poniedziałek, 13 lipca 2015

Ulubieńcy Dobre Dla Urody - czerwiec 2015

Witajcie Słoneczka ;)
Wakacyjny czas obfituje u mnie w trocha większe zasoby wolnego czasu, czego nie mogłam powiedzieć o czerwcu, w związku z czym właśnie w lipcu będzie majowo-czerwcowe denko, na szczęście nie takie ogromne. Dziś chce zaprosić Was do zapoznania się z produktami, które uhonorowałam mianem ulubieńców w czerwcu :)

Są to kosmetyki, które stosuję od kilku miesięcy, doskonale poznałam ich działanie oraz doceniłam wpływ na moją skórę. Na efekty niektórych trzeba było poczekać, z kolei inne zapewniają natychmiastowe rezultaty, co tworzy je wyjątkowymi i z pewnością godnymi polecenia. Jesteście ciekawe dlaczego zdobyły moje uznanie i czemu tak chętnie po nie sięgam?

Oczyszczanie twarzy to podstawa! Przy mojej mieszanej, przetłuszczającej się, z rozszerzonymi porami cerze, skrupulatne oczyszczanie gwarantuje nie tylko uczucie świeżości oraz czystości, ale również zapewnia dobrą kondycję i zapobiega powstawaniu niedoskonałości. Żel do mycia twarzy Biolaven Organic zachwycił od pierwszego użycia, początkowo zapachem, bardzo przyjemnym, kojącym, uspokajającym... a później fajnym działaniem i efektami, które pomagają utrzymać zdrowie i piękno skóry każdego dnia. Świetnie oczyszcza, bez podrażnień, ściągnięcia, zaczerwienienia, zapewnia skórze natychmiastowe uczucie świeżości, a jednocześnie sprawia, iż staje się ona miękka i delikatna w dotyku. Przy systematycznym stosowaniu reguluje proces wydzielania sebum, zwęża pory, zmniejsza widoczność naczynek, a piękny, winogronowo-lawendowy zapach uprzyjemnia stosowanie i zachęca do sięgania po niego. Wspaniały!

Gdy już skóra zostanie porządnie oczyszczona i przygotowana do dalszej pielęgnacji, sięgam po serum. Serum od kilku lat jest moim niezbędnikiem. Już teraz nie stosuję tego typu kosmetyków okresowo czy sezonowo, lecz regularnie, zmieniając jedynie produkt wedle potrzeb czy stanu skóry, pory roku... Norel Face Rejuve Lifting Cranberry Serum działa skutecznie zarówno " na dłuższą metę " jak i w trybie natychmiastowym. Jego skład oraz właściwości zapewniają błyskawiczne efekty, dlatego można go stosować systematycznie lub tylko jako " maseczkę bankietową " - nakładasz i ... wglądasz o kilka lat mniej! Efekt jak po liftingu? Zabiegu liftingującego jeszcze nie miałam okazji wypróbować, więc nie porównam, ale to serum naprawdę DZIAŁA! Wkrótce Wam o nim napiszę, więc dowiecie się co i jak :)

Samo serum nie zawsze wystarcza, nawet mojej mieszanej skórze, dlatego jak tylko się wchłonie, nakładam krem. Na dzień, ostatnimi czasy, są to wersje " acne ", pomagające utrzymać pod kontrolą sebum, ale na noc preferuję bogatsze konsystencje, a wtedy to sięgam po Klapp Hyaluronic Day & Night Cream. Mimo iż jest dosyć treściwy, nie obciąża ani nie zapycha skóry, początkowo lekko ją natłuszcza, ale po kilkunastu minutach wchłania się całkowicie. Niesamowicie cudownie koi i regeneruje skórę, dogłębnie i, co najważniejsze, długotrwale nawilża, zapewniając gładkość, elastyczność, młodzieńczy wygląd. Przy regularnym stosowaniu, ja to czynie od kwietnia, wyraźnie odmładza skórę, wraz z innymi produktami przyczyniając się do zniwelowania zmarszczek i poprawy kolorytu, gęstości oraz ogólnej kondycji skóry. Mega! Wkrótce o nim napiszę :)

Uwierzcie mi, że przy tak skutecznie działających na skórę produktach oraz idealnie skomponowanej codziennej pielęgnacji naprawdę niewiele trzeba, aby " poprawić " urodę :) Przyznam się bez bicia, że za swoje prawie 36 lat, zużyłam zaledwie 3 buteleczki podkładu :D Stosuję go bardzo sporadycznie, bo najzwyczajniej nie mam takiej potrzeby! Przede wszystkim stawiam na skuteczną pielęgnację oraz... dobre pudry, najlepiej matujące, nie zawsze kryjące. Colour Correcting Mattifying Powder to matująco-korygujący puder Catrice mający na celu zmatowić i poprawić wygląd cery. Co też z powodzeniem czyni. Nie obciąża, nie zapycha, świetnie wyrównuje koloryt, jest zupełnie niewidzialny na skórze, ale w mig nadaje jej promienności ( nie blasku! ), dobrze matuje i nie spływa po 3 godzinach wraz z sebum. Na wiosnę, lato i jesień - idealny! Recenzja się kroi :) Pokażę co robi :)

