wtorek, 14 kwietnia 2015

Misslyn Rich color gloss - Błyszczyk do ust Wild Cranberr. Wart grzechu!

Witajcie Słoneczka :)
Wraz z nadejściem wiosennych, słonecznych dni, każda z nas pragnie wprowadzić do swojego życia drobne, jaki i też te większe zmiany. Zaczynamy robić porządki nie tylko w naszych mieszkaniach czy domach, oczyszczając oraz odświeżając ich przestrzeń, ale również zachodzą zmiany w nas samych - w naszych pragnieniach, w naszym wyglądzie, a nawet w kosmetyczkach.

Ja również zapragnęłam zmian, powoli wdrążam swój plan w życie, rozpoczynając od ćwiczeń i lżejszej diety, postanowiłam też wprowadzić więcej koloru do swojego codziennego makijażu :)
Piękne, barwne makijaże oczu mogę jedynie podziwiać, nie dano mi talentu do ich tworzenia, ale ...
Mam swój sposób na piękny wygląd każdego dnia - wystarczy odrobina wyrazistego koloru na ustach, a wszystkie spojrzenia są skierowane w moją stronę :)
Dziś przedstawię Wam jednego z moich ulubieńców, moją tajną broń dodająca seksapilu - Misslyn Rich color gloss - Błyszczyk do ust w fantastycznym odcieniu 43 Wild Cranberr.

Słów kilka od producenta 

Rich color gloss marki Misslyn - kremowy błyszczyk do ust o głębokim kolorze. Po aplikacji staje się niezwykle lekki. Formuła zawiera pigmenty, które gwarantują wyjątkowy kolor i doskonale podkreślają piękno ust.
Odpowiednio wyprofilowany aplikator umożliwia precyzyjną i równomierną aplikację. Dodatkowo błyszczyk kusi uwodzicielskim zapachem wanilii, karmelu i kokosa.
Preparat nie pozostawia uczucia lepkości.

Błyszczyk jest podany w ładnym, solidnym opakowaniu wykonanym z grubego, przezroczystego tworzywa. Tym nie mniej buteleczka nie traci na lekkości, zawiera 4,5 ml kosmetyku, a dzięki świetnej, smukłej formie, idealnie mieści się zarówno w kosmetyczce, jak też w małej kopertówce czy kieszeni. Podczas wyjścia zawsze wolę mieć go pod ręką, mimo iż wysoką trwałością zachwyca. 

Aplikator, który porządnie został przymocowany do nakrętki, jest wyposażony w świetnie wyprofilowaną, delikatnie ściętą futerkową gąbeczkę. Nie jest twarda, ani sztywna, odpowiednio elastyczna, miękka i delikatna, dzięki czemu aplikacja błyszczyku jest nadzwyczajnie łatwa, szybka i precyzyjna.
Aplikator jest bardzo starannie wykonany, ma idealną, według mnie, wielkość, ani duży, ani też zbyt mały. Jednorazowo nabiera odpowiednią dla mnie porcję błyszczyku, delikatnie sunie po ustach, równomiernie rozprowadzając soczystą barwę na ich powierzchni - teraz wszystko się zmienia! Lśnij!

Błyszczyk wyznacza się niesamowicie głębokim kolorem oraz mocną pigmentacją. Szczerze mówiąc, wybrałam ten odcień, licząc iż na ustach będzie oferował znacznie jaśniejszy kolor niżeli w buteleczce. Zazwyczaj tak jest, więc stawiałam na jaśniejszą barwę, a tu takie zaskoczenie!
Jest gesty, nie lejący się, ale jednocześnie lekki i delikatny w swojej konsystencji. Dobrze się rozprowadza, równomiernie układa, nie wypływa za kontur ust, nie zbiera się w załamaniach ani w kącikach - wow! Jest niczym szminka ... w płynie, a może bardziej właściwym będzie określenie - lakier do ust? :)

Tak fantastycznego krycia, intensywności koloru oraz połysku, już po jednej cieniutkiej warstewce, nie spodziewałam się! Zachwytom nie było końca, po dwóch tygodniach stosowania, w tym zakresie nic się nie zmieniło! Błyszczyk zdecydowanie zasługuje na miano najlepszego, który dotychczas miałam przyjemność stosować. Wiele wysokopółkowych mu nie dorównują nawet w połowie.
Wielką jego zaletą jest to, że nie klei ust, a przy tym zapewnia im rewelacyjny połysk z efektem mokrej tafli - uwielbiam!

