Witajcie Słoneczka :)
Obiecałam systematyczność w prowadzeniu denkowych podsumowań, niestety obietnicy, tym razem znów, nie dotrzymałam... W wyniku tego, czeka dziś na Was, znów!, przegląd dwumiesięcznych zużyć, ale śpieszę się uspokoić - duże nie będzie :) A więc zapraszam do krótkiego podsumowania - wirtualny " pamiętnik zużytych kosmetyków " jest fajnym sposobem na kontrolowanie tego, co się dzieje w pielęgnacji, rzadziej też w kolorówce :)
Zarówno maj jak i czerwiec były dosyć słabymi miesiącami jeśli chodzi o zużycia. A to wszystko ze względu na nowości, które zagościły w mojej codzienności - wiele buteleczek, słoiczków, pudełek zostało dopiero opakowane. Na zużycie ich trzeba jeszcze poczekać, ale już po objętości denkowej torby widzę, że lipcowe denko będzie normalne... duże ;)
No to nie traćmy czasu Kochane - zapraszam do oglądania, czytania i dzielenia się swoimi opiniami na temat tych produktów.
Celia de Luxe Argan Królewski Naprawczy krem przeciwzmarszczkowy - 50 ml, przeznaczony do stosowania zarówno na dzień jak i na noc. Kupiłam go, jak również kilka innych słoiczków, w Biedronce za śmieszną cenę, ok. 10 zł! Krem ma w sobie jeden składnik, który psuje całą, jakże pięknie skomponowaną!, resztę. Zawiera parafinę na drugiej pozycji, tuż po wodzie, a więc może zapychać wrażliwą cerę. Za to dalej mamy... olej Arganowy, olej Marula, olej Jojoba, olej Monoi ( kokosowy z wyciągiem z Gardenii Tahitańskiej - Tiare ), następnie witamina E, lecytyna, pantenol, sorbitol, wyciąg z oczaru wirginijskiego i kasztanowca zwyczajnego, rutynę... Wow! Za niecałą dychę w promocji - szok! Ładnie wygładzał, nawilżał dobrze i, co najważniejsze, wcale nie natłuszczał, mimo iż konsystencję ma treściwą! Może jeszcze do niego wrócę, skóry mi nie zapychał.
Czy kupię ponownie - TAK!
Garnier Miracle Cream przeciwzmarszczkowy krem pod oczy - 15 ml, magicznego białego kremu, który podczas aplikacji zmienia swoją barwę na lekko beżową :) Lubiłam go za wygodną i precyzyjną tubkę, ładną kolorystykę oraz lekką konsystencję. Świetnie dopasowywał się do naturalnego kolorytu skóry, nawilżał, delikatnie wygładzał, nie wysuszał, nie zbierał się w załamaniach, nie obciążał i był szalenie wydajny! Pisałam o nim, nazwa podlinkowana, jeśli interesuje Was, klikajcie i czytacie :)
Czy kupię ponownie - TAK!
Resibo Krem pod oczy i Krem ultranawilżający - próbki, wypróbowałam i jakoś nie czuję się skuszona na pełnowymiarowe opakowanie Ultranawilżającego. Ma gęstą, treściwą konsystencję i niezbyt przyjemny zapach, dosyć tępo rozprowadzał się po skórze... chyba że to wina tej próbki, nie wiem. Krem pod oczy polubiłam, świetnie się rozprowadzał, koił, nawilżał, nie obciążał... być może zagości u mnie kiedyś w wersji pełnowymiarowej :)
Czy kupię ponownie - MOŻE...
Odyssee Des Sens Krem ściągający z glinką Rhassoul - 250 g, uwielbiany przeze mnie produkt, o fantastycznym działaniu i przyjemnym, orientalnym aromacie. Stosowanie go wiązało się z ogromną przyjemnością, a efekty na skórze były wręcz fenomenalne - dlatego był numerem jeden podczas domowego SPA :) Rewelacyjnie oczyszczał, wygładzał, zmiękczał skórę, po użyciu go zmieniała się w jedwabną i nieskazitelnie gładką! Recenzja jest na blogu :)
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!
Exi Cosmetics Byothea Peeling do twarzy - 200 ml, służył mi całeeee wieki! Ogromna pojemność, skuteczne, a zarazem delikatne działanie, sprawiało, że idealnie spisywał się nawet podczas nadwrażliwości skóry. Idealny dla skóry delikatnej, podatnej na podrażnienia, ale też na mieszanej sprawdza się świetnie. Jeśli lubicie ostre zdzieraki, to raczej nie będziecie zadowolone, ale jeśli głównym celem jest efekt końcowy w postaci gładkiej, delikatnej skóry - warto po niego sięgnąć!
Czy kupię ponownie - TAK!
Kolastyna Refresh Żel do mycia twarzy do cery normalnej i mieszanej - 150 ml, jak dobrze że pod ręką jest Biedronka ;) Możecie się śmiać, ale to w sumie dzięki niej odkrywam drogeryjne kosmetyki. Tak samo było i z tym żelem - raz że wizualnie mnie przekupił, dwa, że akurat skończył mi się kosmetyk myjący ( nawet w zapasach! ) i takim oto cudem wylądował wpierw w koszyczku, a potem też na mojej twarzy. Całkiem fajny produkt, który świeżo, choć bardzo męsko, pachnie, dobrze oczyszcza skórę z sebum, zanieczyszczeń, makijażu, a przy tym nie podrażnia, nie wysusza i nie uczula. Faktycznie, przy regularnym stosowaniu przyczynia się do uregulowania sebum. Wydajność całkiem spora, mocno się pieni.
Czy kupię ponownie - MOŻE...
Abacosun Ocean Spa Peeling z Solą Morsą Ocean Spa - 240 ml, byłby całkiem fajnym, wręcz rewelacyjnym produktem o naturalnym składzie ( sól morska, witamina E, olej z nasion słonecznika, olej awokado, algi, olej z pestek winogron ) gdyby nie parafina. To ona powodowała, że na skórze tworzył się gęsty, kleisty łój, i choć peeling świetnie oczyszczał skórę, wygładzał i delikatnie ujędrniał, zużywałam go całe wieki. Tłusta powłoka nie chciała się zmywać, więc po zastosowaniu tego peelingu zawsze myłam ciało żelem. Nie unikam parafiny, ale w niektórych kosmetykach jest ona nie do zniesienia - w tym przypadku tak właśnie było. Aż zniechęcała do sięgania po ten peeling. Szkoda...
Czy kupię ponownie - NIE!!!