Usta, usta, usta... Ich pielęgnacja i systematyczne nakładanie smarowidełek, dbających o delikatną skórę, to już moja mała obsesja ( co wynika ze stwierdzeń mego męża Wojtasa ). Od kiedy otrzymałam w prezencie od Ines, dzięki Kochana, Balsam do spierzchniętych ust Uriage Bariederm, niemal non - stop po niego sięgam. Zdetronizował nawet ulubionego, bardzo smakowitego, aczkolwiek mniej intensywnie działającego, EOS`a :) Na początku maja borykałam się z okropnym przesuszeniem ust, co nadzwyczaj rzadko mi się zdarza, miałam wrażenie, że zamiast ust mam skorupę, a po chwili były tak nabrzmiałe, jakbym przeszła nieudany zabieg z botoksu :D Smarowałam wszystkim, co posiadam, ale to właśnie ON mi pomógł pozbyć się dyskomfortu i powrócić do normalności. Zapewnia długotrwałe efekty i gwarantuje solidną ochronę, a wygodny i higieniczny aplikator pozwala na stosowanie balsamu nawet bez lusterka i poza domem.

Gdy usta są zadbane, wypielęgnowane, miękkie i delikatne w dotyku, ubieram je w czerwień, a mianowicie kremową szminkę SCARLET Melkior`a :) Jest to cudowna, nasycona, malinowa czerwień, idealnie pasująca zarówno do jasnej, jak i już lekko muśniętej słońcem cery. Kremowa konsystencja miękko układa się na ustach, otulając je delikatną kołderką. Jest bardzo trwała, ale lubi wysuszać przy dłuższym noszeniu, tym nie mniej, jak już wspomniałam, na wypielęgnowanych, dobrze nawilżonych i odżywionych ustach, krzywdy nie zrobi. Odcień bardzo energiczny, dziewczęcy, świeży, pasujący na co dzień i na wyjątkowe okazje!

Znacie któregoś z moich ulubieńców?
Co o nich sądzicie? Który kosmetyk skradł Wasze serce?
Po który z nich najchętniej byście sięgnęły?
Miłego wieczoru Wam życzę :*
                               

piątek, 10 lipca 2015

Evree Power Fruit Specjalistyczna kuracja nawilżająca - dwufazowy olejek do ciała

Witajcie Słoneczka :)
Jak zauważyliście, o olejkach marki Evree ostatnimi czasy jest głośno, o ich zbawiennym działaniu piszą na blogach, opowiadają na youtubie i wszędzie, gdzie tylko się da... I słusznie! Olejki te mają wiele zalet: są skuteczne, bardzo wydajne, przyjemne w użyciu, wielofunkcyjne, a przy tym mają wspaniałe składy i niską cenę. Czy muszę jeszcze coś mówić? Tak! Obłędnie pachną!

Dziś na blogu gości najnowsza olejkowa propozycja marki - Power Fruit Nawilżający dwufazowy olejek do ciała. Stosowałam, i nadal stosuję, wszystkie olejki do pielęgnacji skóry ciała stworzone przez Evree i gdybym musiała wybrać ten najlepszy... miałabym prawdziwy dylemat :) Na szczęście nie muszę wybierać, bardzo chętnie po nie sięgam, stosuje je z wielką przyjemnością, bowiem każdy jest świetny na swój sposób. Ale łączy je jedno - skuteczność i wielofunkcyjność!
Można stosować na ciało, włosy, a nawet na twarz... sprawdzają się fantastycznie i tu przypomina mi się pytanie często padające w sieci: " Jedyny kosmetyk który zabrałabyś na bezludną wyspę to... ?" :) One rzeczywiście posłużą idealnie!
Czym tak naprawdę zachwyca Power Fruit?

Słów kilka od producenta

Olejek Power Fruit to nawilżająca specjalistyczna kuracja do ciała przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry.
Zmień rutynową pielęgnację skóry na dwufazową pielęgnację specjalistyczną i zobacz jak głęboko nawilżone i odprężone będzie Twoje ciało!
FAZA GÓRNA: olejek malinowy, olejek jojoba, olejek avocado, olejek winogronowy, olejek sezamowy.
FAZA DOLNA: kwas hialuronowy.
Działanie kuracji: intensywnie nawilża, rewitalizuje i odżywia, odpręża i łagodzi skórę, nadaje sprężystość i gładkość. Formuła olejkowa dobrze się wchłania.

