Witajcie Słoneczka :)
Weekend długi czas już zacząć, pracowity tydzień dobiegł końca, teraz będzie relaks!
Przedsmak odpoczynku i Wasze liczne wpisy dotyczące ulubieńców zmotywowały mnie do działania, postanowiłam również robić takie oto podsumowanie ulubionych kosmetyków każdego miesiąca, może kiedyś pamięć mnie będzie zawodzić, to przejrzę i przypomnę, co miałam kupić ;)
A może i Wy wśród moich faworytów znajdziecie coś fajnego dla siebie :)
A co kryje się pod chmurką?
A kosmetyki, po które to w miesiącu październiku sięgałam najczęściej, które sprawiały mi wiele przyjemności i oczywiście pomagały jako tako przyzwoicie wyglądać i czuć sie komfortowo, a nawet pociągająco ;)
Tak prezentuje się moja Ulubiona Gromadka - trocha makijażowych i coś dla cery i też dla ciałka...
Zapraszam do oglądania i słów kilka o każdym z nich przeczytania :)
Bioderma płyn micelarny Sensibio H2O kto go jeszcze nie zna ja się pytam? Chyba takich nie ma :)
Zdecydowany ulubieniec, jeśli chodzi o oczyszczanie, odświeżanie i ukojenie skóry twarzy, lubię wszystkie odmiany płynów Biodermy, ale ten jest szczególny, bo z pompką, mega wygodny w użyciu, świetnie radzi sobie z każdym makijażem i też cerę pomaga utrzymywać w ryzach.
Charme D'orient olej do masażu i kąpieli Róża jego możecie nie znać, jest moim wielkim odkryciem, rewelacyjny olej, typu suchy, który ma leciutką ( nie tłustą! ) konsystencję i bardzo wygodny dozownik, dzięki któremu stosowanie go odbywa się bez brudzenia wszystkiego dookoła.
Zapach! Obłędny! Naturalny aromat róży, który wprawia w rozkosz i na ciele pozostaje bardzo, bardzo, bardzo długo otulając skórę subtelnym, nienachalnym, nieprzesłodzonym aromatem.
Skóra moja go uwielbia, genialnie po nim wygląda i tak samo czuje się - bardzo wydajny! Co cieszy ;)
Benefit POREfessional baza pod makijaż zmniejszająca widoczność porów kultowy kosmetyk, do którego mam, tak naprawdę, mieszane uczucia, latem nie chciał współpracować z moją skórą, nie dawał kompletnie nic, natomiast z nadejściem chłodniejszych dni... moja skóra zbuntowała się, jak co roku, wygląda gorzej, i tu ON mi przyszedł z pomocą, sięgałam po niego często, bo zauważyłam że świetnie robi mojej skórze, reguluje wydzielanie sebum, minimalizuje pory, ładnie wygładza i sprawia, że makijaż ze mnie nie spływa wraz z łojem ;) Soryyy, przepraszam że w ciebie wątpiłam... ;)
Zao Makeup Organic maskara pogrubiająca Heban moja naturalna maskara z bardzo fajną szczoteczką, Heban jest lepsza od wersji zwyczajnej, daje bardziej wyrazisty efekt i głęboką czerń na rzęsach, dzięki czemu moje oczy wyglądają wyraźnie. Trwałość ma bardzo wysoką, mam ją już 4 miesiąc, czasem maluję nią rzęsy codziennie, dwie warstwy wystarcza, a ostatnio daje ją jako bazę ( naturalną oczywiście :)) pod maskarę L`Oreala - tworzą mega zgrany duet!
