Witajcie Słoneczka ;)
Marzec zachwyca piękną pogodą, tak bardzo się ciesze na widok słońca i coraz bardziej budzącej się do życia przyrody, szkoda tylko, że pracy tak dużo, brakuje czasu na przyjemności, no ale takie jest życie, nic nie poradzimy na to. Mam ostatnio takie wrażenie, że czas mi ucieka ze zdwojoną szybkością, tyle planów, tyle postanowień i ... zero realizacji, czy Wy też tak macie?
Dziś zapraszam Was do zapoznania się z moimi ulubieńcami, niektóre z nich pokażę także w akcji :)
W lutowych ulubieńcach rządzi kolorówka oraz pędzelki, które już Wam pokazywałam, teraz, opiszę je w skrócie, nie mogło zabraknąć perfum, mazidełka do ust oraz moich ulubieńców do pielęgnacji włosów :)
Zima, choć nie była w moich okolicach jakaś nadzwyczajnie luta, dała się we znaki moim włosom, stały się one osłabione, bardziej podatne na uszkodzenia, zauważyłam też ich nadmierną ilość na szczotce po każdym rozczesywaniu, a w szczególności tuż po myciu, z pomocą mi przyszedł wspaniały duet od Joico - Cliniscalp, pisałam Wam o tych produktach i pokazywałam efekty, które mi zapewniają, o TU, nic dziwnego, że zyskały miano ulubieńców, są nie tylko skuteczne, ale również nadzwyczajnie przyjemne w użyciu.
Jeśli chodzi o usta, to pielęgnuję je nałogowo, zawsze mam pod ręką jakieś smarowidełko, ba nawet kilka naraz, w lutym wszystkie je zdetronizował Baby Lips Peach Kiss i choć wiem, że zbiera dosyć skrajnie opinie, kompletnie nie rozumiem dlaczego? U mnie spisuje się bardzo fajnie, nawilża krótkotrwale, ale to nie zmienia faktu, że jest bardzo łatwy i przyjemny w użyciu, zapewnia ustom miękkość i gładkość, daje piękny, delikatny, naturalny połysk, a do tego pięknie pachnie brzoskwinią, wielki plus za opakowania, nie pęka, nie traci swojego pierwotnego wyglądu - więcej o nim przeczytacie w recenzji - TU.
Perfumy francuskiej marki Sharini Niebiański Jaśmin Bio są bardzo, ale to bardzo esencjonalne, to wszystko ze względu na sposób ich tworzenia - wyłącznie tradycyjną metodą destylacji parą wodną i ekstrakcji. Ten flakon był moim marzeniem, które w końcu udało mi się zrealizować :) Mam je od lata i używam z reguły na wieczorowe wyjścia - delikatna mgiełka zapewnia intensywny aromat jaśminu, pięknego i szlachetnego zapachu, który pięknie układa się na skórze i stopniowo otwiera swoje nuty zapachowe...
W lutym sięgałam po nie wyjątkowo często, czy to za sprawą pogody, czy marnego samopoczucia i nijakiego humoru, mały psik tych perfum sprawiał, że czułam się... niebiańsko! Śmiem twierdzić, że wystarczą mi na wiele, wiele lat! Pisałam już o nich TU.
Puder w kompakcie Lumene Matte Harmony to moje wielkie odkrycie lutego! Kupiłam go już jakiś czas temu i zapomniałam, po wykończeniu Proto-col`a sięgnęłam więc do " zapasów ", a tam on :) Używam go codziennie i jestem zachwycona! To jeden z najlepszych pudrów, jakie miałam! Napiszę o nim wkrótce, więc nie rozpisuję się zbytnio :)
Frat Boy nigdy mi się nie nudzi, ma tak wspaniały odcień, który pasuje do mojej skóry o każdej porze roku, obecnie dodaje świeżości i ożywia moją skórę, dzięki niemu uzyskuję piękne, naturalne rumieńce - faworyt od lat :) Już kiedyś pisałam o nim, recenzję znajdziecie TU.
Do aplikacji powyższych kosmetyków niezawodnie służą mi pędzle Elite Models, znalezione pod choinką :) Przyznam, że nie pokładałam na nich wielkiej nadziei, a spotkałam się z miłym zaskoczeniem - pędzel do pudru jest dosyć duży, bardzo miły i miękki w dotyku, a jednocześnie elastyczny, świetnie nim nabiera się kosmetyki sypkie jak i te prasowane, bardzo precyzyjnie je rozprowadza i nie pozostawia smug, nie wiem, czy można go jeszcze kupić, bo pochodzi z edycji limitowanej, pędzel do różu jest odrobinę " twardszy ", ale również bardzo przyjemny w dotyku, świetnie nabiera róż i precyzyjnie go aplikuje, wyraźnie zaznaczając kości policzkowe, nie pyli kosmetyku - obydwa pędzelki bardzo łatwe w przechowywaniu i utrzymaniu czystości, nie brudzą się szybko i świetnie się myją, ani jeden z nich nie uronił jeszcze żadnego włoska!!!
