czwartek, 9 października 2014

KIVVI Marmolada do ciała Pomarańcza i Wanilia - pyszny deser... dla skóry

Witajcie Słoneczka :)
Wraz z nadejściem jesieni zaczęłam intensywniej zaopatrywać się w kosmetyki do pielęgnacji ciała. O ile latem mogłam czasem " zgrzeszyć ", pomijając balsamowanie czy wklepywanie masełka w ciało, teraz już sobie na to pozwolić nie mogę. Letni arsenał pielęgnacyjny ograniczał się głównie na lekkich mleczkach i balsamach czy nietłustych masełkach, na chłodne wieczory wybieram bardziej treściwe konsystencje. Zmieniły się też preferencje zapachowe - do orzeźwiających zapachów, jako ulubieńce, dołączyły bardziej otulające, ciepłe aromaty - podświadomie rozgrzewają i rozpieszczają zmysły :)

Deser podano moje Drogie! Ale niech Was nie zmyli podanie, bowiem jest to cudowny deser... dla skóry marki Kivvi - Marmolada do ciała Pomarańcza i Wanilia :)
Z pewnością zrozumiecie moją decyzję odnośnie wyboru właśnie jej. Pomarańcza i wanilia to cudowne połączenie zapachowe, które uwielbiam w kosmetykach. Dodatkowo ten uroczy słoiczek, grafika, opis działania i w końcu skład, o których Wam nie omieszkam opowiedzieć, sprawiły, że nie mogłam się oprzeć tej, jakże mocnej, pokusie ;)

Kosmetyki Kivvi  są wytwarzane na Łotwie, w cudownym kraju Europy Północnej. Produkty marki są zainspirowane naturą, jej pięknem, bogactwem, unikalnością i prostotą - są całkowicie naturalne, ekologiczne, autentyczne.
Wszystkie kosmetyki Kivvi zawierają olej z pestek kiwi oraz wyjątkowe bogactwo innych, doskonale dobranych składników. Specjalnie opracowane receptury produktów uwzględniają wykorzystanie olejów i ekstraktów z roślin pochodzących z certyfikowanych upraw ekologicznych i biodynamicznych z całego świata.
Kosmetyki Kivvi są wytwarzane ręcznie, w małych ilościach - by sprostać oczekiwaniom najbardziej wymagających klientów, co szczególnie się docenia w czasach współczesnych, gdy wszędzie królują maszyny :)

Słów kilka od producenta

Głęboko odżywiająca i nawilżająca marmolada z pomarańczą i wanilią do stosowania na całe ciało. Formuła marmolady uwzględnia oleje i ekstrakty roślin organicznych o silnym działaniu odżywiającym, wygładzającym i nawilżającym skórę, aby przywrócić jej witalność i optymalny poziom nawilżenia oraz uczynić ją świeżą i promienną. Marmolada do ciała zawiera Organiczny Kompleks Odżywczy Kiwi – olej z pestek wiśni, ekstrakt z czarnej porzeczki, olej z orzechów makadamii, olej z pestek winogron, ekstrakt z dzięgla, ekstrakt z rumianku, ekstrakt z dziurawca i ekstrakt z jasnoty białej – który nawilża, regeneruje i odżywia skórę.


Skład: Butyrospermum parkii*, Cocos nucifera oil, Vitis vinifera oil*, Olea europeana oil*, Aroma**, Prunus armeniaca oil*, Prunus cerasus oil*, Triticum vulgare oil*, Macadamia integrifolia oil*, Oenothera biennis oil*, Simmondsia chinensis oil*, Persea gratissima oil*, Hippophae rhamnoides oil*, Ribes nigrum oil*, Rosa rubiginosa oil*, Actinidia chinensis oil*, Rubus idaeus oil*, Vitamin E, Humulus lupulus extract, Calendula officinalis extract*, Ginkgo biloba extract*.

* certyfikowany składnik organiczny
** naturalny olejek eteryczny

100% składników naturalnych
89% składników organicznych z certyfikowanych upraw ekologicznych.
Marmolada jest dpowiednia do wszystkich typów skóry, wzmacnia opaleniznę.