Ziaja Maziajki Mydło do kąpieli Guma Balonowa - 500 ml, och, jak to pachnie! Rzeczywiście przypomina gumę balonową, i to tą, którą pamiętam z dzieciństwa - słodką, obłędnie smaczną... W każdym z nas jest trocha z dziecka, to moja " odskocznia " - bardzo trudno mu się oprzeć, i ten kolor...:) Fajnie się pieni, już mała ilość wlewana pod bieżącą wodę zapewnia ogrom białej, puszystej jak chmurki, piany. Nie podrażnia, nie wysusza skóry, nie powoduje uczulenia nawet u dzieci, skład ... lepiej nie czytać :)
Czy kupię ponownie - TAK!!!
AA Oceanic Sensitive Nature SPA multiwitaminowy żel do mycia ciała Borówka - 200 ml, świetny żel, który bardzo przyjemnie pachnie, świetnie się pieni i w delikatny, ale skuteczny sposób oczyszcza i myję skórę. Żel ma krótki termin ważności, tylko 6 miesięcy od momentu otwarcia, bowiem nie zawiera konserwantów, barwników, ani innych szkodliwych czy po prostu uczulających składników, np. olejków eterycznych. Fajny produkt, choć wcale nie tani, ale i tak warto, wydajnością zaskakuje :)
Czy kupię ponownie - TAK!!
Lumene Angry Birds Cranberry Body Lotion - 200 ml, pewnie myślicie co balsam robi w grupie kosmetyków myjących? A no bo używałam go głównie jako balsam pod prysznic - wymieszany pół na pół z ulubionym żelem pełnił role fajnego nawilżacza. Jako tradycyjny balsam źle się spisywał, kleił skórę, obciążał ją, a nawet rolował się na bardziej " miękkich " partiach ciała :) Dzięki stosowaniu pod prysznicem nie skończył w koszu - kreatywność się popłaca! Raz że nie zmarnowałam kosmetyku, dwa, że po użyciu skóra była cudownie oczyszczona, a jednocześnie wypielęgnowana - gładka, miękka, dobrze nawilżona elastyczna... Oczywiście dodatkowego balsamowania/kremowania nie wymagała :) Ale nie takie założenie było, więc ...
Czy kupię ponownie - NIE!
Bielenda Appetizing Body SPA Masło do ciała Czekolada + karmel - 200 ml, całkiem fajnego masła, o bogatych właściwościach odżywczych i nawilżających. Niestety zapachem mnie nie uwiodło, fajny jest, ale bez szału, że tak się wyrażę - ani czekolada, ani karmel - nie zasmakował :) Na szczęście zapach nie jest mocny ani też trwały, więc po aplikacji tylko lekko przez jakiś czas o swojej obecności przypomina, aż znika całkowicie. A ciało jest miękkie, gładkie, dobrze nawilżone. Masło ma gęstą konsystencję, co w połączeniu ze skutecznym działaniem daje wysoką wydajność. Efekty są też bardzo trwałe.
Czy kupię ponownie - MOŻE...
Farmona Sweet Secret Szarlotkowe masło do ciała - 225 g, obłędnego zapachu i równie świetnej, kremowej konsystencji - rzeczywiście " rajski przysmak " :) Jestem od niego uzależniona! Już od dawna! Co za autentyczność aromatu - skóra po użyciu tego masła pachnie tak, jakbym zanurzyła się w szarlotce wypełnionej jabłukowo-cynamonowym nadzieniem. Aż che się liznąć :) Co ważne, zapach nie jest mocny, ale bardzo, bardzo trwały, więc można rozkoszować się nim naprawdę długooo! Walory pielęgnacyjne nie zostały w tyle - masło cudownie nawilża, odżywia, regeneruje i koi skórę, niweluje przesuszenia i zapewnia natychmiastowy komfort - polecam!
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!!!!!!!
Bath & Body Works Midnight Pomegranate Body Lotion - 236 ml, świetny balsam o przepięknym, bardzo kobiecym, świeżym, z nutą słodyczy, zapachu. Stosowałam go bardziej w celach aromaterapeutycznych niżeli pielęgnacyjnych, co wcale nie znaczy, że źle to robił, nie! Tylko dostępu do B&BW nie mam, a on tak cudownie pachnie! I długotrwale perfumuje ciało, otulając go subtelną mgiełką aromatu. Pościel pachniała nim przez 3-4 dni! Wow! Dobrze nawilżał, zapewniał komfort mojej normalnej skórze ciała i nie podrażniał. Cudowny!
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!!!
Marba Body Club Milky Body Lotion Raspberry - 400 ml, myślicie ze to jakiś zagraniczny specyfik? O nie! To Biedronkowy balsam do ciała o zapachu maliny. Co prawda naturalnymi malinami nie pachnie, ale Mambą malinową - jak najbardziej! I to właśnie ją przypomina swoim aromatem. Całkiem fajny balsam o lekkiej konsystencji i z parafiną w składzie, ale, o dziwo, nie jest ona wyczuwalna na mojej skórze. Balsam nie zapycha, nie obciąża, nie klei ani nie natłuszcza ciała, fajnie się wchłania i dosyć dobrze nawilża, wygładza, zmiękcza i zapewnia ochronę przed podrażnieniami. A to wszystko w cenie ok. 7 zł :) Kupiłam wszystkie rodzaje - w sumie 4, i wiecie co? Nie żałuję :)
Czy kupię ponownie - TAK!
Kezy Nail Stars Expert Obsession Polish Remover Melon - 150 ml, bezacetonowy zmywacz do paznokci o zapachu melona, melonem co prawda nie pachnie, ale owocowymi cukierkami - i owszem :) Świetnie robił to, do czego został stworzony, a więc nie trzeba było trzeć wacikiem po paznokciach w nieskończoność - szybko, sprawnie, pachnąco... Nie wysuszał skórek, ani płytek. Bardzo fajny i wydajny!
Czy kupię ponownie - TAK!!!
Celia Kolagen Krem do stóp pielęgnacyjno-odżywczy Rozmarynowy - 125 ml, oto, moje Drogie, jest jeden z najlepszych, ale z pewnością najtańszy, krem do stóp jaki kiedykolwiek stosowałam! Fantastycznie nawilża, przyjemnie, kojąco pachnie, zapewnia przesuszonym stopom ulgę i natychmiastowy komfort, odświeża, regeneruje, zmiękcza. Co więcej, efekty są długotrwałe! Wydajność - wysoka bardzo! Kosztował niespełna 5 zł, jakbym wiedziała, co kryje się w tej tubce - zrobiłabym porządny zapas! Ale nic straconego, przy najbliższej okazji to uczynię ;)
Czy kupię ponownie - TAK!!!!
Shefoot Krem na popękane pięty Extra plus - 75 ml, to bardzo treściwy, gęsty i skuteczny krem o pięknym i trwałym zapachu. Uwielbiam gdy kremy do stóp pięknie pachną, bowiem nie tylko walory pielęgnacyjne się liczą - przyjemność podczas stosowania też ma znaczenie. Krem idealnie radzi sobie z przesuszoną skórą, porządnie ją nawilżając, odżywiając i, przy regularnym stosowaniu, zmiękczając. Nie wiem jak się spisuje na popękanych piętach, wolę do tego stanu nie dopuszczać swych stóp, ale z jego pomocą na pewno mi to nie grozi ;)
Czy kupię ponownie - TAK!!!
