Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki Benefit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki Benefit. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 maja 2016

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi - wyraziste czy naturalne?

Witajcie Słoneczka :)
Nie wiem jak Wy, ale ja brwi przez długie lata traktowałam " po macoszemu ". Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że potrafią w szybki i niesamowity sposób odmienić twarz, nadając wyrazistości rysom, tajemniczości spojrzeniu czy też zupełnie innego charakteru, osobowości. W sumie kłopotów z brwiami nigdy nie miałam, z natury mam je dosyć szerokie, ciemne i geste, wystarczała drobna regulacja, oczywiście samodzielnie wykonywana, i można było podbijać świat :) Jednak z biegiem czasu brwi nieco się zmieniły, przerzedziły, już nie są tak ciemne, a i włoski stały się delikatniejsze, słabsze, podatne na wypadanie...

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Nie jestem zwolenniczką malowania brwi, aczkolwiek nie ukrywam, że na kimś taki efekt bardzo mi się podoba. Zawsze podziwiam dziewczyny z wyrazistymi, ładnie " zrobionymi " brwiami, choć nie brakuje i takich, które wyrządzają sobie krzywdę nieumiejętnym makijażem. Dla siebie szukałam produktu, który w naturalny sposób podkreśli i zagęści brwi, a przy tym nie sprawi, że będę wyglądać komicznie. Nie mam wielkiego doświadczenia z kosmetykami do brwi, a to dlatego, że niemal na początku poszukiwań od razu trafiłam na swój ideał - Żel zagęszczający brwi Gimme Brow marki Benefit.

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Słów kilka od producenta

Dodaj swoim brwiom objętości i połysku razem z innowacją Benefit- zawierającym uzupełniające włókna żelem do brwi Gimmie Brow. Ten cudotwórczy żel wypełni Twój łuk brwiowy zapewniając efekt gęstych i zdrowych brwi. Zawarte w nim mikro włókna delikatnie przylegają do Twoich naturalnych brwi tworząc efekt wypełnienia.
Aby nadać brwiom objętość kilkukrotnie przeczesz je szczoteczką. Żel może być nakładany warstwowo. Aby nadać łukom kształt obrysuj je szpiczastym końcem aplikatora.
Chcę mieć gęste brwi! Przesuń końcówką szczoteczki wzdłuż brwi, aby nadać im kształt. Wyszczotkuj, aby rozprowadzić żel i pogrubić brwi. Chcę mieć naturalnie piękne brwi! Delikatnie przeczesz brwi żelem zaczynając od dołu łuków do góry. Powtórz, aby zwiększyć objętość.

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Składniki: Aqua (Water), Mica, Glyceryl Stearate, Polypropylene, Magnesium Aluminum Silicate, Peg100 Stearate, Polyacrylamide, Phenethyl Alcohol, C1314 Isoparaffin, Glyceryl Caprylate, Laureth7, Panthenol, Glycerin, Silica, Althaea Officinalis Root Extract, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate. [+/: CI 19140 (Yellow 5, Yellow 5 Lake), CI 42090 (Blue 1 Lake), CI 77000 (Aluminum Powder), CI 77007 (Ultramarines), CI 77163 (Bismuth Oxychloride), CI 77288 (Chromium Oxide Greens), CI 77289 (Chromium Hydroxide Green), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides), CI 77510 (Ferric Ferrocyanide, Ferric Ammonium Ferrocyanide), CI 77742 (Manganese Violet), CI 77891 (Titanium Dioxide)]. 

Benefit Gimme Brow jest odporny na działanie wody.
97 % osób stwierdza, że brwi są gęstsze*
100 % osób potwierdza naturalny efekt*
*Wyniki opracowano na podstawie badania przeprowadzonego na panelu kobiet.

