Jeśli kiedykolwiek miałyście styczność z cellulitem, wiecie czym jest, widziałyście go u... koleżanki, czy, o zgrozo! zauważyliście pierwsze " objawy " u siebie - doskonale wiecie, że walka z nim nie jest łatwą sprawą. Nawet gdy po pewnym czasie, dzięki zdrowemu odżywianiu, systematycznym treningom i skutecznej pielęgnacji, uda się pozbyć tego natrętnego intruza... Przy pierwszej lepszej okazji wraca!
Nie dajmy się zwieść jego podstępom - uzbrójmy się w cierpliwość i walczmy dalej! A może lepiej regularnie zapobiegać?
Niezależnie od tego, jaki sposób wybieracie dla siebie, czy walkę, czy wolicie zapobiegać powstawaniu cellulitu, z pewnością zainteresuje Was Rozgrzewający krem antycellulitowy Byothea.
Ja należę do osób, którym cellulit nie jest obcy. I choćbym jak chciała powiedzieć, że jedynie słyszałam o nim w telewizji, czytałam o jego podstępności w czasopismach czy widziałam na udach koleżanki... Będzie to nieprawda, bowiem mam to nieszczęście podziwiać go, co jakiś czas, na swoim ciele. Nie jest to tylko jego wina, nie przychodzi " nieproszony " - moje lenistwo go nawołuje, jak tylko sobie " za dużo pozwalam " :)
Diet nie lubię, wolę zdrowo się odżywiać, a nawet pozwalać sobie na odrobinę słodkich przyjemności :) Na szczęście ćwiczenia i skuteczne sprzymierzeńce pielęgnacyjne, do których też należy ten krem, pomagają uporać się z " pomarańczową skórką ".
Słów kilka od producenta
Byothea Rozgrzewający krem antycellulitowy
- Zapewnia efekt ciepłego kremu, idealny do leczenia wszystkich rodzajów cellulitu
- Pomaga stymulować skuteczne osuszanie płynów
- Poprawia przepływ limfy i pobudza osuszanie.
Główne składniki:
- Kofeina - Posiada właściwości zapobiegające tworzeniu się tkanki tłuszczowej i odprowadza płyny, zmniejsza obwód, kanalizuje płyny w obszarach najbardziej dotkniętych cellulitem, poprawia kształt sylwetki.
- Arnika - Roślina górska używana do zmniejszenia obrzęku i siniaków, koi, poprawia krążenie krwi.
- Karnityna - Naturalny kwas, wzmacnia metabolizm lipidów, powodując zmniejszenie zawartości tłuszczu, zwiększa metabolizm, a tym samym zmniejsza tkankę tłuszczową.
- Nikotynian - Unikalne cząsteczki termogeniczne poprawiają krążenie krwi i rozgrzewa zimną powierzchnię cellulitu, korzystne działanie rozgrzewające objawia się poprzez zaczerwienienie i ciepło.
Produkt nie zawiera parabenów, parafiny, SLS, SLES oraz GMO.
Krem został umieszczony w dużym opakowaniu o pojemności... 500 ml! - tyle szczęścia w jednym miejscu :) Opakowanie, mimo dosyć pokaźnej wielkości i masy, jest wygodne i łatwe w użyciu. Zakrętka szczelnie zamyka się, skutecznie chroniąc zawartość przed wilgocią i zanieczyszczeniami.
Krem bardzo łatwo się wydostaje z opakowania, moja dłoń mieści się tam niemal cała - nie będzie więc kłopotu z wydobyciem kosmetyku, gdy sięgnie dna.
Opakowanie, zresztą jak wszystkie produkty marki, jest utrzymane w minimalistycznych szatach - jak to kosmetyki profesjonalne mają. Mi osobiście bardzo podoba się taki styl - ładnie, minimalistycznie, czytelnie...
Konsystencja kremu jest gęsta, lekko zbita, ale jednocześnie delikatna, przyjemna w dotyku, kremowo-żelowa... aż chce się go nakładać :) Barwę ma białą z lekkim połyskiem, a zapach zadziwiająco piękny, świeży, nieco herbaciany ( zielona herbata ) i nieco morski - cudny!
