Witajcie Słoneczka ;)
Kosmetyki Murier Paris z pewnością są Wam dobrze znane, jeśli jeszcze ich nie wypróbowaliście, to bez wątpienie nieraz o nich czytaliście :) Na blogach nie brakuje opinii na temat produktów z oferty tej francuskiej marki, nic w tym dziwnego, mają naprawdę świetny, doskonale rozbudowany asortyment, w którym każda z nas znajdzie coś dla siebie.
Osobiście bardzo cenię markę, zarówno za mnogość wyboru oraz doskonałą jakość kosmetyków, wypróbowałam kilka produktów i na żadnym się nie zawiodłam, co więcej, mam wśród nich kilka ulubieńców :)
Murier jest jedna z pierwszych firm na rynku, która oferuje szeroką gamę najwyższej jakości kosmetyków z wykorzystaniem roślinnych komórek macierzystych ( Stem Cells ). Ich produkty powstają w wyniku zastosowania unikalnych technologii, będących efektem badań naukowych, prowadzonych przez znakomitych specjalistów z dziedzin kosmetologii i dermatologii. Murier oferuje całą gamę innowacyjnych kosmetyków przeznaczonych do każdego rodzaju skóry, również tej problematycznej, a także serie anty-angin oraz przeciwzmarszczkowe o bardzo intensywnym działaniu liftingującym i napinającym skórę - wybierać jest w czym, bez wątpienia!
Dziś podzielę się z Wami opinią na temat najnowszego produktu marki, a mianowicie Gold Research Serum.
Słów kilka od producenta
Serum Gold Reseach anti aging zawieraja wyselekcjonowany kompleks składników, które zapewniaja długotrwałe odżywienie i regenerację.
Złoto koloidalne hamuje proces powstawania zmarszczek, wygładza i spłyca zmarszczki już istniejące. Zwiększa elastyczność naskórka i zmniejsza przebarwienia. Kwas hialuronowy, zapewnia długotrwałe nawilżenie skóry oraz nadaje jej niezwykłą gładkość. Roślinne komórki macierzyste chronią skórę przed działaniem wolnych rodników oraz pobudzają naturalne procesy regeneracyjne.
Efekty działania Gold Research anti-aging Serum
• zmniejszenie/spłycenie zmarszczek
• regeneracja skóry
• długotrwałe odżywienie
• poprawa nawilżenia skóry
• rozświetlenie skóry
• ogólna poprawa wyglądu skóry.
Serum jest przeznaczone do skóry dojrzałej, narażonej na starzenie, zmęczonej, przesuszonej i pozbawionej blasku.
Polecane dla osób od 30 do 50 roku życia.
Serum, jak każdy z produktów marki Murier, przeszedł liczne testy laboratoryjne i dermatologiczne. Ponadto, nie zawiera parabenów, co daje pewność najwyższej skuteczności i jakości.
Gold Research Serum zostało zamknięte w bardzo ładnej buteleczce wykonanej z solidnego, ciemnego szkła, które zapewnia dodatkową ochronę zawartości. Zakręcany, złoty korek jest wyposażony w szklaną pipetę wykończoną gumową wypustką. Nie ukrywam, taka forma aplikatora bardzo do mnie przemawia, po pierwsze jest on nadzwyczajnie wygodny podczas dawkowania, a po drugie, pozwala na mega precyzyjne odmierzenie odpowiedniej ilości kosmetyku.
Szklana rurka jest lekko wygięta, co ułatwia wydobywanie serum, nawet wtedy, gdy zostało go jedynie odrobina na dnie - moje obecnie w takim stanie się znajduje, a nadal mogę aplikować go tak, jak należy - czyli za pomocą pipety :)
Serum, choć zawiera złoto koloidalne, jest zupełnie przezroczyste, bez żadnych połyskujących drobin, bez " złotego pyłu ". Ma półpłynną, lekką, żelową konsystencję i jest nadzwyczajnie przyjemne, delikatne i, powiedziałabym miękkie, w dotyku.
Aplikacja jak i rozprowadzanie po skórze, odbywa się w tempie błyskawicznym, szybko też się wchłania, aczkolwiek nie wysycha, jak niektóre sera, lecz stopniowo wnika, pozwalając na minutowy masaż skóry.
Serum nie pozostawia na skórze żadnego wyczuwalnego filmu, nie klei, ani nie natłuszcza, lecz zapewnia delikatność, miękkość i gładkość. Uwielbiam to uczucie! Dodatkowo oferuje natychmiastowy komfort, nawilżenie i ukojenie.
Jestem zachwycona nie tylko działaniem, ale również wspaniałym składem tego serum, jest krótki i przyjemny, nie tylko dla oczu. Zawiera naturalne składniki, takie jak gliceryna, ekstrakt z winorośli, kwas hialuronowy, które w sumie są mi dobrze znane, oraz złoto koloidalne, stanowiące bazowy składnik tego serum. Wcześniej ze " złotymi kosmetykami " nie miałam zbyt wiele styczności, stosowałam jedynie maskę, którą bardzo miło wspominam. A więc byłam szczególnie podekscytowana i też ciekawa, jakie efekty zapewni mojej skórze. W kosmetologii złoto koloidalne jest dosyć często stosowane, głównie do zabiegów upiększających, ponieważ wyraźnie zmniejsza powstawanie zmarszczek oraz skutecznie niweluje już istniejące. Prócz tego wyznacza się silnymi właściwościami nawilżającymi, pomaga zlikwidować przebarwienia skórne, stymuluje syntezę kolagenu oraz działa kojąco i antybakteryjnie.