Marmolada Kivvi została umieszczona w przepięknym słoiczku, o pojemności 120 ml, wykonanym z barwionego na zielono szkła. Słoik jest ciężki, solidny, niewysoki, z łatwością da się wybrać z niego kosmetyk, bez najmniejszego problemu sięgając aż do samego dna. Przy tego typu produktach szkło może i nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo bardziej trzeba uważać, aby nie potłuc słoiczka, ale ja osobiście uwielbiam szklane opakowania, więc dla mnie są one zaletą. Uważam bardzo :)

Słoiczek jest zakręcany aluminiową nakrętką, która początkowo jest " zaplombowana " papierową tasiemką, dzięki czemu mamy gwarancję, iż nikt wcześniej produktu nie sprawdzał :)
Etykieta, o bardzo ładnej, artystycznej szacie graficznej, nie tylko cieszy oko i świetnie dopełnia całość, ale również zawiera najważniejsze informacje dotyczące kosmetyku. Wyczytamy z niej krótki  opis w języku polskim, pełny skład, informację o tym, iż jest to kosmetyk organiczny, w którym nie znajdziemy alkoholu, sztucznych barwników, konserwantów, substancji zapachowych, substancji mineralnych, ropopodobnych ani toksycznych.
Produkty Kivvi są odpowiednie dla wegan i nie są testowane na zwierzętach!
Termin ważności wynosi 6 miesięcy od momenty otwarcia.

Nazwa " marmolada " bardzo mnie zaciekawiła, byłam przekonana, ba widziałam oczami wyobraźni, galaretowatą, przezroczystą, gęstą marmoladę, która przypomina żel aloesowy, tylko w bardziej treściwej wersji, pomarańczowym zabarwieniu i, oczywiście, o boskim zapachu :)
Po otwarciu jednak zobaczyłam białą, połyskującą, delikatnie grudkowatą konsystencję, przypominającą masło shea ( co dziwne być nie powinno, ponieważ skład, jak na dłoni, jest widoczny w sklepie Ecosme ). Nie poczułam się zawiedziona, nie! Ale moja wizja marmolady była nieco inna :)

Tak, tak Kochane, to najwspanialsze na świecie masło Shea połączone z olejem kokosowym, olejem z pestek winogron, oliwą z oliwek i wieloma innymi naturalnymi wspaniałościami, które nasza skóra uwielbia!
Grudki w konsystencji świadczą o tym, że masło shea, użyte do tworzenia tej " marmolady ", jest całkowicie naturalne, najwyższej jakości, czyste, nierafinowane, ani nieprzetwarzane w żaden inny sposób.
Zapach jest po prostu obłędny! Aromat soczystego miąższu z pomarańczy, z delikatną goryczką olejków eterycznych zawartych w jej skórce, doprawiony subtelną słodyczą cudownej wanilii - relaks, odprężenie, ukojenie...
Zamykam oczy i... zjadłabym :) Ale nie! To deser, najwspanialsza słodycz, ale dla skóry - wprost z natury!

Konsystencja jest dosyć zwarta, ale miękka i delikatna w dotyku, podatna na nabieranie, nie jest zbita. Przy kontakcie z ciepłą skórą momentalnie zmienia swoją stałą konsystencję na płynną.
Marmolada wspaniale rozprowadza się po skórze, bardzo długo utrzymuje się na jej powierzchni, co pozwala na długie relaksowanie się podczas masażu. Wnika w skórę dosyć powolnie. Początkowo delikatnie ją natłuszcza, ale z czasem ta tłusta warstewka wchłania się, pozostawiając skórę nadzwyczajnie miękką, dogłębnie nawilżoną, zregenerowaną i odżywioną.
Marmolada jest niczym opatrunek dla przesuszonej, podrażnionej czy wrażliwej skóry. Działa natychmiastowo, zapewniając ukojenie i kompleksową pielęgnację. Co ważne, efekty te są długotrwałe, utrzymują się nawet przez dwa - trzy dni, w zależności od kondycji skóry. Marmolada nie spłukuje się tak łatwo ze skóry podczas brania prysznicu.
Zapach wspaniale rozpieszcza zmysły, otula skórę swoim ciepłym aromatem i długo na niej pozostaje. Nadzwyczajnie przyjemny, miły, autentyczny, całkowicie naturalny! To prawdziwa rozkosz czuć go na sobie, wdychać, dotykać, celebrować...
Wydajność marmolady mnie zaskoczyła, naprawdę niewiele jej trzeba, aby skóra ciała poczuła się dopieszczona i zadbana.

