Ostatnio, przy projekcie " denko "pokazywałam i pisałam Wam o dyfuzorze, który sama zrobiłam, byliście zainteresowane " przepisem " więc Wam go przedstawiam ;)
Uwielbiam piękne zapachy które mnie otaczają, i nie dotyczy to tylko zapachów kosmetyków czy perfum, mowa o aromacie, który mnie wita i żegna, czyli zapachu domu. Często korzystam z gotowych już propozycji - świece aromatyczne, kadzidła, olejki eteryczne, dyfuzory, zapachy do kontaktu ..., wybór na rynku jest ogromny, niestety ceny, już nie zawsze sprawiają przyjemność, bo te z niższej półki pozostawiają wiele do życzenia, natomiast za wysoką jakość trzeba zapłacić, czasami słono, przykładem czego był też dyfuzor Nougat - zapach obłędny!, cena trocha zabójcza, recenzja jego jest TU.
Postanowiłam więc zrobić sobie domowy dyfuzor, używając jako bazy naparu kwiatowego, z którego od lat robię toniki do twarzy i ciała, które u mnie świetnie sprawdzają się, oraz kilku innych składników.
Zaznaczam iż chemikiem nie jestem, nie mam też profesjonalnej wiedzy na temat tworzenia i komponowania zapachów czy kosmetyków, korzystam jedynie z porad mojej babci, które pamiętam, oraz zwyczajnych składników, które miałam pod ręką, ale dyfuzor mi służy już ponad miesiąc, ładnie pachnie, aromat dobrze rozprasza się po mieszkaniu i co najważniejsze, nie psuje się, choć stoi u mnie na oknie, w ostrym słońcu - zmienił jedynie barwę, co jest reakcją normalną w przypadku naturalnych składników, nie używałam barwników!
Do naparu użyłam kwiatów bzu, ale z powodzeniem je mogą zastąpić płatki róży, jaśminu, piwonii które obecnie kwitną, lub innych ziół czy kwiatów sezonowych.
Czego użyłam:
- dwie duże garści kwiatów bzu
- 150 ml wody
- 15 kropel jaśminowego olejku do kąpieli
- 60 ml ginu
- 3 łyżki soku z cytryny
- 10 pompek ulubionych perfum
Jak go zrobiłam
Kwiaty fioletowego bzu, bo takie miałam w ogródku, włożyłam do naczynia, zlałam przegotowaną wodą oraz odstawiłam na 10 min., ostudziłam napar.
Do ostudzonego naparu dodałam jaśminowy olejek do kąpieli, po prostu nie miałam innego pod ręką, a jest to mieszanka olejku migdałowego z olejkiem eterycznym z jaśminu - pachnie obłędnie, choć spowodował też powstanie lekkiej pianki, którą później częściowo wyeliminowałam przecedzając kilkukrotnie płyn, a z czasem, w ciągu dwóch czy trzech dni, pianka sama zniknęła, lepiej jednak używać czystego, eterycznego olejku, co też kolejnym razem uczynię ;)
Do naparu dodałam sok z cytryny, po pierwsze ze względu na zapach, uwielbiam, a po drugie w celu rozjaśnienia płynu, ponieważ fioletowe kwiaty dały bardzo intensywną, ciemną barwę.
Później dolałam gin, który tutaj pełni rolę naturalnego konserwantu, a prócz tego nie ma typowego zapachu alkoholu, który mnie w niektórych kupnych dyfuzorach drażni, lecz ma bardzo fajny aromat, bo jest wytwarzany na bazie owoców jałowca, arcydzięgla, nasion kolendry, lukrecji, suszonych skórek owoców cytrusowych i kminku - zapach sam w sobie miły, a w połączeniu z olejkiem jaśminowym daje ciekawe połączenie ;)
Na koniec przecedziłam trzy razy płyn przez gazę, całość podbiłam kwaitowo - owocowymi perfumami z orientalną nutą Marina De Bourbon, Paradise LYS, których zapach bardzo lubię, lecz z przyczyn " praktycznych " nie zbyt chętnie po nie sięgam..., ale o nich napiszę osobną notkę, dodałam 10 pompek tych perfum, by nie dominowały, lecz podkreśliły, dopełniły zapach wedle mojego nosa :)
Całość zamknęłam w flakonie z dyfuzora Nougat, gdy pianka spadła włożyłam trzcinowe pałeczki i gotowe.
Teraz, po ponad miesiącu " używania " dyfuzor wygląda tak, płyn zrobił się ciemniejszy, ciągle narażony na promienie słoneczny odbarwił się, ale zapach i konsystencja nie zmieniły się. Zauważyłam również że ubywa go znacznie mniej niżeli " oryginału ", co prawda trzeba raz na jakiś czas obracać pałeczki, by umożliwić lepsze rozpraszanie się zapachu, ale nie jest to kłopot, tak mają nawet dyfuzory sklepowe ;)
Jeśli nie macie flakonika ze starego dyfuzora, można wykorzystać dowolny piękny pojemniczek z kosmetyku lub nawet z perfum, a pałeczki można kupić solo w sklepach z takimi właśnie aromatycznymi gadżetami.
Przygotowujecie sobie sami kosmetyki, zapachy, czy wolicie korzystać z gotowych?
Buziaki ;*