Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwas glikolowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwas glikolowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 stycznia 2015

Le`Maadr Laboratoires A Glikolowy 15% peeling - kwas po raz drugi!

Witajcie Słonka :)
Swoją pierwszą przygodę z kwasem glikolowym rozpoczęłam rok temu. Podkuszona pozytywnymi opiniami na temat kuracji z jego użyciem, postanowiłam wypróbować. Była to bardzo przyjemna znajomość, zarówno podczas pierwszej, jak i drugiej kuracji, którą przeprowadzałam wiosną. Swój pierwszy, jak i drugi, raz przeszłam z 12% peelingiem glikolowym Le`Maadr A , klikając na tytuł przekierujecie się do jego recenzji ;)
Tym razem postanowiłam nieco podnieść poprzeczkę...

Produkt niby ten sam, ale nie zupełnie...
Marka Le`Maadr Laboratoires ostatnio poszerzyła swój asortyment o ciekawe nowości kosmetyczne, wśród których znalazł się również Glikolowy 15% peeling.
Porównując z poprzednikiem, różnica wydaje się być niewielka, ale, jak zdążyłam już się przekonać, 3% więcej kwasu, to jest COŚ!
Zaplanowaną kurację przeprowadziłam przed świętami, czyli na chwilę obecną jestem już 3 tygodnie po...
Jak się sprawdził ten peeling, jakie efekty zapewnia i czym się różni od 12% - towego, dowiecie się już za chwilę :)

Słów kilka od producenta

Specjalistyczny preparat z 15% kwasem glikolowym zapobiegający i likwidujący objawy starzenia się skóry:
  • Efektywne działanie złuszczające powierzchniowej warstwy rogowej naskórka;
  • Wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej poprzez pobudzanie aktywności fibroblastów;
  • Zmniejsza głębokość zmarszczek.
Najlepsze efekty uzyskuje się stosując produkt przez 2-3 tygodnie. Przez pierwsze 2-3 dni, najlepiej wieczorem, nałożyć cienką warstwę preparatu i pozostawić ją na skórze na 5 minut. Następnie zmyć płynem micelarnym Le’Maadr lub wodą. Stopniowo wydłużać codziennie czas aplikacji do 15 minut. Po zmyciu preparatu nałożyć krem nawilżający. W ciągu dnia pod makijaż zastosować krem z wysokim filtrem SPF.

W czasie stosowania preparatu może się pojawić lekki rumień, uczucie mrowienia i delikatnego pieczenia.
Złuszczenie skóry następuje po kilku dniach, jest uzależnione od typu i rodzaju skóry. Serię zabiegów można powtarzać 2-3 razy w roku.
Peelingu nie należy stosować przy aktywnym trądziku pospolitym, przy zmianach ropnych, rozszerzonych naczynkach, cerze alergicznej, na skórę podrażnioną promieniami słonecznymi, po depilacji woskiem i zabiegach elektrolizy.
Jeśli pojawi się silne podrażnienie skóry należy przerwać stosowanie preparatu!

Składniki: Aqua, Glycolic Acid, Paraffinum Liquidum, Arginne, Cetearyl Alcohol/Cetearyl Glucoside, Polyacrylamide/C13-14 Isoparaffin/Laureth-7, Glycerin, Cetyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Hydroxide, Cera Alba, Phenoxyethanol/Ethylhexylglycerin, Parfum.

Produkt został przebadany dermatologicznie.
Nie zawiera parabenów.

Peeling jest podany w przyjemnej dla oka, a jednocześnie praktycznej w użyciu, elastycznej tubce, o pojemności 40 ml, zakręcanej szerokim, twardym korkiem, na którym stabilnie stoi. Dzięki pionowej pozycji kosmetyk ciągle spływa ku otworowi, ułatwiając tym samym jego wydostanie. Otwór dozujący jest mały, ale dobre nim dawkuje się peeling - nie za dużo, niezbyt mało.
Tubka dodatkowo jest zapakowana w tekturowe pudełko utrzymane w tychże szatach graficznych - całość prezentuje się bardzo delikatnie i ładnie, podoba mi się.
Na opakowaniu znajdziemy wszystkie niezbędne informacje dotyczące produktu, w tym sposób użycia oraz termin ważności - 12 miesięcy od momentu otwarcia.

Peeling ma kremowo-żelową, średniej gęstości, konsystencję oraz półtransparentny, biały kolor z lekkim połyskiem. Przypomina nieco maść, z łatwością rozprowadza się po twarzy, więc nie ma problemu z nałożeniem równomiernej warstewki w ciągu kilku sekund, zwłaszcza, że szybkość w jego przypadku ma znaczenie :)
Zapach trocha specyficzny, ale przyjemny, dobrze wyczuwalny podczas aplikacji, w trakcie działania ... też, ale przestaje to mieć znaczenie :) Dlaczego? Szczypie tak, że moje myśli koncentrują się jedynie na odliczaniu każdej minuty utrzymania go na skórze.

