Witajcie Słoneczka :)
Nowy Rok powitany, mam nadzieje, że świetnie się bawiliście w Sylwestrową noc, a nowy rok rozpoczął się pozytywnie i z uśmiechem na twarzy. Wolne dni już za nami, powrót do pracy był ciężki, po takim obfitym odpoczynku ciężko ustawić się na właściwy tor ;) Ale... dziś już rozpoczynamy długi weekend, wolny poniedziałek dobrze wróży ;)
Moja pierwsza notka w nowym roku będzie poświęcona grudniowemu denku, no bo jakby nie patrzeć trzeba zrobić podsumowanie, a więc najpierw zamykam " stare " sprawy, a następnie wkraczam w nowe ;)
Grudzień, przez nadmiar pracy i w związku z przygotowaniami świątecznymi nie obfitował w zużycia, nie miałam czasu, a czasem ze zmęczenia nawet chęci, na jakieś większe zabiegi pielęgnacyjne, nawet balsamowanie sobie odpuszczałam stosując pod prysznicem żel z olejkiem do masażu - mycie i nawilżenie skóry w jednym - dla leniuszków i zabieganych idealne rozwiązanie :)
No to zapraszam na słów kilka o każdym z bohaterów grudniowego denka :)
Joico K-Pak Color Therapy szampon i odżywka do włosów farbowanych po 300 ml każdy, dla mnie duet idealny, nie zawsze tak jest, że odżywka idealnie zgrywa się z szamponem, z reguły jedno z nich gra pierwsze skrzypce, ale nie w tym przypadku... Zarówno szampon, jak i odżywka spisywały się idealnie, czasem używałam jedynie szamponu i olejku z tej że linii zamiast odżywki, ale zazwyczaj stosowałam w parze, pełną recenzję możecie przeczytać TU, z perspektywy czasu nic się nie zmieniło, jestem bardzo zadowolona z tych produktów, moje włosy dzięki nim były doskonale zadbane i chronione, są bardzo wydajne, co usprawiedliwia wysoką cenę :)
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!
Apart Natural BIOflavon - nektar do kąpieli Awokado i Limonka 750 ml, bardzo fajny płyn o lekkim, świeżym zapachu, który relaksuje, odpręża i długo utrzymuje się na skórze. Faktycznie zawiera witaminy A,E, F, H, B5 i B6, a także ekstrakty roślinne, szkoda tylko że na samym początku figuruje SLS, płyn obficie pieni się, wytwarzając puszystą i delikatną piankę, wydajność dosyć wysoka, a cena niska.
Czy kupię ponownie - TAK
Dermedic Hydrain 2 Nawilżający żel pod prysznic 250 ml, jeden z moich ulubieńców myjących. Zapach nadzwyczajnie świeży, morski, kojarzy mi się z męskimi perfumami o tych że nutach, podczas używania wypełnia całą łazienkę, długo też utrzymuje się na skórze. Skład nie jest wcale bajeczny, choć zawiera roślinny kompleks naśladujący naturalny czynnik nawilżający skórę - NMF, zawiera także SLS, mimo iż jest kosmetykiem aptecznym, moja skóra jednak dobrze toleruje ten składnik, więc nie stronię od kosmetyków z jego zawartością, w tym przypadku tym bardziej nie mam co narzekać, bo żel nie tylko świetnie oczyszczał i odświeżał moją skórę, ale także zapewniał jej miękkość, gładkość i elastyczność. Czy nawilżał? Jakoś nie zauważyłam, ale nie wysuszał, ani nie podrażniał jej, nawet gdy była przesuszona.
Czy kupię ponownie - TAK!!!! jeśli gdzieś go jeszcze znajdę
Choisee Olej do masażu i pielęgnacji ciała Jasmin Mogra & Zielona Herbata 150 ml, dosyć fajny olejek, o całkowicie naturalnym składzie, trocha zbyt płynny, ale przez tą konsystencję łatwo było go stosować, ale dawkować już nie koniecznie :) Dobrze wchłaniał się, jednak najlepiej spisywał się do masażu niżeli do pielęgnacji ciała, w drugim przypadku zostawiał lekki film na skórze. Stosowałam go również pod prysznicem w połączeniu z żelem - mycie i pielęgnacja w jednym, po spłukaniu ciała nie było żadnej tłustej warstewki, tylko nawilżona, miękka i delikatna w dotyku skóra. Zapach ma piękny, naturalny, jaśminowy.
Czy kupię ponownie - MOŻE...
Marionnaud Hand Lotion Green Tea Jasmine 240 ml, ten balsam do rąk bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, nie pokładałam na niego wielkich oczekiwań, a jednak świetnie sobie radził nawet z przesuszoną skórą! Miał lekką konsystencję, dzięki czemu błyskawicznie wchłaniał się nie pozostawiając po sobie żadnej tłustej czy wyczuwalnej warstewki, ślicznie pachniał i był bardzo wydajny, mam go od bardzo długiego czasu, nie stosowałam systematycznie, raczej sporadycznie, a termin ważności na to pozwalał ;)
Wygodny aplikator ułatwiał i umilał stosowanie, a ciekawa buteleczka pełniła rolę dekoracji :)
Czy kupię ponownie - TAK!!! jeśli zdążę, perfumerie Marionnaud mają zniknąć z Polski ;(
Dermedic Hydrain 2 Krem - żel pod oczy intensywnie nawilżający 15 g, genialny! Czy już mówiłam że uwielbiam Hydrain 2? :) Krem o bardzo lekkiej, kremowo-żelowej konsystencji, błyskawicznie wchłaniał się i natychmiastowo zapewniał skórze nawilżenie, odżywienie oraz komfort, latem używałam go " na zimno ", z lodówki - niczym kompres usuwał obrzęki i zmęczenie z okolicy oczu, normalnie także spisywał się na medal! Wielką jego zaletą jest nie tylko skuteczne i długotrwałe działanie, ale także wydajność oraz aplikator z cienkim dziubkiem, który precyzyjnie odmierzał " kropelki " kremu :) Cudowny, lekki, pięknie pachnący, mega wydajny, przyjemny w użyciu... Żadnej cechy negatywnej nie posiada.
