Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astor. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Makijaż z zeberką - Astor Soft Sensation Lipcolor Butter Matte i Makeup Revolution Mono Eyeshadow

Witajcie Słoneczka :)
Kosmetyki do makijażu każda z nas lubi, zwłaszcza, gdy są one idealnie dobrane do typu urody oraz naszych preferencji czy upodobań. Ale czasami zdarzają się nam w życiu niespodzianki, zupełnie niespodziewane, jak to na niespodziankę przystało, a wtedy to w nasze ręce trafiają kosmetyki, których, być może, same nigdy byśmy nie wybrały...

Tak właśnie było z tym oto duetem kosmetyków do makijażu - pomadki Astor Soft Sensation Lipcolor Butter Matte oraz cienia Makeup Revolution Mono Eyeshadow, które trafiły do mnie za sprawką e-zebry. 
Jak wielu z Was wie, jakiś czas temu sklep poszukiwał blogerek do współpracy, wystarczyło umieścić link do bloga i czekać.

Nie ukrywam, że miło się zrobiło, gdy otrzymałam zaproszenie do testowania, zgodziłam się nawet na otrzymanie " kosmetycznej niespodzianki " wybranej przez " załogę " sklepu. Zazwyczaj niespodzianek unikam, szczególnie gdy dotyczą one kosmetyków kolorowych, ale tym razem ciekawość mnie zżerała, więc zgodziłam się.
Czy żałuje? Z pewnością nie! Bowiem byłam zaskoczona zawartością otrzymanej paczuszki - nawilżająca kuracja do włosów się przydała, ale o niej za jakiś czas. Dziś będzie o makijażowych przyjemniaczkach, cieniu i pomadce, choć początkowo wydawało mi się, że pomadka pójdzie w kąt - czy słusznie? Same zobaczycie :)

O produktach Makeup Revolution wiele dobrego słyszałam i czytałam, ale jeszcze nie pokusiłam się na żaden kosmetyk marki. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam ten cień, dodatkowym powodem do radości był również odcień, idealnie wpisujący się w moje upodobania - właśnie takie, bezpieczne barwy, lubię na oku najbardziej! Jeśli czytaliście/oglądaliście post z ulubieńcami, to już wiecie, że ten cień został moim faworytem, już powiem dlaczego :)

Słów kilka od producenta

Makeup Revolution Mono Eyeshadow pojedynczy cień do powiek w odcieniu Adore Moi, to cień o mocnej pigmentacji, który sprawdzi się w każdej sytuacji.
Mocna pigmentacja produktu sprawia, że pięknie prezentuje się na oku.

Adore Moi Makeup Revolution to połączenie jasnego brązu ze starym złotem - takie właśnie mam skojarzenie za każdym razem, kiedy na niego patrzę. Jest lekko perłowy, opalizujący, ale bez wyrazistych połyskujących drobin, dzięki czemu na oku daje śliczny, jednolity, naturalny efekt. Pięknie rozświetla oczy, dodając spojrzeniu promienności, tak zwanego " błysku w oku " :)
Cień jest bardzo drobno zmielony, ale nie suchy, wręcz odwrotnie, określiłabym go jako lekko wilgotny - nie pyli się, z łatwością nabiera się na pędzel, nie obsypuje się podczas nakładania i noszenia.

Na szczególną uwagę zasługuje jego pigmentacja - jest niesamowicie wyrazisty, dlatego efekt jest widoczny już po jednym pociągnięciu pędzelka bądź palca, tak, tak też można :) Świetnie się utrzymuje, nie rozmazuje się, nie migruje, nie blaknie, nie zbiera się w załamaniach, nie tworzy nieestetycznych " fałd ", nie obsypuje, ściera się bardzo powoli i równomiernie, dzięki czemu poprawki w ciągu dnia są zbędne. Nawet na moich tłustych powiekach wytrzymuje przez cały dzień niemal w nienaruszonym stanie.
Jest absolutnie bezpieczny, kolorystycznie pasujący do każdego typu urody, i bezproblemowy w aplikacji , idealnie nakłada się zarówno pędzelkiem, jak i palcem. Na sucho i na mokro wygląda fantastycznie!

Dzięki grze odcieni, świetnie nadaje się zarówno jako cień bazowy, podbijający barwę innych cieni, oraz przedłużając ich trwałość, a także solo - efekt da się stopniować, a poprzez nakładanie kolejnych warstw uzyskuje się bardziej nasycony odcień. Nakładam go odrobinę na ruchomą powiekę i trocha więcej w zewnętrznych kącikach, dzięki czemu wygląda na ciemniejszy, bardziej nasycony - co widać na powyższym zdjęciu. Jeden cień, wiele możliwości!
Uwielbiam go, jest naprawdę fantastyczny, co więcej, odważę się porównać go do cieni Benefita, które dotychczas zajmowały szeregi moich cieniowych ulubieńców. Tyle że cień Makeup Revolution kosztuje przysłowiowe " grosze "!

Gdy zobaczyłam pomadkę Soft Sensation Lipcolor Butter Matte Astor`a byłam zniechęcona tak ciemnym, bordowo-brązowym kolorem. Nie przepadam za ciemnymi szminkami, bowiem nie za bardzo pasują do mojego typu urody, a drugą sprawą jest fakt, iż usta takim kolorem pokryte, przykuwają uwagę, czego nie lubię. Dla kobiet wamp to świetne rozwiązanie, dla mnie... niekoniecznie, preferuję bardziej spokojny, romantyczny styl w makijażu, lub klasyczny - czerwienie, fuksje, przygaszony róż... w nich czuję się najlepiej :)
Tym nie mniej zaryzykowałam, pomalowałam nią usta i... spodobała mi się :)

Słów kilka od producenta

Soft Sensation Lipcolor Butter Matte widocznie poprawia kondycję ust. Ma konsystencję masła, dzięki czemu wtapia się w usta i zapewnia wygodną, estetyczną aplikację. Nawilżająca formuła zawiera Squalane, składnik pozyskiwany z kokosa. Wygładza on i koi wysuszone wargi, powodując, iż stają się one o 30% bardziej nawilżone. Tak komfortowy efekt utrzymuje się aż do 5 godzin!
Soft Sensation Lipcolor Butter to praktyczny kosmetyk. Ścięta, ukośna końcówka ułatwia szybką, precyzyjną aplikację. Koloryzujący wkład wysuwa się poprzez przekręcenie podstawy opakowania, dzięki czemu nie wymaga temperowania. Wystarczy jednokrotna aplikacja, by kosmetyk w szybki i dokładny sposób wypełnił usta odcieniem.