Składniki aktywne:
  • Olejek malinowy- poprawia nawilżenie i elastyczność skóry, pełni funkcję naturalnego filtra UV, łagodzi skórę po opalaniu, poprawia naturalne zdolności ochronne naskórka.
  • Kwas hialuronowy- utrzymuje prawidłowe nawilżenie skóry poprzez wiązanie wody w naskórku, nadaje skórze sprężystość, poprawia jej napięcie.
  • Olejek winogronowy- wzmacnia barierę lipidową naskórka hamując utratę wody, stymuluje odnowę komórkową i działa antyrodnikowo. 
  • Olej jojoba- bliski naturalnej strukturze ludzkiej skóry, reguluje poziom natłuszczenia, przyspiesza regenerację, chroni przed szkodliwym wpływem czynników atmosferycznych.
  • Olejek sezamowy- wygładza, koi, przywraca równowagę fizjologiczną skóry, a także niweluje suchość i szorstkość.
  • Olejek awokado - odżywia, regeneruje, stymuluje syntezę kolagenu i elastyny.
Składniki: Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Simmondsia Chinesis (Jojoba) Seed Oil, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Chloride, Disodium EDTA, BHA, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde.

Produkt nie zawiera olejów mineralnych parabenów, silikonów, parafiny.
Testowany dermatologicznie.

Dwufazowy olejek został zamknięty w smukłej, tradycyjnej już dla tych olejków, buteleczce, wykonanej z pomarańczowego tworzywa. Butelka jest twarda, ale podatna na naciskanie, co w pewnych momentach przyśpiesza wydobycie produktu.
Ładna etykieta przykuwa uwagę, nawiązuje też, swoją barwą, do soczystych malin oraz wody - przekaz idealny - moc nawilżenia i odżywienia! Na etykiecie przeczytamy najważniejsze informacje - główne cechy oraz nazwę produktu, nie zabrakło też sposobów stosowania, jest ich kilka, oraz terminu ważności - 6 miesięcy od momentu otwarcia.

Buteleczka zawiera 100 ml olejku, ale mimo iż ma pomarańczową barwę, jest przezroczysta, więc z łatwością da się kontrolować stopień zużycia. Można też zobaczyć dwufazową formułę olejku - etykieta nie okleja całej butelki, jest luka :)
Twardy, zakręcany korek kryje w sobie dozator typu " press ", po naciśnięciu wskazanego miejsca wyłania się otwór. Nie jest zbyt duży, ani za mały, dobrze dostosowany do konsystencji oraz typu produktu. Czasami olejek wchodzi między korek, ale w sumie nie jest źle, łatwy do utrzymania w czystości, zapobiega też przetłuszczaniu butelki, oczywiście przy umiejętnym używaniu.
Buteleczka dodatkowo jest zapakowana do tekturowego pudełka mieszczącego na sobie obszerne informacje dotyczące produktu. Całość ładna, zgrabna i powabna - dbałość o szczegóły, to już znak rozpoznawczy marki :)

Power Fruit należy do gatunku lekkich olejków. Jest delikatnie tłusty, półpłynny, nie zapychający, nie obciążający, ani klejący. Ma półtransparentną, żółtawą barwę oraz bardzo delikatną, subtelną woń, co ucieszy wielbicielki lekkich, niewyrazistych zapachów. Olejek pachnie niczym dobre perfumy! Wbrew nazwie, nie wyczujemy w nim nut owocowych, jest świeży, niczym morska bryza, lekki, niczym wiosenny wiatr, delikatnie orzeźwiający i wprawiający w błogi nastrój.
Nie jest trwały, aromat dosyć szybko znika ze skóry, czy to ja się do niego przyzwyczajam?

Przed użyciem olejek należy wstrząsnąć, dzięki czemu uzyskamy jednolitą konsystencję oraz otrzymamy wszystkie cenne składniki w jednej porcji :) Olejek świetnie się rozprowadza, szczególnie po ciepłej, wilgotnej skórze tuż po wyjściu spod prysznica, szybko też się wchłania, mam też uczucie że lepiej, dogłębniej - dopóki pory skóry są otwarte, warto skorzystać :)
Aplikowany na suchą skórę też nie zawiedzie, co prawda wchłania się nieco dłużej, ale za to całkowicie, nie pozostawiając po sobie lepkiej, tłustej warstwy. Warto jednak pamiętać o umiarze i nie przesadzać z ilością produktu, powiem Wam, że w jego przypadku dużo, wcale nie znaczy dobrze. Jest skuteczny, a więc aby zapewnić skórze porządną porcję nawilżenia - wiele go nie trzeba.