Moja skóra pokochała złote serum od pierwszej aplikacji i tak aż do ( prawie ) samego końca. Prawie, bo jeszcze na kilka użyć mi go zostało. O tym, że jest przyjemne w użyciu już mówiłam, a więc czas na podsumowanie efektów. Serum rzeczywiście w bardzo wyraźny sposób nawadnia skórę, specjalnie użyłam tego określenia, bo po zastosowaniu natychmiastowo zapewnia rewelacyjne uczucie dogłębnego i, co najważniejsze, długotrwałego nawilżenia. Do tego skutecznie regeneruje, koi wszelkiego rodzaju podrażnienia, niweluje zaczerwienienia i przesuszenia, z drugiej strony przyczynia się do uregulowania procesu przetłuszczania skóry. Ma beztłuszczową, lekką, niezapychającą formułę, a więc gdy się wchłonie, pozostawia skórę idealni gładką i delikatną w dotyku, pełną naturalnego, zdrowego blasku, bez tłustego połysku, bez obciążenia.
Już po miesiącu regularnego stosowania, raz dziennie, skóra wyraźnie zyskała na wyglądzie oraz kondycji. Stała się bardziej elastyczna, ujędrniona, wygładzona, ujednolicona, bez przesuszeń, bez zaczerwienień, a nawet małych, mimicznych zmarszczek. Z bruzdami sobie nie radzi, ale w pewnym stopniu je spłyca, dzięki czemu mniej rzucają się w oczy, zaobserwowałam to na swoich lwich zmarszczkach :) Dodatkowo serum dobrze odżywia, poprawia koloryt skóry oraz jej gęstość.
Serum mnie nie uczuliło, nie spowodowało wysypu niedoskonałości ani nie zaoferowało innych negatywnych skutków spowodowanych nietolerancją na którykolwiek ze składników. Niewielka ilość wystarcza na jednorazowe pokrycie twarzy, szyi i dekoltu, mi buteleczka wystarczyła na ponad dwa miesiące regularnego stosowania - raz dziennie ( twarz, szyja i dekolt ).
Cena - 149 zł / 30 ml
Dostępność - Murier.com
Podsumowując...
Serum ze złotem koloidalnym Murier`a świetnie sprawdziło się na mojej skórze, w 100% spełniając obietnice producenta oraz moje oczekiwania. Jest to moje drugie spotkanie ze złotem koloidalnym, ale podziwiając efekty regularnego stosowania, zaoferowane przez to serum, wiem, że z pewnością jeszcze do niego wrócę. Jednak właściwości złota nie są mitem, a połączenie go z innymi, równie cennymi dla naszej urody składnikami, okazało się bardzo udane :) Dla piękna skóry po 30-tce, jej promiennego wyglądu i doskonałej kondycji - polecam serum Gold Research.
Znacie kosmetyki Murier`a?
Które produkty wypróbowaliście i polecacie?
Które chcielibyście wypróbować?
Miłego wieczoru i udanego Tłustego Czwartku :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anti-aging. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anti-aging. Pokaż wszystkie posty
środa, 3 lutego 2016
Murier Gold Research anti-aging Serum - serum ze złotem koloidalnym
środa, 26 listopada 2014
Peptydowy Krem pod oczy Infusion O2 yNs Medspa - Cofamy Czas
Witajcie Słoneczka :)
Dawno, dawno temu... Nie! Nie będzie to bajka moje Drogie, lecz szczera prawda - oparta na faktach :)
Otóż dawno temu, bo nieco ponad dwa miesiące temu, w serwisie Uroda i Zdrowie trwała akcja, którą my, blogerki, darzymy szczególnym zamiłowaniem. Mowa o Wielkiej Akcji Testowania.
Dlaczego jest taka wyjątkowa? Ponieważ dzięki niej poznajemy dużo ciekawych produktów, co lepsze, możemy je przetestować!
W tym roku naprawdę był niesamowity wybór ciekawych, mało znanych kosmetyków, jednak moją uwagę najbardziej przykuł jeden - Infusion 02 yNs Medspa, ze sklepu Cofamy Czas.
Jest to firma zajmująca się importem najskuteczniejszych preparatów przeciwzmarszczkowych znanych i docenianych na całym świecie. Aż wstyd się przyznać, ale nigdy wcześniej o niej nie słyszałam...
Dlaczego wybrałam ten krem? A on wybrał mnie..
Czas nie stoi w miejscu, dwa miesiące temu przekroczyłam magiczną liczbę - 35 lat :) Dla lepszego samopoczucia i zachowania urody na dłużej poszukuję skutecznego wsparcia, także dla skóry.
Słów kilka od producenta
Peptydowy, kompleksowy Krem pod oczy Infusion 02 rozprostowuje zmarszczki mimiczne, ujędrnia, dostarcza tlenu, cofa oznaki starzenia i odmładza.
Likwiduje zasinienia, opuchnięcia i zmarszczki.
Kompleksowe działanie ukierunkowane na odzyskanie młodzieńczej skóry i uwodzicielskiego spojrzenia.
Infusion 02 najnowocześniejszy krem przeciwzmarszczkowy pod oczy z 10% Perfluorodecalin , który zwiększa ilość tlenu, nawilżenia, usuwa sinawe zabarwienie i zmniejsza zmarszczki.