Cena - 81 zł/120 ml

Dostępność - Ecosme

Podsumowując...

Marmolada Kivvi jest inna niż wszystkie - to prawdziwy rarytas, doskonale " smakujący ", szczególnie wieczorową porą :)
Oferuje skórze wszystko to, czego ona potrzebuje, idealnie dostosowując się do jej typu. Choć cenowo może wydawać się mniej atrakcyjna, warto jej " posmakować ", bo z pewnością wrażenia po niej będą tylko pozytywne, a wspomnienia, nadzwyczajnie słodkie, przyjemne, niezapomniane...

Znacie kosmetyki Kivvi?
Które produkty wypróbowaliście i polecacie?

Zachęcam Was Kochane do odwiedzenia sklepu Ecosme, dla wszystkich czytelników mojego bloga - 20% RABATU na cały asortyment!!!
Kod rabatowy: BLOG.

Na profilu Facebookowym Ecosme czeka na Was wspaniałe rozdanie, w którym można wygrać Kosz naturalnych wspaniałości!
Nie przegapcie swojej szansy - KLIK

Miłego wieczoru :*
                                                                                         

poniedziałek, 6 października 2014

Peeling do twarzy z Bio-Miętą i wyciągiem z Aloesu Fresh Skin NEOBIO

Witajcie Słoneczka :)
Moja mieszana skóra, szczególnie po lecie, staje się zawsze bardzo kapryśna. To jest poszarzała, wygląda na zmęczoną, a to z kolei wrażliwa, zaczerwieniona. Przez kilka dni przetłuszcza się niemiłosiernie, na szczęście kremy ją skutecznie ujarzmiają, a przez kilka kolejnych dni jest przesuszona, delikatnie łuszczy się okazując całemu światu odstające skórki :)
W związku z jej fanaberiami moja pielęgnacja w ciągu ostatnich kilku miesięcy jest dosyć złożona - oczyszczająco-matujące produkty stosuję na przemian z olejami, dzięki czemu udaje się utrzymać ją w dosyć dobrej formie.

Oczywiście równie ważną rolę odgrywają nie tylko produkty pielęgnacyjne, ale także te oczyszczające. Oczyszczanie skóry, to podstawa! Żele do mycia twarzy, mydła naturalne, płyny micelarne, toniki i peelingi - niezawodne przyjaciele skóry, które pomagają utrzymać ją w ryzach.
Peelingów mam kilka, każdy z nich różni się nieco konsystencją oraz intensywnością działania. Każdy więc ma swoje zastosowanie, w zależności od stanu i potrzeb skóry. Peeling Fresh Skin marki NEOBIO jest moim ulubieńcem w tej kategorii, ponieważ doskonale sobie radzi w każdej " sytuacji ". Nieważne czy skóra jest zanieczyszczona czy też wrażliwa - sprawdza się fantastycznie!
Dlaczego jest taki wielofunkcyjny? Zapraszam do czytania :)

Słów kilka od producenta

Peeling do twarzy z bio-miętą i wyciągiem z aloesu Fresh Skin delikatnie i gruntownie oczyszcza skórę, przygotowując ją do dalszej pielęgnacji.
Zawiera sok z liści aloesu, który nawilża skórę. Wyciąg z organicznej mięty działa rozjaśniająco i pozostawia uczucie świeżości. Dodatkowo olejki z oliwek, nasion słonecznika i soi pielęgnują skórę, a masło shea chroni ją przed zbytnim przesuszeniem.
Peeling jest odpowiedni dla Vegan; wolny od glutenu i laktozy; posiada certyfikat NaTrue.