Serpol Cosmetics Linda mydło w płynie Mleko i Miód - 500 ml, kremowego, delikatnego i ładnie pachnącego mydła, które nie tylko fajnie myje ręce, usuwając z nich brzydkie zapachy ryby, cebuli i t.p., ale również nie wysusza, nie ściąga ani nie podrażnia delikatnej skóry. Mydła te często u mnie goszczą, a dziś, tak z ciekawości, sprawdziłam stronę producenta, widzę że produkują cudownie brzmiące ( i wyglądające ) mydła dla Piotr i Paweł - wyglądają jak prowansalskie mydła w płynie :) Muszę kiedyś wypróbować :)
Czy kupię ponownie - TAK!!!
Betasoap Linda mydło w kostce z Francuską Różą i Mleczkiem z Bawełny - 150 g, jak widzicie nazwa ta sama, a firma inna, przy okazji denek badam nieznane mi tajniki, np. dotyczące producentów, a te, jak się okazuje, są inne, mimo iż produkują pod jedna nazwę :) To Biedronkowe mydło w kostce ma taki sam skład jak mydła marsylskie - wiecie o tym? Nie zawiera SLSów, ale ma w sobie EDTA, oraz olej palmowy, ekstrakt róży, mleczko z bawełny... tyle że kosztuje o wiele mniej jak Marsylskie :) Ot taka ciekawostka. Pachnie przyjemnie, delikatnie myje skórę, nie podrażnia, nie uczula, nie wysusza... A i jest przebadane dermatologicznie.
Czy kupię ponownie - TAK
Nivea Sea Minerals Care Soap - 90 g, mydełko o świeżym, przyjemnym, choć nieco męskim, moim zdaniem, zapachu i delikatnym działaniu. Dobrze się pieni, skutecznie usuwa zanieczyszczenia i brzydkie zapachy, nie wysusza skóry, ale fajnie ją odświeża. Nie mięknie w trakcie stosowania, nie tworzy nieestetycznych glutków.
Czy kupię ponownie - TAK
Dove Beauty Cream Bar Kremowa kostka myjąca - 100 g, to zupełnie inne mydło, w sumie to nawet nie mydło, to delikatna, kremowa kostka, która pod wpływem wody wytwarza emulsjopodobną piankę delikatnie oczyszczającą i dobrze nawilżającą skórę. Subtelny zapach uprzyjemnia stosowanie, a ciało, po jej użyciu, staje się delikatne, gładkie i bardzo przyjemne w dotyku.
Czy kupię ponownie - TAK
Benefit Lolli Balm Balsam do ust - 30 g, mój wielki ulubieniec! Świetna, kremowa, delikatna tekstura subtelnie pokrywała usta subtelną powłoczką. Koloryzował i zapewniał porządną ochronę, a ładny zapach, świeżo zerwanych płatków róż, umilał zarówno stosowanie jak i " noszenie ". Świetnie nawilżał, nadawał ładnego, romantycznego koloru ustom, odżywiał, zapobiegał pierzchnięciu i przesuszeniom - boskiiiii! Czytajcie recenzję :)
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!!!!!!
La Luxe Paris Sexy Maxi Extra Lash Mascara - 10 ml, to pogrubiająco-podkrecający tusz do rzęs w kolorze głębokiej czerni. Kupiony... w Biedronce, gdy w zapasach zrobiło się pusto, a maskary " na już " potrzebowałam. Zaskoczył mnie swoją jakością i świetnymi efektami. Ładnie wyprofilowana szczoteczka rozdzielała i precyzyjnie pokrywała wszystkie, nawet najmniejsze rzęsy. Po dwóch tygodniach, gdy nieco zgęstniał, wystarczała jedna warstwa, a efekt był bardzo wyrazisty - polubiłam! I polecam wypróbować!
Czy kupię ponownie - TAK!!!
L'Occitane en Provence Limonkowy balsam do ust Masło Shea - 12 ml, smakować.. nie smakował, ale nawilżał, odżywiał i chronił usta niezawodnie. Był tak skuteczny i wygodny w aplikacji, że niemal zawsze miałam go pod ręką, stąd ten obskurny wygląd - wiele ze mną przeszedł, długo ze mną był :) Malutka ilość wystarczała, by skutecznie nawilżyć, delikatnie nabłyszczyć i zapewnić długotrwałą ochronę, a że nie był smaczny, dłużej pozostawał na ustach, bez zlizywania :)
Czy kupię ponownie - TAK!!!
Palette Permanent Natural Colors 219 Popielaty Blond - 2 szt., już nie pamiętam kiedy miałam Palette na włosach, a te wypróbowałam za namową męża. Rzeczywiście kolor wychodzi śliczny, pokazywałam wyniki farbowania na facebooku, w maju. Chłodny, popielaty blond, który stosunkowo długo się trzymał. Jedynym mankamentem jest to, że te farby pieką mnie w skórę głowy podczas trzymania, i chcę i nie chcę do niej wrócić...
Czy kupię ponownie - MOŻE...
Goldwell Dualsenses Blondes&Highlights Szampon do włosów rozjaśnianych i z pasemkami - 250 ml, bardzo fajny produkt o niebieskich pigmentach, który w subtelny sposób mył, a jednocześnie pielęgnował rozjaśnione kosmyki utrzymując je w chłodnym odcieniu blondu. Nie podrażniał skóry głowy, nie wysuszał jej, nie obciążał włosów, w pewnej mierze przyczyniał się do przedłużenia trwałości koloru. Więcej w recenzji o nim możecie przeczytać, pisałam :)
Czy kupię ponownie - TAK!
Oczywiście nie mogło zabraknąć płatków Carea Aloe Vera x 2 i próbasków, ta maseczka Barwa Siarkowa Moc antytrądzikowa jest bardzo fajna - spodobała mi się :)
O to już koniec Kochane - mówiłam że słabo, no ale nic, lipcowym nadrobię ;)
Znacie któreś z tych produktów?
Jak je oceniacie, lubicie czy unikacie?
