scrubu do mycia ciała nie mam żadnych zastrzeżeń, więc z pewnością do niego jeszcze wrócę, nie jest myjący, ale ja nie oczekuje tego od scrubu, spełnia wszystkie swoje podstawowe funkcje i to z bardzo doskonałym wynikiem - świetnie masuje skórę, oczyszcza, złuszcza, nie wysusza, nie podrażnia, pięknie ja otula cudownym zapachem, poprawia gładkość, jędrność, nie natłuszcza! Jest genialny!
Aha, i jeszcze Wasze pytania z poprzedniego Szarlotkowego wpisu dotyczące apetytu na słodycze, otóż Kochane po takiej smakowitej pielęgnacji apetyt na słodycze zanika - patrzę na opakowania, chce czegoś słodkiego, a zaczynam stosować te kosmetyki, apetyt znika, przynajmniej ja tak mam ;)
Dopóki stosuję te bajeczne " przysmaki " nie mam chęci na słodycze, sam zapach tak mnie wypełnia i " nasyca ", że na jedzenie słodyczy nie mam już ochoty wcale - dobra pielęgnacja podczas odchudzania ;)


Co sądzicie o tych smakowitych kosmetykach? Stosowaliście może, jakie jest Wasze zdanie na ich temat?
Życzę Wam wspaniałego wieczorku i pełnego słońca weekendu - w końcu odpoczynek ;)