W zależności od oświetlenia, Wild Cranberr zapewnia inne efekty - na słońcu połysk, w cieniu intensywność koloru oraz idealnie podkreślony kontur ust. Wizualnie je powiększa, albo tak mi się tylko wydaje...
Na domiar dobrego, błyszczyk bardzo smakowicie pachnie - obłędnie, ciasteczkowo, słodko, z nutą miąższu wydrążonego ze świeżego kokosa - mmmm, pycha! Nie smakuje słodko, wcale nie smakuje - jest w tej kwestii zupełnie neutralny.

Błyszczyk utrzymuje się na ustach naprawdę długo, stąd moje porównanie go do szminki. Ściera się powoli i równomiernie, oczywiście jeśli nie pijemy, nie całujemy się, ani nie jemy, w tych przypadkach przyśpieszamy jego " ścieralność " - poprawki będą nieuniknione. Ale jedno jest pewne, nawet gdy Wild Cranberr ściera się, usta w nim wyglądają mega seksownie :)
Nie wysusza skóry ust, mam wręcz wrażenie, że ja pielęgnuje oraz chroni przed podrażnieniami oraz negatywnymi skutkami czynników zewnętrznych.

Czyż nie jest piękny?!!!
Dzięki Wild Cranberr mogę nie mieć makijażu oczu ( oczywiście tusz musi być! ) mogę nie nakładać korektora, mogę zapomnieć o podkładzie, a nawet pominąć matujący puder...
Jak widzicie wystarczy nawilżona skóra, trocha tuszu, no dobra, można odrobinę cienia, i ON! Wild Cranberr to istny klejnot, który zbiera zachwyty, łowi spojrzenia, rzucane ukradkiem i te bardziej odważne, a nawet potrafi zawrócić w głowie, mówię Wam :)

Cena - 28,99 zł / 4,5 ml

Dostępność - Ladymakeup

Podsumowując...

Pokochałam... Uwielbiam go za wszystko!
Za boski, intensywny kolor, za świetne krycie, za ogromną wydajność i trwałość, a także za efekt, który zapewnia - wygląda fenomenalnie! I to zarówno na ustach, jak i na policzku, koszuli, chusteczce... :)
Pięknie pachnie, bezproblemowo się aplikuje, nie migruje poza kontur ust, tylko je idealnie podkreśla, uwydatnia, upiększa...
Dzięki niemu każda z nas będzie się czuła jak prawdziwą boginią - spróbujcie, a na efekty nie będziecie musieli długo czekać :)
Ja stosuję oszczędnie, mam męża, nie chciałabym łamać serc... żartuje ;) Uwielbiam, noszę, nie oszczędzam, a jak zużyję, kupię kolejny, zdecydowanie!!! A może też inne kolory...

Znacie kosmetyki Misslyn?
Stosowaliście może błyszczyki Rich color gloss?
Jakie kolory dominują na Waszych ustach?
Miłego wieczoru Wam życzę :)

                                  

piątek, 10 kwietnia 2015

GIRL ON FIRE - ShinyBox marzec 2015 w minirecenzjach :)

Witajcie Słoneczka :)
Wiosna chyba na dobre wkracza do naszej codzienności. Po długich namysłach, a być może fanaberiach, zaczyna uprzyjemniać każdy dzień. Jak miło budzić się w promieniach słońca i w ich asyście spędzać cały dzień 
I od razu życie staje się łatwiejsze, piękniejsze, a na twarzy pojawia się uśmiech :) Kocham wiosnę!
Prócz słonecznych dni, marzec przyniósł też ShinyBox`a o mega kuszącej, pobudzającej wyobraźnię nazwie GIRL ON FIRE. Niestety... po ekscytującym oczekiwaniu, płomień pożądania się wypalił gdy tylko zobaczyłam jego zawartość.