L`Oreal Volume Million Lashes Excess Noir pogrubiający tusz do rzęs zbierał różnorodne oceny, niektórym faktycznie sklejał okropnie rzęsy, mi wyjątkowo przypadł do gustu, początkowo był mokry, nie dawał fajnego efektu, ale z czasem... jestem z niego bardzo zadowolona i stosuję jak solo, tak i w połączeniu z powyższą, naturalną koleżanką - lubię ;)
LipSmacker Fanta pomadka do ust o smaku Fanty Pomarańczowej od kiedy go mam, non stop stosuje, odstawiłam nawet " kapselki " bo jednak sztyft, to sztyft - wygoda i precyzja! Chodzą różne opinie na jego temat, mi jednak bardzo on służy, dobrze działa na usta, nawet w złą pogodą zapewnia ochronę, delikatnie nabłyszcza i obłędnie smakuje :)
Benefit Nude Swings pudrowy cień o przedłużonej trwałości po niego sięgałam w zeszłym miesiącu najczęściej, i do łączenia z innymi cieniami, nie koniecznie benefitowymi, i solo, i jako bazę pod cienie... w każdym wydaniu sprawuje się genialnie, jest trwały, nie roluje się, nie wałkuje, nie ściera się ani nie magazynuje w załamaniach - perfekcyjnie rozjaśnione oko z nim mam ;)
Zao Makeup Organic Terracotta nawilżający puder brązujący Złocona Miedź 341 pomaga mi zatrzymać opaleniznę, której prawie już nie ma :) na twarzy, nadaje ładnego kolorytu i ładnie podkreśla kości policzkowe, nakładam go także na czoło, koniuszek nosa i brodę, choć wygląda jak rozświetlający, nie rozświetla, i to dla mnie jest dobre, bo skóra moja świeci się i bez rozświetlaczy ;)
Jest strasznie wydajny, a toto pośrodku, to " odbicie " palca mojego najmłodszego dziecięcia, myślało że to coś do zjedzenia... :)
P.S. Faktycznie wygląda jak czekoladowy makaronik w pudełku ;)
Proto - col wypiekany podkład mineralny którego stosuję jako podkładu i jako pudru, ma świetny odcień, nie podkreśla suchych skórek, dosyć przyzwoicie matuje, choć nie na długo ten efekt utrzymuje, ma lustereczko, które pozwala dokonywać poprawek w każdym miejscu i o każdej porze, nie pyli się i jest bardzo wydajny - ulubiony!
The End!
I to by było na tyle :)
Jak Wam się podobają moje ulubieńce, znacie któryś z powyższych, co o nich sądzicie?
Miłego weekendu Skarbeczki Wam życzę, odpoczywajcie :*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smacker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smacker. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 listopada 2013
piątek, 25 października 2013
Zakapslowana - Lip Smacker CocaCola & Sprite :)
Witajcie Słoneczka :)
Produkty do pielęgnacji ust Lip Smacker są doskonale znane na całym świecie, kuszą niesamowitymi " smakami " i kolorowymi opakowaniami, zapowiadając pyszne doznania podczas stosowania. Odkąd je zobaczyłam, wiedziałam, że muszę je mieć, jednak oferta tej amerykańskiej firmy u nas jest dosyć ograniczona, i ciężko dostępna, zwłaszcza stacjonarnie, więc możecie wyobrazić moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam je w promocyjnej gazetce Biedronki, oczywiście kupiłam i osobiście sprawdziłam, na pierwszy ogień poszły Błyszczyki do ust w kapslach Sprite oraz CocaCola - czy są tak naprawdę powody do zachwytów, które płyną ze wszystkich stron świata?
O firmie
Lip Smacker® to pierwszy na świecie owocowy błyszczyk do ust wyprodukowany w 1973 roku przez firmę Bonne Bell. Błyszczyk ten miał smak truskawkowy i od razu wzbudził zachwyt kobiet. Od tego czasu minęło blisko 40 lat, a amerykańska marka Bonne Bell nie przestaje zaskakiwać. Wciąż powstają nowe kosmetyki do ust o świetnych właściwościach pielęgnacyjnych, w wyjątkowych smakach i przystępnych cenach.
Firma współpracuje z wieloma markami, aby prezentować tak apetyczne produkty jak błyszczyki, pomadki, balsamy do ust o smaku cukierków Skittles™, M&M's™, Starbust™, napojów koncernu Coca Cola™, Pepsi Co™ oraz wyjątkowych smakach lodów, deserów i świeżych owoców.
Firma Bonne Bell dbając o wysoką jakość swoich kosmetyków produkuje je wyłącznie w U.S.A. oraz nie testuje ich na zwierzętach.