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!!!
Masaki Matsushima woda perfumowana Tokyo Smile 40 ml, już dobiła dna, co znaczy, że... bardzo ją lubiłam ;) Zapach przypadł mi do gustu, był lekki, energetyzujący, pozytywny, świeży, a jednocześnie słodkawy, długo utrzymywał się na skórze, zwłaszcza latem!, i jeszcze dłużej na ubraniach. Ładny flakonik, wygodny i precyzyjny atomizer, długa rurka pozwoliła zużyć go do ostatniej kropli, bez wysiłku.
Więcej o tej wodzie przeczytacie w recenzji, o TU.
Czy kupię ponownie - TAK!!!
EpilFeet - maska złuszczająca na bazie kwasów 1 opakowanie, tak zwane kwasoskarpety, które zaskoczyły mnie swoim działaniem i efektami, stopy odzyskały doskonały wygląd, miękkość i gładkość, efekty, mimo upływu czasu, utrzymują się nadal, oczywiście dzięki wsparciu w postaci systematycznej pielęgnacji. Z pewnością po nie jeszcze sięgnę, i to nie raz, pozwalają w łatwy, choć nie bezproblemowy ( łuszczenie się skóry ), sposób poprawić wygląd i kondycję stóp, a łuszczenie da się przeżyć :) O działaniu i efektach przeczytacie, a nawet je zobaczycie, TU.
Czy kupię ponownie - TAK!!!!
Dr Irena Eris Pharmaceris D BODY-MOISTATIC Nawilżający balsam do ciała 225 ml, był moim ulubieńcem jeśli chodziło o pielęgnację przesuszonej skóry, szkoda, że już go ciężko znaleźć w sprzedaży, jak dobrze mieć zapasy ;) Moje drugie opakowanie, które zużyłam z taką samą przyjemnością, jak poprzednie - gdy moja skóra była podrażniona, przesuszona, ściągnięta, ten balsam w kilka chwil przywracał jej świetność, zapewniając tym samym komfort mi, bo nic nie piekło, nie ciągnęło, nie swędziało... Lekka konsystencja sprawiała, że balsam szybko wchłaniał się w skórę, nie natłuszczał, nie zostawiał wyczuwalnego filmu, tylko dogłębnie nawilżał, wygładzał i koił skórę. Zapach słabo wyczuwalny, niemal neutralny, wygodna tuba pozwoliła zużyć kosmetyk niemal całkowicie.
Czy kupię ponownie - TAK!!! na allegro jeszcze są ;)
Flos Lek ANTI ACNE MAKE-UP antybakteryjny - próbka podkładu którym uraczyła mnie Patrycja z TheBeautyOfFashion, wypróbowałam, nawet niezły, zapach ma taki... jak woda termalna, nie wiem dla czego mi się tak skojarzyło - świeży, " wodny ", kolorystycznie też świetnie wypadł, choć nie wiem jaki to odcień, jednak nie interesuje mnie to, ponieważ robił z mojej twarzy słoneczko - lśniące i błyszczące :) ani bibułki matujące, ani puder nie były w stanie tego zmienić, makijaż wręcz " spływał " z mojej twarzy, a szkoda, bo krycie również oferował bardzo fajne!
Czy kupię ponownie - NIE
Savonnerie Mydło Marsylskie perfumowane Czerwone owoce 100 g, przepraszam za widok, ale mydełko to było zapakowane jedynie w przezroczystą folię, która by nic " nie powiedziała " o produkcie, całe piękno tego mydła było wytłoczone na nim samym, ale całe info zmyło się w trakcie używania ;) Mydła marsylskie należą do moich faworytów, chętnie po nie sięgam, wersje perfumowane dopiero odkrywam, Owocowe pachniało... bosko! Dobrze pieniło się, świetnie myło, nie podrażniało ani nie ściągało skóry. Recenzję znajdziecie TU.
Czy kupię ponownie - TAK!!
Terry Balsam do ust Różany malutka próbka w kształcie tabletki wystarczyła na kilka użyć, pierwsze wrażenie okazało się pozytywne, balsam jest treściwy, gęsty, niczym masełko, subtelnie pachniał różami, dobrze trzymał się na ustach, nawilżał i wygładzał je, nabrałam ochoty na pełnowymiarowe opakowanie.
Czy kupię ponownie - TAK!
Juicy Couture Viva La Juicy woda perfumowana miniaturka 1,5 ml, zapach jest określany jako owocowo - kwiatowy, ja jednak czuję w nim tylko kwiatowe nuty doprawione czymś bardzo słodkim, pewnie to ten karmel lub pralinki w nucie bazy tak działają ;) Nie powiem że jest zły, mi się podoba, ale z pewnością nie nadaje się na co dzień, a tym bardziej na upalne dni, będzie męczyć swoją słodyczą, natomiast wieczorem, zwłaszcza gdy są niskie temperatury, zapach cudownie " ogrzewa " i napawa pozytywnym nastawieniem :) Ciekawy, i choć nie kwalifikuje się do tych, które " muszę mieć! " ma w sobie coś takiego, że chciałabym go mieć, flakon prezentuje się dziewczęco i słodko :)
Czy kupię ponownie - MOŻE...
I tak prezentuje się moje grudniowe denko ;)
Co znacie, co stosowaliście, jakie macie opinie o tych produktach?
Miłego wieczorku i udanego weekendu życzę :)
Buziam ;*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EpilFeet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EpilFeet. Pokaż wszystkie posty
piątek, 3 stycznia 2014
Pożegnane w grudniu - denko w minirecenzjach :)
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Moje kosmetyczne, i nie tylko, odkrycia 2013 roku
Witajcie Słoneczka :)
Świąteczny czas i przednoworoczne przygotowania nie motywują mnie do pisania recenzji, zacznę je pisać już w nowym, 2014 roku, a także przedstawię Wam swoich ulubieńców, zarówno tych z całego roku jak i z grudnia, denko grudniowe też muszę podsumować i sfotografować... ;)
Dziś zapraszam Was na luźny post, w którym pokażę, i w kilku słowach opiszę, produkty, które odkryłam dla siebie w 2013 roku.