Główne cechy produktu
  • Aksamitne, matowe wykończenie
  • Długotrwały kolor szminki i wygoda noszenia
  • Nawilżenie balsamu do ust
  • Pielęgnuje przesuszone usta
  • Ścięta końcówka dla łatwej aplikacji
Kolor nałożony na usta nie „rozpływa” się, doskonale utrzymuje się na wargach, nie sklejając ich.

Pomadka Soft Sensation Lipcolor Butter Matte jest podana w wygodnym, wysuwanym " pisaku ". Przypomina grubą kredkę, którą bez problemu można pomalować usta, nadając im zupełnie innego wyglądu. 
Konsystencja pomadki jest rzeczywiście kremowa, przyjemna i lekka, nie sucha - z łatwością sunie po ustach, wypełniając je precyzyjnie intensywnym kolorem. Nawet pędzelek w jej przypadku jest zbędny, bowiem idealnie obrysowuje kontur ust nie wybiegając, ani nie wylewając się, za jego granice. 
Zaskoczeniem okazał się kolor pomadki, moja jest w odcieniu 028 Vintage Chic,choć w sztyfcie wygląda ona na brązowo-bordowo-pomarańczową, na ustach ( a także na ręce i na papierze ) jest wiśniowa, lub można powiedzieć buraczkowa - kto jak woli :) A to już diametralnie zmienia sytuację, taką tonację to ja lubię :)

Pomadka świetnie się nakłada, wyznacza się intensywnością koloru oraz wysoką trwałością. Ale, jak każda matowa szminka, musi być nakładana na idealnie gładkie, miękkie, doskonale nawilżone usta, inaczej... podkreśli suche skórki, wchodzi w załamania, nieestetycznie się odznacza przy linii łączenia ust. 
Nie wysusza warg, ale też ich nie nawilża, po prostu bardzo ładnie podkreśla, uwydatnia, wydobywa kształt, nadaje seksapilu i... wprawia w zakłopotanie wszystkie koleżanki wokół, bowiem męskie spojrzenia są skierowane tylko ( i wyłącznie ) na usta NIĄ pokryte. 
Szlachetna, można powiedzieć klasyczna barwa Vintage Chic dodaje dostojności, a intensywność koloru na ustach z łatwością można stopniować. Na wieczór idealna w głębokiej barwie, matowe wykończenie dodaje nieco srogości, elegancji, nieprzystępności... Na dzień jednak jest nieco zbyt surowa, a więc nakładam ją w postaci bardzo cieniutkiej warstewki na mocno nawilżone balsamem usta - wtedy to przypomina intensywny odcień różu, tak zwana fuksja - moja ulubiona - prawda że ładnie wygląda w tym wydaniu? 
Wiecie co jeszcze fajnego jest w tej pomadce? Nie tylko praktyczne i łatwe w obsłudze opakowanie, nie tylko cudowny kształt i magiczna barwa, która zmienia się w zależności od oświetlenia, a także ilości zaaplikowanych warstw, ale także piękny, smakowity, waniliowo-ciasteczkowy zapach... mmmm! Obłędny! Usta nią pokryte są naprawdę mega pokusą, ze względu na... wszystko, od koloru, po teksturę i zapach. 
Mój mąż to potwierdzi - trudno, bardzo trudno się powstrzymać tak soczysto-słodkiej pokusie :*
P.S. Na każdym zdjęciu tu zaprezentowanym mam na powiekach cień Adore Moi Makeup Revolution - ostatnio jest moim niezbędnikiem w codziennym makijażu :)

Cena: cień Makeup Revolution - 4,87 zł / 3,3 g, pomadka Astor Soft Sensation Lipcolor Butter Matte - 9,39 zł / szt.

Dostępność - e-zebra.pl

Podsumowując...  

Jak widzicie, czasem niespodzianki bywają nawet bardziej niż trafione, dowodem czego są obydwa te produkty. Zarówno cienie Makeup Revolution, jak i pomadka Astor`a idealnie wpisały się w mój codzienny, i też ten wyjściowy makijaż. Niezawodne, łatwe i przyjemne w użyciu, trwałe i doskonale napigmentowane - sprawiają, że każdego dnia czuję się bardziej kobieco, po prostu piękniej :) Wystarczy tylko kilka minut :)

Znacie sklep e-zebra?
Stosowaliście może cienie Makeup Revolution, czy macie innych ulubieńców w szeregach marki?
Jak oceniacie pomadki Astora o matowym wykończeniu?
Miłego wieczoru Wam życzę :*
                                   

piątek, 21 sierpnia 2015

Ulubieńcy Dobre Dla Urody - lipiec 2015 i WYNIKI testowania z Norel!