Dzięki wysokiej zawartości neuropeptyu 5% Syn-Ake (jadu żmii, węża) i 5% Inyline, natychmiastowo rozkurcza zmarszczki, wygładza skórę.
Infusion 02 zawiera przeciw- obrzękowy (zapobiegający gromadzeniu się płynów) tetrapeptyd 5% Eyeseryl, który redukuje i przeciwdziała obrzękom (poduszeczkom pod oczami) i zasinieniom. Zwiększa poziom kolagenu i elastyny, pobudza ich produkcję. Bardzo skutecznie poprawiaja wygląd skóry i zapobiega utracie jędrności.
Haloxyl wspomaga eliminowanie ciemnego pigmentu pod oczami co przekłada się na rozjaśnienie cieni.
Aktywne składniki: 10% Perfluorodecalin, 5% Syn-Ake, 5% Inyline, 5% Eyeseryl, 2% Haloxyl.
Krem pod oczy Infusion 02 został umieszczony w ładnym, zakręcanym słoiczku imitującym szkło. Dzięki temu zyskuje nie tylko na wadze, jest znacznie lżejszy, ale również na bezpieczeństwie - nie potłucze się nawet podczas upadku, sprawdziłam! - niechcącoooo :).
Pojemność tego cudeńka, to 15 ml, jak na kremy pod oczy przystało, ale wizualnie słoiczek wygląda zdecydowanie na większy.
Muszę przyznać, że wszystkie szczegóły zostały dopracowane do perfekcji. Słoiczek prezentuje się bardzo elegancko, luksusowo, jest solidnie zamykany. Napisy nie ścierają się w trakcie użytkowania, złota obwódka również pozostaje nienaruszona.
Pod solidnie zakręcaną nakrętką znajduje się ochronne wieczko, wykonane z tworzywa. Zapobiega ono przedostaniu się kremu pod nakrętkę, czego bardzo nie lubię, oraz zapewnia dodatkową ochronę zawartości - niby szczegół, ale ma znaczenie!
Na opakowaniu znajdziemy podstawowe, najważniejsze informacje dotyczące produktu, w tym pełny skład oraz termin ważności, który wynosi 3 miesiące od momentu otwarcia.
Krem nie jest pakowany w tekturowe pudełko, więcej obszernych informacji o nim znajdziemy na stronie Cofamy Czas.
Krem jest śnieżnobiały, z wyraźnym połyskiem. Ma gęstą, treściwą, kremowo-żelową konsystencję, bardziej w stronę tej żelowej :) Nie jest jednak twardy, ani zbity, z łatwością nabiera się go na palec, lekko sunie po skórze, bez konieczności naciągania jej.
Zapach kremu określiłabym jako neutralny, nie jest w żadnym stopniu wyczuwalny.
Opuchnięcia i zasinienia nie są moim problemem, przynajmniej na razie, ale zmarszczki oraz delikatne cienie pod oczami - jak najbardziej. Pracuję przy komputerze, mało odpoczywam, czasami też mam ograniczony czas na sen, a do tego wiek i stres, którego w życiu codziennym nie brakuje... Te wszystkie czynniki niestety nie służą urodzie, a oczy najszybciej zdradzają nasz " stan ".
Zauważyłam że zmarszczki wokół oczu stają się u mnie coraz bardziej widoczne, coraz intensywniej zarysowane, szczególnie pod koniec dnia - przez nie wyglądałam na zmęczoną. Maskowanie ich nie ma żadnego sensu, ale niwelowanie już tak, dlatego staram się dostarczać delikatnej skórze wokół oczu preparatów bogatych w cenne składniki.
Infusion 02 zawiera cały szereg składników, skuteczność których została udowodniona naukowo oraz poparta wieloma badaniami, o czym można przeczytać na stronie dystrybutora.
Jak już wspomniałam, używam tego kremu od ponad dwóch miesięcy.
Początkowo nakładałam go dwa razy dziennie, rano i wieczorem, na oczyszczoną, dobrze osuszoną skórę wokół oczu. Po 3 tygodniach zaobserwowałam znaczącą poprawę w wyglądzie skóry, więc przestawiłam się na jednorazową aplikację.
Krem po zetknięciu ze skórą staje się lekki i delikatny, świetnie się rozprowadza. Po zaaplikowaniu małej ilości wklepuję go opuszkami palców, aż do całkowitego wchłonięcia. Wnika w skórę nie tak prędko, jak mogłoby się wydawać, trwa to krótką chwilę. Pozostawia na skórze delikatnie wyczuwalny film, nie jest klejący, ani ciężki, po prostu go czuję i już.
Krem idealnie nadaje się pod makijaż, współgra z korektorami, pudrem, podkładem, powiedziałabym nawet, że przedłuża ich trwałość i zdecydowanie polepsza przyczepność :)
Ze względu na treściwą, gęstą konsystencję, Infusion 02 mocno zyskuje na wydajności. Niewiele go trzeba na jedną aplikację. Zaaplikowany w nadmiarze, może obciążać skórę, więc warto uważać z ilością - dużo nie znaczy dobrze.