Miłego weekendu Wam życzę :*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odyssee Des Sens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odyssee Des Sens. Pokaż wszystkie posty
sobota, 1 sierpnia 2015
Pożegnane w maju i czerwcu 2015 - denko w minirecenzjach
Etykiety:
AA,
Abacosun,
Bath Body Works,
Benefit,
Biedronka,
Bielenda,
Celia,
denko,
Dove,
Farmona,
Goldwell,
Kolastyna,
L`Occitane en Provence,
LaLauxe,
Linda,
Lumene,
Nivea,
Odyssee Des Sens,
Palette,
Shefoot
wtorek, 17 marca 2015
Odyssee Des Sens - mgiełka do poduszki oraz inne umilacze wieczoru :)
Witajcie Słoneczka :)
Mgiełki do poduszek może i nie należą do niezbędników każdej z nas, ale zauważyłam, że coraz więcej firm wzbogaca swój asortyment w tego typu " gadżety ". Pierwszą mgiełką, którą wypróbowałam, była Aromakologia L`Occitane. To właśnie po jej wypróbowaniu doceniłam właściwości oraz działanie tego typu produktów. Apetyt się zaostrzał, zapragnęłam więcej i tu nagle natrafiłam na Odyssee Des Sens.
Już jakiś czas temu pisałam na blogu o Kremie ściągającym z glinką Rhassoul tej marki, natomiast mgiełka, oraz inne umilacze wieczorowych rytuałów, długo czekały na swój debiut. W sumie to na dobre wyszło, bowiem miałam sporo czasu, aby poznać te produkty nie tylko powierzchownie, ale sprawdzić ich działanie, walory, właściwości na dłuższą metę. Tak właśnie lubię najbardziej.
Cóż mogę rzec... przepadłam! No i oczywiście kolejny raz przekonałam się, że mgiełki do poduszki są świetnym wynalazkiem :)
Słów kilka od producenta
Od siedmiu lat manufaktura Odyssee Des Sens, zlokalizowana w samym sercu Camargue, z ogromną pasją tworzy wyszukane produkty do pielęgnacji ciała, do masażu, zabiegów Hammam, a także świece, aromaty do wnętrz, mgiełki do poduszki i wiele innych produktów.
Odyseja zmysłów… Niezwykle aromatyczne zapachy, kuszące kolory, niezapomniane doznania…
Dzięki wiedzy w zakresie tworzenia naturalnych świec i aromatów, marka oferuje niesamowite produkty, które zachwycają, kuszą, uwodzą i darują niezapomniane chwile.
Pozwól sobie na chwilę czystej radości używając mgiełki do poduszki Morska Bryza!
Zapach mgiełki idealnie nadaje się do rozpylenia także na naturalnych materiałach, między innymi na lniane poszewki.
Mgiełka Odyssee Des Sens pozwoli Ci cieszyć się niesamowitymi aromatami naturalnych olejków eterycznych, które jednocześnie nadadzą wnętrzom wyszukanej elegancji.
Zapach został stworzony i wyprodukowany w Grasse.
Odyssee des Sens to niepowtarzalna atmosfera i podróż do serca zmysłów!
Mgiełka została podana w bardzo prostym, a jednocześnie eleganckim, przepięknym w swej prostocie stylu. Przezroczysta buteleczka wykonana z twardego tworzywa, do złudzenia przypominającego szkło, ale jednocześnie znacznie praktyczniejsze od niego. Nie tłucze się podczas upadków, nie pęka, nie doznaje żadnych innych uszkodzeń.
Buteleczka zawiera 50 ml aromatycznego, przezroczystego płynu, który dzięki atomizerowi rozpyla się jako drobniutka mgiełka.
Buteleczka jest mała, poręczna, wygodna w użyciu, dzięki jej przezroczystości, możemy kontrolować stopień zużycia produktu. Po ile atomizer jest odkręcany, opakowanie można używać wielokrotnie, do różnych celów :) Atomizer dodatkowo jest chroniony przezroczystym korkiem - nie zapycha się, nie zasycha, nawet po dłuższym nieużywaniu.
Etykieta zawiera wszystkie niezbędne informacje dotyczące produktu, w tym opis oraz ostrzeżenia w języku polskim.
Odyssee Des Sens w swojej ofercie ma niesamowicie dużą ilość mgiełek o różnych wariantach zapachowych. Znajdują się wśród nich linie orientalne, orzeźwiające, kwiatowe, urzekające, owocowe...
Wśród 30 rodzai naprawdę było trudno wybrać tą jedną, pierwszą :) Po dłuższych namysłach wybrałam Morską bryzę. Dodam że było to późną jesienią, coraz mocniej dokuczał chłód, deszcz, panowała wszędzie szarość i spadek energii stawał się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem...
Zapach mgiełki mnie urzekł już po pierwszym użyciu. Rzeczywiście przywołuje na myśl ciepłe, słoneczne, szalone lato wypełnione pozytywną energią i mocą różnorodnych aromatów. Nie, nie koniecznie zapachem słonej wody i glonów, ani nawet tej energetyzującej bryzy, którą zazwyczaj podają nam producenci kosmetyków :)
Zapach tej Morskiej Bryzy jest inny!
Aromat mgiełki kojarzy mi się... z dzieciństwem, ze szczęściem i beztroską. Bardzo trudno będzie go opisać, bowiem jest rewelacyjne, jakoś tak magicznie skomponowany, ale spróbuję :)
Otóż wyobraźcie sobie energetyzujący, świeży zapach czystej, morskiej bryzy połączony z musującym aromatem soczystych, dojrzewających w słońcu owoców tropikalnych oraz słodkich, świeżo rozpakowanych landrynek o smaku brzoskwiniowo-pomarańczowym. Wiem, że trocha pokręcone skojarzenie, ale właśnie tak go czuję, chyba nie muszę mówić, że zasypiam z anielskim uśmiechem na twarzy :)
Zapach początkowo, po rozpyleniu, jest intensywny, ale nie za mocny, po chwili wypełnia całe pomieszczenie i stopniowo łagodnieje. Jest lekki, delikatny, subtelnie unoszący się w powietrzu i wyczuwalny podczas poruszania poduszki.
Do ranku aromat znika, ale nie czuję kiedy - w tym czasie, za sprawką mgiełki, słodko i spokojnie śpię :)
Wraz z mgiełką trafiły do mnie te urocze kule zapachowe z jałowca Wirginijskiego. Są dosyć mocno nasączone przepięknym orientalnym aromatem. Najbardziej wyczuwalne jest kadzidło oraz ambra, nuta słodyczy, prawdopodobnie pochodząca z wanilii, oraz naturalny zapach drewna - cudowne!
Kulaski doskonale pełnią rolę perfum do wnętrz, a jednocześnie ciekawej, niespotykanej dekoracji.
Mam je 6 miesięcy, cały ten czas leżą w miseczce, można powiedzieć na otwartej przestrzeni, ale mimo tego, nie straciły jeszcze swojego zapachu! Owszem teraz stał się znacznie słabszy, ale nadal dobrze wyczuwalny - wow!