Witajcie Słoneczka :)
Jesteście gotowe rozpocząć weekend? Jeszcze tylko tydzień, no dobra, 10 dni i koniec wakacji! Ależ ten czas leci, tym nie mniej nie ma co się smutać, taka jest kolej rzeczy, warto na maksa wykorzystać ostatnie dni wakacyjnej beztroski! Chociaż, dla rodziców tych mniejszych dzieci, to chyba jednak ulga :D
Dziś zapraszam Was na nieco spóźnionych ulubieńców lipca, zobaczycie jakie kosmetyki szczególnie umilały mi miniony miesiąc, dowiecie się także kto zostanie testerką Żurawinowego serum Norel :)

Zacna gromadka, dzięki której lipiec był nie tylko przyjemniejszym, ale i piękniejszym :) Jak wiecie szczególną uwagę przywiązuję do pielęgnacji, dobre kosmetyki są w stanie poprawić nie tylko wygląd naszej skóry i włosów, ale też samopoczucie. No ba, od oglądania zadowalających efektów w lustrze, uśmiech zawsze pojawia się na twarzy, a uśmiech - to przecież najpiękniejsza " biżuteria " każdej kobiety. Nie zabrakło też makijażowych perełek, ale o tym już za chwilę...
Zrecenzowane kosmetyki są podlinkowane do notek - klikajcie i czytajcie :)

Olejek malinowy, winogronowy, sezamowy, awokadowy i jojba wraz z kwasem hialuronowym - czyż to nie idealne połączenie? Olejek do ciała Power Fruit Evree dzięki dwufazowej formule jest lżejszy od tradycyjnych olejków, ale wcale nie traci na właściwościach! Wręcz odwrotnie - świetnie nawilża, wygładza i odżywia skórę, zapewniając jej komfort, elastyczność i gładkość bez oferowania tłustej, klejącej warstwy. Szybko się wchłania, natychmiastowo i długotrwale działa, przepięknie pachnie, czym umila zarówno stosowanie, jak i " noszenie " - na lato wręcz idealny!

Która z nas nie marzy o pięknych, zdrowych, mocnych i lśniących włosach? Vitapil Profesjonalny lotion jest stworzony dla wszystkich tych, które pragną wzmocnić włosy, poprawić ich porost oraz zapobiec, czy też zahamować, ich wypadanie. Na efekty pełnej kuracji muszę jeszcze poczekać, ale przyznam, że po ten lotion sięgam z przyjemnością, co pozytywnie odbija się na regularności - stosuję co najmniej 3 razy w tygodniu. Przyjemnie się aplikuje, łatwo się rozprowadza, nie wzmaga procesu przetłuszczania skóry głowy, nie klei, nie obciąża kosmyków u nasady, a przy tym tak przyjemnie pachnie! Ma świetne składniki takie jak ekstrakt bambusa, cysteinę, proteiny jedwabu, keratynę... i wiele innych. Recenzja będzie za jakiś czas, bowiem stosuję go wraz z suplementem Vitapil- działając od wewnątrz i od zewnątrz :)

A to moje małe, bo tylko 50-cio gramowe, odkrycie - Glicerynowy krem do rąk Oliwka Joanna. W pierwszej kolejności zachwycił przyjemnym, lekkim, ale stosunkowo trwałym aromatem. Potem konsystencją - szybko się wchłania, odczuwalnie nawilża, ładnie zmiękcza i wygładza ręce. Co najważniejsze, nie pozostawia na rękach tłustej warstwy, a więc jest idealną propozycją do stosowania w ciągu dnia - można od razu zabrać się za pracę na komputerze, bez obaw o tłustą, śliską klawiaturę :) Już wkrótce, na dniach, napiszę i pokażę więcej.

Organiczne Serum Odmładzające Beyond Organic Skincare mimo iż ma postać olejku, wcale nie obciąża skóry. Jego zbawienną moc wyczuwa się natychmiastowo, szczególnie po całodziennym przebywaniu na słońcu. Początkowo natłuszcza skórę, ale po krótkim masażu twarzy - wnika całkowicie, kojąc, odżywiając, nawilżając, regenerując, subtelnie rozświetlając, ale drobin żadnych nie posiada, także bez obaw. Jest całkowicie naturalne, skład bajeczny! Już prawie dobija dna... smuteczek. Moja skóra go uwielbia! Pisałam o nim, więc możecie poczytać i zobaczyć jak wygląda :)

Pielęgnacja twarzy jest bardzo ważna, ale to okolicom oczu poświęcam najwięcej uwagi. Skóra pod oczami jest bardzo delikatna i cienka, bez porządnego wsparcia sobie nie poradzi, a ucierpimy na tym właśnie my. W upalne dni, których i lipiec nam nie oszczędzał, solidną porcję odżywienia, nawilżenia i ukojenia mojej skórze oferuje Nawilżająco-kojący krem pod oczy SkinChemists, który stosuję od dłuższego czasu. Dodatkową jego zaletą jest to, że delikatnie chłodzi skórę, czym zapewnia prawdziwą ulgę. Usuwa drobne zmarszczki, wygładza, lekko napina, uelastycznia, długotrwale nawilża i koi skórę. Do tego wyznacza się wysoką wydajnością - klikajcie po więcej, link w nazwie ;)

Tusz Astora Seduction Codes N°2 Volume&Curve już od pierwszego użycia skradł mi serce. Świetna szczoteczka, która precyzyjnie pokrywa i rozdziela nawet najmniejsze rzęsy, bardzo uprzyjemnia stosowanie. Jest mała, ale świetnie dopasowuje się do kształtu powiek. Tusz nadaje rzęsom głębokiej czerni, podkreśla spojrzenie i upiększa. Opakowanie ma trocha do życzenia, ozdobna warstwa, którą widzimy, odkleja się od czarnej tubki, ale i tak maskara jest dla mnie miłym zaskoczeniem!