Peeling nakładałam wedle zaleceń producenta, na suchą, dobrze oczyszczoną skórę twarzy, omijając jedynie okolice oczu. Dodam, że peeling można stosować wyłącznie miejscowo, tylko na problematyczne obszary twarzy, ( np. strefa T, policzki, broda... ) - w zależności od potrzeb i kondycji skóry. Ja stosowałam na całą twarz, ze względu na jej stan - mocno przetłuszczająca się, rozszerzone pory, niedoskonałości, pryszcze tu i tam... Nie oszczędzałam nawet policzków, na których mam drobne naczynka, szkody peeling im nie wyrządzał więc nakładałam go w ten sposób przez całą, 3 tygodniową, kurację.
Kwas glikolowy wyznacza się wysoką zdolnością wnikania w głąb skóry i ma bardzo silne właściwości złuszczające. Pod wpływem jego działania zrogowaciała warstwa naskórka w subtelny sposób złuszczała się, dzień po dniu ukazując coraz piękniejszą, gładszą, bardziej jednolitą skórę - niesamowity!
Efekty 3 tygodniowej kuracji - tuż po zmyciu ostatniej porcji peelingu
Zdjęcie było robione wieczorem, bo tylko wtedy go stosowałam, przy zimnym, halogenowym oświetleniu, bez lampy błyskowej. Połysk, który widzicie, pojawiał się na skórze po każdym zmyciu peelingu już po 2 tygodniach codziennego stosowania :) Nie został spowodowany oświetleniem, lecz jest efektem skutecznego złuszczania glikolowym 15% peelingiem Le`Maadr. Oczywiście znikał po zaaplikowaniu kremu nawilżającego, ale chciałam pokazać Wam, jak wygląda skóra tuż po zmyciu peelingu.
Po każdym zmyciu wodą była trocha zaczerwieniona, zwłaszcza na policzkach i nosie, ale stawała się idealnie gładka, miękka, czysta - aż " piszczała " z  tej czystości :) Pory i zmarszczki mimiczne po prostu... znikały! Po spłukaniu i osuszeniu skóry, przecierałam ją micelem i nakładałam kosmetyki pielęgnacyjne, zazwyczaj olejek, czasem krem.
Efekt WOW nie przyszedł jednak tak gładko i bezboleśnie, jak mogłoby się wydawać...

Peeling, w porównaniu z 12%, bardzo piekł i szczypał podczas stosowania. Gdy stosowałam glikolowy 12% -owy peeling, delikatne szczypanie czułam tylko przez kilka sekund po nałożeniu, w przypadku 15% peelingu - nie mogłam wytrzymać tych 5 minut przez pierwsze dni. Później skóra nieco się przyzwyczaiła, pieczenie i szczypanie nie było aż tak dokuczliwe, ale po 5 minutach nasilało się. Maksymalny czas aplikacji wynosi 15 minut, ja nie przekraczałam 10, nie dałam rady - odliczałam każdą minutę, nie mogłam niczym siebie zająć, bo uczucie mrowienia było bardzo intensywne, czułam się bardzo niekomfortowo i nieprzyjemne...
Wytrwałam jednak do końca, ponieważ peeling nie powodował u mnie żadnych niepożądanych efektów. Nie podrażniał, nie uczulał, nie tworzył strupów ani suchych skórek - po zmyciu go ze skóry, pieczenie i szczypanie znikało natychmiastowo.
Sam proces złuszczania odbywał się w dosyć " niewidoczny " sposób, martwy naskórek schodził delikatnie, bez wysuszenia skóry na wiór i bez tworzenia tak zwanej " masakry " na twarzy, Nie zaobserwowałam żadnych odstających skórek, jedynie podczas nakładania kremu, pod palcami wyczuwałam, jak " skóra schodzi ":)

Cena - 79 zł / 40 ml

Dostępność - Super-Pharm, wybrane apteki stacjonarne oraz internetowe - więcej szczegółów na InfoPlus.

Podsumowując...

Na dzień dzisiejszy mija trzeci tydzień od momentu zakończenia kuracji - efekty utrzymują się naprawdę bardzo długo!
Moja skóra lepiej chłonie kosmetyki pielęgnacyjne, nawet olejki wnikają w nią znacznie szybciej, nie pozostawiając po sobie tłustej warstewki, jak to zazwyczaj bywa. Dodatkowo 15% peeling glikolowy skutecznie wyeliminował zaskórniki, zwalczył niedoskonałości oraz usuną zanieczyszczenia.
Peeling znacząco poprawił wygląd mojej skóry, ujednolicił jej koloryt, odblokował pory oraz przyczynił się do ich zmniejszenia, spłycił zmarszczki oraz wygładził linie mimiczne ( szczególnie czołowe ).
Nie było lekko, ale efekty zdecydowanie są tego warte!
Dla cer wrażliwych nie polecam, zdecydowanie lepszą opcją będzie wersja 12% ( jest naprawdę łagodny ). Natomiast jeśli jesteś posiadaczką skóry mieszanej lub tłustej, zanieczyszczonej, porowatej... - Le`Maadr A Glikolowy 15% peeling warto wypróbować!

Znacie produkty Le`Maadr Laboratoires?
Stosowaliście peeling glikolowy?
A może macie innych ulubieńców w ofercie marki?
Udanego weekendu Wam życzę :*
                                                                                         

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Moje kosmetyczne, i nie tylko, odkrycia 2013 roku

Witajcie Słoneczka :)
Świąteczny czas i przednoworoczne przygotowania nie motywują mnie do pisania recenzji, zacznę je pisać już w nowym, 2014 roku, a także przedstawię Wam swoich ulubieńców, zarówno tych z całego roku jak i z grudnia, denko grudniowe też muszę podsumować i sfotografować... ;)
Dziś zapraszam Was na luźny post, w którym pokażę, i w kilku słowach opiszę, produkty, które odkryłam dla siebie w 2013 roku.