Są to produkty, które najbardziej utkwiły w mojej pamięci, te, które darowały mi przyjemność podczas stosowania, te, które okazały się miłym zaskoczeniem, zadziwiły efektami i działaniem - jednym słowem, a raczej dwoma, warte uwagi ;)
Zao Make-Up Organic naturalne, organiczne kosmetyki do makijażu odkryłam całkiem przypadkowo, skuszona pięknymi opakowaniami i rewelacyjnym składem, zdecydowałam się wypróbować - pierwszym moim kosmetykiem był Puder matujący, tak bardzo przypadł mi do gustu, że zakupiłam kolejny okaz - Puder Brazujący, a potem już " apetyt " na nie mi się wzmożył, służyły, i służą mi genialnie, były maskary, błyszczyki, korektor, cień perłowy, róż do policzków...
Teraz nie muszę kupować całych opakowań, tylko wymienne wkłady z wybranymi odcieniami kosmetyków do kasetek i do obudowy szminki/korektora ;) Jedynie tusze i podkłady nie mają wymiennych opakowań, mam ochotę też na ich pędzle do makijażu ;)
Zestaw Nail Tek II świetnie odbudował i wzmocnił moje płytki, paznokcie dzięki tym odżywkom stały się naprawdę nie do zdarcia ;) Teraz już co jakiś czas je nakładam, nie systematycznie, ale i tak sprawują się genialnie, żadna inna odżywka, jak na razie, nie pomogła mi tak skutecznie jak ten duet!
Oleje naturalne, to chyba jedno z największych, i licznych, odkryć tego roku, nie będę wyodrębniać jednego, ponieważ wszystkie te, które stosowałam, spisywały się świetnie, nie wiem, dlaczego przez tyle lat uważałam, że oleje naturalne są nieodpowiednie dla mojej twarzy, ciała, włosów, na szczęście to błędne myślenie zostało pokonane racjonalnym, a po pierwszej próbie byłam tak zaskoczona, że z czasem uzbierałam niezłą kolekcję olejów :) Kiedyś Wam ją przedstawię i opiszę, może i Was przekonam ;)
Kosmetyki Balea - zdecydowanie hit roku ;) Ciesze się, że mogłam je odkryć, są cudowne! Głównie stosowałam żele, żaden z nich mnie nie rozczarował, jedne zapachy bardziej mi odpowiadały, inne mniej, ale każdy z nich zapewniał przyjemność i spełniał swoje zadanie na 5+, szampon i odżywka Mango + Aloe Vera moim włosom służyły genialnie, żadnej plątaniny, przesuszenia, podrażnienia skóry głowy... włosy pełne blasku, witalności, miękkości... a ten zapach! Cudeńka! Mgiełka zachwycająco pachnie i jest trwała, balsam po depilacji ( zapomniałam go tu umieścić ) też świetnie sobie radzi, jedynym, nie do końca właściwym okazał się rozświetlający balsam do ciała, nie nie, działanie fajne, tylko zonk z zapachem, miał być egzotyczny, a okazał się czekoladowy ;)
EpilFeet kwasowe skarpetki odkrycie roku chyba nie tylko dla mnie ;) Cudowny wynalazek, który pomaga zadbać o stopy nie tylko pielęgnacyjnym leniuszkom, lecz także osobom, które regularnie dbają o swoje stopy - porządne złuszczanie, gładka, miękka, delikatna dzidziusiowa skóra gwarantowana ;)
Kosmetyki Ahava były dla mnie totalną nowością, jednak każdy z tych, które stosowałam, zachwycił skutecznym działaniem i przyjemnością podczas stosowania, świetne zapachy, bardzo fajne składy bazujące na wyjątkowej kompozycji minerałów z Morza Martwego - Osmoter, która przyczynia się do poprawy metabolizmu komórkowego oraz ochrony, nawilżenia, odżywienia i regeneracji skóry, obojętnie czy to w okolicy oczu, czy dla dłoni, czy dla stóp, czy dla twarzy - działają świetnie. Chcę więcej!
Ałun naturalny w formie dezodorantu - rozważałam jego zakup od dłuższego czasu, ałun potasowy jest naturalnym kryształem, który ma właściwości adsorpcyjne, całkowicie bezpieczny i hipoalergiczny, ma silne właściwości antybakteryjne, prócz ochrony przeciwpotowej zapewnia skórze komfort, nie podrażnia, nie uczula, pomaga zniwelować zaczerwienienia i podrażnienia po goleniu, goi drobne ranki, tamuje krwawienie, pomaga na wypryski ( stosowany miejscowo ) i niedoskonałości, nawet ugryzienia komarów łagodzi i zmniejsza opuchliznę. Ciesze się że go odkryłam, nie zapewnia mega ochrony przeciw potliwości, jak blokery czy te chemiczne dezodoranty, ale u mnie wystarczająco dobrze spisuje się i ma szeroki spektrum zastosowań.
Kwas glikolowy w końcu poznałam :) A tyle się obawiałam, teraz wiem że bezpodstawnie. Świetnie działa na moją skórę, kuracja nim zapewniła skórze gładkość, miękkość i jędrność, bez drastycznego łuszczenia się, pieczenia, czy innych nieprzyjemnych odczuć, niedoskonałości i drobne zmarszczki mimiczne znikają, a efekty utrzymują się dosyć długo. Raz na pół roku będę go stosować, pomaga odnowić skórę i z pewnością dzięki temu przedłuży jej młody wygląd na dłużej!
Świece i podgrzewacze zapachowe LaRissa, od kiedy je poznałam, zawsze goszczą w moim domu, zapachy są piękne, nawet gdy się nie palą, pachną bardzo intensywnie, po zapaleniu działają cuda, wypełniają całe wnętrze cudnymi aromatami, trwałymi i nadzwyczajnie przyjemnymi, podobają mi się bardziej od słynnych tart, które w moim dużym mieszkaniu zatracają się, a zapach cieszy tylko przej jakiś czas po zapaleniu, potem jest niemal niewyczuwalny.
Cena niska, jakość wysoka - warto je poznać!