Kolejnym ulubieńcem, a jednocześnie odkryciem lipca, jest cień Makeup Revolution Redemption w odcieniu Adore Moi. Jedynymi cieniami, które aż tak bardzo lubię są Benefit`owe Longwear Powder Shadow, Adore Moi zdecydowanie im dorównuje jakościowo, a cenowo - jest znacznie tańszy. Jestem zaskoczona pigmentacją oraz wysoką trwałością, wytrzymuje na moich powiekach bez znaczących poprawek do końca dnia... Więcej już wkrótce pokażę i napiszę :)

Po zapach Avon Luck For Her w sumie nie zbyt często sięgałam wraz z nadejściem lata, myślałam, że jest nieco za słodki, na takie upały nieodpowiedni. Ale się myliłam, na rozgrzanej skórze pachnie zupełnie inaczej, dominują owocowe nuty, natomiast aromat kwiatów i drzewa sandałowego pozostają gdzieś tam daleko w tle, jedynie subtelnie podbijając i wzbogacając aromat. No i takim cudem trafił do ulubieńców lipca, a tak w ogóle, według mnie jest jednym z najpiękniejszych zapachów Avona :) Pisałam o nim jakiś czas temu.

No to czas na wyniki testowania z NORELkiem moje Drogie :)
Face Rejuve - Serum żurawinowe napinające przetestuje Ewelina K - GRATULACJE!
Podeślij proszę dane do wysyłki na adres z zakładki Kontakt :)

A Wam Kochane przypominam o testowaniu z SkinChemists - szukamy 10- ciu Blogerek :)
Do dzieła!!! Klik w zdjęcie! 

Znacie któregoś z moich ulubieńców?
Jakie macie zdanie o tych kosmetykach? Czy u Was zasługują na takie miano?
Udanego weekendu :*
                                

sobota, 8 sierpnia 2015

Astor Seduction Codes N°2 Volume&Curve Mascara - objętość i podkręcenie

Witajcie Słoneczka :)
Który kosmetyk kolorowy jest Waszym makijażowym niezbędnikiem absolutnym? U mnie taką rolę pełni maskara! Tusz do rzęs to jedyny kosmetyk, który muszę mieć " na sobie ", aby czuć się w pełni komfortowo, kobieco, lepiej, piękniej, pewniej siebie.
Latem, gdy temperatury szybują w górę, na co dzień niemal zupełnie rezygnuję z makijażu, niemal... bo nawet delikatne, szybkie pociągnięcie rzęs tuszem sprawia, że moje oczy nabierają wyrazistości, a spojrzenie emanuje tajemniczością i urokiem :)

Tak, to prawda, dawno nie pisałam o żadnym tuszu, jakoś tak się złożyło, że ostatnio przeprowadzałam pewne eksperymenty - testowałam nowe dla siebie okazy, nie tylko te markowe, lecz też biedronkowe :) Niektóre " eksperymenty " wypadły wręcz zaskakująco dobrze, o takowym pisałam na facebooku jak i podczas ostatniego denkowego projektu, z kolei inne nie wywarły zbyt dobrego wrażenia, co przy kolejnych denkach " wylezie " na światło dzienne :)
Tusz Astor Seduction Codes N°2 Volume&Curve trafił w moje ręce, a w związku z czym i na rzęsy, dzięki ofeminin, gdzie pełnię rolę Ambasadorki, i Was, przy okazji, do dołączenia szanowne koleżanki - blogerki zachęcam :)

Powiem szczerze, że już dawno nie stosowałam kosmetyków Astor`a, ostatnimi czasy nadrabiam zaległości :)
Tusz Seduction Codes N°2 już samym opisem przykuł moją uwagę i wzbudził ciekawość. Zgłosiłam się więc do testowania, aby w pełni poznać, czy też odkryć, jego moc i przy okazji sprawdzić - jak się ma rzeczywistość do zapewnień producenta.
Czy unosi rzęsy? Czy je podkręca? Czy pogrubia i pokrywa intensywną czernią? Ja już wiem i Wam za chwilę opowiem i pokażę :)

Słów kilka od producenta

Astor SEDUCTION CODES N°2 Volume & Curve Mascara Black, tusz który idealnie pogrubi i podkręci twoje rzęsy!
Idealnie czarne i podkręcone rzęsy to marzenie wielu kobiet. Teraz już nie musisz tracić czasu na podkręcanie rzęs zalotką, dzięki maskarze SEDUCTION CODES N°2 uzyskasz efekt podkręconych rzęs w kilka sekund. W jedną chwilę uzyskasz efekt sztucznych rzęs!
Specjalnie wyprofilowana szczoteczka, podkręca rzęsy i dokładnie rozprowadza na nich tusz, dzięki czemu nie musisz martwić się o grudki czy posklejane rzęsy. Astor Seduction Codes No 2 Volume & Curve Mascara Black to ultra pogrubione i idealnie podkręcone rzęsy. Szczoteczka wyprofilowana tak, aby pokryć nawet najmniejsze rzęsy.
Tusz do rzęs Astor Seduction Codes No 2 Volume & Curve Mascara Black jest odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe.

Składniki: AQUA/WATER/EAU, PARAFFIN, CERA ALBA/BEESWAX/CIRE D'ABEILLE, STEARIC ACID, PVP, CETYL ALCOHOL, PROPYLENE GLYCOL, ARGININE, POLYSORBATE 20, COPERNICIA CERIFERA CERA/COPERNICIA CERIFERA (CARNAUBA) WAX/CIRE DE CARNAUBA, SYNTHETIC WAX, PANTHENOL, TALC, CANDELILLA CERA/EUPHORBIA CERIFERA (CANDELILLA) WAX/CIRE DE CANDELILLA, PHENOXYETHANOL, OZOKERITE, CAPRYLYL GLYCOL, HECTORITE, SIMETHICONE, MICROCRISTALLINA CERA/MICROCRYSTALLINE WAX/CIRE MICROCRYSTALLINE, TOCOPHERYL ACETATE, ACRYLATES/CARBAMATE COPOLYMER, HDI/TRIMETHYLOL HEXYLLACTONE CROSSPOLYMER, COLLAGEN, POLYETHYLENE, HYDROLYZED KERATIN, SODIUM SULFATE, POTASSIUM SORBATE, SILICA, SODIUM BENZOATE, [May Contain/Peut Contenir/+/-: CARMINE (CI 75470), CHROMIUM HYDROXIDE GREEN (CI 77289), CHROMIUM OXIDE GREENS (CI 77288), FERRIC FERROCYANIDE (CI 77510), IRON OXIDES (CI 77491, CI 77492, CI 77499), MICA, TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), ULTRAMARINES (CI 77007)].