Są to produkty, które najbardziej utkwiły w mojej pamięci, te, które darowały mi przyjemność podczas stosowania, te, które okazały się miłym zaskoczeniem, zadziwiły efektami i działaniem - jednym słowem, a raczej dwoma, warte uwagi ;)


Zao Make-Up Organic naturalne, organiczne kosmetyki do makijażu odkryłam całkiem przypadkowo, skuszona pięknymi opakowaniami i rewelacyjnym składem, zdecydowałam się wypróbować - pierwszym moim kosmetykiem był Puder matujący, tak bardzo przypadł mi do gustu, że zakupiłam kolejny okaz - Puder Brazujący, a potem już " apetyt " na nie mi się wzmożył, służyły, i służą mi genialnie, były maskary, błyszczyki, korektor, cień perłowy, róż do policzków...
Teraz nie muszę kupować całych opakowań, tylko wymienne wkłady z wybranymi odcieniami kosmetyków do kasetek i do obudowy szminki/korektora ;) Jedynie tusze i podkłady nie mają wymiennych opakowań, mam ochotę też na ich pędzle do makijażu ;)


Zestaw Nail Tek II świetnie odbudował i wzmocnił moje płytki, paznokcie dzięki tym odżywkom stały się naprawdę nie do zdarcia ;) Teraz już co jakiś czas je nakładam, nie systematycznie, ale i tak sprawują się genialnie, żadna inna odżywka, jak na razie, nie pomogła mi tak skutecznie jak ten duet!


Oleje naturalne, to chyba jedno z największych, i licznych, odkryć tego roku, nie będę wyodrębniać jednego, ponieważ wszystkie te, które stosowałam, spisywały się świetnie, nie wiem, dlaczego przez tyle lat uważałam, że oleje naturalne są nieodpowiednie dla mojej twarzy, ciała, włosów, na szczęście to błędne myślenie zostało pokonane racjonalnym, a po pierwszej próbie byłam tak zaskoczona, że z czasem uzbierałam niezłą kolekcję olejów :) Kiedyś Wam ją przedstawię i opiszę, może i Was przekonam ;)


Kosmetyki Balea - zdecydowanie hit roku ;) Ciesze się, że mogłam je odkryć, są cudowne! Głównie stosowałam żele, żaden z nich mnie nie rozczarował, jedne zapachy bardziej mi odpowiadały, inne mniej, ale każdy z nich zapewniał przyjemność i spełniał swoje zadanie na 5+, szampon i odżywka Mango + Aloe Vera moim włosom służyły genialnie, żadnej plątaniny, przesuszenia, podrażnienia skóry głowy... włosy pełne blasku, witalności, miękkości... a ten zapach! Cudeńka! Mgiełka zachwycająco pachnie i jest trwała, balsam po depilacji ( zapomniałam go tu umieścić ) też świetnie sobie radzi, jedynym, nie do końca właściwym okazał się rozświetlający balsam do ciała, nie nie, działanie fajne, tylko zonk z zapachem, miał być egzotyczny, a okazał się czekoladowy ;)


EpilFeet kwasowe skarpetki odkrycie roku chyba nie tylko dla mnie ;) Cudowny wynalazek, który pomaga zadbać o stopy nie tylko pielęgnacyjnym leniuszkom, lecz także osobom, które regularnie dbają o swoje stopy - porządne złuszczanie, gładka, miękka, delikatna dzidziusiowa skóra gwarantowana ;)


Kosmetyki Ahava były dla mnie totalną nowością, jednak każdy z tych, które stosowałam, zachwycił skutecznym działaniem i przyjemnością podczas stosowania, świetne zapachy, bardzo fajne składy bazujące na wyjątkowej kompozycji minerałów z Morza Martwego - Osmoter, która przyczynia się do poprawy metabolizmu komórkowego oraz ochrony, nawilżenia, odżywienia i regeneracji skóry, obojętnie czy to w okolicy oczu, czy dla dłoni, czy dla stóp, czy dla twarzy - działają świetnie. Chcę więcej!


Ałun naturalny w formie dezodorantu - rozważałam jego zakup od dłuższego czasu, ałun potasowy jest naturalnym kryształem, który ma właściwości adsorpcyjne, całkowicie bezpieczny i hipoalergiczny, ma silne właściwości antybakteryjne, prócz ochrony przeciwpotowej zapewnia skórze komfort, nie podrażnia, nie uczula, pomaga zniwelować zaczerwienienia i podrażnienia po goleniu, goi drobne ranki, tamuje krwawienie, pomaga na wypryski ( stosowany miejscowo ) i niedoskonałości, nawet ugryzienia komarów łagodzi i zmniejsza opuchliznę. Ciesze się że go odkryłam, nie zapewnia mega ochrony przeciw potliwości, jak blokery czy te chemiczne dezodoranty, ale u mnie wystarczająco dobrze spisuje się i ma szeroki spektrum zastosowań.


Kwas glikolowy w końcu poznałam :) A tyle się obawiałam, teraz wiem że bezpodstawnie. Świetnie działa na moją skórę, kuracja nim zapewniła skórze gładkość, miękkość i jędrność, bez drastycznego łuszczenia się, pieczenia, czy innych nieprzyjemnych odczuć, niedoskonałości i drobne zmarszczki mimiczne znikają, a efekty utrzymują się dosyć długo. Raz na pół roku będę go stosować, pomaga odnowić skórę i z pewnością dzięki temu przedłuży jej młody wygląd na dłużej!