Kule ponoć mają też zdolność odstraszania moli, ale u mnie ich nie ma, a może przez nie właśnie nie ma :) Nie wypowiem się w tej kwestii :)
Trzecim umilaczem była, bo już się dawno spaliła, mała, 25-gramowa świeca, która zadziwiła swoją wydajnością. Mimo dosyć mocnego płomienia, który możecie zaobserwować na zdjęciu, paliła się ok. 2,5 godziny!
Zapach tej wersji, bo jest całe mnóstwo rodzajów, również był orientalny - żywica, drzewo sandałowe, piżmo, ambra... Cudowny zapach, który po kilku minutach od zapalenia wypełniał cały pokój i roznosił się po otaczających pomieszczeniach. Po zgaszeniu długo można było wyczuć obecność aromatu w powietrzu - rozkosz!
Cena - mgiełka -36,78 zł / 50 ml; kule zapachowe - 31,86 zł/ 5 szt; świeca zapachowa - 7,50 zł / 25 g
Dostępność - Odyssee Des Sens
Podsumowując...
Takie umilacze sprawiają, że każdy wieczór nabiera zupełnie innego, magicznego, tajemniczego wymiaru. Niezależnie od tego, czy spędzam go na rytuałach pielęgnacyjnych, czy na oglądaniu filmów w objęciach ukochanego, czy oddając się ulubionej lekturze - czuje się dopieszczona i zrelaksowana.
Świeca już się wypaliła dawno temu, ale z pewnością jej aromat zapamiętam na długo!
Mam jeszcze kulaski, które leżą i pachną oraz mgiełkę, która ubarwia moje sny :) Zostało jej mniej niż połowa, bowiem poprzez swoją intensywność zyskuje na wydajności. Wystarczy niewielka ilość, aby zafundować sobie uśmiech na twarzy po męczącym dniu, magiczną podróż w dzieciństwo oraz kolorowe, bajeczne i spokojne sny. Można ją rozpylać nie tylko na poduszkę, ale też na całą pościel, firany, zasłony... mi osobiście poducha wystarcza - zasypiałam w trybie natychmiastowym :)
Słyszeliście o marce Odyssee Des Sens?
A może poznaliście któreś z ich produktów?
Koniecznie zapoznajcie się z asortymentem, mają wiele perełek :)
Miłego wieczoru i kolorowych snów Wam życzę :)
Mgiełki do poduszek może i nie należą do niezbędników każdej z nas, ale zauważyłam, że coraz więcej firm wzbogaca swój asortyment w tego typu " gadżety ". Pierwszą mgiełką, którą wypróbowałam, była Aromakologia L`Occitane. To właśnie po jej wypróbowaniu doceniłam właściwości oraz działanie tego typu produktów. Apetyt się zaostrzał, zapragnęłam więcej i tu nagle natrafiłam na Odyssee Des Sens.
Już jakiś czas temu pisałam na blogu o Kremie ściągającym z glinką Rhassoul tej marki, natomiast mgiełka, oraz inne umilacze wieczorowych rytuałów, długo czekały na swój debiut. W sumie to na dobre wyszło, bowiem miałam sporo czasu, aby poznać te produkty nie tylko powierzchownie, ale sprawdzić ich działanie, walory, właściwości na dłuższą metę. Tak właśnie lubię najbardziej.
Cóż mogę rzec... przepadłam! No i oczywiście kolejny raz przekonałam się, że mgiełki do poduszki są świetnym wynalazkiem :)
Słów kilka od producenta
Od siedmiu lat manufaktura Odyssee Des Sens, zlokalizowana w samym sercu Camargue, z ogromną pasją tworzy wyszukane produkty do pielęgnacji ciała, do masażu, zabiegów Hammam, a także świece, aromaty do wnętrz, mgiełki do poduszki i wiele innych produktów.
Odyseja zmysłów… Niezwykle aromatyczne zapachy, kuszące kolory, niezapomniane doznania…
Dzięki wiedzy w zakresie tworzenia naturalnych świec i aromatów, marka oferuje niesamowite produkty, które zachwycają, kuszą, uwodzą i darują niezapomniane chwile.
Pozwól sobie na chwilę czystej radości używając mgiełki do poduszki Morska Bryza!
Zapach mgiełki idealnie nadaje się do rozpylenia także na naturalnych materiałach, między innymi na lniane poszewki.
Mgiełka Odyssee Des Sens pozwoli Ci cieszyć się niesamowitymi aromatami naturalnych olejków eterycznych, które jednocześnie nadadzą wnętrzom wyszukanej elegancji.
Zapach został stworzony i wyprodukowany w Grasse.
Odyssee des Sens to niepowtarzalna atmosfera i podróż do serca zmysłów!
Mgiełka została podana w bardzo prostym, a jednocześnie eleganckim, przepięknym w swej prostocie stylu. Przezroczysta buteleczka wykonana z twardego tworzywa, do złudzenia przypominającego szkło, ale jednocześnie znacznie praktyczniejsze od niego. Nie tłucze się podczas upadków, nie pęka, nie doznaje żadnych innych uszkodzeń.
Buteleczka zawiera 50 ml aromatycznego, przezroczystego płynu, który dzięki atomizerowi rozpyla się jako drobniutka mgiełka.
Buteleczka jest mała, poręczna, wygodna w użyciu, dzięki jej przezroczystości, możemy kontrolować stopień zużycia produktu. Po ile atomizer jest odkręcany, opakowanie można używać wielokrotnie, do różnych celów :) Atomizer dodatkowo jest chroniony przezroczystym korkiem - nie zapycha się, nie zasycha, nawet po dłuższym nieużywaniu.
Etykieta zawiera wszystkie niezbędne informacje dotyczące produktu, w tym opis oraz ostrzeżenia w języku polskim.
Odyssee Des Sens w swojej ofercie ma niesamowicie dużą ilość mgiełek o różnych wariantach zapachowych. Znajdują się wśród nich linie orientalne, orzeźwiające, kwiatowe, urzekające, owocowe...
Wśród 30 rodzai naprawdę było trudno wybrać tą jedną, pierwszą :) Po dłuższych namysłach wybrałam Morską bryzę. Dodam że było to późną jesienią, coraz mocniej dokuczał chłód, deszcz, panowała wszędzie szarość i spadek energii stawał się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem...
Zapach mgiełki mnie urzekł już po pierwszym użyciu. Rzeczywiście przywołuje na myśl ciepłe, słoneczne, szalone lato wypełnione pozytywną energią i mocą różnorodnych aromatów. Nie, nie koniecznie zapachem słonej wody i glonów, ani nawet tej energetyzującej bryzy, którą zazwyczaj podają nam producenci kosmetyków :)
Zapach tej Morskiej Bryzy jest inny!