Na zużycie kremu producent daje 3 miesiące od otwarcia, według mnie, trudno go zużyć w tym czasie. Mi został niecały miesiąc, a zawartości wystarczyłoby jeszcze na 2 miesiące jak nic :) Dlatego raz w tygodniu nakładam go jako maseczkę pod oczy - grubszą warstwę przykrywam folią i rozgrzanym ręcznikiem. Efekty są rewelacyjne! I nic się nie zmarnuje!
Jeśli chodzi o efekty, rzeczywiście krem działa niezawodnie. Natychmiastowo nawilża, odżywia, wygładza, zmiękcza skórę - zapewnia niesamowite uczucie komfortu. Już po kilku użyciach można było zaobserwować lekkie napięcie, ujędrnienie skóry. Po kilku tygodniach drobne zmarszczki zostały zniwelowane. Z czasem było coraz lepiej, skóra zyskała na elastyczności i promienności, stała się wyraźnie jaśniejsza, o równomiernym kolorycie, natomiast głębokie zmarszczki zostały spłycone, mniej wyraziste, mniej widoczne...
Nie wiem jak długo utrzymają się te efekty, po wykończeniu kremu, ale w chwili obecnej jestem bardzo zadowolona z jego działania. Przy denku będzie podsumowanie, więc dam znać :)
Cena - 222 zł / 15 ml
Dostępność - Cofamy Czas
Podsumowując...
Skuteczność działania Infusion 02 yNs Medspa mogłam wypróbować na sobie, co i uczyniłam, dzięki akcji oraz uprzejmości firmy. Efekty rzeczywiście wprawiają w stan euforii i ogromnego zadowolenia - pięknie jest widzieć w lustrze swoje odbicie w piękniejszym wydaniu z dnia na dzień :)
Krem wyznacza się bardzo wysoką wydajnością, zdecydowanie najwyższą, jaką do tej pory poznałam, ale niestety termin ważności, nie pozwala na rozciągnięcie tej przyjemności na dłużej. Ale jeśli macie ochotę przekonać się w jego skuteczności osobiście, polecam jak najbardziej!
Czy słyszałyście o produktach yNs Medspa?
A może znacie asortyment sklepu Cofamy Czas?
Mają tam całe mnóstwo perełek, w tym świetny kwas hialuronowy, o którym czytałam same pozytywne opinie :)
Miłego wieczoru :)
Dawno, dawno temu... Nie! Nie będzie to bajka moje Drogie, lecz szczera prawda - oparta na faktach :)
Otóż dawno temu, bo nieco ponad dwa miesiące temu, w serwisie Uroda i Zdrowie trwała akcja, którą my, blogerki, darzymy szczególnym zamiłowaniem. Mowa o Wielkiej Akcji Testowania.
Dlaczego jest taka wyjątkowa? Ponieważ dzięki niej poznajemy dużo ciekawych produktów, co lepsze, możemy je przetestować!
W tym roku naprawdę był niesamowity wybór ciekawych, mało znanych kosmetyków, jednak moją uwagę najbardziej przykuł jeden - Infusion 02 yNs Medspa, ze sklepu Cofamy Czas.
Jest to firma zajmująca się importem najskuteczniejszych preparatów przeciwzmarszczkowych znanych i docenianych na całym świecie. Aż wstyd się przyznać, ale nigdy wcześniej o niej nie słyszałam...
Dlaczego wybrałam ten krem? A on wybrał mnie..
Czas nie stoi w miejscu, dwa miesiące temu przekroczyłam magiczną liczbę - 35 lat :) Dla lepszego samopoczucia i zachowania urody na dłużej poszukuję skutecznego wsparcia, także dla skóry.
Słów kilka od producenta
Peptydowy, kompleksowy Krem pod oczy Infusion 02 rozprostowuje zmarszczki mimiczne, ujędrnia, dostarcza tlenu, cofa oznaki starzenia i odmładza.
Likwiduje zasinienia, opuchnięcia i zmarszczki.
Kompleksowe działanie ukierunkowane na odzyskanie młodzieńczej skóry i uwodzicielskiego spojrzenia.
Infusion 02 najnowocześniejszy krem przeciwzmarszczkowy pod oczy z 10% Perfluorodecalin , który zwiększa ilość tlenu, nawilżenia, usuwa sinawe zabarwienie i zmniejsza zmarszczki.
Dzięki wysokiej zawartości neuropeptyu 5% Syn-Ake (jadu żmii, węża) i 5% Inyline, natychmiastowo rozkurcza zmarszczki, wygładza skórę.
Infusion 02 zawiera przeciw- obrzękowy (zapobiegający gromadzeniu się płynów) tetrapeptyd 5% Eyeseryl, który redukuje i przeciwdziała obrzękom (poduszeczkom pod oczami) i zasinieniom. Zwiększa poziom kolagenu i elastyny, pobudza ich produkcję. Bardzo skutecznie poprawiaja wygląd skóry i zapobiega utracie jędrności.
Haloxyl wspomaga eliminowanie ciemnego pigmentu pod oczami co przekłada się na rozjaśnienie cieni.
Aktywne składniki: 10% Perfluorodecalin, 5% Syn-Ake, 5% Inyline, 5% Eyeseryl, 2% Haloxyl.
Krem pod oczy Infusion 02 został umieszczony w ładnym, zakręcanym słoiczku imitującym szkło. Dzięki temu zyskuje nie tylko na wadze, jest znacznie lżejszy, ale również na bezpieczeństwie - nie potłucze się nawet podczas upadku, sprawdziłam! - niechcącoooo :).