Olejek rzeczywiście porządnie nawilża skórę, ja mam normalną z przesuszeniami na łokciach, kolanach i piszczelach, ale myślę, że posiadaczki suchej skóry też będą z niego zadowolone. Działa nie tylko skutecznie, zapewniając skórze cudowne uczucie nawilżenia, odżywienia, ukojenia, ale też bardzo szybko, oferując natychmiastowy komfort przesuszonej czy ściągniętej skórze.
Dobrze sprawdza się na co dzień i do zadań specjalnych nadaje się idealnie. Po opalaniu koi i łagodzi skórę zmęczoną słońcem, uelastycznia i zapobiega łuszczeniu się. Zmiękcza i wygładza ciało, tworząc go nadzwyczajnie ponętnym, delikatnym w dotyku, kuszącym... Zapach subtelną, niewidzialną woalką otacza skórę, zapewniając jej świeżość i ukojenie, szkoda że na krótko...
Pozytywną cechą jest to, że efekty pielęgnacji utrzymują się dosyć długo, zapobiegając przesuszeniom i podrażnieniom skóry. Olejek gwarantuje nie tylko przyjemność, ale też długotrwałą ochronę skórze, nie powoduje wysypu niespodzianek, nie zapycha ani nie obciąża - prawdziwe cudeńko!

Cena - ok. 28 zł, ale obecnie w Rossmannie można kupić go za niecałe 18 zł :)

Dostępność - Rossmann, Super-Pharm, Natura, Hebe, Dayli, a także drogerie internetowe.

Podsumowując...

Kolejna olejkowa nowość Evree, to kolejny udany, wręcz uzależniający produkt, oferujący przyjemność podczas stosowania oraz skuteczne i długotrwałe efekty. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, jest nietrwały, ulotny zapach, ja jestem wielbicielką pięknych i trwałych aromatów, choć wiem, że wielu z Was właśnie takie, lekkie i subtelne wonie, preferuje - radujcie się więc :)

Wypróbowaliście już kurację Power Fruit od Evree? Jak oceniacie ten olejek?
Jesteście zadowolone z jego działania, zapachu, efektów które zapewnia?
Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń :)
Udanego weekendu Wam życzę :*
                               

środa, 8 lipca 2015

Synchrocell body cream Oleosomes Technology - na cellulit i ciężkie nogi

Witajcie Słoneczka :)
Tak dawno o nim nie wspominałam, nie pisałam o walce, która nieprzestannie się toczy, nie opowiadałam o produktach ani o ćwiczeniach, które walkę tą wspierają...
Cellulit - zgroza płci pięknej, spędzająca sen z powiek, a jeśli nawet nie spędzająca, to najzwyczajniej wnerwiająca, bowiem zamiast krótkiej spódnicy czy szortów, sięgamy po wersje maxi lub long :) Jak już raz się pojawi, nie wolno mu odpuszczać - sam nie zniknie, ale droga do idealnego ciała nigdy nie jest łatwa... Wszyscy o tym wiemy, prawda?

Dobrze, że nauka i technologia nie stoją w miejscu, dzięki temu pojawiają się nowe rzeczy, ułatwiające nasze życie. W tym produkty pielęgnacyjne, które, choć cudów, jeszcze!, nie działają, umilają nam codzienność, skutecznie pomagają o siebie dbać, przedłużając piękno i młodość na dłużej. 
Synchrocell body cream, to kolejny produkt Synchroline, który od dłuższego czasu stosuję. Dziś chce podzielić się z Wami opinią, będącą wynikiem jego stosowania. 

Synchroline to linia dermokosmetyków jednej z wiodących firm w dziedzinie tworzenia innowacyjnych i popartych badaniami naukowymi dermokosmetyków oraz wyrobów medycznych- General Topics. Produkty są tworzone w nowoczesnych laboratoriach we Włoszech i mają zastosowanie zarówno w leczeniu różnego rodzaju problemów dermatologicznych jak i w medycynie estetycznej.
W tworzeniu i udoskonalaniu dermokosmetyków Synchroline wykorzystano naukową koncepcję łączenia składników aktywnych tak, aby ich zsynchronizowane działanie gwarantowało najwyższą skuteczność. Dzięki odpowiednio dobranym składnikom aktywnym produkty działają jednocześnie na różne przyczyny tego samego problemu, zapewniając tym samym optymalne efekty działania.