Aromat mgiełki kojarzy mi się... z dzieciństwem, ze szczęściem i beztroską. Bardzo trudno będzie go opisać, bowiem jest rewelacyjne, jakoś tak magicznie skomponowany, ale spróbuję :)
Otóż wyobraźcie sobie energetyzujący, świeży zapach czystej, morskiej bryzy połączony z musującym aromatem soczystych, dojrzewających w słońcu owoców tropikalnych oraz słodkich, świeżo rozpakowanych landrynek o smaku brzoskwiniowo-pomarańczowym. Wiem, że trocha pokręcone skojarzenie, ale właśnie tak go czuję, chyba nie muszę mówić, że zasypiam z anielskim uśmiechem na twarzy :)
Zapach początkowo, po rozpyleniu, jest intensywny, ale nie za mocny, po chwili wypełnia całe pomieszczenie i stopniowo łagodnieje. Jest lekki, delikatny, subtelnie unoszący się w powietrzu i wyczuwalny podczas poruszania poduszki.
Do ranku aromat znika, ale nie czuję kiedy - w tym czasie, za sprawką mgiełki, słodko i spokojnie śpię :)
Wraz z mgiełką trafiły do mnie te urocze kule zapachowe z jałowca Wirginijskiego. Są dosyć mocno nasączone przepięknym orientalnym aromatem. Najbardziej wyczuwalne jest kadzidło oraz ambra, nuta słodyczy, prawdopodobnie pochodząca z wanilii, oraz naturalny zapach drewna - cudowne!
Kulaski doskonale pełnią rolę perfum do wnętrz, a jednocześnie ciekawej, niespotykanej dekoracji.
Mam je 6 miesięcy, cały ten czas leżą w miseczce, można powiedzieć na otwartej przestrzeni, ale mimo tego, nie straciły jeszcze swojego zapachu! Owszem teraz stał się znacznie słabszy, ale nadal dobrze wyczuwalny - wow!
Kule ponoć mają też zdolność odstraszania moli, ale u mnie ich nie ma, a może przez nie właśnie nie ma :) Nie wypowiem się w tej kwestii :)
Trzecim umilaczem była, bo już się dawno spaliła, mała, 25-gramowa świeca, która zadziwiła swoją wydajnością. Mimo dosyć mocnego płomienia, który możecie zaobserwować na zdjęciu, paliła się ok. 2,5 godziny!
Zapach tej wersji, bo jest całe mnóstwo rodzajów, również był orientalny - żywica, drzewo sandałowe, piżmo, ambra... Cudowny zapach, który po kilku minutach od zapalenia wypełniał cały pokój i roznosił się po otaczających pomieszczeniach. Po zgaszeniu długo można było wyczuć obecność aromatu w powietrzu - rozkosz!
Cena - mgiełka -36,78 zł / 50 ml; kule zapachowe - 31,86 zł/ 5 szt; świeca zapachowa - 7,50 zł / 25 g
Dostępność - Odyssee Des Sens
Podsumowując...
Takie umilacze sprawiają, że każdy wieczór nabiera zupełnie innego, magicznego, tajemniczego wymiaru. Niezależnie od tego, czy spędzam go na rytuałach pielęgnacyjnych, czy na oglądaniu filmów w objęciach ukochanego, czy oddając się ulubionej lekturze - czuje się dopieszczona i zrelaksowana.
Świeca już się wypaliła dawno temu, ale z pewnością jej aromat zapamiętam na długo!
Mam jeszcze kulaski, które leżą i pachną oraz mgiełkę, która ubarwia moje sny :) Zostało jej mniej niż połowa, bowiem poprzez swoją intensywność zyskuje na wydajności. Wystarczy niewielka ilość, aby zafundować sobie uśmiech na twarzy po męczącym dniu, magiczną podróż w dzieciństwo oraz kolorowe, bajeczne i spokojne sny. Można ją rozpylać nie tylko na poduszkę, ale też na całą pościel, firany, zasłony... mi osobiście poducha wystarcza - zasypiałam w trybie natychmiastowym :)
Słyszeliście o marce Odyssee Des Sens?
A może poznaliście któreś z ich produktów?
Koniecznie zapoznajcie się z asortymentem, mają wiele perełek :)
Miłego wieczoru i kolorowych snów Wam życzę :)
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Krem ściągający z glinką Rhassoul Odyssee Des Sens - domowe Hammam
Witajcie Słoneczka :)
Nie wiem jak Wy, ale ja wręcz uwielbiam naturalne glinki oraz kosmetyki tworzone na ich podstawie. Zawdzięczam im ładny i promienny wygląd swojej mieszanej skóry, co więcej, produkty te pomagają utrzymać w ryzach proces przetłuszczania się, co, nie ukrywam, jest dla mnie ważną cechą.
Uwielbiam też pokazywać i opowiadać Wam o nowych markach oraz produktach. Dziś będzie prawdziwa gratka zarówno dla wielbicielek, i wielbicieli, glinek jak i nowości! Tak myślę :)
Odyssee Des Sens pojawiła się w Polsce kilka miesięcy temu, zauroczyła swoim niebanalnym asortymentem oraz ładnymi, gustownymi opakowaniami.
Pokusiłam się na kilka produktów, które od dobrych trzech miesięcy stosuję. Dziś opowiem Wam o jednym z nich, a mianowicie o Kremie ściągającym z glinką Rhassoul. Jednak wpierw pragnę w kilku słowach przedstawić markę.
"Zapach jest językiem, który nie potrzebuje słów." Jacques Pologe
Naturalne, ręcznie tworzone świece, aromaty do wnętrz, świece oraz oleje do masażu, a także produkty pielęgnacyjne tworzone z ogromną pasją we francuskiej maufakturze. Manufaktura Odyssee Des Sens jest zlokalizowana w samym sercu Camargue, każdego roku oferuje wspaniałe nowości, i tak od siedmiu lat!
Produkty Odyssee Des Sens powstają z naturalnych składników: m.in. z oleju arganowego, masła shea, aloesu i glinki Rhassoul. Opakowania natomiast posiadają eko-certyfikat.
Ze względu na ekskluzywność oferty, a także dbałość o każdy szczegół oraz naturalność kosmetyki, świece oraz zapachy marki cieszą się ogromną popularnością wśród najbardziej prestiżowych hoteli, ośrodków SPA, a także restauracji i butików od Prowansji aż do Paryża.
Teraz i my, dzięki produktom Odyssee Des Sens, możemy wyruszyć w niesamowita podróż do świata zmysłów i niezapomnianych zapachów :)
Słów kilka od producenta
Krem ściągający z glinką Rhassoul działa delikatnie odtłuszczająco i reguluje wydzielanie sebum. Remineralizuje skórę oraz oczyszcza ją zanieczyszczeń i toksyn.
Glinka Rhassoul znajduje zastosowanie w pielęgnacji cery tłustej, normalnej, mieszanej i zmęczonej.