Tusz Astor Seduction Codes N°2 Volume&Curve testowany okulistycznie.

Tusz jest nam podany w dosyć sporym, opakowaniu 3D, że tak powiem :) Wzory geometryczne, jak i te koronkowe, które w piękny sposób zdobią tubkę, są uwypuklone, naniesione za pomocą czegoś, przypominającego bezbarwny klej lub silikon. Wyczuwalne pod palcami, dosyć ciekawe uczucie... ale to tylko etykieta, która po pewnym czasie, u mnie po 3 tygodniach, zaczyna powoli się odklejać w miejscach łączenia. Natomiast same wzorki, zresztą jak i napisy, pozostają bez skazy - nie złuszczają się, nie ścierają, nie odpadają, dzięki czemu tubka nadal wygląda jak nowa.
Tubka zawiera 10,5 ml tuszu, mieści na sobie również krótkie info dotyczące produktu, między innymi termin ważności wynoszący 12 miesięcy od momentu otwarcia.

Kobiece, romantyczne, piękne, a zarazem ciekawe opakowanie to nie koniec zalet. Na szczególną pochwałę, według mnie, zasługuje szczoteczka. Nie jest wielka, ani też za mała, według moich upodobań i preferencji - wręcz idealnej wielkości. Formą też zachwyca - świetnie wyprofilowana, delikatnie wygięta, jak to w tuszach podkręcających, podwijających rzęsy zazwyczaj bywa.
Ma gęsto rozmieszczone elastyczne włoski różnej długości, dzięki czemu idealnie pokrywa nawet te najmniejsze rzęski, z łatwością docierając nawet do trudno dostępnych miejsc. Szczoteczka fantastycznie " rozczesuję ", rozdziela rzęsy, dzięki czemu wyglądają nadzwyczajnie naturalnie.
Szczoteczka została umieszczona na dosyć długim trzonku, który dodatkowo pozwala na większe manewry i sprawia, że malowanie rzęs jest prawdziwą przyjemnością.

Maskara ma intensywny, kruczoczarny kolor, który uwidacznia moje jasne rzęsy już po jednym pociągnięciu szczoteczki. Zapach określiłabym jako neutralny, jest bardzo delikatny, niemal niewyczuwalny, jak się " przywąchać ", można wyczuć specyficzną woń - pachnie typowym tuszem do rzęs :)
Konsystencja początkowo jest trocha rzadka, ale nie płynna. Przez pierwszy tydzień maskara powoli gęstniała, zapewniając jedynie fajny, czarny kolor rzęsom i wystarczająco dobry efekt, choć bez rewelacji... Po tygodniu, a potem tak z dnia na dzień, konsystencja stawała się coraz fajniejsza, aż w końcu, po dwóch tygodniach " dojrzała "!

Metamorfozę, którą oferuje moim rzęsom Seduction Codes N°2 Volume&Curve Mascara, możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu. Pierwsze ujęcie - bez tuszu, no cóż... nie mam się czym pochwalić - rzęsy krótkie, cienkie, jasne, niemal zupełnie niewidoczne... NIJAKIE! A więc i spojrzenie jakieś takie niewyraźne, oczka małe, smutne i takie " blade "... :) 
Ale wystarczy jedna warstwa tuszu, a spojrzenie natychmiastowo nabiera wyrazistości. Zdjęcia robiłam w różnych okresach, więc oświetlenie trocha się różni, ale po za tym efekt i tak widać.
Na dolnym ujęciu mam już dwie warstwy tuszu, było robione w drugim tygodniu stosowania, czyli dwa tygodnie po otwarciu. Co tu dużo mówić - efekt rzeczywiście fenomenalny! A wiecie że teraz jest jeszcze lepszy? Dziś minął trzeci tydzień - tusz nabrał właściwej konsystencji, na efektach to również się odbiło, już pokazuję najnowszą aktualizację... :)

Na rzęsach mam TYLKO JEDNĄ warstwę tuszu! Tak, właśnie tak go stosuję, druga warstwa jest zbędna, lub zarezerwowana na wieczorowe wyjścia - efekty po niej są rzeczywiście spektakularne. 
Szczoteczka idealnie i równomiernie pokrywa rzęsy tuszem, dociera nawet do tych najmniejszych, perfekcyjnie je rozdzielając. Nie odbija się na powiekach, nie tworzy grudek, początkowo, gdy była jeszcze rzadka, odrobinę je sklejała, ale potem problem zniknął. Ładnie podwija, wydłuża i pogrubia rzęsy, wizualnie je zagęszczając - sprawia, że moje rzęsy już po jednej warstwie wyglądają perfekcyjnie. Szybko wysycha na rzęsach, nie usztywnia ich, nie skleja. Maskara nie kruszy się, ani nie rozmazuje w ciągu dnia, nawet przy wysokich, bardzo wysokich, temperaturach, zostaje nienaruszona, a więc o efekt pandy w czasie upałów możecie się nie martwić ;) Maskara nie podrażnia oczu, nie uczula, jest błyskawiczna i łatwa w użyciu oraz praktyczna.

Cena - 20 - 50 zł - widzę że obecnie obowiązują na nią promocje w niektórych sklepach.