Świece i podgrzewacze zapachowe LaRissa, od kiedy je poznałam, zawsze goszczą w moim domu, zapachy są piękne, nawet gdy się nie palą, pachną bardzo intensywnie, po zapaleniu działają cuda, wypełniają całe wnętrze cudnymi aromatami, trwałymi i nadzwyczajnie przyjemnymi, podobają mi się bardziej od słynnych tart, które w moim dużym mieszkaniu zatracają się, a zapach cieszy tylko przej jakiś czas po zapaleniu, potem jest niemal niewyczuwalny.
Cena niska, jakość wysoka - warto je poznać!


Odświeżacze powietrza Aril, najnowsze odkrycie ze wszystkich odkryć! Nie lubię odświeżaczy powietrza, jeszcze żaden, nawet tych drogich marek, nie przypadł mi do gustu, zawsze coś było nie tak, a to " zawiesina " długo się utrzymuje, a to zapach dziwacznie sztuczny, a to śmierdzące wręcz wonie uwalniały, dlatego aromatyzowałam mieszkanie dyfuzorami, świecami, olejkami... Te kupił Wojtas, potajemnie, powiedział że do pracy :) Wystarczył jeden psik, a już za kilka dni była w domu cała kolekcja - to już kolejny zakup, pierwsze zeszły, i wcale nie szybko, są trwałe i wydajne! Zapachy są obłędnie naturalne! Biedronka to ma super ofertę ;) Ciężko polecić jeden z nich, uwielbiam każdy, cenowo - miłe zaskoczenie ;)

I to by było na tyle tych odkryć Kochani, mogłabym przeliczać jeszcze wiele innych cudownych produktów, ale nie ma to zupełnie sensu, nie chcę Was zanudzać, będą jeszcze ulubieńce roku, ale powiem Wam, że ten rok mogę uznać za bardzo udany - miałam tylko jednego, JEDNEGO!, bubla, którego wiele z Was już poznała, a jeśli nie, to poznacie go wkrótce - rekord!

Znacie któryś z powyższych produktów, kosmetyków?
Co znalazło się na Waszych listach odkryć 2013 roku?
Miłego wieczoru Słoneczka ;*

piątek, 6 grudnia 2013

Ulubieńcy Listopada ♥

Witajcie Słoneczka ;)
Jak Wam mijają Mikołajki? Prezenty pod poduszkami były? Na Waszych blogowych profilach facebookowych zaobserwowałam wysyp prezentów, widzę że Mikołaj ma dużo pracy :)
Do mnie oficjalnie jeszcze nie zawitał, aleeeee, u Britycji właśnie dziś wygrałam piękne rozdanie, a i pomocnik Santy przed chwilą podesłał mi maila z bonem prezentowym - zakupy będą! także dla Was, bo widzę że na blogowym liczniku odwiedzin już za niedługo okaże się piękna liczba, okrąglutka - musimy to uczcić rozdankiem ;) Jednak Mikołaj będzie i u mnie, tylko trocha się spóźni ;)
Dziś przychodzę do Was z postem o moich listopadowych ulubieńcach, w kilku słowach opowiem o kosmetycznych faworytach, po które najczęściej i najchętniej sięgałam w ubiegłym miesiącu :)


Oto i one, oczywiście selekcja tych NAJ była ostra, bo mam wielu, o wiele więcej kosmetyków, które zasługują na szczególną uwagę, te jednak w listopadzie okazały się niezastąpione z różnych powodów ;)


Batiste Paisley suchy szampon - nowość, zarówno na rynku, jak i u mnie, unikałam tych szamponów, aż w końcu skusiłam się i teraz nie wyobrażam sobie jakby to było, gdyby go nie było ;) Bardzo przydatny kosmetyk, szczególnie teraz, gdy moje włosy od czapek i niskich temperatur zaczęły intensywniej przetłuszczać się, wyglądają nieświeżo już na następny dzień po umyciu. Mam kilka tych wspaniałych okazów, jednak Paisley był używany w listopadzie najczęściej - zapach wspaniały, połączenie limonki, czarnej porzeczki i grejpfruta z owocowo-kwiatowymi nutami jabłka, maliny, jaśminu, róży i paczuli podbite piżmem, wanilią i karmelem - bardzo mi przypadł do gustu. Wkrótce będzie  recenzja, więc nie rozpisuję się ;)


Alepia Savon Noir Karmel Bio - czarne mydła Alepii uwielbiam i stosuję niemal regularnie od dwóch lat, zmieniam jedynie rodzaje, tym razem postawiłam na Karmel, od tradycyjnego czy eukaliptusowego wyróżnia się tym, że można go również stosować na twarz - po oczyszczaniu skóry tym mydłem na skóra aż " piszczy " z czystości, jest niesamowicie gładka, miękka, cudowna... Żaden peeling z drobinami nie działa tak skutecznie, jak savon noir, skład nadzwyczajnie prosty, całkowicie naturalny, zapach łagodniejszy od tradycyjnego, więcej możecie poczytać o nim, zobaczyć jak wygląda ( miodek! )  w mojej recenzji TU.