Smackersy pokochały nastolatki na całym świecie, a także gwiazdy Hollowood!
Słów kilka od producenta
Błyszczyki do ust w kapselkach Sprite i CocaCola Lip Smacker znakomicie nawilżają, pielęgnują i wygładzają usta.
Nadają ustom wyrazistego połysku i podkreślają ich kolor.
Stosować na usta kilka razy dziennie.
Tylko do użytku zewnętrznego!
Opis według mnie
Opakowanie błyszczyków bardzo mi podoba się, i to nie tylko ze względu na bardzo pomysłową formę i barwną szatę, są naprawdę wygodne w użyciu. Kapselki zostały wykonane z plastiku, a więc są bardzo leciutkie, każdy z nich mieści w sobie 3,4 g błyszczyku, małe, zmieszczą się nawet w kieszeni mocno obcisłych rurek :) Forma opakowania i te kapslowe wypustki pozwalają na łatwe odkręcanie i zakręcanie, mała średnica kapselków cieszy, bo mogę nabierać opuszką palca błyszczyk nie zanurzając w nim paznokcia :)
Dodatkowo kapselki - błyszczyki są umieszczone w solidnym opakowaniu, gwarantującym, że nikt przed nami nie " maczał w nich palców " ;) Na opakowaniu znajdują się podstawowe dane - opis, pełny skład, dane firmy i dystrybutora, termin ważności - 24 miesiące od momentu otwarcia.
Skład dosyć fajny, zawiera wiele dobroczynnych składników znanych ze swoich właściwości nawilżających, natłuszczających i ochronnych, ma w sobie też parafinę. Obydwa błyszczyki mają identyczny skład.
Błyszczyki mają zbitą, twardą konsystencję, pod wpływem ciepła stają się delikatne, miękkie i lekkie, Sprite ma białe zabarwienie, CocaCola ... kokakolowe ;)
Zapach/Smak identyczny jak napoje, na podobieństwo których zostały stworzone, słodkie i trwałe - teraz już wiem, dla czego na opakowaniu figuruje napis " Tylko do użytku zewnętrznego! " :)
Aplikacja paluszkowa :) choć można też pędzelkową prowadzić, ale ja idę na łatwiznę, początkowo trocha topornie idzie nabieranie ich na palec, ale z czasem, gdy zetrze się górna warstwa, staje się to łatwe i przyjemne, błyszczyki łatwo rozprowadzają się po ustach.
Działanie rewelacyjne i natychmiastowe, świetnie pokrywają usta, nie rozmazują się, nie zbierają się w załamaniach, nawilżają i wygładzają usta, nie kleją!
Efekty w postaci delikatnie nabłyszczonych, miękkich, gładkich i dobrze nawilżonych ust utrzymują się dosyć trwale, mimo zlizywania ;)
Wydajność bardzo wysoka, już cieniutka warstewka błyszczyków zapewnia ustom komfort.
Moja opinia
Smackers`owe błyszczyki bardzo mi przypadły do gustu. Nie są to błyszczyki, które do tej pory znałam, bardziej przypominają balsam o właściwościach lekko nabłyszczających. Nie zapewniają na ustach tafli, ale nadają im pięknego, delikatnego, naturalnego połysku, nie sklejając ich przy tym, nie obciążając, nie zapychając.
Opakowania mega wygodne, spłaszczone, faktycznie jak kapsle tylko ciutkę większe, a więc bez problemu zmieszczą się nawet w malutkich kieszonkach, aby zawsze być pod ręką w potrzebnych momentach, genialne rozwiązanie - świetna forma i piękna prezentacja zachęcają do sięgania po nie.
Błyszczyki gładko układają się na ustach, nie zbierają się w załamaniach, są niewyczuwalne na delikatnej skórze ust, oczywiście pomijając zapach i smak, bo te akurat nie dają zapomnieć o ich obecności pod nosem i na języku ;)
Tutaj na ustach mam CocaColę, jak widać koloru nie daje, wiele by go trzeba było nałożyć na usta, by go uzyskać, ale po co? Delikatnie podbija naturalny odcień ust, natomiast Sprite jest całkowicie transparentny.