Pojemność tego cudeńka, to 15 ml, jak na kremy pod oczy przystało, ale wizualnie słoiczek wygląda zdecydowanie na większy.
Muszę przyznać, że wszystkie szczegóły zostały dopracowane do perfekcji. Słoiczek prezentuje się bardzo elegancko, luksusowo, jest solidnie zamykany. Napisy nie ścierają się w trakcie użytkowania, złota obwódka również pozostaje nienaruszona.
Pod solidnie zakręcaną nakrętką znajduje się ochronne wieczko, wykonane z tworzywa. Zapobiega ono przedostaniu się kremu pod nakrętkę, czego bardzo nie lubię, oraz zapewnia dodatkową ochronę zawartości - niby szczegół, ale ma znaczenie!
Na opakowaniu znajdziemy podstawowe, najważniejsze informacje dotyczące produktu, w tym pełny skład oraz termin ważności, który wynosi 3 miesiące od momentu otwarcia.
Krem nie jest pakowany w tekturowe pudełko, więcej obszernych informacji o nim znajdziemy na stronie Cofamy Czas.
Krem jest śnieżnobiały, z wyraźnym połyskiem. Ma gęstą, treściwą, kremowo-żelową konsystencję, bardziej w stronę tej żelowej :) Nie jest jednak twardy, ani zbity, z łatwością nabiera się go na palec, lekko sunie po skórze, bez konieczności naciągania jej.
Zapach kremu określiłabym jako neutralny, nie jest w żadnym stopniu wyczuwalny.
Opuchnięcia i zasinienia nie są moim problemem, przynajmniej na razie, ale zmarszczki oraz delikatne cienie pod oczami - jak najbardziej. Pracuję przy komputerze, mało odpoczywam, czasami też mam ograniczony czas na sen, a do tego wiek i stres, którego w życiu codziennym nie brakuje... Te wszystkie czynniki niestety nie służą urodzie, a oczy najszybciej zdradzają nasz " stan ".
Zauważyłam że zmarszczki wokół oczu stają się u mnie coraz bardziej widoczne, coraz intensywniej zarysowane, szczególnie pod koniec dnia - przez nie wyglądałam na zmęczoną. Maskowanie ich nie ma żadnego sensu, ale niwelowanie już tak, dlatego staram się dostarczać delikatnej skórze wokół oczu preparatów bogatych w cenne składniki.
Infusion 02 zawiera cały szereg składników, skuteczność których została udowodniona naukowo oraz poparta wieloma badaniami, o czym można przeczytać na stronie dystrybutora.
Jak już wspomniałam, używam tego kremu od ponad dwóch miesięcy.
Początkowo nakładałam go dwa razy dziennie, rano i wieczorem, na oczyszczoną, dobrze osuszoną skórę wokół oczu. Po 3 tygodniach zaobserwowałam znaczącą poprawę w wyglądzie skóry, więc przestawiłam się na jednorazową aplikację.
Krem po zetknięciu ze skórą staje się lekki i delikatny, świetnie się rozprowadza. Po zaaplikowaniu małej ilości wklepuję go opuszkami palców, aż do całkowitego wchłonięcia. Wnika w skórę nie tak prędko, jak mogłoby się wydawać, trwa to krótką chwilę. Pozostawia na skórze delikatnie wyczuwalny film, nie jest klejący, ani ciężki, po prostu go czuję i już.
Krem idealnie nadaje się pod makijaż, współgra z korektorami, pudrem, podkładem, powiedziałabym nawet, że przedłuża ich trwałość i zdecydowanie polepsza przyczepność :)
Ze względu na treściwą, gęstą konsystencję, Infusion 02 mocno zyskuje na wydajności. Niewiele go trzeba na jedną aplikację. Zaaplikowany w nadmiarze, może obciążać skórę, więc warto uważać z ilością - dużo nie znaczy dobrze.
Na zużycie kremu producent daje 3 miesiące od otwarcia, według mnie, trudno go zużyć w tym czasie. Mi został niecały miesiąc, a zawartości wystarczyłoby jeszcze na 2 miesiące jak nic :) Dlatego raz w tygodniu nakładam go jako maseczkę pod oczy - grubszą warstwę przykrywam folią i rozgrzanym ręcznikiem. Efekty są rewelacyjne! I nic się nie zmarnuje!
Jeśli chodzi o efekty, rzeczywiście krem działa niezawodnie. Natychmiastowo nawilża, odżywia, wygładza, zmiękcza skórę - zapewnia niesamowite uczucie komfortu. Już po kilku użyciach można było zaobserwować lekkie napięcie, ujędrnienie skóry. Po kilku tygodniach drobne zmarszczki zostały zniwelowane. Z czasem było coraz lepiej, skóra zyskała na elastyczności i promienności, stała się wyraźnie jaśniejsza, o równomiernym kolorycie, natomiast głębokie zmarszczki zostały spłycone, mniej wyraziste, mniej widoczne...
Nie wiem jak długo utrzymają się te efekty, po wykończeniu kremu, ale w chwili obecnej jestem bardzo zadowolona z jego działania. Przy denku będzie podsumowanie, więc dam znać :)
Cena - 222 zł / 15 ml
Dostępność - Cofamy Czas
Podsumowując...