Swazi Secrets Mleczko do ciała z Olejem Marula i masłem Shea - jest raczej balsamem, bo konsystencja dosyć treściwa, jak na mleczko, ale wcale nie tłusta! choć w składzie prócz masła Shea i oleju Marula jest jeszcze olej Mongongo i oliwa z oliwek. Oczarował mnie po pierwszym użyciu, nawilża na długo, wygładza, pięknie i subtelnie pachnie cytrusami, nie klei skóry, nie zostawia warstewki, jest bardzo wydajny.... będzie o nim recenzja na naturalnym blogasku :)


N&B 100% Olej z pestek śliwek - olej do pielęgnacji skóry twarzy o właściwościach anti-aging, choć używam go również do paznokci, do dłoni, do stóp i na włosy, przy obecnej pogodzie niezastąpiony :) Zapach ... marcepanowy, ale nie przesłodzony, och, dla fanek tej słodyczy będzie genialnym rozwiązaniem :) Olejek nie natłuszcza ( nawet mojej mieszanej, przetłuszczającej się w strefie T ) skóry, owszem, po aplikacji moja twarz odrobinę świeci się, ale po 5-10 minutach olejek wnika całkowicie, pozostawiając skórę miękką, gładką, pachnącą, doskonale nawilżoną, zregenerowaną, ukojoną... działa cuda, i jest meeeega wydajny - więcej możecie zobaczyć i poczytać w recenzji tego smakołyku TU.


Le'Maadr A glikolowy 12% peeling - bardzo dobrze zrobił mojej skórze, stosowałam go przez 3 tygodnie, dzień w dzień, i właśnie dzięki niemu zmieniłam swoje nastawienie do kwasów, zobaczyłam jak pozytywne zmiany zaszły na mojej skórze, jak ładnie odżyła, jak wszystkie niedoskonałości, zaskórniki, syfki poznikały, a skóra teraz wygląda promiennie, jednolicie, cudownie... aż miło :) Z pewnością będę sięgać po jego " usługi " jeszcze nie raz, a o całej kuracji, o szczegółach dotyczących tego peelingu, przeczytacie w mojej recenzji TU.


Masaki Matsushima Tokyo Smile woda perfumowana - w listopadzie najczęściej gościła na moim ciele, radosny, pozytywny zapach w te chłodne dni cieszył swoją obecnością i napawał pozytywnym nastawieniem, mimo chłodu, czułam się ciepło i przyjemnie ;) Więcej szczegółów o nim przeczytacie w recenzji TU.


Jast Olej ze słodkich migdałów - świetny, 100 % olejek migdałowy którego używam na wszelkie różne sposoby, świetnie sprawdza się w pielęgnacji dłoni i paznokci, w tym skórek, do stóp rewelacyjny, a także na końcówki włosów, do twarzy i na przesuszone partie ciała - bardzo wydajny, odrobinka wystarcza, by zapewnić skórze ukojenie, miękkość i gładkość, dopiero go zaczęłam używać w listopadzie, a już podbił moją... skórę.


China Glaze lakier do paznokci Fast Track - jest wspaniały! Ma odcień jasnego beżu z mnóstwem drobniutko zmielonych złotych drobinek brokatu, na paznokciach wygląda zjawiskowo i przy każdym oświetleniu inaczej, trwałość wysoka, bardzo wygodny w użyciu... wkrótce Wam go opiszę i pokażę ;)

I na tym kończę swoją listopadową listę ulubieńców - jak Wam się podobają?
Znacie moze któreś z tych produktów, jakie zdanie o nich macie?
Podzielcie się ;)
Życzę Wam udanych, wymarzonych prezentów, no bo kto wie, Mikołaj jeszcze może zaskoczyć ;), i miłego weekendu ;)
Buziaki :*

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Kwasem po twarzy - Le'Maadr A glikolowy 12% peeling

Witajcie Słoneczka ;)
O kuracjach i zabiegach z użyciem kwasów czytałam wiele pozytywnych artykułów i opinii, opisy działania oraz efektów uzyskanych za ich pomocą sprawiały, że coraz bardziej zastanawiałam się nad taką kuracją, choć wcześniej nie miałam większych kłopotów ze swoją skórą, wiek jednak robi swoje, a jak wiadomo, każda z nas chce ładnie wyglądać i cieszyć się piękną, zadbaną i gładką skórą bez niedoskonałości.
Wraz z nadejściem jesieni moja skóra totalnie zbuntowała się - przetłuszczała się niemiłosiernie, do tego doszły rozszerzone pory, wysypy niedoskonałości i nierównomierny koloryt, zmarszczki  mimiczne stały się bardziej widoczne...
Zaświeciła się pierwsza lampka alarmowa - najwyższy czas to zmienić i choć " kwasem po twarzy " brzmi dosyć drastycznie, w końcu przełamałam się - LE`MAADR A glikolowy 12% peeling przez 3 tygodnie " pracował " nad moją twarzą.
Jesteście ciekawi moich wrażeń po kuracji? Zapraszam do lektury ;)


Słów kilka od producenta

Specjalistyczny preparat z 12% kwasem glikolowym zapobiegający i likwidujący objawy starzenia się skóry. Preparat nakładać na suchą i czystą skórę. Należy omijać okolice oczu.
Najlepsze efekty uzyskuje się stosując produkt przez 2-3 tygodnie. Przez pierwsze 2-3 dni najlepiej wieczorem nałożyć cienką warstwę preparatu i pozostawić ją na skórze na 5 minut. Następnie zmyć płynem micelarnym Le’Maadr lub wodą. Stopniowo wydłużać codziennie czas aplikacji do 15 minut, następnie zmyć produkt i nałożyć zwykły krem nawilżający.
W ciągu dnia pod makijaż zastosować krem z wysokim filtrem SPF. W czasie stosowania preparatu może się pojawić lekki rumień, uczucie mrowienia i delikatnego pieczenia.
Złuszczenie skóry następuje po kilku dniach. Działanie porównywalne do peelingu Glyco-A.