Nie lubię marudzić, ani narzekać. W życiu, jak i w każdym jego momencie, wydarzeniu... staram się postrzegać pozytywne strony, ale nie zawsze to się udaje.
Pudełka ShinyBox ostatnimi miesiącami były naprawdę wypasione. Wiadomo, każdej z nas nie da się dogodzić, ale dotychczas byłam zadowolona niemal ze wszystkich produktów, które oferowały. Tym razem nie jestem...

GIRL ON FIRE czyli zmysłowość, energia i pewność siebie! Podkreśl swoją pociągającą, intrygującą naturę - pełną uroku, powabu, czaru i zmysłowości. Dzięki gamie wyselekcjonowanych kosmetyków marcowa edycja ShinyBox propaguje kobiecość w pełnym tego słowa znaczeniu!

Czy aby na pewno?
Po takim opisie nie spodziewałam się w pudełku ani mydła, ani olejku, ani glinki, a nawet kremu do stylizacji.
Produkty te nie dodały mi w żadnym stopniu zmysłowości, energii, czaru, uroku, ani pewności siebie, ale opowiem o każdym z nich, bo nie są złe, nie! Tylko do " przekazu " nie pasują ;)

MOKOSH Glinka Biała - Kaolin - Glinka biała kaolinowa jest jedną z najdelikatniejszych. Łagodna dla skóry, usuwa zanieczyszczenia, wygładza i uelastycznia. Cechuje ją lekka i jedwabista konsystencja. Polecana jest zwłaszcza do cer delikatnych, suchych, wrażliwych, skłonnych do podrażnień oraz dla skór dojrzałych. W składzie ma liczne mikroelementy: krzem, wapń, magnez, żelazo, potas, sód. Można ją stosować do masek i kąpieli. Działanie glinki: wygładza skórę, oczyszcza, łagodzi podrażnienia, rewitalizuje, odświeża, matuje.
Można stosować jako maskę na twarz, na ciało oraz do kąpieli.

Cena - 23 zł / 200 ml ( produkt pełnowymiarowy ).

Glinki należą do moich ulubionych produktów, dlatego zawsze mam je " pod ręką ". Co prawda preferuje je w wersji gotowej do użycia, ale nie unikam też sypkiej postaci. Glinka Mokosh jest ... jak glinka, których wiele. Lekka, sypka, niezbyt mocno się pyli. Łatwa w przygotowaniu maseczek, do kąpieli jej nie stosowałam.
Mam cerę mieszaną, kaolin jest przeznaczona głównie dla cery delikatnej, ale powiem, że efekty na mojej skórze zapewnia świetne, dlatego też często po nią sięgałam. Tą przygotowuję na bazie wody i olejku ( z awokado ) - nie ściąga mocno skóry podczas wysychania, ładnie rozjaśnia, wygładza, napina, matuje. Opakowanie bardzo mi się podoba - miłe dla oka, łatwe w użyciu, prezentuje się jak produkt profesjonalny. Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Jest fajna :)

DELAWELL Czysty Olej Awokado 100% - 100% olej kosmetyczny z owoców awokado wytwarzany metodą tłoczenia na zimno, posiadający certyfikat ECOCERT. Olej awokado słynie z bogatej zawartości witamin (m.in. A, B1, B2 i D, E), protein, aminokwasów, lecytyny oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych (m.in. oleinowego, linolowego, palmitynowego). Działa na skórę zmiękczająco, nawilżająco i regenerująco. Jest świetnym przeciwutleniaczem. Stosuje się go w terapii podrażnień oraz problemów skórnych. Przeciwdziała starzeniu skóry, wygładza zmarszczki. Polecany do pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej, problematycznej, z oznakami starzenia.
Olejek awokado można stosować w pielęgnacji skóry twarzy, ciała oraz włosów.