Na moich powiekach w lutym najczęściej gościł pudrowy cień Benefita, jest moim ulubieńcem od pierwszego użycia, wiele razy go pokazywałam, więc dziś odpuszczam, oraz różowy perłowy cień Zao, który niczym kameleon zmienia swoją barwę na powiekach od mocno różowego, po jasny, neutralny, połyskujący cień - w zależności od oświetlenia, światła, a nawet pogody :) Nadaje lekkości i wiosennego charakteru, bardzo pozytywny kolor, a ja różowe cienie na powiekach uwielbiam ;)
Tak wyglądał mój niemal codzienny makijaż w lutym, oczywiście z użyciem pokazanych tu ulubieńców, zabrakło jedynie kredki Make Up For Ever Aqua Eyes in Pearly Brown z zestawu Rock ale jakoś mnie nie zachwyca, jest miękka i przyjemna w użyciu, jednak trwałości i intensywności koloru jej zdecydowanie brakuje, miłości z tego, niestety nie będzie... na ustach odrobinka błyszczyku Lollibop Benefit`a :)
Znacie któregoś z moich ulubieńców, lubicie, czy macie inne zdanie na ich temat?
Buziaki przesyłam i życzę miłego wieczorku Kochane :*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 marca 2014
Ulubieńcy lutego ♥
Etykiety:
Baby Lips Peach Kiss,
Benefit,
cienie,
Elite Models,
Frat Boy,
Joico,
Joico Cliniscalp,
Lumene,
Make Up For Ever,
makijaż,
perfumy,
pędzle,
pielęgnacja włosów,
puder,
róż,
Sharini,
the Balm,
ulubieńcy,
ZAO
czwartek, 25 lipca 2013
Benefit Longwear Powder Shadow - Thanks a Latte i Nude Swings
Hej, hej Słoneczka!
Witam Was cieplutko, weekend już coraz bliżej, pogoda, na szczęście, dopisuje, nie mogę się już doczekać odpoczynku, latem praca powinna być zakazana - zdecydowanie, nawet jeśli ją bardzo się lubi :)
A dziś na blogasku będzie rządzić Benefit, a mianowicie ich cienie Longwear Powder Shadow z kolekcji Core Color - przedstawiam Wam moich ulubieńców Thanks a Latte & Nude Swings, które to namiętnie stosuję niemal od trzech miesięcy na przemian z Creaseless cream shadow, pisałam o nich TU.
Słów kilka od producenta
Longwear Powder Shadow - pudrowe cienie do powiek o przedłużonej trwałości.
Nareszcie cienie w pięknych kolorach i o wspaniałej, długotrwałej formule!
12 pudrowych cieni do powiek otuli Cię kolorami przez cały, długi dzień. Neutralne odcienie i seksowne kolory jedwabistych cieni doskonale łączą się z cieniami w kremie.
Opis według mnie
Opakowania cieni to urocze pudełeczka, które kryją w sobie małe, i jakże praktyczne w użyciu, plastikowe opakowania z przezroczystymi wieczkami, dzięki którym doskonale widać odcień cienia, co jest wygodne podczas dokonywania wyboru. Opakowania dobrze i solidnie zamykają się, na " klik ", co ułatwia zarówno przechowywanie jak i noszenie cieni, na przykład w torebce, bez obaw o ich zniszczenie czy niechciane otwarcie.
Skład dla osób zainteresowanych :)
Cienie są bardzo dobrze napigmentowane, mają lekką, przyjemną, satynową konsystencje, są drobniutko zmielone, ale nie pylą się.
Zapach niewyczuwalny.
Aplikacja łatwa i przyjemna, cienie równomiernie rozprowadzają się, świetnie blendują się.
Efekty utrzymują się bardzo długo, cienie nie obsypują się, nie rozmazują, nie zbierają się w załamaniach.
Wydajność bardzo wysoka!
Moja opinia
Mój wybór był przemyślany, obydwa cienie jak z wyglądu, tak i w stosowaniu są genialne!
Thanks a Latte w opakowaniu ma ciemny odcień i dużo rozświetlających drobinek, ale na powiece wygląda trocha inaczej, co prawda baza nałożona pod cień bardziej wydobywa jego kolor, ale nawet bez niej cień świetnie prezentuje się, drobinki nie są zbyt widoczne, raczej tworzą subtelną, perłową poświatę.