Odświeżacze powietrza Aril, najnowsze odkrycie ze wszystkich odkryć! Nie lubię odświeżaczy powietrza, jeszcze żaden, nawet tych drogich marek, nie przypadł mi do gustu, zawsze coś było nie tak, a to " zawiesina " długo się utrzymuje, a to zapach dziwacznie sztuczny, a to śmierdzące wręcz wonie uwalniały, dlatego aromatyzowałam mieszkanie dyfuzorami, świecami, olejkami... Te kupił Wojtas, potajemnie, powiedział że do pracy :) Wystarczył jeden psik, a już za kilka dni była w domu cała kolekcja - to już kolejny zakup, pierwsze zeszły, i wcale nie szybko, są trwałe i wydajne! Zapachy są obłędnie naturalne! Biedronka to ma super ofertę ;) Ciężko polecić jeden z nich, uwielbiam każdy, cenowo - miłe zaskoczenie ;)
I to by było na tyle tych odkryć Kochani, mogłabym przeliczać jeszcze wiele innych cudownych produktów, ale nie ma to zupełnie sensu, nie chcę Was zanudzać, będą jeszcze ulubieńce roku, ale powiem Wam, że ten rok mogę uznać za bardzo udany - miałam tylko jednego, JEDNEGO!, bubla, którego wiele z Was już poznała, a jeśli nie, to poznacie go wkrótce - rekord!
Znacie któryś z powyższych produktów, kosmetyków?
Co znalazło się na Waszych listach odkryć 2013 roku?
Miłego wieczoru Słoneczka ;*
Świąteczny czas i przednoworoczne przygotowania nie motywują mnie do pisania recenzji, zacznę je pisać już w nowym, 2014 roku, a także przedstawię Wam swoich ulubieńców, zarówno tych z całego roku jak i z grudnia, denko grudniowe też muszę podsumować i sfotografować... ;)
Dziś zapraszam Was na luźny post, w którym pokażę, i w kilku słowach opiszę, produkty, które odkryłam dla siebie w 2013 roku.
Są to produkty, które najbardziej utkwiły w mojej pamięci, te, które darowały mi przyjemność podczas stosowania, te, które okazały się miłym zaskoczeniem, zadziwiły efektami i działaniem - jednym słowem, a raczej dwoma, warte uwagi ;)
Zao Make-Up Organic naturalne, organiczne kosmetyki do makijażu odkryłam całkiem przypadkowo, skuszona pięknymi opakowaniami i rewelacyjnym składem, zdecydowałam się wypróbować - pierwszym moim kosmetykiem był Puder matujący, tak bardzo przypadł mi do gustu, że zakupiłam kolejny okaz - Puder Brazujący, a potem już " apetyt " na nie mi się wzmożył, służyły, i służą mi genialnie, były maskary, błyszczyki, korektor, cień perłowy, róż do policzków...
Teraz nie muszę kupować całych opakowań, tylko wymienne wkłady z wybranymi odcieniami kosmetyków do kasetek i do obudowy szminki/korektora ;) Jedynie tusze i podkłady nie mają wymiennych opakowań, mam ochotę też na ich pędzle do makijażu ;)
Zestaw Nail Tek II świetnie odbudował i wzmocnił moje płytki, paznokcie dzięki tym odżywkom stały się naprawdę nie do zdarcia ;) Teraz już co jakiś czas je nakładam, nie systematycznie, ale i tak sprawują się genialnie, żadna inna odżywka, jak na razie, nie pomogła mi tak skutecznie jak ten duet!
Oleje naturalne, to chyba jedno z największych, i licznych, odkryć tego roku, nie będę wyodrębniać jednego, ponieważ wszystkie te, które stosowałam, spisywały się świetnie, nie wiem, dlaczego przez tyle lat uważałam, że oleje naturalne są nieodpowiednie dla mojej twarzy, ciała, włosów, na szczęście to błędne myślenie zostało pokonane racjonalnym, a po pierwszej próbie byłam tak zaskoczona, że z czasem uzbierałam niezłą kolekcję olejów :) Kiedyś Wam ją przedstawię i opiszę, może i Was przekonam ;)
Kosmetyki Balea - zdecydowanie hit roku ;) Ciesze się, że mogłam je odkryć, są cudowne! Głównie stosowałam żele, żaden z nich mnie nie rozczarował, jedne zapachy bardziej mi odpowiadały, inne mniej, ale każdy z nich zapewniał przyjemność i spełniał swoje zadanie na 5+, szampon i odżywka Mango + Aloe Vera moim włosom służyły genialnie, żadnej plątaniny, przesuszenia, podrażnienia skóry głowy... włosy pełne blasku, witalności, miękkości... a ten zapach! Cudeńka! Mgiełka zachwycająco pachnie i jest trwała, balsam po depilacji ( zapomniałam go tu umieścić ) też świetnie sobie radzi, jedynym, nie do końca właściwym okazał się rozświetlający balsam do ciała, nie nie, działanie fajne, tylko zonk z zapachem, miał być egzotyczny, a okazał się czekoladowy ;)
EpilFeet kwasowe skarpetki odkrycie roku chyba nie tylko dla mnie ;) Cudowny wynalazek, który pomaga zadbać o stopy nie tylko pielęgnacyjnym leniuszkom, lecz także osobom, które regularnie dbają o swoje stopy - porządne złuszczanie, gładka, miękka, delikatna dzidziusiowa skóra gwarantowana ;)
Kosmetyki Ahava były dla mnie totalną nowością, jednak każdy z tych, które stosowałam, zachwycił skutecznym działaniem i przyjemnością podczas stosowania, świetne zapachy, bardzo fajne składy bazujące na wyjątkowej kompozycji minerałów z Morza Martwego - Osmoter, która przyczynia się do poprawy metabolizmu komórkowego oraz ochrony, nawilżenia, odżywienia i regeneracji skóry, obojętnie czy to w okolicy oczu, czy dla dłoni, czy dla stóp, czy dla twarzy - działają świetnie. Chcę więcej!