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Żel Gimme Brow jest podany w zakręcanej, smukłej, malutkiej tubce, o pojemności 3 g, wykonanej z twardego tworzywa. Wyznacza się wygodą podczas stosowania, ale również jest łatwa do przechowania czy przewożenia, dzięki swoim mini-gabarytom zmieści się nawet w małej kopertówce, już o większych kosmetyczkach nie wspomnę. I dobrze, bowiem jest to produkt niezbędny i niezawodny - musi być pod ręką w każdej sytuacji :) Miniaturowa, stożkowa szczoteczka z krótkimi, twardymi, a zarazem elastycznymi włoskami zapewnia pole do popisu, potrafi naprawdę wiele, nawet przy tak małych rozmiarach!

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Bardzo precyzyjnie nabiera i rozprowadza żel, natychmiastowo nadając brwiom wyrazistości, a jednocześnie zachowując ich naturalność. Dzięki elastycznym włoskom szczoteczki kolor świetnie przylega, zarówno do włosków jak i skóry, tym samym podkreślając oraz zagęszczając brwi. Optycznie je wypełnia, pogrubia, zagęszcza, ładnie rozczesuje i " tworzy " włoski nawet tam, gdzie wcześniej ich nie było. Wąski koniuszek idealnie nadaje się do pokreślenia łuku, z kolei szczoteczka perfekcyjnie rozczesuje włoski i ładnie je " układa ". Cała procedura trwa dosłownie minutę, a efekt jest nadzwyczajnie naturalny i, co najważniejsze, trwały.

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Zaletą produktu jest również jego konsystencja i piękny zapach. Gimme Brow jest lekki, półpłynny, kremowy, wcale nie przypomina typowego żelu, nie skleja też włosków, nie obciąża ich ani nie usztywnia. Jest zupełnie niewyczuwalny, na szczęście też się nie rozmazuje, więc w przypadku zapomnienia, nie zrobimy z siebie rozmazanej lali, nie wymaga ciągłego spoglądania w lusterko i wypatrywania ewentualnych " ubytków ":) Żel jest wodoodporny, ale nie w kwestii usuwania go, bo z tym akurat podczas demakijażu nie ma problemu, ale przy wysokiej wilgotności czy nawet podczas deszczu, nie musimy się obawiać, że nam " brwi pociekną " :D
Subtelny, kwiatowy, lekko słodkawy zapach bardzo uprzyjemnia aplikację, przez krótki czas jest wyczuwalny pod nosem.

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Benefit Gimme Brow występuje w dwóch kolorach, jaśniejsza, szaro-brązowa wersja - Light/Medium oraz ciemniejszy Medium/Deep, o ciemno brązowej, chłodnej barwie. Ten drugi, to mój idealny odcień, wybieram go ze względu na naturalnie ciemne zabarwienie swoich brwi. Ładnie współgra z moimi brwiami, delikatnie je przyciemnia, nadaje wyrazistości, ale nie przemalowuje w drastyczny sposób. Szczoteczka za każdym razem nabiera tyle żelu, ile go potrzebuję na jednokrotne pokrycie swoich brwi. Oczywiście ilość kosmetyku jest uwarunkowana od indywidualnych potrzeb oraz preferencji.

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi Medium/Deep
Żel świetnie się utrzymuje na brwiach, bez poprawek - przez cały dzień! Nie tworzy plam, nie obsypuje, nie migruje. Malutka szczoteczka w stożkowym kształcie pozwala na idealne podkreślenie brwi bez wychodzenia za łuk i bez brudzenia skóry. Pogłębia kolor brwi, rozczesuje, modeluje, zagęszcza i nadaje spojrzeniu wyrazistości.
Wbrew małym rozmiarom tubki, żel wyznacza się szalenie wysoką wydajnością - wystarcza go naprawdę na długo! Ma świetną pigmentację, więc przeczesuję nim swoje brwi tylko jeden raz - efektu nie da się nie zauważyć :) Ulubieniec od lat, wart wypróbowania, polecenia i swojej nieniskiej, aczkolwiek adekwatnej do jakości, ceny. Jedynym problemem może być termin ważności, wynoszący jedynie 6 miesięcy od momentu otwarcia. Ja osobiście się nie mieszczę z zużywaniem go w tym terminie, na szczęście nawet kilka miesięcy później nic z nim się nie dzieje, z moimi brwiami też nie, więc zużywam do końca każde opakowanie :)

Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi
Benefit Gimme Brow Żel zagęszczający brwi
Cena - 120 zł / 3 g

Dostępność - Sephora

Podsumowując...