Używam go na wiele różnych sposobów, nakładając za pomocą pędzelka, a nawet palca. Aplikuję je na całą powiekę, tylko na ruchomą, do przyciemniania zewnętrznych kącików oka lub na załamanie powieki - w każdym wydaniu jest świetny!
Nude Swings jest bardzo uniwersalny, ma mniej drobinek rozświetlających niżeli Thanks a Latte, a może to tylko złudzenie, na powiece tworzy jedwabistą powłoczkę o delikatnym połysku, świetnie wygląda w pojedynkę, idealnie sprawdza się jako cień bazowy, nałożony pod łuk brwiowy lub na wewnętrzny kącik oka cudownie rozświetla spojrzenie, nadaje blasku i świeżości całej twarzy, jest doskonałym patentem do natychmiastowego usuwania oznak zmęczenia czy niewyspania - kilka pociągnięć pędzelkiem lub palcem maźniętym w cieniu, a spojrzenie staje się świetliste, świeże, twarz promienieje.
Cienie z łatwością nabierają się na pędzelek, nie są typowo suche, a więc i nie pylą się, nie obsypują się, jak podczas nakładania tak i w trakcie " noszenia " na powiekach. Bardzo ładnie, równomiernie rozprowadzają się, nie tworzą nieestetycznych smug, nie zbierają się w załamaniach powiek, nie wałkują się nawet po całym dniu, nie rozmazują się, także przy delikatnym pocieraniu oka, nie bledną, nie zmieniają koloru, ciągle zachowują nienaganny, pierwotny wygląd, dzięki czemu makijaż oczu zawsze wygląda perfekcyjnie.
Cienie można stosować na sucho, na mokro, pojedynczo, łącząc z innymi cieniami, także z tymi w kremie, intensywność koloru z łatwością da się stopniować, w efekcie czego możemy wyczarować z ich pomocą lekki, subtelny dzienny makijaż jak i bardziej zdecydowany, mocny, wieczorowy.
Trwałość ich jest nadzwyczajnie wysoka, nawet bez bazy utrzymują się na powiekach cały dzień, bez poprawek!
Cena - 89,00 zł / 3 g
Ocena - 5/5
Dostępność - perfumerie Sephora.
Podsumowanie
Kolejny cień z nowej kolekcji, który zachwyca, jest bardzo fajny, pod każdym względem - czegoż chcieć więcej???
Lecz, moje Drogie, te cienie mają ten sam mankament, co niefałdujące cienie w kremie - termin ważności 6 miesięcy, który przy ich wydajności i trwałości jest zbyt krótki. A może tylko mi się wydaje...
W każdym bądź razie jestem bardzo zadowolona, po cienie sięgam z wielką przyjemnością, idealnie wpisują się w moje upodobania i spełniają moje wymagania, czuje się w nich komfortowo, a moje spojrzenie nabiera pięknego blasku.
Lubicie pudrowe cienie, a może wolicie kremowe? Stosowaliście cienie Benefit`a? Jak u Was spisuję się?
I pytanie do wszystkich wielbicielek makijażu, według Was 6 miesięcy to wystarczający termin ważności dla cieni, czy jednak krótki? Ile średnio wynosi termin przydatności cieni które stosowaliście / stosujecie?
Miłego wieczorku Skarbeczki :*
Witam Was cieplutko, weekend już coraz bliżej, pogoda, na szczęście, dopisuje, nie mogę się już doczekać odpoczynku, latem praca powinna być zakazana - zdecydowanie, nawet jeśli ją bardzo się lubi :)
A dziś na blogasku będzie rządzić Benefit, a mianowicie ich cienie Longwear Powder Shadow z kolekcji Core Color - przedstawiam Wam moich ulubieńców Thanks a Latte & Nude Swings, które to namiętnie stosuję niemal od trzech miesięcy na przemian z Creaseless cream shadow, pisałam o nich TU.
Słów kilka od producenta
Longwear Powder Shadow - pudrowe cienie do powiek o przedłużonej trwałości.
Nareszcie cienie w pięknych kolorach i o wspaniałej, długotrwałej formule!
12 pudrowych cieni do powiek otuli Cię kolorami przez cały, długi dzień. Neutralne odcienie i seksowne kolory jedwabistych cieni doskonale łączą się z cieniami w kremie.
Opis według mnie
Opakowania cieni to urocze pudełeczka, które kryją w sobie małe, i jakże praktyczne w użyciu, plastikowe opakowania z przezroczystymi wieczkami, dzięki którym doskonale widać odcień cienia, co jest wygodne podczas dokonywania wyboru. Opakowania dobrze i solidnie zamykają się, na " klik ", co ułatwia zarówno przechowywanie jak i noszenie cieni, na przykład w torebce, bez obaw o ich zniszczenie czy niechciane otwarcie.