Słów kilka od producenta

Synchrocell body cream - Oleosomes Technology, to krem do pielęgnacji ciała i masażu, cellulit, uczucie " ciężkich nóg ".
Wskazania: wygładzenie okolic skóry dotkniętych cellulitem, poprawa mikrokrążenia, odprowadzania limfy. Działanie przeciwzapalne i przeciwobrzękowe, likwiduje uczucie „ciężkich nóg”.
Nie zawiera kofeiny - może być stosowany przez kobiety w ciąży ( po 3 miesiącu )
ACEDIOSMIN® opatentowana formuła połączenia diosminy, acetyloglukozaminy i kwasu glukuronowego z wieloośrodkowym działaniem i odżywieniem skóry. Substancje te chronią mikrokrążenie i stymulują wzajemną wymianę składników odżywczych.
Zastosowana technologia oleosomowa pozwala na wydłużenie czasu działania preparatu oraz uwalnianie substancji aktywnie działających w docelowym miejscu.

Składniki: AQUA(WATER), PPG-15 STEARYL ETHER, GLYCERIN, STEARETH-2, DIMETHICONE, CETEARYL ALCOHOL, STEARETH-21, STEARIC ACID, PROPYLENE GLYCOL, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, DIOSMINE, SODIUM GLUCURONOLACTONE, ACETYL GLUCOSAMINE, ESCIN, LECITHIN, TOCOPHERYL ACETATE, BENZYL PCA, CETEARYL GLUCOSIDE, POLYACRYLAMIDE, ALCOHOL, C13-14 ISOPARAFFIN, SODIUM HYDROXIDE, DISODIUM EDTA, LAURETH-7, PHENOXYETHANOL, BHT, PARFUM(FRAGRANCE).

Składniki aktywne: escyna, diosmina, kwas glukuronowy, acetyloglukozamina.
Produkt nie zawiera parabenów, baza zapachowa bez alergenów.

Synchrocell jest zamknięty w dużej, aczkolwiek poręcznej, praktycznej tubie, o pojemności 250 ml, wykonanej z elastycznego, gładkiego tworzywa. Podczas aplikacji, gdy ręce stają się już nieco śliskie od kremu, mogą wyniknąć chwilowe trudności z wydobyciem zawartości oraz utrzymaniem gładziutkiej jak tafla tubki. Myślę, że w tym przypadku, czyli w formie wyciskanej, lepiej by się sprawdziła bardziej chropowata, a nawet matowa tubka. Tym nie mniej, urody jej nie mogę nie docenić - prezentuje się bardzo ładnie, gustownie, elegancko.

Szeroki, zakręcany, twardy korek, solidnie chroni zawartość oraz umożliwia tubie stanie do góry dnem, za co wielki plus - zużyjemy produkt do ostatniej kropli, i to bez wysiłku. Otwór dozujący swoją wielkością został idealnie dopasowany do konsystencji produktu.
Tuba prosta, ładna, wykonana w minimalistycznym stylu ale z precyzją, mieści na sobie jedynie podstawowe informacje, w tym termin ważności od momentu otwarcia, co bardzo lubię!
Tekturowe pudełko zawiera wszystkie informacje dotyczące produktu, pełny skład, opis, sposoby użycia... Do pełni szczęścia, i w celach informacyjnych oczywiście, została dołączona ulotka.

Krem Synchrocell ma lekką, kremowo-żelową konsystencję, nie jest zbyt płynny, ani gęsty, oraz lekko żółtawą barwę. Świetnie się rozprowadza, bez jakichkolwiek oporów, wchłania się przez dłużą chwilę, dzięki czemu masowanie jest nadzwyczajnie przyjemne i łatwe bez konieczności dokładania kolejnych porcji produktu.
Zapach ma dosyć specyficzny, ale nie powiem, że nieprzyjemny. Da się wyczuć lekko kwaskowatą woń połączoną z subtelnym, kwiatowym aromatem. Zapach nie utrzymuje się na skórze długo, więc nie przeszkadza, nie uprzykrza stosowania - ani intensywnością, ani trwałością nie grzeszy. Wielbicielki mało wonnych specyfików będą zadowolone :)

Krem, jak już wspomniałam, świetnie się rozprowadza, równomiernie też wnika w skórę, aczkolwiek na całkowite wchłonięcie ( po zaprzestaniu masowania/wcierania ) trzeba poczekać ok. 10 minut. Nie bieli skóry, nie natłuszcza ani też nie obciąża jej. Początkowo zostawia lekko wyczuwalną, delikatnie klejącą warstewkę, która po 10 minutach, w moim przypadku, całkowicie wnika w skórę pozostawiając ją gładką i delikatną w dotyku.