Zacznę od tego, że skład peelingu jest po prostu fantastyczny, i to właśnie dzięki tak skrupulatnie dobranym składnikom, oferuje on wspaniałe działanie zarówno skórę przetłuszczającej się, jak również przesuszonej czy wrażliwej.

Składniki INCI: Aqua (Water), Glycine Soja (Soybean) Oil*, Alcohol denat., Glycerin, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Pumice, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Polyglyceryl-3 Dicitrate/Stearate, Cetearyl Alcohol, Isoamyl Laurate, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Rhus Verniciflua Peel Wax, Sodium Stearoyl Glutamate, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract*, Sodium Lactate, Lactic Acid, Tocopherol, Xanthan Gum, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, PCA Ethyl Cocoyl Arginate, Parfum (Essential Oils), Geraniol, Linalool

* z kontrolowanych upraw biologicznych

Uwielbiam miętę w kosmetykach - zapewnia niesamowite orzeźwienie, a jednocześnie koi podrażnienia i łagodzi stany zapalne.

Opakowanie peelingu skusiło mnie w pierwszej kolejności, to właśnie ono sprawiło, że zapragnęłam poczuć na sobie orzeźwiającą i kojącą moc mięty i aloesu. Szata graficzna przemawia sama za siebie - mamy czystość, mamy naturę i świeżość.
Tubka, o pojemności 100 ml, została wykonana z półmiękkiego, elastycznego tworzywa w białym kolorze z perłową poświatą. Tubka jest półprzezroczysta, co pozwala na kontrolowanie stopnia zużycia kosmetyku. Szczególnie dobrze widać to pod światło.

Szeroki, twardy, zakręcany korek szczelnie zamyka tubkę i skutecznie chroni zawartość przed niekontrolowanym wydostaniem się oraz przed wilgocią, drobnoustrojami i powietrzem. Dzięki jego formie tubka stabilnie stoi, a peeling ciągle spływa do otworu dozującego. Otwór został dobrze dostosowany do konsystencji produktu.
Na tubce znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje dotyczące kosmetyku - jego opis, sposób użycia, pełny skład, termin ważności - 6 miesięcy od momentu otwarcia, oraz kraj produkcji Niemcy.
Tuba jest poręczna, łatwa i przyjemna w użyciu, mimo iż jest zakręcana.

Peeling ma delikatną, kremową konsystencję, przypominającą balsam, z dużą ilością zatopionych w nim drobinek. Drobinki są dosyć malutkie, ale ostre, są przezroczyste, przez co niemal niewidoczne, natomiast na skórze bardzo dobrze wyczuwalne. W peelingu można też dostrzec ciemne drobiny, o nieco większych rozmiarach, ale jest ich naprawdę bardzo mało.
Zapach... uwielbiam! Nadzwyczajnie przyjemny, delikatnie słodki, przełamany nutą świeżości - cudownie skomponowany.
Nie jest nachalny, ani zbyt mocny, dobrze wyczuwalny podczas używania, ale ze skóry znika błyskawicznie.