Działanie preparatu
  • redukuje powierzchniowe i głębokie zmarszczki
  • łagodzi objawy trądzika zaskórnikowego
  • zmniejsza przebarwienia
  • rozjaśnia plamy soczewicowate
  • obkurcza pory skórne przy cerze tłustej
  • zwiększa napięcie tkankowe i nawilżenie skóry
  • stymuluje mikrokrążenie skórne
  • zmniejsza blizny potrądzikowe
  • zmniejsza suchość skóry w przebiegu zmian chorobowych np. przy rybiej łusce
  • dzięki zawartości l-argininy przyśpiesza proces gojenia się skóry wzmacnia jej bariery obronne
  • uzupełnienia kurację fotoodmładzającą.


Glikolowy peeling jest zamknięty w półmiękkiej, elastycznej tubce, o pojemności 40 ml, wykonanej z połyskującego, białego tworzywa, zakręcana twardym korkiem, na którym tubka stoi.
Tubka opatrzona jest logiem marki, krótką informacją o produkcie w języku francuskim i angielskim, informuje również o tym, że produkt został przebadany dermatologicznie i nie zawiera parabenów, podany jest również termin ważności, zarówno ogólny jak i ten od momentu otwarcia - 12 miesięcy.
Tubka dodatkowo jest zapakowana w tekturowe pudełko, z którego, prócz powyższych informacji w języku polskim, wyczytamy szczegółowy sposób użycia oraz pełny skład. Taką informację znajdziecie również na stronie dystrybutora InfoPlus.
Nazwa produktu na pudełku jest również wytłoczona alfabetem Braille'a.


Tubka jest mała, poręczna i wygodna w użyciu, wystarczy lekko ją ścisnąć, by wydobyć potrzebną ilość preparatu, otwór dozujący jest doskonale dostosowany swoją wielkością do konsystencji peelingu, początkowo jest zabezpieczony foliowym wieczkiem, co gwarantuję nam nietykalność kosmetyku.
Odkręcanie i zakręcanie korka nie sprawia żadnej trudności, peeling samoczynnie nie wydostaje się z otworu, nie wchodzi pod korek, przez co tubka jest zawsze czysta, to drobny szczegół, ale ja to lubię, nie cierpię upaćkanych kosmetyków ;)


Skład produktu bazuje się na kwasie glikolowym, który jest substancją niezmiernie uniwersalną i posiadającą bardzo szeroki zakres działania na skórę, wyznacza się wysoką zdolnością wnikania w jej głąb, ma silne właściwości złuszczające - zrogowaciała warstwa  naskórka złuszcza się, ukazując żywą skórę, zmniejsza grubość przerośniętej warstwy rogowej naskórka, prócz tego skutecznie eliminuje zaskórniki, niedoskonałości, stymuluje fibroblasty, zwiększając syntezę kolagenu, elastyny i glikozoaminoglikanów, a także znacząco poprawia przepuszczalność naskórka.
Kwas glikolowy jest stosowany w celu poprawy wyglądu i tekstury skóry, przyczynia się do spłycenia zmarszczek, pomaga w leczeniu trądzika młodzieńczego oraz hiperkeratozy.
Prócz Kwasu glikolowego znajdziemy w składzie Parafinę, Glicerynę,  Emolient ( Alkohol cetearylowy ), Polimer, L-Arginina - aminokwas aktywujący system immunologiczny, zwiększający syntezę białek i kolagenu, przez co poprawia elastyczność skóry, ma silne działanie antyoksydacyjne, przeciwzapalne, nawilżające i normalizujące, na końcu znajduje się Wodorotlenek Sodu i Konserwant.


Peeling glikolowy ma lekką, gładką, kremowo - żelową konsystencję i białe zabarwienie z połyskiem.
Zapach, wbrew pozorom, jest przyjemny, delikatny, lekko wyczuwalny zarówno przy aplikacji, jak i podczas trzymaniu preparatu na twarzy, po zmyciu znika wraz z preparatem.
Peeling z łatwością rozprowadza się po skórze, równomiernie pokrywając ją lekką, nieklejącą warstewką, przy kontakcie ze skórą konsystencja wydaje się " maślana ", przypomina mi apteczną maść, nie wysycha na twarzy, ciągle zachowuje tą samą formę.


Obawiałam się trocha tej kuracji, po pierwsze ze względu na to, iż nigdy nie stosowałam kwasów na skórę, nawet w salonie kosmetycznym, a więc nie wiedziałam, jak zareaguje moja skórą, po drugie ze względu na drobne naczynka, które mam na jednym policzku, jak czytaliście opis, to wiecie, że rozszerzone naczynka są przeciwwskazaniem, ale moje są malutkie i obejmują mały obszar skóry, pomyślałam, że je po prostu ominę podczas aplikacji, pozostałe zalecenia pasowały do mojego typu skóry i jej potrzeb jak ulał ;)
Kurację rozpoczęłam 24 października, stosowałam peeling codziennie wieczorem zaczynając od 5 minut, po 3 dniach wydłużałam stopniowo czas na 7, a następnie 10 minut, przez kolejne dwa tygodnie czas aplikacji wynosił 15 minut.
Podczas 3 tygodniowej kuracji zużyłam, mniej więcej, pół tubki preparatu, na wiosnę powtórzę kurację, bo po zimie moja skóra również nie wygląda najlepiej ;)
Zmywałam preparat najpierw ciepłą wodą, a następnie przecierałam wodą micelarną, w celu usunięcia ewentualnych pozostałości peelingu oraz ukojenia skóry.