Efekty stosowania Synchrocell body cream można wyczuć już po pierwszym użyciu. Nie, nie wyprasuje nierówności skórnych, nie usunie " pomarańczowej skórki " niczym czapka niewidka, nie zmniejszy obwodu ud, pupy czy brzuszka - to nie magia! Ładnie wygładza i delikatnie napina skórę, tworząc ją przyjemną w dotyku. Przy regularnym stosowaniu, w zależności od stadium " naszego cellulitu " możemy go stosować raz lub dwa razy dziennie, wraz z ćwiczeniami moje Drogie!, zapewnia widoczne ujędrnienie, wyraźną poprawę tekstury skóry oraz zmniejszenie " widoczności " cellulitu. Nie są to jakieś fenomenalne zmiany, ale zdecydowanie satysfakcjonujące. Zwłaszcza że z braku czasu zazwyczaj stosowałam go tylko raz dziennie, a musiałabym to robić dwa razy - wynik i tak bardzo zadowalający.
Jeśli chodzi o zniwelowanie uczucia " ciężkich nóg " to z tym zadaniem radzi sobie niemal perfekcyjnie! Zapewnia przyjemne uczucie natychmiastowej ulgi, ukojenia, odprężenia. Masaż Synchrocell`em oraz kilka chwil z uniesionymi nogami działają cuda! No i można dalej ruszać w wir codziennych zajęć, podbijać świat, realizować marzenia, osiągać sukcesy :)
Krem, na szczęście, nie oferuje żadnego efektu chłodzenia, pieczenia, grzania, szczypania, mrowienia.... jak to wiele produktów tego typu maja, za co szczególnie go doceniam!

Cena - 80 - 100 zł / 250 ml

Dostępność - apteki, w tym internetowe 

Podsumowując... 

Walka z cellulitem nie jest łatwa, ale dzięki skuteczności produktów, wspierających nas w tych " trudnych chwilach ", możemy go stopniowo pokonać :) Krem do pielęgnacji ciała i masażu Synchrocell z pewnością posłuży niejednej z nas, jest skuteczny, bezpieczny, wielozadaniowy i nadzwyczajnie wydajny!
Czy warto wypróbować? Ja twierdzę że tak, ale ostateczna decyzja należy do Was :)
Nie dajmy się intruzowi! A i nogom, zabieganym, zmęczonym, ciężkim... ulżyjmy!

Która z Was stosowała Synchrocell body cream?
Jak u Was zdał egzamin? Jesteście zadowolone?
Które produkty Synchroline są Waszymi faworytami?
Miłego wieczoru Wam życzę :*
                                

poniedziałek, 6 lipca 2015

Norel Renew Extreme Retinol H10 & Vitamin C - serum odmładzające

Witajcie Słoneczka :)
Walka z upałami trwa, jak długo nie było lata, tak teraz wkroczyło nagle w wielkim stylu :) Na ratunek przychodzą chłodne napoje, duża ilość wody wręcz wskazana, także do schłodzenia ciała, kosmetyki z filtrami i zacienione miejsca :) Jeśli chodzi o filtry, początkowo, podczas pierwszych ekspozycji na słońce. zawsze stosuję 50 SPF, ale dodatkową, naturralną ochronę zapewniają mi też kosmetyki z witaminą C. Serum odmładzające Renew Extreme marki Norel zawiera nie tylko witaminę C, ale też retinol oraz wiele innych cennych, naturalnych składników, tworzących z niego prawdziwy skarb dla skóry!

Zanim przejdę do recenzji, chciałabym przybliżyć działanie dwóch aktywnych składników Renew Extreme, bowiem to dzięki ich połączeniu, serum zyskuje taką potężną moc!
Wielu z Was wie, że witamina C jest jednym z najpotężniejszych, i nadzwyczajnie skutecznych, antyoksydantów, który niezawodnie pomaga walczyć z wolnymi rodnikami. Dodatkowo stymuluje syntezę kolagenu, co szczególnie jest niezbędne gdy przekraczamy magiczną 30-kę, oraz w naturalny sposób wspomaga ochronę przeciwsłoneczną!
Prócz tego witamina C ma silne działanie przeciwzapalne, antygrzybiczne, przeciwbakteryjne, wspomaga gojenie się drobnych ranek, uszkodzeń skóry i oparzeń słonecznych. W bardzo skuteczny sposób wzmacnia odporność skóry, regeneruje ją, rozjaśnia przebarwienia oraz pomaga pozbyć się ciemnych kółek pod oczami, które w moim przypadku są utrapieniem :)
Poprzez niezawodne wspomaganie ochrony przeciw promieniowaniu UV, kosmetyki z witaminą C są idealną propozycją na lato, ponieważ stanowią naturalne uzupełnienie dla kremów z filtrami.
Witamina ta jest głównym składnikiem serum odmładzającego Norel.