Skład dla osób zainteresowanych :)
Cienie są bardzo dobrze napigmentowane, mają lekką, przyjemną, satynową konsystencje, są drobniutko zmielone, ale nie pylą się.
Zapach niewyczuwalny.
Aplikacja łatwa i przyjemna, cienie równomiernie rozprowadzają się, świetnie blendują się.
Efekty utrzymują się bardzo długo, cienie nie obsypują się, nie rozmazują, nie zbierają się w załamaniach.
Wydajność bardzo wysoka!
Moja opinia
Mój wybór był przemyślany, obydwa cienie jak z wyglądu, tak i w stosowaniu są genialne!
Thanks a Latte w opakowaniu ma ciemny odcień i dużo rozświetlających drobinek, ale na powiece wygląda trocha inaczej, co prawda baza nałożona pod cień bardziej wydobywa jego kolor, ale nawet bez niej cień świetnie prezentuje się, drobinki nie są zbyt widoczne, raczej tworzą subtelną, perłową poświatę.
Używam go na wiele różnych sposobów, nakładając za pomocą pędzelka, a nawet palca. Aplikuję je na całą powiekę, tylko na ruchomą, do przyciemniania zewnętrznych kącików oka lub na załamanie powieki - w każdym wydaniu jest świetny!
Nude Swings jest bardzo uniwersalny, ma mniej drobinek rozświetlających niżeli Thanks a Latte, a może to tylko złudzenie, na powiece tworzy jedwabistą powłoczkę o delikatnym połysku, świetnie wygląda w pojedynkę, idealnie sprawdza się jako cień bazowy, nałożony pod łuk brwiowy lub na wewnętrzny kącik oka cudownie rozświetla spojrzenie, nadaje blasku i świeżości całej twarzy, jest doskonałym patentem do natychmiastowego usuwania oznak zmęczenia czy niewyspania - kilka pociągnięć pędzelkiem lub palcem maźniętym w cieniu, a spojrzenie staje się świetliste, świeże, twarz promienieje.
Cienie z łatwością nabierają się na pędzelek, nie są typowo suche, a więc i nie pylą się, nie obsypują się, jak podczas nakładania tak i w trakcie " noszenia " na powiekach. Bardzo ładnie, równomiernie rozprowadzają się, nie tworzą nieestetycznych smug, nie zbierają się w załamaniach powiek, nie wałkują się nawet po całym dniu, nie rozmazują się, także przy delikatnym pocieraniu oka, nie bledną, nie zmieniają koloru, ciągle zachowują nienaganny, pierwotny wygląd, dzięki czemu makijaż oczu zawsze wygląda perfekcyjnie.
Cienie można stosować na sucho, na mokro, pojedynczo, łącząc z innymi cieniami, także z tymi w kremie, intensywność koloru z łatwością da się stopniować, w efekcie czego możemy wyczarować z ich pomocą lekki, subtelny dzienny makijaż jak i bardziej zdecydowany, mocny, wieczorowy.
Trwałość ich jest nadzwyczajnie wysoka, nawet bez bazy utrzymują się na powiekach cały dzień, bez poprawek!
Cena - 89,00 zł / 3 g
Ocena - 5/5
Dostępność - perfumerie Sephora.
Podsumowanie
Kolejny cień z nowej kolekcji, który zachwyca, jest bardzo fajny, pod każdym względem - czegoż chcieć więcej???
Lecz, moje Drogie, te cienie mają ten sam mankament, co niefałdujące cienie w kremie - termin ważności 6 miesięcy, który przy ich wydajności i trwałości jest zbyt krótki. A może tylko mi się wydaje...
W każdym bądź razie jestem bardzo zadowolona, po cienie sięgam z wielką przyjemnością, idealnie wpisują się w moje upodobania i spełniają moje wymagania, czuje się w nich komfortowo, a moje spojrzenie nabiera pięknego blasku.
Lubicie pudrowe cienie, a może wolicie kremowe? Stosowaliście cienie Benefit`a? Jak u Was spisuję się?
I pytanie do wszystkich wielbicielek makijażu, według Was 6 miesięcy to wystarczający termin ważności dla cieni, czy jednak krótki? Ile średnio wynosi termin przydatności cieni które stosowaliście / stosujecie?