Dostępność - SuperPharm, Rossnett, Dayli, Hebe oraz inne drogerie, w tym internetowe.

Podsumowując...

Jestem bardzo miło zaskoczona efektami oraz jakością tuszu Seduction Codes N°2 Volume&Curve! Z pewnością mogę teraz zaliczyć go do swoich ulubieńców, bowiem oferuje wspaniałe efekty na rzęsach, jest trwały, nie tworzy grudek, nie obsypuje się. Dodatkowo wyznacza się ciekawym, bardzo kobiecym designem, cudowną szczoteczką, która perfekcyjnie dopasowuje się do moich oczu, świetnie podwija, pogrubia i zagęszcza rzęsy. A przy tym jest błyskawiczna i zupełnie bezproblemowa w użyciu. 
Piękne rzęsy w kilka sekund? Tak! To możliwe! Seduction Codes N°2 Volume&Curve Mascara upiększa spojrzenie i nadaje mu wyrazistości w trybie natychmiastowym! Oczarujesz wszystkich wokół swym zalotnym spojrzeniem - przekonaj się sama :)

Znacie tusze Astora, które są Waszymi ulubieńcami?
A może wypróbowaliście Seduction Codes N°2 Volume&Curve?
Jak u Was się spisuje? Podobają się Wam efekty na moich rzęsach?
Udanego odpoczynku Kochane :*
                                  

środa, 7 stycznia 2015

Urodzinowe Rozdanie - 3 lata bloga Dobre Dla Urody :)

Witajcie Słoneczka :)
Dziś cały dzień wydaje mi się poniedziałkiem - fajne są te powroty do rzeczywistości w środku tygodnia :)
Wraz z nadejściem Nowego Roku, nowego tygodnia, podjęcia nowych wyzwań, spotkało mnie dwa wspaniałe wydarzenia.
Pierwsze z nich jest dla mnie zupełnym, ale jakże przyjemnym i pozytywnym zaskoczeniem - blog Dobre Dla Urody znalazł się w rankingu Najpopularniejszych polskich blogów kosmetycznych 2015 sporządzanym każdego roku przez Lusterko Em.
Bardzo dziękuję, Lusterku za wspaniałe wyróżnienie, jak i Wam, moim obserwatorom - przyczyniliście się do spełnienia tego marzenia ♥ 
Drugie, niemniej ważne, wydarzenie, to 3 URODZINY bloga!!! A więc zapraszam na... :)

Z perspektywy czasu wiem, że założenie bloga było jedną z najwspanialszych decyzji w moim życiu!
Dzięki blogowaniu poznałam wiele wspaniałych osób, z którymi łączy mnie przyjaźń i serdeczne relacje. Blogowanie, pisanie, "kontakt " z Wami - jest dla mnie swoistą szkołą życia, w pełnym znaczeniu tego słowa, dzięki której nie tylko doskonalę się, ale też wiele nowego się uczę, zdobywam nowe umiejętności i nawyki, pozytywnie wpływające na moje życie prywatne, jak i zawodowe.
Kocham to! Kocham Was! I bardzo dziękuję za Waszą obecność, wsparcie, motywację, pozytywne emocje, którymi mnie obdarzacie oraz ciepłe ( i też krytyczne ) słowa, których mi nie oszczędzacie :)
Jak są urodziny, to muszą też być prezenty! W Urodzinach blogowych jest inaczej - prezent należy się Wam, zresztą to dzięki Wam odhaczam kolejne lata pełne radości :)
Jako nagrodę przygotowałam miks kosmetyków, które pozwolą zadbać o urodę każdej kobiety!
Nie zabrakło produktów do pielęgnacji włosów, ciała i twarzy, a także smakołyku do usteczek ( uwielbiam LipSmackery! ) oraz upiększacza do paznokci :)
Mam nadzieje, że nagroda Wam się spodoba, oczywiście kosmetyki są nowe, fabrycznie zapakowane!
Zapraszam do zabawy! Może to właśnie Ty staniesz się posiadaczką tych cudeniek :)

Przed udziałem przeczytaj koniecznie Regulamin zabawy:

1. Zabawa jest organizowana na blogu Dobre Dla Urody.
2. Nagroda jest jedna, a fundatorem nagrody jestem ja.
3. Nagrodą w zabawie jest zestaw kosmetyków widoczny na zdjęciu:
  • Dr Irena Eris Cleanology Peeling enzymatyczny do cery suchej i wrażliwej
  • Mrs.Potter's Odbudowa i nawilżanie Intensywna odżywka bez spłukiwania
  • Farmona Radical Serum ziołowo-witaminowe do włosów zniszczonych i wypadających
  • Celia de Luxe Oczyszczanie Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu
  • Yves Rocher Beaute des Mains Nawilżający krem do rąk
  • Sunniva Med Masło kakaowe łupane (Theobroma Cacao)
  • Astor Lacque DeLuxe Długotrwały lakier do paznokci
  • Bonne Bell Lip Smacker Balsam do ust o smaku Sprite
  • For Your Beauty Szczoteczka do twarzy.
4. Zabawa trwa od dziś - 7 stycznia do 26 stycznia ( włącznie ) 2015 roku.
5. Wśród wszystkich zgłoszeń, za pomocą maszyny losującej, wybiorę osobę, która otrzyma nagrodę.
6. Wyniki zabawy zostaną opublikowane na łamach bloga w ciągu 5 dni od momentu jej zakończenia.
7. Zabawa jest przeznaczona dla wszystkich publicznych obserwatorów bloga Dobre Dla Urody.
8. Warunki konieczne do udziału w zabawie:
  • bycie publicznym obserwatorem bloga Dobre Dla Urody
  • w komentarzu wyrazić chęć udziału w zabawie oraz wpisać nick, pod którym obserwujesz blog Dobre Dla Urody
  • opcjonalnie - zamieścić baner u siebie na blogu lub udostępnić go na swoim profilu facebookowym wraz z linkiem kierującym do notki konkursowej - dodatkowo + 1 los
9. Nagrodę wysyłam w ciągu 4 dni roboczych od momentu otrzymania danych adresowych - tylko na terenie Polski!
10. Niedotrzymanie któregokolwiek z punktów regulaminu dyskwalifikuje uczestnika z udziału w zabawie i odbiera prawo do otrzymania nagrody - poprawność zgłoszeń będzie weryfikowana.
Wzór poprawnego zgłoszenia:
Obserwuję blog Dobre Dla Urody jako...... ( nick )
Wyrażam chęć udziału w zabawie .... ( słów kilka od siebie )
Udostępniłam banerek + 1 los .... ( link )