Niezależnie od tego, czy jesteś mistrzynią w makijażu czy dopiero stawiasz pierwsze kroki w kosmetycznym świecie, z Gimme Brow z pewnością osiągniesz zamierzony efekt WOW! Kosmetyki Benefit już nie raz udowodniły swoją bezkonkurencyjność, ten żel jest jednym z takich właśnie produktów - niezawodny, łatwy w użyciu, zachwycający efektem, trwałością oraz wydajnością. Ulubieniec, który od lat troszczy się o dobrą formę i wygląd moich brwi :)

Znacie żel do brwi Gimme Brow Bnefit?
A może macie innych brwiowych ulubieńców w ofercie marki?
Jak dbacie o swoje brwi i po jakie kosmetyki najchętniej sięgacie?
Udanego wieczoru Kochane :*
                                   

środa, 1 października 2014

Benefit Majorette - róż w kremie owocami pachnący :)

Witajcie Słoneczka :)
Czy lubicie róż? Stosujecie go w swoim codziennym makijażu?
Dla mnie od wielu lat jest kosmetykiem niezbędnym, choć przyznam, że wcześniej nie doceniałam jego cudownych właściwości. W sumie nie miałam konieczności używania, na mojej jasnej skórze naturalne rumieńce były dosyć intensywne, a już o sytuacjach krępujących czy stresujących i nie wspomnę :)
Z wiekiem jednak to się zmieniło. Rumieńce powoli zanikały, a w zakłopotanie czy do szewskiej pasji ciężko mnie doprowadzić :)  Sięgnęłam po róż i... uzależniłam się! To uzależnienie trwa, a ja chętnie poznaję nowych sprzymierzeńców, które nadają mojej twarzy zdrowych rumieńców oraz rozświetlają całą twarz.

Od kilku tygodni rozkoszuję się nowym " dzieckiem " Benefit`a - różem w kremie o uroczej nazwie - Majorette :)
Róże w kremie mnie nieco przerażały, nieraz pokusiłam się na wypróbowanie, ale z marnym skutkiem. Ostatecznie nigdy nie zdecydowałam się na taką formę różu, wolałam sypkie lub prasowane. Uważałam, że są bardziej bezpieczne :)

Benefit słynie ze swoich wspaniałych kosmetyków o ciekawych, bardzo przyjemnych formułach, zamkniętych w bajecznych opakowaniach.
Uwielbiam zarówno opakowania, jak i zawartość - jeszcze na żadnym produkcie, który stosowałam, nie zawiodłam się.
Majorette nie jest wyjątkiem! Benefit, za pomocą Majorette, całkowicie zmienił moje podejście do kremowych róży - ten róż jest inny niż wszystkie.
Jest wyjątkowy!

Słów kilka od producenta

Majorette nie jest zwykłym różem w kremie z pudrowym wykończeniem..
Majorette to booster blush, który doda seksapilu Twoim policzkom, podkreślając delikatnie ich naturalny odcień, lub jeśli zostanie zaaplikowany jako podkład pod ulubiony róż w kamieniu - zwiększy jego trwałość i podbije kolor!
A do tego... tak słodko wygląda i bosko pachnie brzoskwinią i granatem!