Cena - 22 zł / 30 ml ( produkt pełnowymiarowy ).

Oleje naturalne... uwielbiam, wiecie o tym, jeśli regularnie zaglądacie na bloga :) Wypróbowałam już całe mnóstwo różnorodnych ich odmian, ale z awokado akurat jeszcze nie miałam. Olej ten jest przeznaczony do cery delikatnej, wrażliwej, przesuszonej, starzejącej się. Nie zbyt pasuje do moich preferencji, ale chciałam go poznać ( ach ta ciekawość! ), no i mam, wypróbowałam.
Olej z awokado Delawell jest podany w ładnej i wygodnej podczas użycia szklanej buteleczce z pipetą. Rzeczywiście, jak nieraz czytałam, jest on treściwy, dosyć tłusty, choć wcale nie gęsty - ładnie się rozprowadza po skórze, natychmiastowo koi, zmiękcza, nawilża i natłuszcza ją. W moim przypadku, cera mieszana, wchłania się bardzo długo, połyskująca warstewka jest na jej powierzchni wyraźnie widoczna i wyczuwalna. Inaczej sprawa wygląda w okolicy oczu - nie mam co prawda przesuszonej tej partii twarzy, ale tam olej wnika znacznie szybciej, doskonale nawilża, lekko napina i wygładza skórę. Na twarzy efekty też są fajne, o poranku skóra jest miękka, gładka, promienna, ale wolę jednak stosować go pod oczy lub jako dodatek do maseczek, kremów, kąpieli...

ŚWIT PHARMA EXCLUSIVE COSMETICS Skarpetki SPA dla stóp - SPA dla stóp w postaci skarpetek nasączonych kompleksem aktywnych składników to innowacyjna i niezwykle intensywna kuracja regenerująco-nawilżająca stworzona z myślą o profesjonalnej pielęgnacji Twoich stóp. Zawarte w składzie masło shea posiadające substancje tłuszczowe, witaminy E i F sprawia, że zniszczona skóra stóp szybciej się regeneruje, odzyskuje gładkość i staje się odpowiednio odżywiona. Masło shea wyraźnie wygładza, zmiękcza i nawilża suchy, popękany i zrogowaciały naskórek stóp oraz pięt. Olejek z drzewka herbacianego, działa antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo na skórę stóp. Mięta pieprzowa posiada właściwości dezodorujące i odświeżające. Poprawia kondycję naskórka, wygładza go i uelastycznia, zmniejsza potliwość stóp, likwidując nieprzyjemny zapach. Proteiny kaszmiru sprawiają, że skóra staje się gładka, miękka i elastyczna. Obecny w składzie mocznik o właściwościach silnie nawilżających, zmiękczających i regenerujących poprawia gładkość i jędrność skóry, a także zapewnia jej odpowiednie nawilżenie.

Cena - 15 zł / opakowanie ( produkt pełnowymiarowy ).

Z tego typu maską jeszcze nie miałam do czynienia. Stosowałam złuszczające skarpety, które robiły furorę w zeszłym roku, stosowałam tradycyjne maski-kremy w połączeniu z bawełnianymi skarpetami. A jak te wypadają na tle porównawczym?
Skarpetki SPA dla stóp według mnie są całkiem fajnym produktem, który rzeczywiście spełnia obietnice producenta. Od razu dodam, że o stopy dbam systematycznie, o każdej porze roku o nie troszczę się tak samo, więc nie wymagają jakichś nadzwyczajnych wyczynów. Stosowanie ich jest fajne, wygodne i przyjemne, idealny produkt do domowego SPA, który zapewnia profesjonalne efekty. Skóra stóp staje się miękka, gładka, odżywiona, nawilżona, zregenerowana. Popękany, zniszczony czy zrogowaciały naskórek - to nie mój problem, dlatego o działaniu w tym zakresie, nie wypowiem się. Przyjemny, fajny produkt, ale czy niezbędny? Decyzja należy do Was. Ja na drugi dzień użyłam kremu, bo czynię to regularnie, choć stopy nie były przesuszone ;)

ETRE BELLE Czarna kredka do oczu - Długo utrzymująca się, miękka kredka typu Eyeliner o kremowej konsystencji umożliwia idealne obrysowanie oczu od rana do wieczora.