Początkowo, po zapoznaniu się z konsystencją, myślałam, że peeling będzie delikatny, ale już po aplikacji na skórę, da się wyczuć jego prawdziwą moc. Z łatwością rozprowadza się po wilgotnej skórze, zapewniając natychmiastowe działanie. Masując skórę ostrymi drobinkami czuję, jak twarz odzyskuje swoją gładkość, a przyjemne uczucie świeżości, które zapewnia mięta, sprawia wrażenie, że skóra jest dogłębnie oczyszczona, oddycha!
Producent zaleca stosować go 1 - 2 razy w tygodniu, tak też go używałam, w zależności od potrzeb i kondycji skóry. Czasem używałam go nie tylko jako peelingu, ale też jako maski - po dokładnym wymasowaniu skóry zostawiałam peeling na 10 minut ( zazwyczaj podczas kąpieli ) na twarzy i szyi. Po spłukaniu skóra była jeszcze bardziej odświeżona, miękka, gładka i pełna blasku. Tego zdrowego blasku :)
Peeling nie powoduje u mnie podrażnień, nie wywołuje też zaczerwienienia, nawet gdy stosuję go na przesuszone partie skóry. Wręcz odwrotnie, niweluje nieprzyjemne uczucie suchości, dobrze nawilża, wygładza, zmiękcza i odżywia.
Efekty utrzymują się przez 3 - 5 dni, w zależności od stanu skóry. Gdy się przetłuszcza mocniej - używam go dwa razy w tygodniu - dogłębnie oczyszcza i odświeża skórę. Zauważyłam, że peeling przyczynia się do niwelowania niedoskonałości, minimalizuje też widoczność porów - ładnie je ściąga :)
Wydajność według mnie jest bardzo dobra, choć to kwestia indywidualna, uzależniona od typu oraz stanu skóry - intensywność złuszczania można zwiększać, poprzez dokładanie kolejnych porcji peelingu.
Może być łagodny, a można też używać go " na ostro " - jak wolicie :)

Cena - 15,50 zł /100 ml

Dostępność - sklep EcoKraina. 

Podsumowując...

Jeśli szukacie dobrego, naturalnego peelingu do twarzy, szyi i dekoltu, który nie kosztuje fortuny, to koniecznie go wypróbujcie! Peeling idealnie wpisze się w upodobania każdego rodzaju skóry, a jego intensywność można z łatwością stopniować.
Zauroczy pięknym, subtelnym zapachem, skutecznym działaniem oczyszczającym oraz nawilżającym. Nie tylko złuszcza, ale także oferuje ukojenie, regenerację i odżywienie.
Skóra jest zachwycona jego działaniem, a ja jej wyglądem, czy trzeba pisać jeszcze coś więcej?
Polecam!

Dla czytelniczek bloga w sklepie Eco Kraina jest przewidziany specjalny RABAT w wysokości 10% przy zamówieniu od 50 zł - HASŁO: dobre 

Grzech nie skorzystać moje Drogie :)

Znacie produkty marki Neobio?
Które ich kosmetyki już wypróbowaliście i polecacie?
Jakie peelingi najczęściej stosujecie?
Miłego wieczoru Wam życzę ;)
                                                                                         

piątek, 3 października 2014

Woda perfumowana Celcius Homme - rozgrzewa do czerwoności!

Witajcie Słoneczka ;)
Zimno, coraz zimniej na dworze. Nie lubię chłodów, bo jestem zmarzluchem, a każdy stopień Celsjusza spadający w dół, wprowadza mnie w stan przerażenia :) Brakuje energii, staje się ospała, apatyczna, szybciej się męczę...
Szukam ciepełka we wszystkim - w każdym promieniu słońca, w puchatym kocu, którym otulam się aż po same uszy, w dużym kubku, po brzegi wypełnionym gorącą herbatą, obok kominka, w którym płonie drewno, a także w zapachach.

Zapachy mają w sobie magiczną moc! Rozgrzewają, relaksują, uspokajają, uwodzą, podniecają... Każdy aromat działa na nasze zmysły inaczej, ale jedno jest pewne - dzięki nim, czujemy się lepiej.
Uwielbiam długie jesienne wieczory spędzone w domowym zaciszu, którym towarzyszy ciepełko bijące z kominka i zapach palonego drewna, oglądając dobry film wtulam się w Ukochanego rozkoszując się jego cudownym zapachem...
Jednym z moich ulubionych zapachów, które ON nosi, jest Celcius Homme - męska woda perfumowana Carlo Bossi.