Benefit`owe kosmetyki zawsze wyznaczają się niesamowicie uroczymi opakowaniami, ale Majorette - to totalna słodycz!
Róż został zamknięty w prześlicznym opakowaniu, które wzbudziło ogromną ciekawość moich córeczek :) Nie mogły, i nadal nie mogą, uwierzyć, że to kosmetyk dla mamusi. O nie! Dlatego róż zyskał status najpilniej strzeżonego kosmetyku w domu - nie chciałabym stracić tak wspaniałej zawartości, co z pewnością się stanie, po zaspokojeniu ciekawości moich małych dam :)

Opakowanie jest wykonane z plastiku oraz usztywnionej tektury, którą pokrywają złocone wzorki - solidne, piękne i urocze, porządnie zamykane na magnez i łatwo otwierane.
Pudełeczko zostało wyposażone w lusterko, które umożliwia dokonanie poprawek niezależnie od tego, gdzie jesteśmy. Zwłaszcza że stosowanie różu jest dziecinne proste :)
Róż dodatkowo jest chroniony przezroczystą, plastikową osłonką, która na dłużej zapewnia mu świeżość, zakładam ją po każdym użyciu. Choć nawet ona nie była w stanie uchronić uroczej zawartości przed niechlujnym traktowaniem przesyłki przez kurierów - róż przyjechał do mnie nieco poturbowany, z delikatnie uszkodzonym tłoczeniem.
Na opakowaniu znajdziemy pełny skład, który zamieszczam dla zainteresowanych, termin ważności - 12 miesięcy od momentu otwarcia, oraz krótki opis, także w języku polskim.

Róż ma nasycony, brzoskwiniowy kolor, który idealnie będzie pasować do każdej karnacji, jest zdobiony uroczym tłoczeniem. W opakowaniu róż wygląda na ciemniejszy, niżeli jest w rzeczywistości. Zmienia też swoją barwę w zależności od oświetlenia - zobaczycie jego prawdziwy odcień na skórze :)
Kolejną cechą różu jest niesamowicie apetyczny, przyjemny, owocowy zapach, który bardzo uprzyjemnia aplikację. Chce się go wąchać bez przerwy - przywołuje na myśl aromat soczystych, letnich owoców. Zapach oczywiście nie jest koniecznością, ale bardzo miłym, pobudzającym zmysły " dodatkiem " - perfekcja w każdym szczególe! Jest pięknie, przyjemnie i pachnąco ♥

Konsystencja Majorette jest nadzwyczajnie lekka, delikatna, półmiękka, nie jest tłusta, klejąca, ani toporna. Nie przypomina mi typowego różu w kremie, bliżej mu do musu. Z łatwością, poprzez leki dotyk, nabiera się na palec, bo właśnie tak najlepiej go stosować, i błyskawicznie, bezproblemowo rozprowadza się po skórze - bez pocierania i naciągania skóry.
Róż nie tworzy plam ani smug, bardzo fajnie wtapia się w skórę ( czy też w puder :)) i równomiernie układa się.
Pigmentacja według mnie jest bardzo dobra, niewiele go trzeba, aby nadać twarzy młodzieńczego wyglądu. Intensywność koloru, oczywiście, łatwo można stopniować, poprzez nakładanie kolejnej warstewki. Na skórze jest zupełnie niewyczuwalny! Trudno też zrobić sobie wypieki jak u matrioszki, no chyba że celowo :)

Na skórze róż daje całkowicie matowy, pudrowy efekt, co możecie zobaczyć na powyższych zdjęciach. Można go stosować solo, czym zapewnimy sobie piękny, naturalny efekt rumieńców, a także jako bazę pod sypki czy prasowany róż - świetnie podbija ich kolor, nadając bardziej intensywnego odcienia, i przedłuża trwałość.
Róż bardzo dobrze utrzymuje się na skórze w ciągu dnia, na mojej mieszanej pozostaje w nienaruszonym stanie przez ok. 4-5 godzin, choć to już jest kwestia indywidualna. Dodam, że nakładam go oszczędnie, nie zaznaczam mocno kości policzkowych, lecz z jego pomocą nadaje " świeżości " twarzy.
Uwielbiam jego odcień, jest fenomenalny, sprawia, że cera wygląda promiennie i zdrowo.
Ściera się równomiernie, zawsze wygląda naturalnie i pięknie, a poprawki, w razie konieczności, trwają dosłownie kilka sekund - przyjemniaczek!

Cena - 149 zł / 7 g

Dostępność - Sephora

Podsumowując...