Ałun naturalny w formie dezodorantu - rozważałam jego zakup od dłuższego czasu, ałun potasowy jest naturalnym kryształem, który ma właściwości adsorpcyjne, całkowicie bezpieczny i hipoalergiczny, ma silne właściwości antybakteryjne, prócz ochrony przeciwpotowej zapewnia skórze komfort, nie podrażnia, nie uczula, pomaga zniwelować zaczerwienienia i podrażnienia po goleniu, goi drobne ranki, tamuje krwawienie, pomaga na wypryski ( stosowany miejscowo ) i niedoskonałości, nawet ugryzienia komarów łagodzi i zmniejsza opuchliznę. Ciesze się że go odkryłam, nie zapewnia mega ochrony przeciw potliwości, jak blokery czy te chemiczne dezodoranty, ale u mnie wystarczająco dobrze spisuje się i ma szeroki spektrum zastosowań.
Kwas glikolowy w końcu poznałam :) A tyle się obawiałam, teraz wiem że bezpodstawnie. Świetnie działa na moją skórę, kuracja nim zapewniła skórze gładkość, miękkość i jędrność, bez drastycznego łuszczenia się, pieczenia, czy innych nieprzyjemnych odczuć, niedoskonałości i drobne zmarszczki mimiczne znikają, a efekty utrzymują się dosyć długo. Raz na pół roku będę go stosować, pomaga odnowić skórę i z pewnością dzięki temu przedłuży jej młody wygląd na dłużej!
Świece i podgrzewacze zapachowe LaRissa, od kiedy je poznałam, zawsze goszczą w moim domu, zapachy są piękne, nawet gdy się nie palą, pachną bardzo intensywnie, po zapaleniu działają cuda, wypełniają całe wnętrze cudnymi aromatami, trwałymi i nadzwyczajnie przyjemnymi, podobają mi się bardziej od słynnych tart, które w moim dużym mieszkaniu zatracają się, a zapach cieszy tylko przej jakiś czas po zapaleniu, potem jest niemal niewyczuwalny.
Cena niska, jakość wysoka - warto je poznać!
Odświeżacze powietrza Aril, najnowsze odkrycie ze wszystkich odkryć! Nie lubię odświeżaczy powietrza, jeszcze żaden, nawet tych drogich marek, nie przypadł mi do gustu, zawsze coś było nie tak, a to " zawiesina " długo się utrzymuje, a to zapach dziwacznie sztuczny, a to śmierdzące wręcz wonie uwalniały, dlatego aromatyzowałam mieszkanie dyfuzorami, świecami, olejkami... Te kupił Wojtas, potajemnie, powiedział że do pracy :) Wystarczył jeden psik, a już za kilka dni była w domu cała kolekcja - to już kolejny zakup, pierwsze zeszły, i wcale nie szybko, są trwałe i wydajne! Zapachy są obłędnie naturalne! Biedronka to ma super ofertę ;) Ciężko polecić jeden z nich, uwielbiam każdy, cenowo - miłe zaskoczenie ;)
I to by było na tyle tych odkryć Kochani, mogłabym przeliczać jeszcze wiele innych cudownych produktów, ale nie ma to zupełnie sensu, nie chcę Was zanudzać, będą jeszcze ulubieńce roku, ale powiem Wam, że ten rok mogę uznać za bardzo udany - miałam tylko jednego, JEDNEGO!, bubla, którego wiele z Was już poznała, a jeśli nie, to poznacie go wkrótce - rekord!
Znacie któryś z powyższych produktów, kosmetyków?
Co znalazło się na Waszych listach odkryć 2013 roku?
Miłego wieczoru Słoneczka ;*
Etykiety:
AHAVA,
Alepia,
ałun,
Aril,
Balea,
EpilFeet,
kolorówka,
kosmetyczne,
kosmetyki do makijażu Bio,
kwas glikolowy,
LaRissa,
Le`Maadr,
Nail Tek,
odżywka do paznokci,
oleje naturalne,
skarpety złuszczające,
ZAO
piątek, 20 grudnia 2013
Gładkie stopy z EpilFeet - maska do stóp na bazie kwasów
Witajcie Słoneczka ;)
Przedświąteczne szaleństwo dotknęło i mnie :) Sprzątanie pełną parą, czasu na wszystko brakuje, mieszkanko lśni, a ja straciłam wszystkie paznokcie i wysuszyłam na wiór swoje ręce, czeka na nie teraz długa regeneracja, ale za to mam piękne i gładkie stopy. Tak, tak, moje chciejstwo, dotyczące wypróbowania skarpet złuszczających na własnej skórze, spełniło się, jakiś czas temu przybyły do mnie EpilFeet.
EpilFeet to maska złuszczająca na bazie kwasów, która ma za zadanie intensywnie, ale jednocześnie bezpiecznie i bezinwazyjnie, złuszczyć i usunąć zrogowaciały naskórek, wyeliminować modzele oraz pękające pięty, poprawić ich wygląd poprzez wygładzenie, nawilżenie i ujędrnienie - brzmi kusząco prawda?
Słów kilka od producenta
Z powodu ciągłego nacisku martwe komórki skóry kumulują się na podeszwie stóp, a naturalny proces ich złuszczania nie funkcjonuje.
EpilFeet działa przez zmiękczenie nagromadzonych modzeli, dostając się pomiędzy martwe komórki i poluzowując „klej”, który trzyma je razem. Rozpoczyna tym samym naturalny proces złuszczania skóry. Dotyczy to jedynie nagromadzonych martwych komórek skóry i nie wpływa na żywe komórki.
EpilFeet zawiera staranny dobór enzymów i kwasów, aby cząsteczki mogły przeniknąć do odpowiedniej warstwy i wywołać złuszczanie martwych komórek skóry.
Nie stosować u dzieci w wieku poniżej 12 lat.
Do stosowania tylko na stopy.
Unikać kontaktu z oczami i ranami na skórze.
Tylko do użytku zewnętrznego.
Nie stosować produktu, jeśli występuje nadwrażliwość na jeden lub więcej składników EpilFeet.
Nie stosować u pacjentów: z niedoborem G6PG (niedokrwistość), w ciąży, z zespołem Rey’a, chorych na cukrzycę.