Skuteczność działania Infusion 02 yNs Medspa mogłam wypróbować na sobie, co i uczyniłam, dzięki akcji oraz uprzejmości firmy. Efekty rzeczywiście wprawiają w stan euforii i ogromnego zadowolenia - pięknie jest widzieć w lustrze swoje odbicie w piękniejszym wydaniu z dnia na dzień :)
Krem wyznacza się bardzo wysoką wydajnością, zdecydowanie najwyższą, jaką do tej pory poznałam, ale niestety termin ważności, nie pozwala na rozciągnięcie tej przyjemności na dłużej. Ale jeśli macie ochotę przekonać się w jego skuteczności osobiście, polecam jak najbardziej!
Czy słyszałyście o produktach yNs Medspa?
A może znacie asortyment sklepu Cofamy Czas?
Mają tam całe mnóstwo perełek, w tym świetny kwas hialuronowy, o którym czytałam same pozytywne opinie :)
Miłego wieczoru :)
piątek, 20 kwietnia 2012
Maseczka GLY MASQUE - moc nawilżania
Witajcie,
Ostatnio na Facebooku przypadkowo trafiłam na ciekawy profil GlySkinCare, zainteresował mnie, ponieważ nigdy o tej marce nie słyszałam, ani nigdzie nie widziałam ich kosmetyków, poczytałam trocha to i owo o marce, bardzo ciekawa! Po kilku dniach był konkurs na Testerkę Kosmetyków GlySkinCare, zgłosiłam się i z zapartym tchem czekałam na " werdykt " - udało się! Zostałam testerką, nie wiedząc nawet czego, ale to nawet lepiej, bo lubię niespodzianki. Gdy otrzymałam przesyłkę, okazało się że będę testować maseczkę do twarzy GLY MASQUE.
A oto i ona, ale aby lepiej zapoznać Was z tym produktem opowiem wam kilka ważnych informacji.
Otóż GlySkinCare jest linią produktów opartą na naukowych rozwiązaniach i stworzona przez wiodącą amerykańską firmę farmaceutyczną. Ta ciesząca się zaufaniem linia pielęgnacyjna dostępna jest wyłącznie w renomowanych salonach kosmetycznych i gabinetach dermatologicznych. Od wielu lat kosmetyki GlySkinCare są polecane przez kosmetyczki i lekarzy osobom, które pragną aby ich skóra wyglądała młodziej i zdrowiej. No teraz już wiem, dla czego marka nie jest mi znana, w salonach kosmetycznych bywam rzadko, a i dermatologa nie odwiedzałam, bo nie mam specjalnych kłopotów ze skórą, ale zapowiedź świetna i wiele obiecująca!
Kluczowym składnikiem występującym w kosmetykach GlySkinCare jest kwas glikolowy, pozyskiwany z trzciny cukrowej. Dzięki jego szczególnym właściwościom możliwe jest złuszczanie martwego naskórka, rozjaśnianie przebarwień, nawilżenie oraz poprawa napięcia skóry. Kwas glikolowy zastosowany w produktach GlySkinCare został poddany procesowi estryfikacji, dzięki czemu zapewniona jest wysoka skuteczność produktów przy jednoczesnej łagodnej pielęgnacji skóry, bez ryzyka podrażnień.
Na pewno zastanawiacie się, tak samo jak ja na początku, dla czego na opakowaniu maseczki jest cyfra 3? A dla tego, że GlySkinCare to 3 - etapowy program stworzony z myślą o klientach, którzy chcieli by uzyskać optymalny efekt odnowy i poprawy wyglądu swojej skóry, a maska Gly Masque należy właśnie do 3 etapu programu, czyli Hydrostep - Nawilżanie. Program pielęgnacji jest wszechstronny, więc każdy może dopasować kosmetyki do indywidualnych potrzeb swojej skóry.
Maseczka, jak i każdy inny produkt z linii GlySkinCare, zawiera kwas glikolowy, który obecnie jest uznawany za jeden z najważniejszych elementów terapii regenerującej i odmładzającej skóry oraz ma szerokie zastosowanie w kosmetyce. Kwas glikolowy należy do rodziny alfahydroksykwasów ( AHA ), które naturalnie występują w przyrodzie - w owocach cytrusowych, jabłkach, trzcinie cukrowej, ma bardzo szeroki spektrum działania oraz efektywność w leczeniu różnych problemów skórnych.
Opis producenta
Gly Masque, dzięki wysokiej zawartości oligoelementów ( Bentonite ) i 3 % kwasu glikolowego, skutecznie oczyszcza i przywraca równowagę naskórka, pozostawiając twarz gładką i orzeźwioną. Maseczka korzystnie wpływa również na delikatną skórę wokół oczu dodając jej miękkości. Efekt nawilżenia twarzy utrzymuje się do 24 godzin. Jest dobrze tolerowana przez osoby ze skłonnością do trądziku. Przeznaczona do wszystkich rodzai cery. Nie zawiera substancji zapachowych.
Opinia
Zacznę, jak zawsze, od wyglądu zewnętrznego, który, zresztą, bardzo mi się podoba. Maseczka jest zapakowana w tekturowe pudełko, umieszczona w wygodnej tubce o pojemności 50 g. Już na opakowaniu, pudełku oraz tubce, można przeczytać podstawowe i ważne informacje dotyczące działania, składu, sposobu użycia oraz środki ostrożności związane z używaniem produktu, jest również informacja, że produkt przebadany dermatologicznie. pH 3,00 - 4,00
Tubka wygodna w użyciu, nie jest zbyt twarda, ani zbyt miękka, szczelnie i solidnie zamykana, co niweluje niechciane wydostanie się kosmetyku.