Róż Majorette jest absolutnie fantastyczny! Wyznacza się nie tylko cudowną konsystencją, idealnym kolorem, który pasuje każdej z nas, ale również pięknym zapachem i bardzo wysoką wydajnością. Nawet jeśli róż w kremie nie należy do Waszych ulubieńców, po wypróbowaniu Majorette zmienicie swoje upodobania - to Wam gwarantuję!
Ja właśnie to zrobiłam, a Wy?
Polecam! Bardzo!

Znacie kosmetyki Benefit?
Wypróbowaliście już uroczy Majorette?
Jak Wam się podoba ten róż?
Miłego wieczoru życzę :)
                                                                                         

piątek, 5 września 2014

Ulubieńcy sierpnia i Benefit`owe nowości w mojej kosmetyczce :)

Witajcie Słoneczka ;)
Ja jak zawsze, spóźnialska, zarówno z ulubieńcami jak i denkiem, ale musicie mi wybaczyć tą moją " przypadłość " - jakoś nie potrafię zdążyć " na czas " :)
Obiecałam też pokazać swoje nowości od Benefit`u, te z Was, które obserwują profil blogowy na facebooku o tym wiedzą, zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy macie tam profile. Postanowiłam połączyć te przyjemności w jednej notce, a więc dziś będą ulubieńcy sierpnia oraz Benefit`owe słodkości :)
Zapraszam :)

Oto moja sierpniowa gromadka ulubieńców - wspaniałe produkty, które mnie oczarowały swoim działaniem i sprawiły, że sięgałam po nie regularnie, lub też okazyjnie, ale z ogromną przyjemnością.
Uważam, że są warte uwagi, jeśli je spotkacie na swojej drodze, koniecznie wypróbujcie, a jeśli już to zrobiliście - podzielcie się swoimi wrażeniami na ich temat.
Kolorówka nieco zeszła na drugi plan, zresztą nadal namiętnie używam tych samych produktów, bo je uwielbiam, a po ile prezentowałam je już wcześniej, nie chcę się powtarzać :)

Clinique Clarifying Lotion 2 - drugi krok codziennej pielęgnacji Clinique - płyn złuszczający, który ma za zadanie oczyszczać skórę z zanieczyszczeń i łuszczącego się naskórka, a także zminimalizować widoczność porów i dodać skórze blasku. Blasku mam swojego pod dostatkiem, w postaci sebum, ale przyznam, że płyn świetnie oczyszcza, odświeża skórę, zapewniając wrażenie delikatnego chłodzenia, niweluje nadmiar sebum i rzeczywiście zmniejsza widoczność porów.
Powrót do niego po latach wyszedł mi na dobre, kiedyś mnie nieco rozczarował, jednak przy obecnym stanie i kondycji mojej skóry - sprawdza się fantastycznie. Napiszę o nim.

Kolejnym " twarzowym " ulubieńcem został oczyszczający żel z bio-aloesem i owocem granatu Eubiona, o którym pisałam na dniach :) Bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem mojej skóry z zanieczyszczeń, sebum oraz kosmetyków kolorowych, Myję nim też oczy, tusz i cienie, nawet te w kremie z Benefit`u usuwa bez problemu, niektóre mydełka naturalne sobie z nimi nie radzą :) Ładnie pachnie, orzeźwia, oczyszcza, nie podrażnia, nie wysusza ani nie powoduje zaczerwienień, wręcz odwrotnie, koi skórę i zapewnia jej gładkość oraz uczucie komfortu.

O moją delikatną skórę wokół oczu od miesiąca dba skoncentrowany Osmoter z Morza Martwego do pielęgnacji okolic oczu Ahava. To coś więcej jak krem, to mega skoncentrowane serum, mające za zadanie odżywić, nawilżyć i ujędrnić skórę, już najwyższy czas! Zwłaszcza że jutro zmieniam swój status z 30+ na 35+ - łoooo matko, jak te lata lecą ;)
Wstępnie powiem, że jestem z niego bardzo zadowolona, więcej będzie w recenzji, już w przyszłym tygodniu ;)

Moje usta, nie są jakoś szczególnie wymagające, ale poszukuję ciągle produktów, które nie tylko je odżywią i pomogą zachować odpowiedni poziom nawilżenia, ale także są przyjemne i łatwe w użyciu. Smarowidełka stosuję nałogowo, a więc wiecie o czym mówię. Ochronny sztyft do ust SPF 20 od Neutrogena Formuła Norweska jest idealny pod każdym względem - doskonale nawilża, wygładza, odżywia delikatną skórę ust,  długo się utrzymuje i bardzo przyjemnie, o dziwo!, pachnie :) Taki niepozorny, a ma w sobie prawdziwą moc!