Nie używaj tego produktu, jeśli cierpisz z powodu: podrażnień, wrażliwej skóry, grzybicy paznokci, grzybicy i innych form chorób skórnych na stopach.
Unikać długotrwałego stosowania na dużej powierzchni lub na uszkodzoną skórę.
Przerwać stosowanie w przypadku pojawienia się podrażnienia, pieczenia, świądu, zaczerwienienia.
Użyć tuż po otwarciu. Wyrzucić po zakończeniu zabiegu.
Skarpety EpilFeet otrzymujemy w tekturowym pudełku " ubranym " w piękną szatę graficzną, już samo logo ze stopkami daje do zrozumienia do czego produkt służy, napisy, co prawda w angielskim języku, rozwiewają resztki wątpliwości - tak, to intensywny zabieg złuszczający zapewniający naturalnie jedwabiste stopy, a symbol Wenus informuję iż jest to produkt dla kobiet :)
EpilFeet w swojej ofercie ma również wersję dla mężczyzn, w czarnych szatach i z symbolem Marsa!
W pudełku znajduje się saszetka ze skarpetami, jest utrzymana w tym samym stylu co pudełko, mieści na sobie również wszystkie informacje dotyczące sposobu użycia, a także uwagi oraz zalecenia. Saszetka bez problemu się otwiera, dzięki wcięciu w kilka sekund dostaniemy się do wnętrza.
Skład produktu: Purified water ( Aqua ), Alcohol, Glycerin, Urea ( Carbamide ), Lactic Acid, Glycolic Acid, Citrus Medica Limonum ( Lemon ) Oil, Polyquaternium - 10, Salicylic Acid, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Vitamin E
Skład jest bardzo przyjemny, składa się z Wody oczyszczonej, Alkoholu, Gliceryny, Mącznika, Kwasu mlekowego, Kwasu glikolowego, Olejku cytrynowego, Soli amoniowej, Kwasu salicylowego, Uwodornionego oleju rycynowego, Wodorotlenku sodu znanego również jako soda kaustyczna oraz witaminy E.
Skarpety EpilFeet są wykonane z przezroczystej folii, w środku wyścielone miękką flizeliną, która jest porządnie nasączona płynem złuszczającym, zgrzewy solidnie trzymają się, dzięki czemu zanika wiarygodność rozerwania się skarpet w trakcie aplikacji czy oczekiwania, bo leżeć przez dwie godziny nie potrafię ;)
Do skarpet są dołączone paski samoprzylepne za pomocą których można łatwo dopasować skarpety do stóp, by nie ślizgały się i nie odstawały po bokach.
Moje stopy przed zastosowaniem EpilFeet nie wyglądały najlepiej, ale też nie najgorzej, te z Was, które czytają mój blog regularnie wiedzą, że jestem maniaczką smarowideł do stóp i regularnie o nie dbam, dzięki temu nie mam kłopotów z przesuszoną, twardą skórą i zgrubieniami, jednak ciekawość wzięła górę, dla celów testowych zaniechałam pielęgnację aż na dwa tygodnie! I choć ręce nieraz sięgały w stronę półeczki z kremami do stóp, nie poddałam się, w efekcie czego nabawiłam się zgrubień na piętach i na podbiciach stóp ( uwielbiam wysokie obcasy :)) oraz przesuszonej skóry na palcach.
Gdy już moje stopy wyglądały źle, przystąpiłam do działania - postępowałam zgodnie z zaleceniami producenta, najpierw usunęłam lakier z paznokci, następnie umyłam i dokładnie osuszyłam skórę stóp, odcięłam górę skarpet wzdłuż wskazanej linii i nałożyłam je na stopy, po kolei, bo inaczej płyn mógł by się wylać, jest go sporo, ale nie w nadmiarze!
Za pomocą pasków dopasowałam skarpety do swoich stóp - solidnie trzymają i nie odklejają się nawet po 2 godzinach.
Producent zaleca, by na maskę założyć skarpety, tak też zrobiłam, skarpety zapewniają lepsze efekty działania maski, moje mega ciepłe i mięciutkie wełniane skarpety z pewnością spotęgowały działanie :)
Muszę Wam powiedzieć, że zapach tej maski bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, miała aromat olejku cytrynowego, który uwielbiam!, był nadzwyczajnie przyjemny i naturalny, bez nuty kwasu czy alkoholu, aż miło było " nosić " skarpety, bo zapach był dosyć intensywny, wyczuwałam go przy każdym ruchu - cudowny!
Maskę trzymałam na stopach przez 2 godziny, producent zaleca 90 - 120 minut, ja wybrałam opcję optymalną ;)
Nie czułam żadnego dyskomfortu, ani pieczenia, ani szczypania, ani swędzenia, ani mrowienia, zimna i gorąca też nie doświadczyłam, było idealnie.
Po dwóch godzinach zdjęłam skarpety i umyłam stopy ciepłą wodą, teraz czekanie... :)
Za masakryczne widoki z góry przepraszam, ale musicie TO zobaczyć :)
Otóż wedle producenta skóra zaczyna się złuszczać po 3 - 5 dniach od aplikacji, minął 3, 4 dzień i nic u mnie się nie działo, piątego dnia co chwilę zaglądałam na swoje stopy, nic, aż wieczorem, po prysznicu skóra zaczęła schodzić na piętach ... wielkimi płatami!
W następnych dniach złuszczała się miejscami na palcach i na podbiciu, później na całej stopie " po trochu " - proces złuszczania trwał w sumie 12 dni.
Można stopy moczyć, by przyśpieszyć ten proces, ja jednak nie miałam na to czasu, moczyłam je jedynie podczas mycia, i faktycznie, zauważyłam że po myciu skóra zaczynała intensywniej schodzić.
Teraz moje stopy wyglądają o tak - ładne prawda?