Moimi sprzymierzeńcami podczas kuracji były Fluid z filtrem przeciwsłonecznym SPF 50+ oraz Łagodząca woda micelarna H2O24, o których wkrótce napiszę osobną notkę.
Wodę stosowałam, i nadal stosuję, rano i wieczorem, czasem też w ciągu dnia, gdy odpoczywałam od makijażu, natomiast filtr zastąpił mi dzienny krem pielęgnacyjny, zapewniał skuteczną ochronę przeciwsłoneczną, nawilżał i koił skórę.
Działanie kwasu wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, myślałam że skóra mi będzie łuszczyć się okropnie - odstające skórki, pieczenie, ściągnięcie, zaczerwienienie, swędzenie... Nic z tych rzeczy!
Skóra złuszczała się w bardzo delikatny sposób, jedynie po umyciu twarzy były widoczne drobne skórki.
Po nałożeniu peelingu skóra lekko szczypała przez kilka sekund, i to tylko na początku kuracji, później już chyba przyzwyczaiła się i nie reagowała, nie odczuwałam żadnego dyskomfortu, pieczenia, uczucia gorąca, mrowienia, nie było też podrażnień, ani rumienia...
Już jestem dwa tygodnie po kuracji, peeling widocznie poprawił kondycję mojej skóry, pory stały się mniej widoczne, koloryt został ujednolicony, nadmierne przetłuszczenie uregulowane, niedoskonałości... nie zniknęły tak od razu, ale tydzień po odstawieniu peelingu ( skóra nadal jeszcze delikatnie złuszczała się nawet po zakończeniu 3 tygodniowej kuracji ) zaczęły zachodzić pozytywne zmiany, teraz po tych " intruzach " niemal nie zostało i śladu, skóra promienieje, jest wygładzona, ujędrniona, lepiej wchłania kosmetyki pielęgnacyjne - zupełnie inna sprawa!


Cena - 33 zł / 40 ml

Ocena - 5/5

Dostępność - SuperPharm, apteki.

Podsumowanie

Peeling glikolowy 12% Le'Maadr A mojej mieszanej skórze, z rozszerzonymi porami, tendencją do nadmiernego przetłuszczania się i powstawania niedoskonałości, posłużył idealnie! Nawet nie podejrzewałam, że kuracja będzie na tyle łagodna dla skóry i tak skuteczna w działaniu, efekty końcowe przewyższyły moje oczekiwania - uzyskałam gładką, miękką i delikatną cerę pełna blasku.
Cena jest nadzwyczajnie przyjazna - 3 tygodniowa kuracja wynosi niecałe 17 zł!!!
Swoją tubkę chowam do wiosny, a Wam bardzo polecam wypróbować!

Stosowaliście peeling glikolowy Le'Maadr`a?
A może macie swoje sprawdzone kwasy, które zapewniają równie wspaniałe efekty?'
Podzielcie się swoimi opiniami :)
Miłego wieczoru :)

piątek, 20 kwietnia 2012

Maseczka GLY MASQUE - moc nawilżania

Witajcie,
Ostatnio na Facebooku przypadkowo trafiłam na ciekawy profil GlySkinCare, zainteresował mnie, ponieważ nigdy o tej marce nie słyszałam, ani nigdzie nie widziałam ich kosmetyków, poczytałam trocha to i owo o marce, bardzo ciekawa! Po kilku dniach był konkurs na Testerkę Kosmetyków GlySkinCare, zgłosiłam się i z zapartym tchem czekałam na " werdykt " - udało się! Zostałam testerką, nie wiedząc nawet czego, ale to nawet lepiej, bo lubię niespodzianki. Gdy otrzymałam przesyłkę, okazało się że będę testować maseczkę do twarzy GLY MASQUE.




A oto i ona, ale aby lepiej zapoznać Was z tym produktem opowiem wam kilka ważnych informacji.
Otóż GlySkinCare jest linią produktów opartą na naukowych rozwiązaniach i stworzona przez wiodącą amerykańską firmę farmaceutyczną. Ta ciesząca się zaufaniem linia pielęgnacyjna dostępna jest wyłącznie w renomowanych salonach kosmetycznych i gabinetach dermatologicznych. Od wielu lat kosmetyki GlySkinCare są polecane przez kosmetyczki i lekarzy osobom, które pragną aby ich skóra wyglądała młodziej i zdrowiej. No teraz już wiem, dla czego marka nie jest mi znana, w salonach kosmetycznych bywam rzadko, a i dermatologa nie odwiedzałam, bo nie mam specjalnych kłopotów ze skórą, ale zapowiedź świetna i wiele obiecująca!




Kluczowym składnikiem występującym w kosmetykach GlySkinCare jest kwas glikolowy, pozyskiwany z trzciny cukrowej. Dzięki jego szczególnym właściwościom możliwe jest złuszczanie martwego naskórka, rozjaśnianie przebarwień, nawilżenie oraz poprawa napięcia skóry. Kwas glikolowy zastosowany w produktach GlySkinCare został poddany procesowi estryfikacji, dzięki czemu zapewniona jest wysoka skuteczność produktów przy jednoczesnej łagodnej pielęgnacji skóry, bez ryzyka podrażnień.
Na pewno zastanawiacie się, tak samo jak ja na początku, dla czego na opakowaniu maseczki jest cyfra 3? A dla tego, że GlySkinCare to 3 - etapowy program stworzony z myślą o klientach, którzy chcieli by uzyskać optymalny efekt odnowy i poprawy wyglądu swojej skóry, a maska Gly Masque należy właśnie do 3 etapu programu, czyli Hydrostep - Nawilżanie. Program pielęgnacji jest wszechstronny, więc każdy może dopasować kosmetyki do indywidualnych potrzeb swojej skóry.