Cena - 38 zł / 1 szt ( produkt pełnowymiarowy ).

Kredka Etre Belle to jedyny produkt z tego zmysłowego pudełka, który rzeczywiście może dodać nam uroku, czaru, podkreślić kobiecość... Oczywiście jeżeli użyjemy jej w umiejętny sposób, czego ja... niestety nie potrafię ;) Kreski były moim must have wiele lat temu, teraz jakoś nie czuje się w nich dobrze, choć czasem próbuję ;) Z tą też próbowałam, fajna jest - miękka, dzięki czemu lekko sunie po powiece, nie rozciągając, ani nie podrażniając jej, intensywna pigmentacja sprawia, że nie musimy powtarzać czynności. Dobrze też utrzymuje się na powiekach, nie rozmazuje się, choć lekko się ściera w wewnętrznych kącikach oczu po pewnym czasie - szybka poprawka sprawia, że wszystko wraca do normy. Ogólnie - świetny produkt, zmaluję ;)

DOVE Kostka myjąca Beauty Cream Bar - Kremowa kostka Dove pomaga zachować właściwy poziom nawilżenia skóry, ukazując jej naturalną gładkość i prawdziwe piękno. Dzięki połączeniu delikatnych składników myjących i 1/4 kremu nawilżającego, kremowa kostka myjąca Dove nie wysusza skóry jak zwykłe mydło, pozostawiając na cały dzień uczucie gładkości i miękkości.

Cena - 6 zł / 100 g ( produkt pełnowymiarowy ).

Nie jestem przeciwniczką mydeł czy, tak zwanych, kostek myjących, nie! Wręcz odwrotnie - bardzo je lubię i zawsze stosuję, na przemian z żelami pod prysznic. I nie tylko naturalne! Ale mydła Dove w tym pudełku nie spodziewałam się! Rozumiem, że jest super/ekstra/niesamowitą kostką z kremem, której działanie jest poddawane ciągłym testom i pokazywane w TV, ale zmysłowość, kobiecość, czar, urok... to nie mydła zasługa. Mydło ma myć i nie wysuszać skóry. Dove myje, nawet bardzo fajnie, lubiłam jego kremową piankę i przyjemny," dzidziusiowy " zapach, szybko zmydla się, przez co traci na wydajności. Nie wiedziałam, że kosztuje aż 6 zł! Serio? Jakoś nowość Jelonka BIOmega, która była w lutowym pudełku, bardziej mnie ucieszyła, no i ten zapach ...

GOLDWELL Krem do stylizacji włosów Superego - Ten wyjątkowy specyfik działa dokładnie wbrew siłom natury, włosy układać można nie myśląc o grawitacji. Dzięki technologii "FlexShine" urzeczywistnisz marzenie o najbardziej ekstrawaganckiej fryzurze. Krem do stylizacji włosów w znacznym stopniu optycznie zwiększa objętość włosów, nadaje im elastyczności i sprężystości. Niewątpliwą zaletą jest to, że fryzurę w każdej chwili można poddać zabiegowi re-stylizacji dzięki składnikowi "SuperEgo", który "wiąże" włosy. Gdy fryzura się znudzi, kosmetyk z łatwością można usunąć z włosów, wystarczy go tylko wyczesać. Kompleksowa ochrona zabezpiecza włosy przed utratą wilgoci i wszelkimi wpływami zewnętrznymi środowiska.
Produkty z tej serii zawierają polimery stylizujące, które są wzbogacone proteinami z bambusa, przez co formują na włosach elastyczną powłokę. Zawiera ona dodatkowe elementy ochronne: filtry UVA, UVB, panthenol oraz neutralizatory wolnych rodników.Oprócz wielu właściwości stylizacyjnych kosmetyk również chroni kolor włosów, nie obciąża kosmyków i zapewnia połysk.