Od początku łuszczenia się skóry chodziłam ciągle w skarpetkach, nawet spałam w cienkich, bawełnianych, bo inaczej na prześcieradle zostawiałam same wiórki :) Był to dla mnie mały kłopot, ponieważ nie potrafię zasnąć w skarpetach, przynajmniej tak było do TEJ pory :) Pomęczyłam się dwie pierwsze noce, a potem zasypiałam bez problemu :)
Podczas łuszczenia się skóry nie wolno stosować żadnych kosmetyków do stóp, ani kremów, ani tym bardziej peelingów, kremy mogą zmniejszyć efekty, a peelingi podrażnić wrażliwą w tym czasie skórę. Zawsze po umyciu i osuszeniu stóp chwilowo czułam suchość skóry i lekkie ściągnięcie, ale po kilku chwilach wszystko wracało do normy.
Obecnie moje stopy czują się wspaniale, są gładkie, jędrne, miękkie i delikatne w dotyku, no i znów mogę stosować kremy! I będę je stosować, by utrzymać efekt tego zabiegu jak najdłużej!
Cena - 99 zł / 1 opakowanie
Ocena - 5/5
Dostępność - EpilFeet
Podsumowanie
Byłam bardzo ciekawa działania oraz efektów złuszczających skarpet, te z EpilFeet w pełni mnie usatysfakcjonowały, podoba mi się w nich wszystko - fajna szata, bezproblemowy sposób użycia, piękny zapach, skład oraz zaskakujące efekty. Nawet przy regularnej pielęgnacji i nawilżeniu nie jestem w stanie uzyskać aż tak gładziutkiej i delikatnej skóry, bardzo miło dotykać takie " dzidziusiowe " stopy :)
Cena zniechęca do regularnego stosowania ich raz w miesiącu, ale raz na jakiś czas zdecydowanie warto w nie zainwestować, lub korzystając z promocji, teraz zestaw EpilFeet dla pary, męskie i damskie, kosztuje 149 zł!
Polecam!
Znacie skarpety złuszczające EpilFeet?
Stosowaliście, jakie macie o nich zdanie?
Miłego weekendu Kochane Wam życzę, jeszcze kilka dni harówki, dzień pracy i będę mogła odpocząć i nadrobić zaległości na Waszych blogach, mam nadzieje że nie gniewacie się na mnie, poprawię się, obiecuję :)
Buziam ;*
Przedświąteczne szaleństwo dotknęło i mnie :) Sprzątanie pełną parą, czasu na wszystko brakuje, mieszkanko lśni, a ja straciłam wszystkie paznokcie i wysuszyłam na wiór swoje ręce, czeka na nie teraz długa regeneracja, ale za to mam piękne i gładkie stopy. Tak, tak, moje chciejstwo, dotyczące wypróbowania skarpet złuszczających na własnej skórze, spełniło się, jakiś czas temu przybyły do mnie EpilFeet.
EpilFeet to maska złuszczająca na bazie kwasów, która ma za zadanie intensywnie, ale jednocześnie bezpiecznie i bezinwazyjnie, złuszczyć i usunąć zrogowaciały naskórek, wyeliminować modzele oraz pękające pięty, poprawić ich wygląd poprzez wygładzenie, nawilżenie i ujędrnienie - brzmi kusząco prawda?
Słów kilka od producenta
Z powodu ciągłego nacisku martwe komórki skóry kumulują się na podeszwie stóp, a naturalny proces ich złuszczania nie funkcjonuje.
EpilFeet działa przez zmiękczenie nagromadzonych modzeli, dostając się pomiędzy martwe komórki i poluzowując „klej”, który trzyma je razem. Rozpoczyna tym samym naturalny proces złuszczania skóry. Dotyczy to jedynie nagromadzonych martwych komórek skóry i nie wpływa na żywe komórki.
EpilFeet zawiera staranny dobór enzymów i kwasów, aby cząsteczki mogły przeniknąć do odpowiedniej warstwy i wywołać złuszczanie martwych komórek skóry.
Nie stosować u dzieci w wieku poniżej 12 lat.
Do stosowania tylko na stopy.
Unikać kontaktu z oczami i ranami na skórze.
Tylko do użytku zewnętrznego.
Nie stosować produktu, jeśli występuje nadwrażliwość na jeden lub więcej składników EpilFeet.
Nie stosować u pacjentów: z niedoborem G6PG (niedokrwistość), w ciąży, z zespołem Rey’a, chorych na cukrzycę.
Nie używaj tego produktu, jeśli cierpisz z powodu: podrażnień, wrażliwej skóry, grzybicy paznokci, grzybicy i innych form chorób skórnych na stopach.
Unikać długotrwałego stosowania na dużej powierzchni lub na uszkodzoną skórę.
Przerwać stosowanie w przypadku pojawienia się podrażnienia, pieczenia, świądu, zaczerwienienia.
Użyć tuż po otwarciu. Wyrzucić po zakończeniu zabiegu.
Skarpety EpilFeet otrzymujemy w tekturowym pudełku " ubranym " w piękną szatę graficzną, już samo logo ze stopkami daje do zrozumienia do czego produkt służy, napisy, co prawda w angielskim języku, rozwiewają resztki wątpliwości - tak, to intensywny zabieg złuszczający zapewniający naturalnie jedwabiste stopy, a symbol Wenus informuję iż jest to produkt dla kobiet :)
EpilFeet w swojej ofercie ma również wersję dla mężczyzn, w czarnych szatach i z symbolem Marsa!
W pudełku znajduje się saszetka ze skarpetami, jest utrzymana w tym samym stylu co pudełko, mieści na sobie również wszystkie informacje dotyczące sposobu użycia, a także uwagi oraz zalecenia. Saszetka bez problemu się otwiera, dzięki wcięciu w kilka sekund dostaniemy się do wnętrza.
Skład produktu: Purified water ( Aqua ), Alcohol, Glycerin, Urea ( Carbamide ), Lactic Acid, Glycolic Acid, Citrus Medica Limonum ( Lemon ) Oil, Polyquaternium - 10, Salicylic Acid, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Vitamin E
Skład jest bardzo przyjemny, składa się z Wody oczyszczonej, Alkoholu, Gliceryny, Mącznika, Kwasu mlekowego, Kwasu glikolowego, Olejku cytrynowego, Soli amoniowej, Kwasu salicylowego, Uwodornionego oleju rycynowego, Wodorotlenku sodu znanego również jako soda kaustyczna oraz witaminy E.