Błyszczyki bardzo dobrze radzą sobie z nawilżeniem ust, momentalnie też je wygładzają, mam wrażenie że moje usta stają się bardziej wydatne, choć tak nie jest, po prostu zapewniają uczucie jędrności, że tak się wyrażę, dzięki czemu usta czują się jak po liftingu lub wstrzyknięciu ;)
Są pachnące i smakowite, choć staram się unikać zlizywania, czasem się poddaje - słodki smak coli czy sprite`a na języku dobrze mi robi :)
Usteczka pod ochroną, w pełnym relaksie i komforcie, nosek czerpie przyjemność z wdychania musującego zapachu ulubionych napojów, a słodki smak... kto go nie lubi?
Błyszczyki Lip Smacker poprawiają humor i kondycję ust znakomicie!
Cena - 6,99 zł / 3,4 g - promocyjna!
Ocena - 5/5
Dostępność - Biedronka, sklepy internetowe, allegro.
Podsumowanie
Chciałam, więc mam i jestem bardzo zadowolona z tych kapselków Lip Smacker`owych - błyszczyki świetnie spełniają swoje funkcje, doskonale nawilżając, odżywiając i wygładzając delikatną skórę ust, zapewniając przy tym naturalny połysk, pyszny smak i bardzo fajny zapach, dodatkowo wyznaczają się dobrą trwałością oraz wysoką wydajnością - mała rzecz, a cieszy bardzo, bo jest wspaniała!
Chcę więcej!!! I Wam, oczywiście, polecam ;)
A Wy stosowaliście te błyszczyki? A może macie innych ulubieńców Smackerowych?
Polecajcie, piszcie jak u Was sprawdzają się, jak smakują i jak pachną ;)
Miłego weekendu Kochane :*
Produkty do pielęgnacji ust Lip Smacker są doskonale znane na całym świecie, kuszą niesamowitymi " smakami " i kolorowymi opakowaniami, zapowiadając pyszne doznania podczas stosowania. Odkąd je zobaczyłam, wiedziałam, że muszę je mieć, jednak oferta tej amerykańskiej firmy u nas jest dosyć ograniczona, i ciężko dostępna, zwłaszcza stacjonarnie, więc możecie wyobrazić moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam je w promocyjnej gazetce Biedronki, oczywiście kupiłam i osobiście sprawdziłam, na pierwszy ogień poszły Błyszczyki do ust w kapslach Sprite oraz CocaCola - czy są tak naprawdę powody do zachwytów, które płyną ze wszystkich stron świata?
O firmie
Lip Smacker® to pierwszy na świecie owocowy błyszczyk do ust wyprodukowany w 1973 roku przez firmę Bonne Bell. Błyszczyk ten miał smak truskawkowy i od razu wzbudził zachwyt kobiet. Od tego czasu minęło blisko 40 lat, a amerykańska marka Bonne Bell nie przestaje zaskakiwać. Wciąż powstają nowe kosmetyki do ust o świetnych właściwościach pielęgnacyjnych, w wyjątkowych smakach i przystępnych cenach.
Firma współpracuje z wieloma markami, aby prezentować tak apetyczne produkty jak błyszczyki, pomadki, balsamy do ust o smaku cukierków Skittles™, M&M's™, Starbust™, napojów koncernu Coca Cola™, Pepsi Co™ oraz wyjątkowych smakach lodów, deserów i świeżych owoców.
Firma Bonne Bell dbając o wysoką jakość swoich kosmetyków produkuje je wyłącznie w U.S.A. oraz nie testuje ich na zwierzętach.
Smackersy pokochały nastolatki na całym świecie, a także gwiazdy Hollowood!
Słów kilka od producenta
Błyszczyki do ust w kapselkach Sprite i CocaCola Lip Smacker znakomicie nawilżają, pielęgnują i wygładzają usta.
Nadają ustom wyrazistego połysku i podkreślają ich kolor.
Stosować na usta kilka razy dziennie.
Tylko do użytku zewnętrznego!