Cena - 57 zł / 75 ml ( miniatura 20 ml ).

Jedyne, co mogę powiedzieć o tym produkcie - ma fajną, gęstą konsystencję i bardzo ładnie pachnie. Nie stylizuję włosów, moje domowniki też nie. Więc jak na razie, okazji aby go wypróbować, nie było, może kiedyś... powiem słów kilka przy denku :)

Kupony zniżkowe kuszące... ale nie skorzystałam z okazji, brak zapotrzebowania na chwilę obecną, choć czas promocji jest dosyć długi, więc może jeszcze zmienię zdanie ;)

Podsumowując... 

I co sądzicie o zawartości pudełka GIRL ON FIRE? Czy według Was jest ono zgodne z opisem?
Czy powyższe produkty znalazłyby zastosowanie w Waszej pielęgnacji?
Ja uważam marcowe pudełko za najsłabsze ze wszystkich, które dotychczas miałam, ale to oczywiście moje zdanie. Myślę, że jest to chwilowe zachwianie, każdemu się zdarza, bo już 16 - tego...
wysyłka kwietniowego box`a!
Ależ on pięknie wygląda Oby zawartość wywołała takież pozytywne emocje, jak szata graficzna ;)
A Wy już zamówiliście swoje pudełko?
Jeśli jeszcze nie - klikajcie TU.

Udanego weekendu pełnego słońca i radości Wam życzę :*
                                     

środa, 8 kwietnia 2015

O jajeczku, które idealnie smakuje przez cały rok! EOS Summer Fruit :)

Witajcie Słoneczka :)
Święta już za nami, tyle przygotowań, tyle starań, tyle pracy, a one tak szybko przeleciały! Choć z drugiej strony - może tak i lepiej, fajnie się leniuchuje i smakołyki pałaszuje, a potem tyłek rośnie ;)
A pro po przysmaków, dziś opowiem Wam o pewnym jajeczku! Ale spokojnie Kochane, nie o tym tradycyjnym, podejrzewam, że macie już ich dość tak samo jak ja, lecz o wyjątkowym jajeczku EOS.

Prawda, że ładne? O balsamach do pielęgnacji ust EOS czytałam wiele pozytywnych opinii. Jednak dotychczas kosmetyki tej marki były u nas trudno dostępne. A i gwarancji na to, iż kupimy oryginalny produkt, nie można było uzyskać.
Na szczęście nie tak dawno wszystko diametralnie się zmieniło - powstał sklep Myeos.pl, oferujący jedynie oryginalne produkty EOS. Zdziwiłam się, że jest ich aż tyle :)
Swój okaz zdobyłam w konkursie na fanpage`u sklepu, miałam dużo czasu, aby zapoznać się z nim osobiście, dziś opowiem o swoich wrażeniach i spostrzeżeniach :)

Słów kilka od producenta

Eos Lip Balm to wyjątkowy kosmetyk, który skutecznie zadba o piękno Twoich ust.
EOS Summer Fruit jest produktem do ust o orzeźwiającym smaku owoców lata ( truskawek, jagód, brzoskwiń ).
Balsam EOS  jest w 95 % organiczny, w 100 % naturalny!
Zawiera olejek jojoba, masło shea oraz witaminę E, która jest naturalnym przeciwutleniaczem. Pozbawiony jest glutenu, parabenów, ftalanów oraz wazeliny.
Posiada właściwości odżywiające, regenerujące i antybakteryjne. Zapewnia ustom długotrwałe nawilżenie i widoczne wygładzenie oraz wysoki komfort użytkowania.