Skarpety EpilFeet są wykonane z przezroczystej folii, w środku wyścielone miękką flizeliną, która jest porządnie nasączona płynem złuszczającym, zgrzewy solidnie trzymają się, dzięki czemu zanika wiarygodność rozerwania się skarpet w trakcie aplikacji czy oczekiwania, bo leżeć przez dwie godziny nie potrafię ;)
Do skarpet są dołączone paski samoprzylepne za pomocą których można łatwo dopasować skarpety do stóp, by nie ślizgały się i nie odstawały po bokach.
Moje stopy przed zastosowaniem EpilFeet nie wyglądały najlepiej, ale też nie najgorzej, te z Was, które czytają mój blog regularnie wiedzą, że jestem maniaczką smarowideł do stóp i regularnie o nie dbam, dzięki temu nie mam kłopotów z przesuszoną, twardą skórą i zgrubieniami, jednak ciekawość wzięła górę, dla celów testowych zaniechałam pielęgnację aż na dwa tygodnie! I choć ręce nieraz sięgały w stronę półeczki z kremami do stóp, nie poddałam się, w efekcie czego nabawiłam się zgrubień na piętach i na podbiciach stóp ( uwielbiam wysokie obcasy :)) oraz przesuszonej skóry na palcach.
Gdy już moje stopy wyglądały źle, przystąpiłam do działania - postępowałam zgodnie z zaleceniami producenta, najpierw usunęłam lakier z paznokci, następnie umyłam i dokładnie osuszyłam skórę stóp, odcięłam górę skarpet wzdłuż wskazanej linii i nałożyłam je na stopy, po kolei, bo inaczej płyn mógł by się wylać, jest go sporo, ale nie w nadmiarze!
Za pomocą pasków dopasowałam skarpety do swoich stóp - solidnie trzymają i nie odklejają się nawet po 2 godzinach.
Producent zaleca, by na maskę założyć skarpety, tak też zrobiłam, skarpety zapewniają lepsze efekty działania maski, moje mega ciepłe i mięciutkie wełniane skarpety z pewnością spotęgowały działanie :)
Muszę Wam powiedzieć, że zapach tej maski bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, miała aromat olejku cytrynowego, który uwielbiam!, był nadzwyczajnie przyjemny i naturalny, bez nuty kwasu czy alkoholu, aż miło było " nosić " skarpety, bo zapach był dosyć intensywny, wyczuwałam go przy każdym ruchu - cudowny!
Maskę trzymałam na stopach przez 2 godziny, producent zaleca 90 - 120 minut, ja wybrałam opcję optymalną ;)
Nie czułam żadnego dyskomfortu, ani pieczenia, ani szczypania, ani swędzenia, ani mrowienia, zimna i gorąca też nie doświadczyłam, było idealnie.
Po dwóch godzinach zdjęłam skarpety i umyłam stopy ciepłą wodą, teraz czekanie... :)
Za masakryczne widoki z góry przepraszam, ale musicie TO zobaczyć :)
Otóż wedle producenta skóra zaczyna się złuszczać po 3 - 5 dniach od aplikacji, minął 3, 4 dzień i nic u mnie się nie działo, piątego dnia co chwilę zaglądałam na swoje stopy, nic, aż wieczorem, po prysznicu skóra zaczęła schodzić na piętach ... wielkimi płatami!
W następnych dniach złuszczała się miejscami na palcach i na podbiciu, później na całej stopie " po trochu " - proces złuszczania trwał w sumie 12 dni.
Można stopy moczyć, by przyśpieszyć ten proces, ja jednak nie miałam na to czasu, moczyłam je jedynie podczas mycia, i faktycznie, zauważyłam że po myciu skóra zaczynała intensywniej schodzić.
Teraz moje stopy wyglądają o tak - ładne prawda?
Od początku łuszczenia się skóry chodziłam ciągle w skarpetkach, nawet spałam w cienkich, bawełnianych, bo inaczej na prześcieradle zostawiałam same wiórki :) Był to dla mnie mały kłopot, ponieważ nie potrafię zasnąć w skarpetach, przynajmniej tak było do TEJ pory :) Pomęczyłam się dwie pierwsze noce, a potem zasypiałam bez problemu :)
Podczas łuszczenia się skóry nie wolno stosować żadnych kosmetyków do stóp, ani kremów, ani tym bardziej peelingów, kremy mogą zmniejszyć efekty, a peelingi podrażnić wrażliwą w tym czasie skórę. Zawsze po umyciu i osuszeniu stóp chwilowo czułam suchość skóry i lekkie ściągnięcie, ale po kilku chwilach wszystko wracało do normy.
Obecnie moje stopy czują się wspaniale, są gładkie, jędrne, miękkie i delikatne w dotyku, no i znów mogę stosować kremy! I będę je stosować, by utrzymać efekt tego zabiegu jak najdłużej!
Cena - 99 zł / 1 opakowanie
Ocena - 5/5
Dostępność - EpilFeet
Podsumowanie
Byłam bardzo ciekawa działania oraz efektów złuszczających skarpet, te z EpilFeet w pełni mnie usatysfakcjonowały, podoba mi się w nich wszystko - fajna szata, bezproblemowy sposób użycia, piękny zapach, skład oraz zaskakujące efekty. Nawet przy regularnej pielęgnacji i nawilżeniu nie jestem w stanie uzyskać aż tak gładziutkiej i delikatnej skóry, bardzo miło dotykać takie " dzidziusiowe " stopy :)
Cena zniechęca do regularnego stosowania ich raz w miesiącu, ale raz na jakiś czas zdecydowanie warto w nie zainwestować, lub korzystając z promocji, teraz zestaw EpilFeet dla pary, męskie i damskie, kosztuje 149 zł!
Polecam!
Znacie skarpety złuszczające EpilFeet?
Stosowaliście, jakie macie o nich zdanie?
Miłego weekendu Kochane Wam życzę, jeszcze kilka dni harówki, dzień pracy i będę mogła odpocząć i nadrobić zaległości na Waszych blogach, mam nadzieje że nie gniewacie się na mnie, poprawię się, obiecuję :)
Buziam ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