Opis według mnie
Opakowanie błyszczyków bardzo mi podoba się, i to nie tylko ze względu na bardzo pomysłową formę i barwną szatę, są naprawdę wygodne w użyciu. Kapselki zostały wykonane z plastiku, a więc są bardzo leciutkie, każdy z nich mieści w sobie 3,4 g błyszczyku, małe, zmieszczą się nawet w kieszeni mocno obcisłych rurek :) Forma opakowania i te kapslowe wypustki pozwalają na łatwe odkręcanie i zakręcanie, mała średnica kapselków cieszy, bo mogę nabierać opuszką palca błyszczyk nie zanurzając w nim paznokcia :)
Dodatkowo kapselki - błyszczyki są umieszczone w solidnym opakowaniu, gwarantującym, że nikt przed nami nie " maczał w nich palców " ;) Na opakowaniu znajdują się podstawowe dane - opis, pełny skład, dane firmy i dystrybutora, termin ważności - 24 miesiące od momentu otwarcia.
Skład dosyć fajny, zawiera wiele dobroczynnych składników znanych ze swoich właściwości nawilżających, natłuszczających i ochronnych, ma w sobie też parafinę. Obydwa błyszczyki mają identyczny skład.
Błyszczyki mają zbitą, twardą konsystencję, pod wpływem ciepła stają się delikatne, miękkie i lekkie, Sprite ma białe zabarwienie, CocaCola ... kokakolowe ;)
Zapach/Smak identyczny jak napoje, na podobieństwo których zostały stworzone, słodkie i trwałe - teraz już wiem, dla czego na opakowaniu figuruje napis " Tylko do użytku zewnętrznego! " :)
Aplikacja paluszkowa :) choć można też pędzelkową prowadzić, ale ja idę na łatwiznę, początkowo trocha topornie idzie nabieranie ich na palec, ale z czasem, gdy zetrze się górna warstwa, staje się to łatwe i przyjemne, błyszczyki łatwo rozprowadzają się po ustach.
Działanie rewelacyjne i natychmiastowe, świetnie pokrywają usta, nie rozmazują się, nie zbierają się w załamaniach, nawilżają i wygładzają usta, nie kleją!
Efekty w postaci delikatnie nabłyszczonych, miękkich, gładkich i dobrze nawilżonych ust utrzymują się dosyć trwale, mimo zlizywania ;)
Wydajność bardzo wysoka, już cieniutka warstewka błyszczyków zapewnia ustom komfort.
| Z lampą błyskową |
| Światło dzienne |
Smackers`owe błyszczyki bardzo mi przypadły do gustu. Nie są to błyszczyki, które do tej pory znałam, bardziej przypominają balsam o właściwościach lekko nabłyszczających. Nie zapewniają na ustach tafli, ale nadają im pięknego, delikatnego, naturalnego połysku, nie sklejając ich przy tym, nie obciążając, nie zapychając.
Opakowania mega wygodne, spłaszczone, faktycznie jak kapsle tylko ciutkę większe, a więc bez problemu zmieszczą się nawet w malutkich kieszonkach, aby zawsze być pod ręką w potrzebnych momentach, genialne rozwiązanie - świetna forma i piękna prezentacja zachęcają do sięgania po nie.
Błyszczyki gładko układają się na ustach, nie zbierają się w załamaniach, są niewyczuwalne na delikatnej skórze ust, oczywiście pomijając zapach i smak, bo te akurat nie dają zapomnieć o ich obecności pod nosem i na języku ;)
Tutaj na ustach mam CocaColę, jak widać koloru nie daje, wiele by go trzeba było nałożyć na usta, by go uzyskać, ale po co? Delikatnie podbija naturalny odcień ust, natomiast Sprite jest całkowicie transparentny.
Błyszczyki bardzo dobrze radzą sobie z nawilżeniem ust, momentalnie też je wygładzają, mam wrażenie że moje usta stają się bardziej wydatne, choć tak nie jest, po prostu zapewniają uczucie jędrności, że tak się wyrażę, dzięki czemu usta czują się jak po liftingu lub wstrzyknięciu ;)
Są pachnące i smakowite, choć staram się unikać zlizywania, czasem się poddaje - słodki smak coli czy sprite`a na języku dobrze mi robi :)
Usteczka pod ochroną, w pełnym relaksie i komforcie, nosek czerpie przyjemność z wdychania musującego zapachu ulubionych napojów, a słodki smak... kto go nie lubi?