Miłego wieczorku Skarbeczki :*
czwartek, 20 czerwca 2013
Benefit`owe niefałdujące się cienie w kremie - Birthday Suit i Bikini - Tini
Witajcie Słoneczka :)
Dziś przychodzę do Was z recenzją cieni Benefit`a, które od dłuższego czasu mam przyjemność stosować, na pierwszą recenzję wybrałam Niefałdujące się ciene do powiek w kremie, z tego co pisaliście wiem, że najbardziej Was interesowały. Dość długi czas stosowania pomógł mi " wycisnąć " z nich naprawdę wiele, sprawdzić w różnych sytuacjach i w naprawdę niekorzystnych warunkach, także tych atmosferycznych - jak sobie radzą, czy faktycznie są takie " niefałdujące się" ?
Opis producenta
Creaseless cream shadow - „Niefałdujące się” cienie do powiek w kremie, to doskonały wybór odcieni kolorów o wyjątkowo trwałej i „niefałdującej się” formule. Te kremowe cienie można mieszać i nakładać na siebie.
Stosuje się je solo lub w duecie z cieniami w pudrze.
Jak pamiętacie, a nie pamiętacie to przypominam, wybrałam dla siebie odcienie Birthday Suit i Bikini - Tini które, moim zdaniem, fajnie ze sobą mogą współgrać, a tak wyglądają te cudaki.
Opis
Opakowania cieni to najpierw tekturowe, twarde pudełeczka w stylu art deco, strasznie urokliwe, a jednocześnie precyzyjnie wykonane, spodobają się wszystkim fankom Benefitowych opakowań, mi przypominają pudełeczka dla tortu, tylko w wersji mini ;)
Pudełeczka opatrzone logiem marki, nazwą produktu oraz odcienia, określona pojemność cieni - 4,5 g, termin ważności - 6 miesięcy od momentu otwarcia, zamieszczony pełny skład oraz dane producenta wraz ze stroną www.
Sam cień mieści się w ślicznym, łatwym w użyciu i przyjemnym dla oka, szklanym pojemniczku opatrzonym logiem marki oraz zakręcanym plastikowym korkiem, na którym również znajdziemy wszystkie niezbędne informacje dotyczące zarówno zawartości jak i producenta ;)
Skład u obydwu cieni ten sam, zamieszczam dla zainteresowanych.
Cienie mają nadzwyczajnie przyjemną, lekką, kremową, masełkową konsystencję, są tak delikatne, że nabieranie ich na paluszek, jak i sama aplikacja na powieki, wiążą się z ogromną przyjemnością, świetnie napigmentowane, ale jednocześnie subtelne
Zapach neutralny, ledwo wyczuwalny, przyjemny...
Aplikacja miła i łatwa, dzięki nim w kilka chwil można wyczarować makijaż oka, z łatwością rozprowadzają się, zarówno palcem jak i pędzelkiem, fajnie nimi da się stopniować efekt makijażu.
Efekty bardzo zadowalające, cienie świetnie trzymają się na swoim miejscu, nie rozmazują się, nie ścierają z łatwością, nie spływają, nie zbierają się w załamaniach oka, nie pozostawiają klejącej warstewki na skórze, są w ogóle niewyczuwalne na powiekach.
Wydajność bardzo wysoka, niestety termin ważności jest dosyć krótki, nie wiem czy dam radę je zużyć w ciągu pół roku...
Opinia
Cieniami Benefita jestem oczarowana, do momentu, aż je " poznałam " myślałam, ba, byłam przekonana, że cieni w kremie nie lubię, jakoś tak mi trafiały się okazy, które nie zadowalały moich potrzeb nie spełniały oczekiwań, a to za tłuste, a to klejące, szybko złażące, już o gromadzeniu się w złamaniach powiek i nie wspomnę, po kilku godzinach makijaż powiek wymagał poprawek, a nie zawsze miałam na nie czas i możliwość. W tym przypadku jest w 100% odwrotnie!
Po pierwsze odcienie cieni, są świetne! ciesze się że właśnie je wybrałam, chociaż przeglądając Wasze notki z recenzjami cieni podobają mi się wszystkie ;)
Bikini - Tini nakładam najczęściej na całą powiekę, aż do brwi, ma taki świetny, neutralny odcień i subtelny połysk, że idealnie zastępuje mi tradycyjny biały cień, który stosuję do rozświetlenia wewnętrznych kącików oczu i pod łuk brwiowy, świetnie sprawdza się też jako kolor bazowy, natomiast Birthday Suit idealnie nadaje się do przyciemniania zewnętrznych kącików oczu, a także do tworzenia subtelnego smoky eyes.
Po drugie konsystencja, jest niesamowicie przyjemna, z tak wspaniałą teksturą cieni nie spotkałam się jeszcze, aż chce się je dotykać, miziać po powiekach, stopniować, czarować i eksperymentować z makijażem, do tego świetnie się łączą ze sobą, a także z pudrowymi cieniami i prasowanymi.