Pierwsze wrażenie krem zrobił na mnie fenomenalne, ale wiadomo, że najbardziej liczyłam na skuteczne efekty. Jedno było pewne, dzięki tym wszystkim cechom, które opisałam, miałam ogromną ochotę używać ten produkt. To z kolei pozytywnie odbiło się na systematyczności :)
Krem należy stosować raz lub dwa razy dziennie, w zależności od potrzeb. Ja, przyznaję się bez bicia, stosuję go tylko wieczorem, i nie dlatego, że nie potrzebuję więcej, nie, tylko tych kilka minut o poranku zawsze, ale to zawsze mi brakuje :) Moja strata...
Krem z łatwością rozsmarowuje się na skórze, a więc równomierne jego rozprowadzenie przychodzi z łatwością. Stosunkowo szybko, w porównaniu z innymi produktami tego typu, wnika w skórę. Wystarczy krótki masaż, a wchłania się całkowicie, nie pozostawiając po sobie żadnej tłustej, ani klejącej warstewki. Według mnie jest to pozytywna cecha, szczególnie doceniana rano, bowiem możemy założyć ubrania tuż po aplikacji.
Przyznam szczerze, że nie lubię produktów antycellulitowych o właściwościach chłodząco-mrówiących czy też rozgrzewająco-palących - te " efekty specjalne " bardzo zniechęcają mnie do wielu fajnych i skutecznych ( próbowałam i wiem ) produktów. Jestem zmarzluchem, mocne chłodzenie jest dla mnie zabójcze nawet latem, natomiast ze względu na naczynka staram się unikać mocno rozgrzewających produktów. Już nieraz się rozczarowałam, więc nie zdziwię Was, gdy powiem, że obawiałam się rozgrzewającego efektu także w kremie antycellulitowym Byothea.
Już po pierwszym użyciu okazało się, że moje obawy były zbędne. Owszem, delikatnie rozgrzewa skórę, ale jest to bardzo przyjemne, wręcz relaksujące doznanie :)
Stosując krem od ponad dwóch miesięcy, zaobserwowałam że skóra ładnie się wygładziła, stała się bardziej napięta, jędrna, wypielęgnowana, o jednolitym kolorycie. Jeśli czekacie na cud... Cudu nie będzie Kochane :) Żaden kosmetyk, w pojedynkę, nie jest w stanie nam pomóc! Cellulit nie zniknął, nadal widnieje na mych udach i pośladkach, ale efekty systematycznego stosowania, po świętach też w połączeniu z regularnymi treningami, z dnia na dzień stają się coraz lepsze :)
Kompleksowym działaniem dam radę pozbyć się tego znienawidzonego intruza, zwłaszcza że spooooro kremu jeszcze zostało - nadzwyczajnie wydajny produkt!
Cena - 94 zł / 500 ml
Dostępność - Sklep Australiancosmetics
Podsumowując...
Z podejściem do piękna oraz jego interpretacją różnie bywa, ja uważam, że ładne ciało nie musi być chude, ale zadbane, gładkie, jędrne - tak! Cellulit zdecydowanie urody nie dodaje, choć pewnie są i takie osoby, które uważają inaczej.
Jeśli toczycie walkę lub zapobiegacie powstawaniu cellulitu poprzez ćwiczenia i pielęgnację - zachęcam do wypróbowania rozgrzewającego kremu antycellulitowego Byothea. Wyznacza się wspaniałymi właściwościami, przyjemną konsystencją i cudownym zapachem, a mega pojemność i bardzo wysoka wydajność sprawią, że wystarczy zarówno na pokonanie intruza jak i w celach profilaktycznych :)
Czy stosujecie w swojej pielęgnacji kosmetyki antycellulitowe?
Znacie produkty Byothea z tej linii?
Jakie macie sposoby/sekrety na pokonanie cellulitu?
Miłego wieczoru Wam życzę ;*