Błyszczyki Lip Smacker poprawiają humor i kondycję ust znakomicie!
Cena - 6,99 zł / 3,4 g - promocyjna!
Ocena - 5/5
Dostępność - Biedronka, sklepy internetowe, allegro.
Podsumowanie
Chciałam, więc mam i jestem bardzo zadowolona z tych kapselków Lip Smacker`owych - błyszczyki świetnie spełniają swoje funkcje, doskonale nawilżając, odżywiając i wygładzając delikatną skórę ust, zapewniając przy tym naturalny połysk, pyszny smak i bardzo fajny zapach, dodatkowo wyznaczają się dobrą trwałością oraz wysoką wydajnością - mała rzecz, a cieszy bardzo, bo jest wspaniała!
Chcę więcej!!! I Wam, oczywiście, polecam ;)
A Wy stosowaliście te błyszczyki? A może macie innych ulubieńców Smackerowych?
Polecajcie, piszcie jak u Was sprawdzają się, jak smakują i jak pachną ;)
Miłego weekendu Kochane :*
czwartek, 10 października 2013
W Biedronce nie byłam... ale kupiłam! Zakupy i nagroda ;)
Witajcie Słoneczka ;)
Gdy przejrzałam wirtualną gazetkę Biedronki pod piękną nazwą " Nasz jesienny świat kosmetyków ", wiedziałam, że ta oferta nie pozwoli mi przeczekać szału zakupowego, od razu wpadło mi w oko kilka wspaniałych propozycji, w tym osławiony już w blogosferze Płyn micelarny BeBeauty w mega pojemności 400 ml, chyba jestem jedyną, która jeszcze tego płynu nie wypróbowała ;)))
Nawał obowiązków w pracy zapowiadał, że wypad na zakupy mi nie świecił, ale, ale... mężuś zaproponował pomoc, a więc, najpierw instruktaż " po gazetce ", a potem z telefonem przy uchu " kupiliśmy " to, co chciałam ;)
Nie zaszalałam, ale " kupiłam " sobie kilka kosmetyków, które z pewnością znajdą u mnie zastosowanie w najbliższym czasie - coś do kąpieli, bo je uwielbiam, a teraz korzystam z tej przyjemności 2 - 3 razy w tygodniu, coś dla włosów, mam zapasy, ale ciekawość wzięła górę coś, dla usteczek, zawsze jest potrzebne, i coś dla zmysłów - świece palą się teraz niemal non stop ;)
Musujące kule do kąpieli Jardins De Provence bogate w masło Shea i olejki roślinne, napisano na nich że są ręcznie robione, wybraliśmy trzy - z płatkami różanymi, z woskiem oraz z suszem herbacianym - przez folię wydają przecudne aromaty, zobaczę jak spiszą się w kąpieli :)
Cena - 3,99 zł / 1 szt
Świece zapachowe Aril 3 - warstwowe wybraliśmy dwa różne rodzaje: Róża i Konwalia ( wbrew pozorom, pachnie obłędnie!) oraz Owoce leśne - ten zapach uwielbiam zawsze i wszędzie ;) Bardzo podoba mi się pomysł z tymi trzema warstwami, dzięki nim nie znudzimy się jednym zapachem, tylko w trakcie spalania jednej świecy mamy różne aromaty :)
Czas wypalania - 30 h, zobaczymy ;)
Cena - 5,99 zł / 1 szt.
Tutti Frutti Opalizujący olejek do kąpieli Farmona no nie mogłam się powstrzymać, choć w gazetce wyglądają zupełnie inaczej, poprosiłam męża o Lichee & Rambutan - czułam że mi przypadnie do gustu, i tak właśnie jest!, on jednak nie był by sobą, więc włożył do koszyczka jeszcze Karmel & Cynamon - niuchnęłam i przepadłam.... a myślałam, że będzie zbyt słodki i korzenny, nic z tych rzeczy! Jest cudownie ciepły i megaaaa apetyczny!