Po trzecie efekty, choć cienie wyglądają na mocno świetliste, takowymi na powiece nie są, dzięki stopniowaniu można z ich pomocą uzyskać bardzo naturalny, lekki, dzienny makijaż, jak i bardziej zdecydowany, wieczorowy - pięknie rozświetlają oczy, nadają blasku i świeżości spojrzeniu, nie oferują tandetnego świecenia się czy migotania.
Po czwarte opakowania, nie tylko pięknie wyglądają, ale również są wygodne w użyciu, dzięki " falującym " brzegom słoiczek nie ślizga się w palcach, idealny do trzymania pod czas makijażu i przy zakręcani/odkręcaniu koreczka - musi być szczelnie zamknięty ;)
Po piąte trwałość - zaskakująca!!! Mój dzień jest bardzo długi i równie intensywny, o 6 rano już jestem w makijażu i zmywam go dopiero przed pójściem spać, około dwunastej w nocy, wtedy też zrobiłam zdjęcie, jak widzicie z twarzy " spłynęło " wszystko po tylu godzinach, a cień został! One faktycznie nie fałdują się, nawet po tak długim czasie przebywania na oczach - coś niesamowitego, ale bardzo pozytywne to zaskoczenie - świece się jak lampka od nadmiaru sebum, a oczka w stanie idealnym ;)
Cienie są trwałe na wysokie temperatury, na wodę, na opady, nie rozmazują, ani nie rozpływają, nie blakną!
Jedyny malutki minusik, według mnie, to krótki termin ważności, bo choć te cienie uwielbiam i stosuję je niemal codziennie, nie jestem w stanie ich wymazać za pół roku... Przynajmniej mi się tak wydaje, a może mylę się?
Cena - 89,00 / 4,5 g
Dostępność - perfumerie Sephora
Ocena - 5/5
Podsumowanie
Kremowe cienie Creaseless cream shadow już są moimi faworytami wśród cieni w kremie, podoba się mi w nich wszystko i choć cena wydaje się wysoka, w porównaniu do wydajności jest zdecydowanie adekwatna, a plus do tego przyjemność ze stosowania i wspaniałe efekty na powiekach, które dzięki nim można osiągnąć i mamy cień w kremie idealny!
Uwielbiam!
Jak Wam podobają się kremowe niefałdujące się cienie w kremie od Benefita? Stosowaliście, jakie są Wasze wrażenia?
Miłego wieczoru Skarbeczki.
Dziś przychodzę do Was z recenzją cieni Benefit`a, które od dłuższego czasu mam przyjemność stosować, na pierwszą recenzję wybrałam Niefałdujące się ciene do powiek w kremie, z tego co pisaliście wiem, że najbardziej Was interesowały. Dość długi czas stosowania pomógł mi " wycisnąć " z nich naprawdę wiele, sprawdzić w różnych sytuacjach i w naprawdę niekorzystnych warunkach, także tych atmosferycznych - jak sobie radzą, czy faktycznie są takie " niefałdujące się" ?
Opis producenta
Creaseless cream shadow - „Niefałdujące się” cienie do powiek w kremie, to doskonały wybór odcieni kolorów o wyjątkowo trwałej i „niefałdującej się” formule. Te kremowe cienie można mieszać i nakładać na siebie.
Stosuje się je solo lub w duecie z cieniami w pudrze.
Jak pamiętacie, a nie pamiętacie to przypominam, wybrałam dla siebie odcienie Birthday Suit i Bikini - Tini które, moim zdaniem, fajnie ze sobą mogą współgrać, a tak wyglądają te cudaki.
| Birthday Suit |
| Bikini - Tini |
Opakowania cieni to najpierw tekturowe, twarde pudełeczka w stylu art deco, strasznie urokliwe, a jednocześnie precyzyjnie wykonane, spodobają się wszystkim fankom Benefitowych opakowań, mi przypominają pudełeczka dla tortu, tylko w wersji mini ;)
Pudełeczka opatrzone logiem marki, nazwą produktu oraz odcienia, określona pojemność cieni - 4,5 g, termin ważności - 6 miesięcy od momentu otwarcia, zamieszczony pełny skład oraz dane producenta wraz ze stroną www.
Sam cień mieści się w ślicznym, łatwym w użyciu i przyjemnym dla oka, szklanym pojemniczku opatrzonym logiem marki oraz zakręcanym plastikowym korkiem, na którym również znajdziemy wszystkie niezbędne informacje dotyczące zarówno zawartości jak i producenta ;)
Skład u obydwu cieni ten sam, zamieszczam dla zainteresowanych.