Glinka Rhassoul różni się od innych ze względu na swoją unikalną kompozycję, jest bardzo chłonna i doskonale nadaje się do oczyszczania i odżywiania skóry. Glinki innego typu są znane z absorbowania sebum z powierzchni skóry, za to stosowanie glinki Rhassoul daje efekt ściągający, wzmacniający, kojący i odprężający. Pozostawia skórę miękką i delikatną w dotyku.
Krem Rhassoul został zamknięty w przezroczystym, zakręcanym aluminiową zakrętką, słoiku wykonanym z półmiękkiego tworzywa. Opakowanie mieści 250 g kosmetyku, jest bardzo lekkie i wygodne w użyciu, praktyczne oraz bezpieczne, także w czasie podróży - nie roztłucze się, nie pęknie, jest podatne na ucisk i odporne na upadki ( sprawdziłam :) )
Etykieta zwyczajna, prosta, bez wydziwiania - została utrzymana w minimalistycznym stylu, według mnie nawiązuje do produktów profesjonalnych. Na etykiecie przeczytamy najważniejsze informacje dotyczące produktu, w tym pełny skład i termin ważności - 12 miesięcy od momentu otwarcia.
Krem Rhassoul ma gęstą, kremową, delikatną w dotyku konsystencję z wyraźnie widocznymi drobinkami różnej wielkości i zabarwienia - przypominają nieco kawowe fusy :) Nie jest tłusty, nie zbity, ale też nie lejący, z łatwością go się nabiera i równie dobrze rozprowadza się po skórze - nie obsypuje się, nie spada, a więc nic się nie marnuje!
Krem jest dostępny w kilku wersjach zapachowych, ja dla siebie wybrałam Fleur d'Oranger - Kwiat Pomarańczy, zazwyczaj bardzo lubię ten zapach w kosmetykach, ale to zależy...
W przypadku Rhassoul Odyssee Des Sens - nie zawiodłam się, zapach podany w przepięknym wydaniu! Jest bardzo naturalny, doskonale wyczuwalny, mocny, wyrazisty, ale nie mdlący ani nie przeszkadzający. Świeży, z delikatną nutą kwiatowej słodyczy i odrobiną goryczki z pomarańczowej skórki... coś pięknego!
Krem można stosować jako maskę i jako peeling, jest przeznaczony do twarzy, ciała oraz włosów i skóry głowy. Ja używam go zawsze " na mokro ", podczas brania prysznica lub kąpieli - nakładam na wilgotną skórę, pozostawiam na 10 minut, po czym lekko masuję i spłukuję, co przychodzi z łatwością.
Rhassoul nie tylko dobrze myje i oczyszcza skórę, ale też skutecznie ją złuszcza, a drobiny o nieregularnych kształtach, przypominające ostry, drobny piasek, cudownie masują ciało, poprawiając krążenie, jędrność i... samopoczucie - przyjemne z korzystnym :)
Osobiście nie stosowałam go na włosy - obawiałam się, bowiem poprzednie próby stosowania Rhassoul`u na włosy nie wspominam najlepiej :)
Na twarz użyłam kilka razy z ciekawości, stosuję go głównie do ciała, często w połączeniu z rękawicą Kessą, która jeszcze bardziej potęguje działanie kremu - sprawdza się w tym celu znakomicie!
Skóra po użyciu kremu Rhassoul jest nadzwyczajnie delikatna i miękka w dotyku, dobrze nawilżona i delikatnie napięta. Stosowany na twarz dodatkowo niweluje nadmiar sebum ( mimo zawartości oleju ze słodkich migdałów ) i minimalizuje widoczność porów, ładnie rozjaśnia, ujednolica i delikatnie ściąga skórę.
Intensywność działania kremu można łatwo stopniować poprzez ilość kosmetyku oraz nacisk - ja masuję skórę ciała dosyć intensywnie, kładąc szczególny nacisk na partie objęte cellulitem, a także na kolana i łokcie. Początkowo, tuż po spłukaniu kremu, skóra jest lekko zaczerwieniona, po chwili wraca jej właściwy koloryt w upiększonym wydaniu :)
Boski zapach wypełnia całą łazienkę i, nie ukrywam, że bardzo uprzyjemnia stosowanie kosmetyku.
Wydajność jest bardzo, ale to bardzo wysoka, używam regularnie raz w tygodniu od trzech miesięcy i jeszcze pozostało 1/3 zawartości :)
Mimo zawartości parabenów i SLS`ów nie doznałam uczulenia ani podrażnienia, choć nie zmienia to faktu, że w naturalnym produkcie, jak marka go opisuje, składniki te nie mogą się znajdować.
Cena - 92,25 zł / 180 ml ale jest też mniejsza pojemność 70 ml w cenie 67,65 zł.
Dostępność - Odyssee Des Sens na facebooku
Podsumowując...
Polubiłam ten produkt i bardzo chętnie po niego sięgam - z jego użyciem odprawiam prawdziwy rytuał Hammam we własnej łazience :)
Skuteczne działanie w połączeniu z szerokim spektrum zastosowania, ogromną wydajnością oraz pięknym zapachem nieco tłumaczą tak wysoką cenę. Wiem jednak, że (nie)naturalne składniki dyskwalifikują ten krem u wielbicielek naturalnych zabiegów pielęgnacyjnych. Wybór należy do Was :)
Słyszeliście o marce Odyssee Des Sens?
Lubicie glinkę Rhassoul czy wolicie inne w swojej pielęgnacji?
Jak Wam sie podoba krem z glinką Rhassoul Odyssee Des Sens?
Miłego wieczoru Wam życzę :)
Nie wiem jak Wy, ale ja wręcz uwielbiam naturalne glinki oraz kosmetyki tworzone na ich podstawie. Zawdzięczam im ładny i promienny wygląd swojej mieszanej skóry, co więcej, produkty te pomagają utrzymać w ryzach proces przetłuszczania się, co, nie ukrywam, jest dla mnie ważną cechą.
Uwielbiam też pokazywać i opowiadać Wam o nowych markach oraz produktach. Dziś będzie prawdziwa gratka zarówno dla wielbicielek, i wielbicieli, glinek jak i nowości! Tak myślę :)
Odyssee Des Sens pojawiła się w Polsce kilka miesięcy temu, zauroczyła swoim niebanalnym asortymentem oraz ładnymi, gustownymi opakowaniami.
Pokusiłam się na kilka produktów, które od dobrych trzech miesięcy stosuję. Dziś opowiem Wam o jednym z nich, a mianowicie o Kremie ściągającym z glinką Rhassoul. Jednak wpierw pragnę w kilku słowach przedstawić markę.
"Zapach jest językiem, który nie potrzebuje słów." Jacques Pologe
Naturalne, ręcznie tworzone świece, aromaty do wnętrz, świece oraz oleje do masażu, a także produkty pielęgnacyjne tworzone z ogromną pasją we francuskiej maufakturze. Manufaktura Odyssee Des Sens jest zlokalizowana w samym sercu Camargue, każdego roku oferuje wspaniałe nowości, i tak od siedmiu lat!