Olejki te można używać do kąpieli i pod prysznic, ponoć relaksują, no nie dziwie się, z takimi zapachami... tworzą skórę jedwabiście gładką i miękką i nadają ciału blasku, dzięki tym drobineczkom malutkim - sprawdzę!
Cena - 9,99 zł / 500 ml
BeBeauty Płyn micelarny 400 ml, którego nikomu nie trzeba przedstawiać ;) Czytałam u Was na blogach, że go bardzo lubicie i jak go chwalicie, no musiałam go mieć, choć na razie jeszcze Biodermę kończę, szkoda że nie zrobili go z pompką, bo butelka dość spora, więc było by łatwiej używać, ale damy radę ;)
Cena - 7,99 zł / 400 ml
DeBa BIO Vital Szampon zwiększający objętość, jest to szampon bułgarskiej firmy kosmetycznej Rubella Beauty AG, o produktach której czytałam kilka razy na blogach, przyznam, ze marka mnie zainteresowała, byłam mocno zdziwiona jego obecnością w Biedronce, a kolejne zdziwienie wywołała cena - 5, 99 zł / 400 ml, gdy w sklepach internetowych schodzi po 16 zł!!!! U nas w sklepie było jeszcze dwa inne rodzaje, nabłyszczający oraz regenerujący, ja wybrałam na objętość :)
W necie piszą że zawiera 100% BIO ekstraktów, ja jednak widzę w składzie SLS, choć olejek i ekstrakt naturalny też jest, jeśli interesuje Was pełny skład, to jutro wkleję, bo dziś już światła dobrego nie mam, ale dajcie znać :) Tym nie mniej, bardzo chętnie go wypróbuję, zapach ma piękny!!!
Lip Smacker błyszczyki Sprite i Coca-Cola legendarne smakowite smarowidła prosto z USA też mocno mnie zaskoczyły swoją obecnością w Biedronce, od dawna zastanawiałam się nad zakupem na Allegro, ale dobrze że w końcu zrezygnowałam, kupiłam w takiej samej cenie, nie płacąc za przesyłkę ;)
Była jeszcze Fanta, i były jeszcze pomadki, ja chciałam jednak błyszczyki najpierw wypróbować - posmakuję i sprawdzę, czy faktycznie tak dobrze nawilżają i wygładzają ;)
Cena - 6,99 zł / 3,4 g
No i to by było na tyle z tych zakupów - na razie dosyć, a jak jeszcze namyślę się, to uzupełnię zapasy ;)
A to już moja przesłodka nagroda z konkursu u Ani z bloga Bazarek Kosmetyczny - zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych Lumene z linii Angry Birds - prawda że są słodkie :)
Dziękuję Aniu :*
A Wy w Biedronce byliście?
Co kupiliście?
Buziole, miłego wieczorku ;*
Gdy przejrzałam wirtualną gazetkę Biedronki pod piękną nazwą " Nasz jesienny świat kosmetyków ", wiedziałam, że ta oferta nie pozwoli mi przeczekać szału zakupowego, od razu wpadło mi w oko kilka wspaniałych propozycji, w tym osławiony już w blogosferze Płyn micelarny BeBeauty w mega pojemności 400 ml, chyba jestem jedyną, która jeszcze tego płynu nie wypróbowała ;)))
Nawał obowiązków w pracy zapowiadał, że wypad na zakupy mi nie świecił, ale, ale... mężuś zaproponował pomoc, a więc, najpierw instruktaż " po gazetce ", a potem z telefonem przy uchu " kupiliśmy " to, co chciałam ;)
Nie zaszalałam, ale " kupiłam " sobie kilka kosmetyków, które z pewnością znajdą u mnie zastosowanie w najbliższym czasie - coś do kąpieli, bo je uwielbiam, a teraz korzystam z tej przyjemności 2 - 3 razy w tygodniu, coś dla włosów, mam zapasy, ale ciekawość wzięła górę coś, dla usteczek, zawsze jest potrzebne, i coś dla zmysłów - świece palą się teraz niemal non stop ;)
Musujące kule do kąpieli Jardins De Provence bogate w masło Shea i olejki roślinne, napisano na nich że są ręcznie robione, wybraliśmy trzy - z płatkami różanymi, z woskiem oraz z suszem herbacianym - przez folię wydają przecudne aromaty, zobaczę jak spiszą się w kąpieli :)
Cena - 3,99 zł / 1 szt
Świece zapachowe Aril 3 - warstwowe wybraliśmy dwa różne rodzaje: Róża i Konwalia ( wbrew pozorom, pachnie obłędnie!) oraz Owoce leśne - ten zapach uwielbiam zawsze i wszędzie ;) Bardzo podoba mi się pomysł z tymi trzema warstwami, dzięki nim nie znudzimy się jednym zapachem, tylko w trakcie spalania jednej świecy mamy różne aromaty :)
Czas wypalania - 30 h, zobaczymy ;)
Cena - 5,99 zł / 1 szt.