Maseczka, jak i każdy inny produkt z linii GlySkinCare, zawiera kwas glikolowy, który obecnie jest uznawany za jeden z najważniejszych elementów terapii regenerującej i odmładzającej skóry oraz ma szerokie zastosowanie w kosmetyce. Kwas glikolowy należy do rodziny alfahydroksykwasów ( AHA ), które naturalnie występują w przyrodzie - w owocach cytrusowych, jabłkach, trzcinie cukrowej, ma bardzo szeroki spektrum działania oraz efektywność w leczeniu różnych problemów skórnych.




Opis producenta


Gly Masque, dzięki wysokiej zawartości oligoelementów ( Bentonite ) i 3 % kwasu glikolowego, skutecznie oczyszcza i przywraca równowagę naskórka, pozostawiając twarz gładką i orzeźwioną. Maseczka korzystnie wpływa również na delikatną skórę wokół oczu dodając jej miękkości. Efekt nawilżenia twarzy utrzymuje się do 24 godzin. Jest dobrze tolerowana przez osoby ze skłonnością do trądziku. Przeznaczona do wszystkich rodzai cery. Nie zawiera substancji zapachowych.

  • Zmiękcza i wygładza naskórek
  • Długotrwale nawilża 
  • Efekt anti- aging 
  • Makijaż można nałożyć bezpośrednio po zmyciu maseczki
  • Dobrze tolerowana przez osoby z cerą trądzikową 



Opinia

Zacznę, jak zawsze, od wyglądu zewnętrznego, który, zresztą, bardzo mi się podoba. Maseczka jest zapakowana w tekturowe pudełko, umieszczona w wygodnej tubce o pojemności 50 g. Już na opakowaniu, pudełku oraz tubce, można przeczytać podstawowe i ważne informacje dotyczące działania, składu, sposobu użycia oraz środki ostrożności związane z używaniem produktu, jest również informacja, że produkt przebadany dermatologicznie. pH 3,00 - 4,00




Tubka wygodna w użyciu, nie jest zbyt twarda, ani zbyt miękka, szczelnie i solidnie zamykana, co niweluje niechciane wydostanie się kosmetyku.
Maska o ma konsystencje i wygląd które przypominają mi glinkę, nie jest gęsta i też nie rzadka, taka w sam raz, ma lekki szarawy odcień, natomiast na skórze, po wyschnięciu, staje się prawie biała. Przed użyciem maski należy porządnie wstrząsnąć tubą i nałożyć równomiernie na skórę, rozsmarowując, pozostawić na 10 minut, po czym zmyć. Maskę nakładałam na dobrze oczyszczoną skórę, z łatwością aplikuje się i dobrze rozsmarowuje, nie ma też problemu z jej zmywaniem, producent zaleca do tego celu delikatny płyn do mycia twarzy Gentle Cleanser, ja jednak go nie posiadam, więc zmywałam płynem micelarnym lub zwykłą wodą - bezproblemowo.




Po użyciu maseczki efekty faktycznie są bardzo pozytywne, skóra jest doskonale odświeżona, nawilżona, wygładzona, rozświetlona, mam wrażenie, że jest mega czysta, pory stają się mniej widoczne, koloryt jednolity. Ja nie mam jakichś specjalnych problemów ze skórą, czasami są niedoskonałości, wypryski, ale to po przez mieszany typ skóry, dosyć obficie mi się przetłuszcza, po użyciu maski uzyskuje piękny matowy efekt, który długo się utrzymuje. Makijażu po maseczce nie nakładałam, ponieważ zawsze używam ją wieczorem, ale z pewnością można od razu nałożyć makijaż, bo skóra nie jest podrażniona ani zaczerwieniona, wręcz odwrotnie, towarzyszy jej uczucie komfortu i przyjemności. Używałam maskę trzy razy, zużyłam jej prawie pół tubki, czyli mogę też stwierdzić, że jest wydajna, z tego co widzę wystarczy mi jej na 6 aplikacji.

Ocena

Maskę Gly Masque oceniam bardzo pozytywnie, podoba mi się jej opakowanie, konsystencja, sposób użycia, działanie oraz uzyskane efekty, nie ma do czego się przyczepić, używam ją z przyjemnością.

Cena - 74,00 zł / 50 g


Podsumowanie

Ciesze się, że znalazłam i odkryłam dla siebie wspaniałą markę profesjonalnych i wysokojakościowych produktów GlySkinCare, dziękuje również teamowi marki na Facebooku, dzięki którym miałam okazje przetestować maskę Gly Masque, dodam, że akcja testowania przeprowadzona była dla wszystkich fanów GlySkinCare na Facebooku, relacje z testowania też zamieszczamy na profilu marki, ale postanowiłam podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami i wrażeniami, bo produkt na prawdę wart uwagi. Nie wiem jak działają pozostałe kosmetyki, bo jest ich sporo w ofercie GlySkinCare, ale maskę serdecznie Wam polecam.
Więcej o marce oraz ich produktach na stronie -  GlySkinCare