Kochane, można zdobyć łącznie 2 losy!
1- den za dodanie zgłoszenia oraz wpisanie nicka pod którym obserwujecie bloga,
2-gi, dodatkowy, za udostępnienie banera z linkiem do niniejszego rozdania :)

Zapraszam serdecznie do zabawy!!!
Trzymam kciuki i życzę  powodzenia :*
                                                                                          

piątek, 11 stycznia 2013

Pożegnane w grudniu - denko ;)

Witajcie Słoneczka ;)
Tak, tak, postanowiłam robić podsumowania swoich zużyć, tak bardzo uwielbiam oglądać Wasze denka, że pomyślałam, może dobrze będzie pokazać też swoje ;)


Oto moje zużycia z miesiąca grudnia, nie każdy kosmetyk był " poczęty " w grudniu, ale w nim skończył się, nawet po latach ( perfumy :)).


Clarena Diamond Night Essence Diamentowa odmładzająca esencja na noc 50 ml, moje wielkie zauroczenie! Uwielbiałam ją stosować, wyznaczała się wspaniałym i skutecznym działaniem, pięknym zapachem i " diamentowym " rozświetleniem skóry, mikro drobinki pyłu diamentowego sprawiały, że o poranku moja skóra wyglądała wypoczęta i rozpromieniona.
Czy kupię ponownie - TAK!!!



AA Intensive Therapy Żel modelujący sylwetkę 150 ml, który stosowałam bardzo długo, z przerwami oczywiście, obietnicy wyrzeźbionego ciała nie spełnił, ani efektów liposukcji nie zapewnił, ale dobrze nawilża, wygładza, ujędrnia, większych efektów brak. Choć na początku byłam bardzo systematyczna w jego stosowaniu. Dodam, że nie jest to typowy żel, tylko raczej lekki krem, bądź emulsja, zapach ma świeży i bardzo przyjemny, czy wrócę do niego ponownie - Może...



Ziaja Ulga dla skóry wrażliwej Kremowy olejek myjący do twarzy i ciała 200 ml, ciekawy kosmetyk, choć nie jest typowym olejkiem, nie, jest to emulsja, owszem bardziej " treściwsza " od zwyczajnej, ale fajnie sprawdził się, był tez mega wydajny. Dobrze radził sobie nawet ze zmywaniem mocnego makijażu, nie podrażnia, nie wysusza skóry, zostawia na niej lekki film ochronny, jedynie co mi nie odpowiadało, to zapach, taki trocha nijaki, dziwny... ale działanie świetne, wydajność bardzo wysoka  i cena niska.
Czy kupię ponownie - Może...



Tołpa Planet of Nature Regenerujący krem-koncentrat do rąk 75 ml mój wielki ulubieniec do pielęgnacji rąk, lekki koncentrat o świetnym działaniu i w niskiej cenie, ja go kupowałam w tradycyjnej, ale czytałam na blogach, że są świetne promocje, gdzie można go kupić za kilka złotych. Nie natłuszcza, doskonale nawilża, uelastycznia skórę, może nie jest mega odżywczy, ale na dzień spisuje się idealnie, dobry skład!
Czy kupię ponownie - TAK!

Argile Provence Pasta do zębów Pomarańczowa 75 ml, naturalna pasta do zębów z ekstraktem z pestek Grapefruita, Xylitolem i Sorbitolem ( cukrami roślinnymi ), zakupiona w sklepie Biolander, którą stosowała na początku cała moja rodzinka, a później już tylko ja, bo ma posmak grejpfruta, z delikatną goryczką, choć na początku wyczuwalne pomarańcze i mandarynki, sama słodycz. No i zawieruszyła mi się, aż przy porządkach przedświątecznych odnalazłam i zużyłam do końca - fajna bardzo! Szczegółowa recenzja tu .
Czy kupię ponownie - TAK!



Orientana Maska z naturalnego jedwabiu na twarz - Algi filipińskie i Aloes która bardzo mi przypadła do gustu. Wspaniałe działanie i bardzo fajny skład, bezproblemowa aplikacja i zadziwiające efekty, u mnie, na mojej mieszanej skórze z tendencją do świecenia się, zdała egzamin całkowicie - ślicznie pachnie i zapewnia trwałe efekty. Szczegółowa recenzja tu
Maseczce tej mówię - TAK

BeBeauty Odżywiająca Sól do Kąpieli Spa Miód & Mleko 600 g, sól na którą narobiliście mi smaku, czytając recenzje kosmetyków z Biedronki, byłam tak ciekawa, ze skusiłam się, skład niefajny, ale zapach bardzo przyjemny, nie podrażnia, nie uczula, nie wysusza nawet skóry, a kosztuje kilka złotych! Szczegółowa recenzja tu.
Czy kupię ponownie - Może...