Tutti Frutti Opalizujący olejek do kąpieli Farmona no nie mogłam się powstrzymać, choć w gazetce wyglądają zupełnie inaczej, poprosiłam męża o Lichee & Rambutan - czułam że mi przypadnie do gustu, i tak właśnie jest!, on jednak nie był by sobą, więc włożył do koszyczka jeszcze Karmel & Cynamon - niuchnęłam i przepadłam.... a myślałam, że będzie zbyt słodki i korzenny, nic z tych rzeczy! Jest cudownie ciepły i megaaaa apetyczny!
Olejki te można używać do kąpieli i pod prysznic, ponoć relaksują, no nie dziwie się, z takimi zapachami... tworzą skórę jedwabiście gładką i miękką i nadają ciału blasku, dzięki tym drobineczkom malutkim - sprawdzę!
Cena - 9,99 zł / 500 ml
BeBeauty Płyn micelarny 400 ml, którego nikomu nie trzeba przedstawiać ;) Czytałam u Was na blogach, że go bardzo lubicie i jak go chwalicie, no musiałam go mieć, choć na razie jeszcze Biodermę kończę, szkoda że nie zrobili go z pompką, bo butelka dość spora, więc było by łatwiej używać, ale damy radę ;)
Cena - 7,99 zł / 400 ml
DeBa BIO Vital Szampon zwiększający objętość, jest to szampon bułgarskiej firmy kosmetycznej Rubella Beauty AG, o produktach której czytałam kilka razy na blogach, przyznam, ze marka mnie zainteresowała, byłam mocno zdziwiona jego obecnością w Biedronce, a kolejne zdziwienie wywołała cena - 5, 99 zł / 400 ml, gdy w sklepach internetowych schodzi po 16 zł!!!! U nas w sklepie było jeszcze dwa inne rodzaje, nabłyszczający oraz regenerujący, ja wybrałam na objętość :)
W necie piszą że zawiera 100% BIO ekstraktów, ja jednak widzę w składzie SLS, choć olejek i ekstrakt naturalny też jest, jeśli interesuje Was pełny skład, to jutro wkleję, bo dziś już światła dobrego nie mam, ale dajcie znać :) Tym nie mniej, bardzo chętnie go wypróbuję, zapach ma piękny!!!
Lip Smacker błyszczyki Sprite i Coca-Cola legendarne smakowite smarowidła prosto z USA też mocno mnie zaskoczyły swoją obecnością w Biedronce, od dawna zastanawiałam się nad zakupem na Allegro, ale dobrze że w końcu zrezygnowałam, kupiłam w takiej samej cenie, nie płacąc za przesyłkę ;)
Była jeszcze Fanta, i były jeszcze pomadki, ja chciałam jednak błyszczyki najpierw wypróbować - posmakuję i sprawdzę, czy faktycznie tak dobrze nawilżają i wygładzają ;)
Cena - 6,99 zł / 3,4 g
No i to by było na tyle z tych zakupów - na razie dosyć, a jak jeszcze namyślę się, to uzupełnię zapasy ;)
A to już moja przesłodka nagroda z konkursu u Ani z bloga Bazarek Kosmetyczny - zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych Lumene z linii Angry Birds - prawda że są słodkie :)
Dziękuję Aniu :*
A Wy w Biedronce byliście?
Co kupiliście?
Buziole, miłego wieczorku ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)