Woda Celcius Homme jest zamknięta w klasycznym, prostokątnym flakonie, wykonanym z grubego, czerwonego szkła. Klasyczna forma idealnie oddaje charakter i przeznaczenie zapachu. Czarny korek, którym flakon został uwieńczony, w elegancki sposób dopełnia całość.
Flakon został umieszczony w usztywnionym, tekturowym pudełku o pięknych, płomiennych szatach. Pudełko jest opatrzone hologramem, nazwą firmy oraz samego zapachu.
Prócz tych podstawowych " elementów " znajdziemy na nim także pełny skład wody, spis środków ostrożności, określoną pojemność - 100 ml, oraz zawartość alkoholu - 80%. Nie zabrakło również terminów ważności - ogólny, najlepiej zużyć do 2021 roku, lub okresowy - 36 miesięcy od momentu otwarcia.

Opakowanie, jak i sam flakon, są bardzo solidnie, precyzyjnie i ładnie wykonane, dodam, że Carlo Bossi to polska firma, która nie tylko tworzy swoje zapachy, ale także ich " wdzianka ".
Flakon prezentuje się bardzo elegancko, dopieszczone zostały wszystkie, nawet najdrobniejsze szczegóły.
Atomizer chodzi bez zarzutu, z łatwością i precyzją wydostając delikatną mgiełkę z wnętrza flakonu. Nie chlapie, ani się nie zacina, z łatwością się naciska. Dobrym rozwiązaniem jest białe kółeczko w miejscu otworu, które zostało rozmieszczone na czarnej całości atomizera - nie trzeba przyglądać się i szukać miejsca wydobycia zapachu czy psikać " jak popadnie " - niby szczegół, ale ważny.
Długa rurka, sięgająca dna, umożliwi wydobycie wody do ostatniej kropli.

Woda perfumowana Celcius Homme należy do leśno - cytrusowo - kwiatowego typu zapachu:
  • Nuta głowy: bergamotka, mandarynka, cytryna, liść fiołka
  • Nuta serca: liść fiołka, gałka muszkatołowa, skóra, jaśmin, drzewo sandałowe, paczuli
  • Nuta bazy: paczuli, drzewo cedrowe, piżmo, skóra, bób Tonka.
Powyższe nuty zapachowe tworzą wspaniałą, pełną energii i świeżości, elegancką kompozycję, która z pewnością przypadnie do gustu zarówno młodym chłopakom, jak i starszym Panom. 

Zapach, po wydobyciu z flakonu, jest dosyć intensywny, mocny, ale nie przesadzony. Wcale, ale to wcale nie czuć w nim alkoholu. Pięknie układa się na skórze mojego Lubego, aby potem w subtelny sposób otworzyć się uwalniając całą swoją moc.
Producent porównuje zapach do Dior`owego Farenheit`a, pamiętam ten zapach, ale moim zdaniem Celcius od niego jest mocniejszy, choć rzeczywiście bardzo zbliżony - uwielbiam jego aromat na moim mężu :)
Trwałość woda ma bardzo mocną, kilka psiknięć o poranku sprawiają, że aromat utrzymuje się na skórze przez cały dzień. Owszem, zapach z czasem łagodnieje, nabiera zupełnie innego wymiaru, ale ciągle jest wyczuwalny, nie tylko z bliska! Zostawia za sobą pachnący ślad :)
Poprzez tak wysoką trwałość oraz intensywność zapachu woda zużywa się w bardzo powolnym tempie, choć mąż stosuje ją codziennie, ubytek jest mizerny.
Na ubraniach i pościeli utrzymuje się przez kilka dni, mąż wyjeżdża służbowo na tydzień, a ja nadal rozkoszuję się jego zapachem - magia! :)

Cena - 59,70 zł / 100 ml

Dostępność - sklep Carlo Bossi oraz Futurosa.

Podsumowując...