Balsamy, masła, mleczka i olejki do ciała stosuje regularnie, sięgam po różne smarowidła w zależności od aktualnych potrzeb skóry oraz preferencji zapachowych, raz mam ochotę na słodkości, kolejnym razem pragnę orzeźwiającego zapachu... Olejku do ciała Multioils Bomb firmy Evree nie stosuję regularnie, lecz wtedy, gdy moja skóra pragnie więcej nawilżenia, odżywienia i relaksu. Idealna konsystencja, bardzo przyjemny zapach, możliwość stosowania go " na szybko ", tuż po prysznicu jak i do relaksującego, długiego masażu, sprawiły, że stał się moim ulubieńcem - takim rarytaskiem :) Będzie recenzja.

O mydłach do rąk BBW czytałam i słyszałam wiele dobrego, zrozumiałam ich fenomen dopiero po zapoznaniu się z powyższym przyjemniaczkiem - Fresh Picked Heirloom Pear Bath & Body Works. Absolutnie cudowny zapach, gruszkowy aromat w kosmetykach od lat należy do moich ulubionych, w tym mydle podany w mega soczystej odsłonie! Moje mydełko zawiera malutkie, peelingujące drobinki, które podczas mycia świetnie masują skórę i sprawiają, że po użyciu jest ona miękka i gładka, no i oczywiście dłuuuugo pachnąca - coś pięknego!

Zapachami lubię się bawić, lubię z ich pomocą kreować swoją osobowość, podkreślać swój nastrój, samopoczucie, dopełniać ubiór... Inubi Rain, wbrew swojej nazwie, nie jest wcale smutny, ani płaski, to zapach, który pozostaje na bardzo długo. Nie tylko na skórze, nie tylko na ubraniach, nie tylko na pościeli... w pamięci, w zmysłach, w sercu. Brak czasu muszę pokonać i w końcu Wam go przedstawić, bo marka, jak i sam zapach, są wyjątkowe!

Tak w kilku słowach opisałam Wam swoich ulubieńców, ciekawa jestem, czy znacie te produkty, jeśli tak, to podzielcie się swoją opinią na ich temat, jeśli nie - gorąco polecam :)

A to już moje umilacze na najbliższy czas, Benefit, jak zawsze zresztą, potrafi zaskoczyć pięknem opakowań - czyż nie są urocze :)

Bathina to delikatna, nawilżająca, perfumowana mgiełka nie zawierająca alkoholu, którą można stosować do całego ciała i do włosów - przeuroczy flakon w stylu retro idealnie pasuje do zapachu :)

Majorette to nowy róż Benefit`a z rodzaju tych kremowych, ma zapewnić ładny, pudrowy efekt na twarzy. Mój w trakcie transportowania niestety został odrobineczkę poturbowany - słoneczko przykleiło się do zabezpieczającej osłonki. Całe szczęście że była, inaczej całe wnętrze byłoby upaćkane :) Nie miałam przynajmniej skrupułów podczas pierwszego użycia :)
A tak na serio - szkoda, że nie zobaczyłam jego całkowitego piękna.