Cienie mają nadzwyczajnie przyjemną, lekką, kremową, masełkową konsystencję, są tak delikatne, że nabieranie ich na paluszek, jak i sama aplikacja na powieki, wiążą się z ogromną przyjemnością, świetnie napigmentowane, ale jednocześnie subtelne
Zapach neutralny, ledwo wyczuwalny, przyjemny...
Aplikacja miła i łatwa, dzięki nim w kilka chwil można wyczarować makijaż oka, z łatwością rozprowadzają się, zarówno palcem jak i pędzelkiem, fajnie nimi da się stopniować efekt makijażu.
Efekty bardzo zadowalające, cienie świetnie trzymają się na swoim miejscu, nie rozmazują się, nie ścierają z łatwością, nie spływają, nie zbierają się w załamaniach oka, nie pozostawiają klejącej warstewki na skórze, są w ogóle niewyczuwalne na powiekach.
Wydajność bardzo wysoka, niestety termin ważności jest dosyć krótki, nie wiem czy dam radę je zużyć w ciągu pół roku...
| Birthday Suit |
| Bikini - Tini |
Cieniami Benefita jestem oczarowana, do momentu, aż je " poznałam " myślałam, ba, byłam przekonana, że cieni w kremie nie lubię, jakoś tak mi trafiały się okazy, które nie zadowalały moich potrzeb nie spełniały oczekiwań, a to za tłuste, a to klejące, szybko złażące, już o gromadzeniu się w złamaniach powiek i nie wspomnę, po kilku godzinach makijaż powiek wymagał poprawek, a nie zawsze miałam na nie czas i możliwość. W tym przypadku jest w 100% odwrotnie!
Po pierwsze odcienie cieni, są świetne! ciesze się że właśnie je wybrałam, chociaż przeglądając Wasze notki z recenzjami cieni podobają mi się wszystkie ;)
Bikini - Tini nakładam najczęściej na całą powiekę, aż do brwi, ma taki świetny, neutralny odcień i subtelny połysk, że idealnie zastępuje mi tradycyjny biały cień, który stosuję do rozświetlenia wewnętrznych kącików oczu i pod łuk brwiowy, świetnie sprawdza się też jako kolor bazowy, natomiast Birthday Suit idealnie nadaje się do przyciemniania zewnętrznych kącików oczu, a także do tworzenia subtelnego smoky eyes.
Po drugie konsystencja, jest niesamowicie przyjemna, z tak wspaniałą teksturą cieni nie spotkałam się jeszcze, aż chce się je dotykać, miziać po powiekach, stopniować, czarować i eksperymentować z makijażem, do tego świetnie się łączą ze sobą, a także z pudrowymi cieniami i prasowanymi.
Po trzecie efekty, choć cienie wyglądają na mocno świetliste, takowymi na powiece nie są, dzięki stopniowaniu można z ich pomocą uzyskać bardzo naturalny, lekki, dzienny makijaż, jak i bardziej zdecydowany, wieczorowy - pięknie rozświetlają oczy, nadają blasku i świeżości spojrzeniu, nie oferują tandetnego świecenia się czy migotania.
Po czwarte opakowania, nie tylko pięknie wyglądają, ale również są wygodne w użyciu, dzięki " falującym " brzegom słoiczek nie ślizga się w palcach, idealny do trzymania pod czas makijażu i przy zakręcani/odkręcaniu koreczka - musi być szczelnie zamknięty ;)
Po piąte trwałość - zaskakująca!!! Mój dzień jest bardzo długi i równie intensywny, o 6 rano już jestem w makijażu i zmywam go dopiero przed pójściem spać, około dwunastej w nocy, wtedy też zrobiłam zdjęcie, jak widzicie z twarzy " spłynęło " wszystko po tylu godzinach, a cień został! One faktycznie nie fałdują się, nawet po tak długim czasie przebywania na oczach - coś niesamowitego, ale bardzo pozytywne to zaskoczenie - świece się jak lampka od nadmiaru sebum, a oczka w stanie idealnym ;)
Cienie są trwałe na wysokie temperatury, na wodę, na opady, nie rozmazują, ani nie rozpływają, nie blakną!
Jedyny malutki minusik, według mnie, to krótki termin ważności, bo choć te cienie uwielbiam i stosuję je niemal codziennie, nie jestem w stanie ich wymazać za pół roku... Przynajmniej mi się tak wydaje, a może mylę się?
Cena - 89,00 / 4,5 g
Dostępność - perfumerie Sephora
Ocena - 5/5
Podsumowanie
Kremowe cienie Creaseless cream shadow już są moimi faworytami wśród cieni w kremie, podoba się mi w nich wszystko i choć cena wydaje się wysoka, w porównaniu do wydajności jest zdecydowanie adekwatna, a plus do tego przyjemność ze stosowania i wspaniałe efekty na powiekach, które dzięki nim można osiągnąć i mamy cień w kremie idealny!