Maska o ma konsystencje i wygląd które przypominają mi glinkę, nie jest gęsta i też nie rzadka, taka w sam raz, ma lekki szarawy odcień, natomiast na skórze, po wyschnięciu, staje się prawie biała. Przed użyciem maski należy porządnie wstrząsnąć tubą i nałożyć równomiernie na skórę, rozsmarowując, pozostawić na 10 minut, po czym zmyć. Maskę nakładałam na dobrze oczyszczoną skórę, z łatwością aplikuje się i dobrze rozsmarowuje, nie ma też problemu z jej zmywaniem, producent zaleca do tego celu delikatny płyn do mycia twarzy Gentle Cleanser, ja jednak go nie posiadam, więc zmywałam płynem micelarnym lub zwykłą wodą - bezproblemowo.
Po użyciu maseczki efekty faktycznie są bardzo pozytywne, skóra jest doskonale odświeżona, nawilżona, wygładzona, rozświetlona, mam wrażenie, że jest mega czysta, pory stają się mniej widoczne, koloryt jednolity. Ja nie mam jakichś specjalnych problemów ze skórą, czasami są niedoskonałości, wypryski, ale to po przez mieszany typ skóry, dosyć obficie mi się przetłuszcza, po użyciu maski uzyskuje piękny matowy efekt, który długo się utrzymuje. Makijażu po maseczce nie nakładałam, ponieważ zawsze używam ją wieczorem, ale z pewnością można od razu nałożyć makijaż, bo skóra nie jest podrażniona ani zaczerwieniona, wręcz odwrotnie, towarzyszy jej uczucie komfortu i przyjemności. Używałam maskę trzy razy, zużyłam jej prawie pół tubki, czyli mogę też stwierdzić, że jest wydajna, z tego co widzę wystarczy mi jej na 6 aplikacji.
Ocena
Maskę Gly Masque oceniam bardzo pozytywnie, podoba mi się jej opakowanie, konsystencja, sposób użycia, działanie oraz uzyskane efekty, nie ma do czego się przyczepić, używam ją z przyjemnością.
Cena - 74,00 zł / 50 g
Podsumowanie
Ciesze się, że znalazłam i odkryłam dla siebie wspaniałą markę profesjonalnych i wysokojakościowych produktów GlySkinCare, dziękuje również teamowi marki na Facebooku, dzięki którym miałam okazje przetestować maskę Gly Masque, dodam, że akcja testowania przeprowadzona była dla wszystkich fanów GlySkinCare na Facebooku, relacje z testowania też zamieszczamy na profilu marki, ale postanowiłam podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami i wrażeniami, bo produkt na prawdę wart uwagi. Nie wiem jak działają pozostałe kosmetyki, bo jest ich sporo w ofercie GlySkinCare, ale maskę serdecznie Wam polecam.
Więcej o marce oraz ich produktach na stronie - GlySkinCare
Ostatnio na Facebooku przypadkowo trafiłam na ciekawy profil GlySkinCare, zainteresował mnie, ponieważ nigdy o tej marce nie słyszałam, ani nigdzie nie widziałam ich kosmetyków, poczytałam trocha to i owo o marce, bardzo ciekawa! Po kilku dniach był konkurs na Testerkę Kosmetyków GlySkinCare, zgłosiłam się i z zapartym tchem czekałam na " werdykt " - udało się! Zostałam testerką, nie wiedząc nawet czego, ale to nawet lepiej, bo lubię niespodzianki. Gdy otrzymałam przesyłkę, okazało się że będę testować maseczkę do twarzy GLY MASQUE.
A oto i ona, ale aby lepiej zapoznać Was z tym produktem opowiem wam kilka ważnych informacji.
Otóż GlySkinCare jest linią produktów opartą na naukowych rozwiązaniach i stworzona przez wiodącą amerykańską firmę farmaceutyczną. Ta ciesząca się zaufaniem linia pielęgnacyjna dostępna jest wyłącznie w renomowanych salonach kosmetycznych i gabinetach dermatologicznych. Od wielu lat kosmetyki GlySkinCare są polecane przez kosmetyczki i lekarzy osobom, które pragną aby ich skóra wyglądała młodziej i zdrowiej. No teraz już wiem, dla czego marka nie jest mi znana, w salonach kosmetycznych bywam rzadko, a i dermatologa nie odwiedzałam, bo nie mam specjalnych kłopotów ze skórą, ale zapowiedź świetna i wiele obiecująca!
Kluczowym składnikiem występującym w kosmetykach GlySkinCare jest kwas glikolowy, pozyskiwany z trzciny cukrowej. Dzięki jego szczególnym właściwościom możliwe jest złuszczanie martwego naskórka, rozjaśnianie przebarwień, nawilżenie oraz poprawa napięcia skóry. Kwas glikolowy zastosowany w produktach GlySkinCare został poddany procesowi estryfikacji, dzięki czemu zapewniona jest wysoka skuteczność produktów przy jednoczesnej łagodnej pielęgnacji skóry, bez ryzyka podrażnień.