Gimme Brow to wodoodporny żel zagęszczający brwi, mam odcień Medium/Deep, który powinien dobrze pasować do moich ciemnych brwi - wypróbuję, to pokażę ;)

I ostatni smakołyk - Lollibalm, nawilżający balsam do ust  w pięknym kolorze orchidei :) Podobają mi się wszystkie odcienie tych balsamów, każdy z nich mam zamiar wypróbować, ale najpierw Lollibalm :)

Co najbardziej Wam się spodobało z Bene nowości?
A może już znacie któreś z tych kosmetyków?
Jak się spisały u Was?
Miłego weekendu Wam życzę :)
                                                                                         

środa, 15 maja 2013

Benefit`ek do mnie zawitał, czyli co dla siebie wybrałam ;)

Witajcie Słoneczka ;)
Dzisiejszy dzień był pełen pozytywnych wrażeń, jak tylko otworzyłam raniutko oczy i zobaczyłam że wita mnie słoneczko, wiedziałam, dzień będzie wspaniałym, i choć wiele miałam w planach, wiele obowiązków i pracy, nie martwiłam się, bo taka pogoda daje mi energię do działania. Pierwszą zmianą było " miejsce pracy " - domowe biurko zdradziłam z ogrodowym stolikiem i cały dzień pracowałam " w ogródku " ;) Dziewczynki bawiły się, pieski rozrabiały, ja pracowałam na tarasie, więc wszystko miałam na oku, a syn mi towarzyszył, bo odrabiał zadania po szkole ;)


Moje biuro dziś wyglądało jak powyżej ;) Uwielbiam tak pracować i spędzać calutki dzień na świeżym powietrzu. Wydajność pracy zwiększa się niesamowicie!
Piękny dzień uwieńczyła paczuszka od Benefit`a, a w niej - dwa cienie pudrowe, dwa cienie w kremie i błyszczyk.


Odcienie wybierałam sobie sama, byłam bardzo ciekawa jak wyglądają w realu, choć oglądałam swache, nie byłam do końca przekonana, odcienie na każdym zdjęciu różniły się, więc trocha na intuicję w końcu zdecydowałam się na ...


takie oto cudeńka ;) Tak prezentuję się moja nowa kolekcja do makijażu oczu i ust, wybierać było w czym, Benefit oferuje szeroką gammę kolorystyczną, co zresztą Wam pokazywałam, ale po przeglądzie swojej kolorówki, zauważyłam że brakuje mi beżów i brązów w cieniach do oczu, a kolor błyszczyka... no cóż, po prostu uwielbiam takie odcienie ;)


Pudrowe cienie do powiek o przedłużonej trwałości w odcieniach Thanks a Latte i Nude Swings - zdjęcia robiłam wieczorem, gdy słonko już zaszło, więc wyszły ciut za ciemne jak w rzeczywistości, ale tak mniej więcej widać - zobaczycie je w całej okazałości przy recenzji ;)


Mają w sobie malutkie, mikroskopijne drobineczki rozświetlające, ale aparat przy świetle wieczorowym ich nie uchwycił - podobają mi się, zobaczę jak sprawdzą się i jaki efekt zapewnią na oku ;)


Cieni do powiek w kremie poszukiwałam już dawno, ale dobrych, bo nie mam zbyt przyjemnych doświadczeń z nimi związanymi, wybrałam Birthday Suit i Bikini-Tini - w swachach i w makijażach, które oglądałam, zachwyciły mnie i musiałam je mieć!


Znowuż nie widać tak dokładnie ich piękna, no ale pokażę je po testowaniu, wszystko zobaczycie i sami ocenicie - odcienie są cudne!


I błyszczyk Lollibop, który bardzo, ale to bardzo mnie kusił swoim kolorkiem, rozważałam również Poutrageous, ale w końcu postanowiłam wybrać to, co najbardziej lubię, czyli soczysty odcień różu - fuksję :)
Wszystkie kosmetyki zapakowane w zachwycające opakowania, cienie kojarzą mi się z tortem, a błyszczyk niczym opakowanie luksusowego trunku - tyle że miniaturowe ;)


Wizualnie - zachwycona, zabieram się więc za stosowanie i sprawdzanie, jak już będę mogła coś o nich napisać, to zrobię to bez zwłoki ;)
Co najbardziej Wam spodobało się?
Które z tych cudowności interesują Was najbardziej?
Miłego wieczorku Kochane ;*