Woda perfumowana Celcius faktycznie " podnosi temperaturę " swoim cudownie zbudowanym aromatem! Jest dobrą, i z pewnością tańszą, alternatywą dla markowych perfum, kosztujących krocie. Szczególnie, że nie wyróżnia się na ich tle, bo czaruje i uwodzi zapachem, zachwyca trwałością, zadziwia intensywnością. Przyjemny dla oka, solidnie wykonany flakon stanowi ozdobę męskiej półki z kosmetykami, a używanie wiąże się wyłącznie z przyjemnością, zarówno dla Niego, jak i dla mnie :)

Co sądzicie o tym zapachu?
Podobają się Wam nuty zapachowe w nim użyte?
Jakie aromaty lubicie na swoich mężczyznach?
Udanego weekendu Kochane :)
                                                                                         

środa, 1 października 2014

Benefit Majorette - róż w kremie owocami pachnący :)

Witajcie Słoneczka :)
Czy lubicie róż? Stosujecie go w swoim codziennym makijażu?
Dla mnie od wielu lat jest kosmetykiem niezbędnym, choć przyznam, że wcześniej nie doceniałam jego cudownych właściwości. W sumie nie miałam konieczności używania, na mojej jasnej skórze naturalne rumieńce były dosyć intensywne, a już o sytuacjach krępujących czy stresujących i nie wspomnę :)
Z wiekiem jednak to się zmieniło. Rumieńce powoli zanikały, a w zakłopotanie czy do szewskiej pasji ciężko mnie doprowadzić :)  Sięgnęłam po róż i... uzależniłam się! To uzależnienie trwa, a ja chętnie poznaję nowych sprzymierzeńców, które nadają mojej twarzy zdrowych rumieńców oraz rozświetlają całą twarz.

Od kilku tygodni rozkoszuję się nowym " dzieckiem " Benefit`a - różem w kremie o uroczej nazwie - Majorette :)
Róże w kremie mnie nieco przerażały, nieraz pokusiłam się na wypróbowanie, ale z marnym skutkiem. Ostatecznie nigdy nie zdecydowałam się na taką formę różu, wolałam sypkie lub prasowane. Uważałam, że są bardziej bezpieczne :)

Benefit słynie ze swoich wspaniałych kosmetyków o ciekawych, bardzo przyjemnych formułach, zamkniętych w bajecznych opakowaniach.
Uwielbiam zarówno opakowania, jak i zawartość - jeszcze na żadnym produkcie, który stosowałam, nie zawiodłam się.
Majorette nie jest wyjątkiem! Benefit, za pomocą Majorette, całkowicie zmienił moje podejście do kremowych róży - ten róż jest inny niż wszystkie.
Jest wyjątkowy!

Słów kilka od producenta

Majorette nie jest zwykłym różem w kremie z pudrowym wykończeniem..
Majorette to booster blush, który doda seksapilu Twoim policzkom, podkreślając delikatnie ich naturalny odcień, lub jeśli zostanie zaaplikowany jako podkład pod ulubiony róż w kamieniu - zwiększy jego trwałość i podbije kolor!
A do tego... tak słodko wygląda i bosko pachnie brzoskwinią i granatem!

Benefit`owe kosmetyki zawsze wyznaczają się niesamowicie uroczymi opakowaniami, ale Majorette - to totalna słodycz!
Róż został zamknięty w prześlicznym opakowaniu, które wzbudziło ogromną ciekawość moich córeczek :) Nie mogły, i nadal nie mogą, uwierzyć, że to kosmetyk dla mamusi. O nie! Dlatego róż zyskał status najpilniej strzeżonego kosmetyku w domu - nie chciałabym stracić tak wspaniałej zawartości, co z pewnością się stanie, po zaspokojeniu ciekawości moich małych dam :)

Opakowanie jest wykonane z plastiku oraz usztywnionej tektury, którą pokrywają złocone wzorki - solidne, piękne i urocze, porządnie zamykane na magnez i łatwo otwierane.
Pudełeczko zostało wyposażone w lusterko, które umożliwia dokonanie poprawek niezależnie od tego, gdzie jesteśmy. Zwłaszcza że stosowanie różu jest dziecinne proste :)
Róż dodatkowo jest chroniony przezroczystą, plastikową osłonką, która na dłużej zapewnia mu świeżość, zakładam ją po każdym użyciu. Choć nawet ona nie była w stanie uchronić uroczej zawartości przed niechlujnym traktowaniem przesyłki przez kurierów - róż przyjechał do mnie nieco poturbowany, z delikatnie uszkodzonym tłoczeniem.
Na opakowaniu znajdziemy pełny skład, który zamieszczam dla zainteresowanych, termin ważności - 12 miesięcy od momentu otwarcia, oraz krótki opis, także w języku polskim.