L`Oreal Professionnel Serie Expert Absolut Repair Cellular Szampon regenerujący włosy bardzo uwrażliwione 250 ml, jeden z moich ulubieńców, moje włosy lubią profesjonalne kosmetyki, choć są bazowane głównie na chemii, nic na to nie poradzę :) Szampon jest bardzo wydajny, świetnie pieni się, malutka porcja wystarcza na umycie moich włosów, wygładza i zmiękcza je, nie wysusza, choć mam farbowane, nie usztywnia, sprawia, ze mniej przetłuszczają się, zapach bardzo przyjemny i miły - uwielbiam go!
Zużywałam na prawdę bardzo długo, jest jakiś niewykanczalny :)
Czy kupię ponownie - TAK!



Chanel No 5 perfumy 100 ml musiałam do nich dojrzeć, czekały na mnie 2 lata w schowku, a kolejne dwa lata je zużywałam, smakowałam, przyzwyczajałam się, " rozgryzałam ". Używałam z reguły na wieczorowe wielkie wyjścia, lub na noc, zamiast piżamki :) I już gdy do niego tak bardzo przyzwyczaiłam się, zobaczyłam pusty flakon... co za smutek. Na początku uważałam ze pachnie tak dojrzale, nie jest dla mnie, lecz dla jakiejś starszej wyempacynowanej kobiety, ale to tylko złudzenie, bo po " dotarciu się " do niego, poczułam jak uzależnia, otwiera się na skórze w nadzwyczajnie magiczny sposób, pachnie za każdym razem inaczej, " po swojemu " ♥
Czy kupię ponownie - TAK!!!!


Garnier Mineral Clean Sensation Fresh Skin - roll-on antyperspirant w kulce 50 ml, czy 48 godzin chroni, to nie wiem, bo tyle czasu bez prysznica bym nie wytrzymała, ale jest fajny i skuteczny, przez cały dzień i wieczór chroni, nie wliczając bardzo mocnego wysiłku, nie podrażnia, jest łagodny, nawet od razu po goleniu, nawilża i nie zostawia śladów na ubraniach. Wydajność dobra, ale nie najlepsza, zapach przyjemny, ale intensywny, czuje go mimo aplikacji perfum, podoba mi się też opakowanie, poręczne i ładne.
Czy kupię ponownie - Może...


BeBeauty Foot Expertiv Balsam do stóp intensywnie nawilżający 75 ml zakupiony w Biedronce, zawiera kwasy owocowe AHA, szałwię i alantoinę. Ciekawe ma działanie, i jak za takie mizerne pieniądze, bo coś ok 3 zł za niego płaciłam, czy nawet mniej, jest bardzo dobry! Ma śliczny cytrynowy zapach, trocha chemiczny, ale nie jest nieprzyjemny, lekką konsystencję, szybko wchłania się i nie pozostawia tłustej warstewki na skórze. Dobrze wygładza i nawilża skórę stóp, ale z mocno przesuszoną juz sobie nie poradzi tak dobrze.
Czy kupię ponownie - TAK


Lady`s Nails Cosmetics - SPA Mask Cream Lavender & Wildflower maska krem do stóp 30 g, zawładnęła nie tylko moimi stopami, ale również upodobaniami i zmysłami, pachnie cudownie, działa obłędnie i jest bardzo wydajna!!! Nie będę się rozpisywać, dla zainteresowanych - recenzja tu.
Temu cudeńku mówię - TAK!!!


Olay Total Effects odmładzający krem pod oczy 15 ml, jest rewelacyjny!!! Doskonale wygładza, nawilża, regeneruje, ma lekki, beżowy kolor i działa niczym lekki korektor, zawiera dużo mikroskopijnych drobinek które odbijają światło i sprawiają, że wszystkie cienie pod oczami stają się niewidoczne.
Nie jest tłusty, szybko wchłania się i natychmiastowo działa, ale przy regularnym stosowaniu daje jeszcze lepsze efekty, mój wielki faworyt w swojej dziedzinie - po prostu świetny! I bardzo wydajny!!!
Czy kupię ponownie - TAK!!!


Astor Big & Beautiful BOOM! Volume Mascara tusz dodający objętości 12 ml, co do niego mam mieszane uczucia, jest fajny, ale nie najlepszy. Szczoteczka świetna, choć bardzo duża, włoski dosyć długie, więc umalowanie się nim wymaga najpierw przyzwyczajenia i wprawy, później już jest dobrze :)
Ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy, ale nie zapewnia aż tak spektakularnego efektu, jak się spodziewałam. Opakowanie ładne, wydajność średnia, nie tworzy grudek, nie skleja rzęsy, ładnie je rozczesuje i rozdziela.
Ogólnie podoba mi się, ale można kupić o wiele lepsze, wydajniejsze i tańszym kosztem.
Czy kupię ponownie - NIE


Styx Naturcosmetic Balsam do pielęgnacji ust Rose Garden 10 ml, balsam który zaskoczył mnie nie tylko skutecznym działaniem i bardzo przyjemnym stosowaniem, ale i strasznie wysoką wydajnością, nie sądziłam że termin ważności, 6 miesięcy po otwarciu balsamu,  u mnie się sprawdzi, jak za zwyczaj balsam wystarczał na górę 2 miesiące, czasami stosuję tylko błyszczyk lub pomadkę, szminki, balsam stosowałam raz, dwa razy dziennie, czasami też o nim zapominałam, stosowałam inny,  przetrwał ponad 6 mies.! Jest cudny, barzdzo wydajny, bardzo! Więcej o tym cudeńku przeczytacie w recenzji o tu
Balsam u mnie na - TAK!!!

No i tak wyglądają pożegnane w grudniu kosmetyki, większość bardzo lubiane, i z pewnością do nich jeszcze wrócę, ilość wykrzykników przy każdym produkcie odzwierciedla mój zachwyt, ten większy i mniejszy :)

Czy znacie któreś z powyższych produktów, co o nich sądzicie? Jakie Wasze zdanie na ich temat?
Życzę Wam wspaniałego weekendu!!!
Buziaki ;*