Na pewno zastanawiacie się, tak samo jak ja na początku, dla czego na opakowaniu maseczki jest cyfra 3? A dla tego, że GlySkinCare to 3 - etapowy program stworzony z myślą o klientach, którzy chcieli by uzyskać optymalny efekt odnowy i poprawy wyglądu swojej skóry, a maska Gly Masque należy właśnie do 3 etapu programu, czyli Hydrostep - Nawilżanie. Program pielęgnacji jest wszechstronny, więc każdy może dopasować kosmetyki do indywidualnych potrzeb swojej skóry.
Maseczka, jak i każdy inny produkt z linii GlySkinCare, zawiera kwas glikolowy, który obecnie jest uznawany za jeden z najważniejszych elementów terapii regenerującej i odmładzającej skóry oraz ma szerokie zastosowanie w kosmetyce. Kwas glikolowy należy do rodziny alfahydroksykwasów ( AHA ), które naturalnie występują w przyrodzie - w owocach cytrusowych, jabłkach, trzcinie cukrowej, ma bardzo szeroki spektrum działania oraz efektywność w leczeniu różnych problemów skórnych.
Opis producenta
Gly Masque, dzięki wysokiej zawartości oligoelementów ( Bentonite ) i 3 % kwasu glikolowego, skutecznie oczyszcza i przywraca równowagę naskórka, pozostawiając twarz gładką i orzeźwioną. Maseczka korzystnie wpływa również na delikatną skórę wokół oczu dodając jej miękkości. Efekt nawilżenia twarzy utrzymuje się do 24 godzin. Jest dobrze tolerowana przez osoby ze skłonnością do trądziku. Przeznaczona do wszystkich rodzai cery. Nie zawiera substancji zapachowych.
- Zmiękcza i wygładza naskórek
- Długotrwale nawilża
- Efekt anti- aging
- Makijaż można nałożyć bezpośrednio po zmyciu maseczki
- Dobrze tolerowana przez osoby z cerą trądzikową
Opinia
Zacznę, jak zawsze, od wyglądu zewnętrznego, który, zresztą, bardzo mi się podoba. Maseczka jest zapakowana w tekturowe pudełko, umieszczona w wygodnej tubce o pojemności 50 g. Już na opakowaniu, pudełku oraz tubce, można przeczytać podstawowe i ważne informacje dotyczące działania, składu, sposobu użycia oraz środki ostrożności związane z używaniem produktu, jest również informacja, że produkt przebadany dermatologicznie. pH 3,00 - 4,00
Tubka wygodna w użyciu, nie jest zbyt twarda, ani zbyt miękka, szczelnie i solidnie zamykana, co niweluje niechciane wydostanie się kosmetyku.
Maska o ma konsystencje i wygląd które przypominają mi glinkę, nie jest gęsta i też nie rzadka, taka w sam raz, ma lekki szarawy odcień, natomiast na skórze, po wyschnięciu, staje się prawie biała. Przed użyciem maski należy porządnie wstrząsnąć tubą i nałożyć równomiernie na skórę, rozsmarowując, pozostawić na 10 minut, po czym zmyć. Maskę nakładałam na dobrze oczyszczoną skórę, z łatwością aplikuje się i dobrze rozsmarowuje, nie ma też problemu z jej zmywaniem, producent zaleca do tego celu delikatny płyn do mycia twarzy Gentle Cleanser, ja jednak go nie posiadam, więc zmywałam płynem micelarnym lub zwykłą wodą - bezproblemowo.
Po użyciu maseczki efekty faktycznie są bardzo pozytywne, skóra jest doskonale odświeżona, nawilżona, wygładzona, rozświetlona, mam wrażenie, że jest mega czysta, pory stają się mniej widoczne, koloryt jednolity. Ja nie mam jakichś specjalnych problemów ze skórą, czasami są niedoskonałości, wypryski, ale to po przez mieszany typ skóry, dosyć obficie mi się przetłuszcza, po użyciu maski uzyskuje piękny matowy efekt, który długo się utrzymuje. Makijażu po maseczce nie nakładałam, ponieważ zawsze używam ją wieczorem, ale z pewnością można od razu nałożyć makijaż, bo skóra nie jest podrażniona ani zaczerwieniona, wręcz odwrotnie, towarzyszy jej uczucie komfortu i przyjemności. Używałam maskę trzy razy, zużyłam jej prawie pół tubki, czyli mogę też stwierdzić, że jest wydajna, z tego co widzę wystarczy mi jej na 6 aplikacji.
Ocena
Maskę Gly Masque oceniam bardzo pozytywnie, podoba mi się jej opakowanie, konsystencja, sposób użycia, działanie oraz uzyskane efekty, nie ma do czego się przyczepić, używam ją z przyjemnością.
Cena - 74,00 zł / 50 g
Podsumowanie
Ciesze się, że znalazłam i odkryłam dla siebie wspaniałą markę profesjonalnych i wysokojakościowych produktów GlySkinCare, dziękuje również teamowi marki na Facebooku, dzięki którym miałam okazje przetestować maskę Gly Masque, dodam, że akcja testowania przeprowadzona była dla wszystkich fanów GlySkinCare na Facebooku, relacje z testowania też zamieszczamy na profilu marki, ale postanowiłam podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami i wrażeniami, bo produkt na prawdę wart uwagi. Nie wiem jak działają pozostałe kosmetyki, bo jest ich sporo w ofercie GlySkinCare, ale maskę serdecznie Wam polecam.
Więcej o marce oraz ich produktach na stronie - GlySkinCare
Subskrybuj:
Posty (Atom)