Róż ma nasycony, brzoskwiniowy kolor, który idealnie będzie pasować do każdej karnacji, jest zdobiony uroczym tłoczeniem. W opakowaniu róż wygląda na ciemniejszy, niżeli jest w rzeczywistości. Zmienia też swoją barwę w zależności od oświetlenia - zobaczycie jego prawdziwy odcień na skórze :)
Kolejną cechą różu jest niesamowicie apetyczny, przyjemny, owocowy zapach, który bardzo uprzyjemnia aplikację. Chce się go wąchać bez przerwy - przywołuje na myśl aromat soczystych, letnich owoców. Zapach oczywiście nie jest koniecznością, ale bardzo miłym, pobudzającym zmysły " dodatkiem " - perfekcja w każdym szczególe! Jest pięknie, przyjemnie i pachnąco ♥

Konsystencja Majorette jest nadzwyczajnie lekka, delikatna, półmiękka, nie jest tłusta, klejąca, ani toporna. Nie przypomina mi typowego różu w kremie, bliżej mu do musu. Z łatwością, poprzez leki dotyk, nabiera się na palec, bo właśnie tak najlepiej go stosować, i błyskawicznie, bezproblemowo rozprowadza się po skórze - bez pocierania i naciągania skóry.
Róż nie tworzy plam ani smug, bardzo fajnie wtapia się w skórę ( czy też w puder :)) i równomiernie układa się.
Pigmentacja według mnie jest bardzo dobra, niewiele go trzeba, aby nadać twarzy młodzieńczego wyglądu. Intensywność koloru, oczywiście, łatwo można stopniować, poprzez nakładanie kolejnej warstewki. Na skórze jest zupełnie niewyczuwalny! Trudno też zrobić sobie wypieki jak u matrioszki, no chyba że celowo :)

Na skórze róż daje całkowicie matowy, pudrowy efekt, co możecie zobaczyć na powyższych zdjęciach. Można go stosować solo, czym zapewnimy sobie piękny, naturalny efekt rumieńców, a także jako bazę pod sypki czy prasowany róż - świetnie podbija ich kolor, nadając bardziej intensywnego odcienia, i przedłuża trwałość.
Róż bardzo dobrze utrzymuje się na skórze w ciągu dnia, na mojej mieszanej pozostaje w nienaruszonym stanie przez ok. 4-5 godzin, choć to już jest kwestia indywidualna. Dodam, że nakładam go oszczędnie, nie zaznaczam mocno kości policzkowych, lecz z jego pomocą nadaje " świeżości " twarzy.
Uwielbiam jego odcień, jest fenomenalny, sprawia, że cera wygląda promiennie i zdrowo.
Ściera się równomiernie, zawsze wygląda naturalnie i pięknie, a poprawki, w razie konieczności, trwają dosłownie kilka sekund - przyjemniaczek!

Cena - 149 zł / 7 g

Dostępność - Sephora

Podsumowując...

Róż Majorette jest absolutnie fantastyczny! Wyznacza się nie tylko cudowną konsystencją, idealnym kolorem, który pasuje każdej z nas, ale również pięknym zapachem i bardzo wysoką wydajnością. Nawet jeśli róż w kremie nie należy do Waszych ulubieńców, po wypróbowaniu Majorette zmienicie swoje upodobania - to Wam gwarantuję!
Ja właśnie to zrobiłam, a Wy?
Polecam! Bardzo!

Znacie kosmetyki Benefit?
Wypróbowaliście już uroczy Majorette?
Jak Wam się podoba ten róż?
Miłego wieczoru życzę :)