Uwielbiam!
Jak Wam podobają się kremowe niefałdujące się cienie w kremie od Benefita? Stosowaliście, jakie są Wasze wrażenia?
Miłego wieczoru Skarbeczki.
środa, 16 maja 2012
ROZDANIE czas zorganizować :-)
Witajcie Kochani :-)
Tak sobie pomyślałam, że nie było u mnie jeszcze żadnego rozdania, nie chce być w tyle, a i bardzo pragnę odwdzięczyć się Wam za Wasze komentarze, za Waszą obecność. Dla tego ogłaszam....
ROZDANIE!!!
16.05.2012 - 27.05.2012
A oto i nagrody :-)
Nie będę Was męczyć wymyślnymi zadaniami czy quizami wystarczy:
Obserwuje jako....................
Email.......................
Banerek .................( link na bloga)
Wpis o rozdaniu .......................( link do notki)
Zwycięzce wybiorę w drodze losowania, ale nie randomem, tylko z pomocą tych oto małych rączek - karteczki z Waszymi danymi, piękny koszyczek z pokrywką oraz para rąk, jeszcze nie wiem dokładnie która, i wybieramy laureata :-)
Wszystkie kosmetyki są nowe, nigdy nie używane, nie są przeterminowane, ani nawet w bliższym czasie ich to nie czeka.
Nagrodę funduję z własnych kosztów, więc bardzo Was proszę o dotrzymania się wszystkich zasad ROZDANIA, niedotrzymanie się ich - dyskwalifikuje z uczestnictwa w losowaniu oraz odbiera prawo do otrzymania nagrody.
Zwycięzcę wylosują maluchy 28.05.2012 w tym dniu też zamieszczę wyniki ROZDANIA.
A oto zoom na nagrody
ZAPRASZAM WAS SERDECZNIE DO ZABAWY :-)
Tak sobie pomyślałam, że nie było u mnie jeszcze żadnego rozdania, nie chce być w tyle, a i bardzo pragnę odwdzięczyć się Wam za Wasze komentarze, za Waszą obecność. Dla tego ogłaszam....
ROZDANIE!!!
16.05.2012 - 27.05.2012
A oto i nagrody :-)
Nie będę Was męczyć wymyślnymi zadaniami czy quizami wystarczy:
- Zostać obserwatorem bloga, jeśli jeszcze nim nie jesteś
- Wpisać " Obserwuje jako...."
- Podać swój email - do kontaktu w przypadku wygranej
- Zamieścić banerek " rozdaniowy "z linkiem przekierowującym na swoim blogu i podać link
- Lub wspomnieć o rozdaniu w notce ( nie musi być osobna ) i zamieścić w niej banerek z linkiem przekierowującym oraz podać do notki link
- I.... czekać na szczęście - a może akurat to Ty będziesz posiadaczką tych cudeniek :-)
Obserwuje jako....................
Email.......................
Banerek .................( link na bloga)
Wpis o rozdaniu .......................( link do notki)
Zwycięzce wybiorę w drodze losowania, ale nie randomem, tylko z pomocą tych oto małych rączek - karteczki z Waszymi danymi, piękny koszyczek z pokrywką oraz para rąk, jeszcze nie wiem dokładnie która, i wybieramy laureata :-)
Wszystkie kosmetyki są nowe, nigdy nie używane, nie są przeterminowane, ani nawet w bliższym czasie ich to nie czeka.
Nagrodę funduję z własnych kosztów, więc bardzo Was proszę o dotrzymania się wszystkich zasad ROZDANIA, niedotrzymanie się ich - dyskwalifikuje z uczestnictwa w losowaniu oraz odbiera prawo do otrzymania nagrody.
Zwycięzcę wylosują maluchy 28.05.2012 w tym dniu też zamieszczę wyniki ROZDANIA.
A oto zoom na nagrody
| Szminka Max Factor Kredka do oczu ENVI |
| AVON krem pod oczy i na powieki, VC cienie i róż do policzków, próbka bazy |
| ORLY LE CHATEAU 40050 |
| BIOTHERM próbki perfum |
ZAPRASZAM WAS SERDECZNIE DO ZABAWY :-)
Etykiety:
Avon,
biotherm,
cienie,
envi,
Golden Rose Paris,
kredka do oczu,
Lirene peeling,
Make Up For Ever,
maska Olay,
Max Factor,
orly,
prezenty,
rozdanie,
róż do policzków,
szminka,
sztuczne rzesy
Subskrybuj:
Posty (Atom)