Kolejnym, nie mniej ważnym, składnikiem jest witamina A, inaczej zwaną retinolem. Retinol jest najsilniejszą " bronią przeciwstarzeniową " stosowaną w kosmetyce! Ma silne działanie nawilżające, regenerujące oraz odmładzające - zapobiega powstawaniu zmarszczek i w widoczny sposób poprawia ogólną kondycję skóry.
Retinol, wbrew pozorom, jest pomocny nie tylko w produktach przeznaczonych dla pielęgnacji skóry dojrzałej czy z pierwszymi oznakami starzenia się, ale również dla skóry młodej, wrażliwej, trądzikowej, przetłuszczającej się oraz atopowej.
Retinol działa lekko złuszczająco i rewitalizująco, zapobiega starzeniu się skóry oraz niweluje pierwsze jego objawy, poprzez spłycenie zmarszczek i " wypychanie " ich od wewnątrz. Wspomagająca walkę z trądzikiem, pielęgnuje i normalizuje skórę tłustą oraz atopową. Dodatkowo przyczynia się do regulacji procesu wydzielania sebum, zmniejsza tendencje do powstawania zaskórników i niedoskonałości, wspomaga walkę z trądzikiem oraz przyspiesza proces gojenia.
Zalet cały szereg, prawda? A na domiar dobrego, prócz wyżej wspomnianych dwóch głównych składników, serum zawiera naturalne oleje... - każda skóra je kocha!

Słów kilka od producenta

Jedwabiste serum o konsystencji lekkiego olejku, do stosowania jako intensywna kuracja naprawcza dla każdego rodzaju cery dojrzałej. Zapewnia kom-pleksową pielęgnację odmładzającą i rozjaśniają-cą opartą na skoncentrowanych, zaawansowanych składnikach aktywnych najnowszej generacji - retinolu i witaminie C.
Serum zapewnia skórze aksamitną gładkość i miękkość, bez efektu tłustości. Rozjaśniona, wygładzona, pełna blasku cera odzyskuje wyraźnie młodszy i zdrowszy wygląd.
Unikalna receptura serum zawiera składniki znane  z  działania:
  • 2% Retinol H10- najwyższe stężenie retinolu do pielęgnacji domowej normalizuje dojrzewanie i podziały komórkowe - zniszczony i zrogowaciały naskórek ulega przyśpieszonej odnowie i odmłodzeniu, a rozszerzone pory zwężeniu. Skóra wygładza się, poprawia się jej struktura i koloryt, a wzmocniona synteza włókien kolagenowych i kwasu hialuronowego zapewnia bardziej „zwartą”, jędrną skórę oraz spłycenie  zmarszczek. 
  • 2% witamina C VC IP- wybiela przebarwienia posłoneczne i „starcze” oraz rozświetla zmęczoną, szarą cerę. Chroni przed fotostarzeniem i uszkodzeniami komórek pod wpływem promieniowania UV. Wzmacnia naczynka krwionośne, wspiera syntezę kolagenu i chroni go przed degradacją. Działa również wspomagająco w pielęgnacji cery tłustej - blokuje utlenianie składników sebum, co ogranicza tendencje do powstawania zaskórników.
  • Plantasens®Mink Oil, oleje z pestek winogron, sojowy i tocotrienole- odżywcze i lekkie zarazem oleje zapewniają gładkość i miękkość nawet suchej cerze, bez efektu tłustości.
Składniki: Glycine Soja Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Gossypium Herbaceum Seed Oil, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Hydrogenated Retinol, Squalane, Tocotrienol, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Parfum.‎

Produkt przebadany dermatologicznie.

Serum Renew Extreme jest podane w twardym, usztywnionym, tekturowym pudełku o minimalistycznej szacie, które już swoim wyglądem daje znać, iż mamy do czynienia z produktem profesjonalnym.
Na pudełku znajdują się wszystkie informacje, dostępne na stronie - krótki opis marki, produktu, jego pełny skład, spis składników aktywnych wraz z wyszczególnionym działaniem. Nie zabrakło również sposobu użycia, tabelki określającej dla jakiego wieku serum jest polecane oraz terminu ważności, ogólnego.
Wewnątrz znajdziemy nie tylko buteleczkę z serum, ale i małą niespodziankę :) Zauważyłam że marka do pełnowymiarowych kosmetyków dołącza próbkę produktu, zazwyczaj zbliżonego według kategorii wiekowej bądź działania :) U mnie to anti-age :) Fajny pomysł muszę przyznać, bowiem dzięki temu możemy odkryć ciekawy produkt, który, być może, zastąpi w przyszłości obecny okaz.

Mała buteleczka, wykonana z grubego, ciemno - brązowego szkła, kryje w sobie 10 ml tego magicznego eliksiru zwanym serum odmładzającym. Etykieta, nawiązująca swoją szatą do opakowania, zawiera jedynie nazwę produktu, określoną pojemność oraz adres www strony producenta - niewiele da się na niej pomieścić ;)
Zakręcany korek, wyposażony w gumowy uchwyt stanowi ładne wykończenie oraz tworzy spójną całość - przyjemną dla oka oraz wygodną w użyciu.
Ciemne szkło idealnie chroni zawartość - zarówno przed światłem dziennym czy też promieniami słonecznymi - co w dużej mierze przyczynia się do przedłużenia terminu ważności.