Produkty Odyssee Des Sens powstają z naturalnych składników: m.in. z oleju arganowego, masła shea, aloesu i glinki Rhassoul. Opakowania natomiast posiadają eko-certyfikat.
Ze względu na ekskluzywność oferty, a także dbałość o każdy szczegół oraz naturalność kosmetyki, świece oraz zapachy marki cieszą się ogromną popularnością wśród najbardziej prestiżowych hoteli, ośrodków SPA, a także restauracji i butików od Prowansji aż do Paryża.
Teraz i my, dzięki produktom Odyssee Des Sens, możemy wyruszyć w niesamowita podróż do świata zmysłów i niezapomnianych zapachów :)
Słów kilka od producenta
Krem ściągający z glinką Rhassoul działa delikatnie odtłuszczająco i reguluje wydzielanie sebum. Remineralizuje skórę oraz oczyszcza ją zanieczyszczeń i toksyn.
Glinka Rhassoul znajduje zastosowanie w pielęgnacji cery tłustej, normalnej, mieszanej i zmęczonej.
Glinka Rhassoul różni się od innych ze względu na swoją unikalną kompozycję, jest bardzo chłonna i doskonale nadaje się do oczyszczania i odżywiania skóry. Glinki innego typu są znane z absorbowania sebum z powierzchni skóry, za to stosowanie glinki Rhassoul daje efekt ściągający, wzmacniający, kojący i odprężający. Pozostawia skórę miękką i delikatną w dotyku.
Krem Rhassoul został zamknięty w przezroczystym, zakręcanym aluminiową zakrętką, słoiku wykonanym z półmiękkiego tworzywa. Opakowanie mieści 250 g kosmetyku, jest bardzo lekkie i wygodne w użyciu, praktyczne oraz bezpieczne, także w czasie podróży - nie roztłucze się, nie pęknie, jest podatne na ucisk i odporne na upadki ( sprawdziłam :) )
Etykieta zwyczajna, prosta, bez wydziwiania - została utrzymana w minimalistycznym stylu, według mnie nawiązuje do produktów profesjonalnych. Na etykiecie przeczytamy najważniejsze informacje dotyczące produktu, w tym pełny skład i termin ważności - 12 miesięcy od momentu otwarcia.
Krem Rhassoul ma gęstą, kremową, delikatną w dotyku konsystencję z wyraźnie widocznymi drobinkami różnej wielkości i zabarwienia - przypominają nieco kawowe fusy :) Nie jest tłusty, nie zbity, ale też nie lejący, z łatwością go się nabiera i równie dobrze rozprowadza się po skórze - nie obsypuje się, nie spada, a więc nic się nie marnuje!
Krem jest dostępny w kilku wersjach zapachowych, ja dla siebie wybrałam Fleur d'Oranger - Kwiat Pomarańczy, zazwyczaj bardzo lubię ten zapach w kosmetykach, ale to zależy...
W przypadku Rhassoul Odyssee Des Sens - nie zawiodłam się, zapach podany w przepięknym wydaniu! Jest bardzo naturalny, doskonale wyczuwalny, mocny, wyrazisty, ale nie mdlący ani nie przeszkadzający. Świeży, z delikatną nutą kwiatowej słodyczy i odrobiną goryczki z pomarańczowej skórki... coś pięknego!
Krem można stosować jako maskę i jako peeling, jest przeznaczony do twarzy, ciała oraz włosów i skóry głowy. Ja używam go zawsze " na mokro ", podczas brania prysznica lub kąpieli - nakładam na wilgotną skórę, pozostawiam na 10 minut, po czym lekko masuję i spłukuję, co przychodzi z łatwością.
Rhassoul nie tylko dobrze myje i oczyszcza skórę, ale też skutecznie ją złuszcza, a drobiny o nieregularnych kształtach, przypominające ostry, drobny piasek, cudownie masują ciało, poprawiając krążenie, jędrność i... samopoczucie - przyjemne z korzystnym :)
Osobiście nie stosowałam go na włosy - obawiałam się, bowiem poprzednie próby stosowania Rhassoul`u na włosy nie wspominam najlepiej :)
Na twarz użyłam kilka razy z ciekawości, stosuję go głównie do ciała, często w połączeniu z rękawicą Kessą, która jeszcze bardziej potęguje działanie kremu - sprawdza się w tym celu znakomicie!
Skóra po użyciu kremu Rhassoul jest nadzwyczajnie delikatna i miękka w dotyku, dobrze nawilżona i delikatnie napięta. Stosowany na twarz dodatkowo niweluje nadmiar sebum ( mimo zawartości oleju ze słodkich migdałów ) i minimalizuje widoczność porów, ładnie rozjaśnia, ujednolica i delikatnie ściąga skórę.
Intensywność działania kremu można łatwo stopniować poprzez ilość kosmetyku oraz nacisk - ja masuję skórę ciała dosyć intensywnie, kładąc szczególny nacisk na partie objęte cellulitem, a także na kolana i łokcie. Początkowo, tuż po spłukaniu kremu, skóra jest lekko zaczerwieniona, po chwili wraca jej właściwy koloryt w upiększonym wydaniu :)
Boski zapach wypełnia całą łazienkę i, nie ukrywam, że bardzo uprzyjemnia stosowanie kosmetyku.
Wydajność jest bardzo, ale to bardzo wysoka, używam regularnie raz w tygodniu od trzech miesięcy i jeszcze pozostało 1/3 zawartości :)
Mimo zawartości parabenów i SLS`ów nie doznałam uczulenia ani podrażnienia, choć nie zmienia to faktu, że w naturalnym produkcie, jak marka go opisuje, składniki te nie mogą się znajdować.
Cena - 92,25 zł / 180 ml ale jest też mniejsza pojemność 70 ml w cenie 67,65 zł.
Dostępność - Odyssee Des Sens na facebooku
Podsumowując...
Polubiłam ten produkt i bardzo chętnie po niego sięgam - z jego użyciem odprawiam prawdziwy rytuał Hammam we własnej łazience :)
Skuteczne działanie w połączeniu z szerokim spektrum zastosowania, ogromną wydajnością oraz pięknym zapachem nieco tłumaczą tak wysoką cenę. Wiem jednak, że (nie)naturalne składniki dyskwalifikują ten krem u wielbicielek naturalnych zabiegów pielęgnacyjnych. Wybór należy do Was :)
Słyszeliście o marce Odyssee Des Sens?
Lubicie glinkę Rhassoul czy wolicie inne w swojej pielęgnacji?
Jak Wam sie podoba krem z glinką Rhassoul Odyssee Des Sens?
Miłego wieczoru Wam życzę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