Szklana pipeta pozwala na precyzyjne dawkowanie produktu, a miękki, gumowy uchwyt jedynie ułatwia sprawę. Buteleczka jest piękna, a jednocześnie doskonale chroni kosmetyk, jest lekka, praktyczna w użyciu oraz bezproblemowa podczas przewożenia - gdy liczy się każdy centymetr kosmetyczki :)
Serum ma postać oleistą, ale nie jest to " tłusty ", gęsty olej, lecz należący do gatunku tych lekkich, tylko proszę nie mylić z suchym! Ma półpłynną konsystencję, dzięki czemu rozprowadza się bardzo szybko i bezproblemowo, co szczególnie jest ważne, bowiem stosuje się go w ilości minimalnej - kilka kropel zdecydowanie wystarcza na całą twarz i szyję.
Zachwycił mnie również jego zapach - bardzo przyjemny, aczkolwiek trudny do określenie... Ma w sobie coś ziołowego, a jednocześnie kwiatowego, świeży, z nutką słodyczy, kojący, odprężający, a zarazem dodający energii. Nie za mocny, ani też słaby, dobrze wyczuwalny, ale nie przeszkadzający. Utrzymuje się na skórze przez kilka chwil, potem znika...

Renew Extreme stosuję od ponad półtora miesiąca, zawsze na noc, tak jak zaleca producent, i choć spodziewałam się, że serum wystarczy na długo, nie myślałam, że aż TAK długo :) Została mi jeszcze 1/3 buteleczki, jak na taką pojemność, to bardzo dobry wynik!
Serum najlepiej aplikować na jeszcze wilgotną skórę, oczywiście po wcześniejszym dokładnym oczyszczeniu jej, wówczas świetnie się rozprowadza, lekko ślizgając się po twarzy, oraz znacznie szybciej wnika w skórę. Nadzwyczajnie przyjemny, naturalny zapach uprzyjemnia stosowanie, odświeża skórę i pobudza zmysły.
Serum szybko wnika w skórę natychmiastowo ją nawilżając, odżywiając oraz kojąc. Jak wiecie, ja mam skórę mieszaną, w stronę tłustej, serum absolutnie jej nie natłuszcza, nie obciąża, nie klei, nie zostawia żadnej wyczuwalnej warstewki na jej powierzchni.

Pierwsze efekty pielęgnacji, oprócz tych natychmiastowych oczywiście, są widoczne, i wyczuwalne, już po tygodniu regularnego stosowania. Skóra staje się bardziej promienna, wygładzona, subtelnie rozjaśniona. W moim przypadku również regulacje wydzielania sebum da się zauważyć gołym okiem - skóra po nocy nie jest przetłuszczona, nawet w strefie T nie ocieka sebum!
Po miesiącu można doświadczyć już bardziej spektakularne efekty w postaci ujędrnionej, gładkiej skóry pełnej młodzieńczego blasku. Mimiczne zmarszczki zostają spłycone, nawet te czołowe, lwie, które są moim utrapieniem. Poprawie uległ też koloryt oraz sama struktura skóry - jest delikatniejsza, ale bardziej napięta, jak po lekkim liftingu. Pory zminimalizowane, naczynka " zneutralizowane " - czytać mniej widoczne :) Skóra znacznie piękniejsza, ujednolicona, delikatna w dotyku, mniej wybredna...
Serum można stosować pod krem, ja zazwyczaj stosuję solo, ponieważ jego działanie w zupełności spełnia wymagania i potrzeby mojej skóry, więc nie przesadzam, aczkolwiek z kremem kilka razy próbowałam - był zbędny :)

Cena - 74 zł / 10 ml

Dostępność - sklep Norel

Podsumowując...

Gdy zapada noc, moja skóra, otulona delikatną woalką Extreme Retinol H10 & Vitamin C odpoczywa w najlepsze, by o poranku rozbłysnąć... Nie, nie, nie blaskiem sebum, lecz promiennością, młodzieńczym, zdrowym blaskiem. Wiek nie jest barierą, bowiem zawsze możemy wyglądać świetnie, wystarczy tylko odpowiednio o siebie dbać :)
Odmładzające serum Norel nie tylko świetnie pielęgnuje skórę, pięknie pachnie i wyznacza się wysoką wydajnością, ale oferuje tez rewelacyjne efekty i z pewnością zapobiega starzeniu się skóry. A lepiej zapobiegać niżeli " leczyć " - prawda?

Znacie kosmetyki Norel`a?
A może wypróbowaliście działanie tego serum na sobie?
Stosujecie kosmetyki z witaminą C i retinolem?
Miłego wieczoru Wam życzę :*