Balsam do ust EOS łączy w sobie wiele cech, które sprawiają, że staje się niezbędny przez cały rok:
  • wygładza i nawilża usta, które stają się piękne i zdrowe
  • pozostawia na ustach delikatny połysk i smak -  bez uczucia lepkości, jaką możemy spotkać przy innych kosmetykach ochronnych
  • doskonale dopasowuje się do dłoni i ust - można go nakładać nawet bez użycia lustra
  • łączy w sobie znakomite właściwości z nowoczesnym kształtem, który pasuje do torebki i każdego miejsca w domu
  • można wybrać swój ulubiony smak.
Skład: Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Beeswax (Cire D'abeille)*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Natural Flavor (Aroma), Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Stevia Rebaudiana Leaf/Stem Extract*, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract*, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract*, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract*, Linalool**.

*Składniki organiczne.
**Składnik naturalny kompozycji zapachowej. Certyfikowany przez Oregon Tilth.
Produkt nie jest testowany na zwierzętach.

Balsam do ust Eos jest zamknięty w opakowaniu o jajopodobnym kształcie oraz matowej fakturze. Początkowo, dodatkowo było porządnie zafoliowane oraz opatrzone podstawowymi informacjami dotyczącymi produktu.
Bardzo solidne, zakręcane zamknięcie, na tak lubiany przez nas " klik ", gwarantuje skuteczną ochronę kosmetyku oraz przedłuża jego żywotność, zachowując wszystkie walory w stanie nienaruszonym - w tym te zapachowe. Taka swoista " kinder niespodzianka " zarówno dla dużych, jak i małych dziewczynek :)
Jajowaty kształt rzeczywiście jest bardzo wygodny dla ręki. Natomiast dzięki matowej powierzchni opakowania, balsam nie wyślizguje się z rąk, a w czasie upadku nic mu nie grozi :)

Ponieważ mogłam wybrać dla siebie najbardziej chciany smak, po długich namysłach ( nooo, wszystkie kuszące! ) zdecydowałam się na Summer Fruit - Letnie owoce. Już po otwarciu wyczułam cudowny, soczysty, lekko musujący zapach świeżych owoców. Odwzorowanie zapachu - truskawka, brzoskwinia, borówka - jest tak autentyczne, że aż chce się ten balsam ... liznąć :)
Balsam jest lekko żółtawy, taka naturalna barwa, z lekkim połyskiem. Twardy, zbity, ale przy kontakcie z ustami, ślizga się po nich bez trudu - niczym masełko. Idealnie rozprowadza się zapewniając natychmiastowy komfort i niesamowitą przyjemność!

Wielkim zaskoczeniem dla mnie był nie tylko boski, naturalny aromat owoców, ale równie przyjemny, słodki smak tego balsamu! Mmmm, pyszności! Co prawda ciągle istnieje pokusa, aby kolejny raz oblizać usta po aplikacji, ale nie jest to problemem. Skład ma w 100% naturalny, w aplikacji jest zupełnie bezproblemowy i zużywa się bardzo powoli, zdecydowanie mogę zaliczyć go do mega wydajnych. 
Początkowo wydawałoby się, że stosowanie balsamu może być niezbyt wygodne - jajowaty, dość szeroki i okrągły sztyft będzie wychodzić za kontur warg, nabłyszczając również skórę wokół nich. Już śpieszę się Was uspokoić - NIC PODOBNEGO! 
Jest bardzo wygodny w użyciu, nawet dla cienkich ust! 

Sposób aplikacji możemy " wyrobić " sobie wedle naszych upodobań i preferencji. Ja mam ich kilka, jeden z najłatwiejszych - usta w dziubek, miziam, rozprowadzam rozcierając ustami ( bez użycia palców! ) :) Fajnie też jest nakładać go na lekko rozchylone usta, ale bez naciskania, by nie ugryźć niechcąco kawałek :)
Po pewnym czasie balsam, w zależności od naszych technik rozprowadzania, kształtuje się, a wtedy jest jeszcze wygodniejszy podczas rozprowadzania. Zawsze idealnie, zawsze sprawnie, zawsze szybko i zawsze pod ręką!
Balsam Eos Summer Fruit nie tylko fajnie nawilża, wygładza i odżywia skórę ust, ale również zapewnia im wystarczająco dobrą ochronę. Pod warunkiem, że go nie zjemy po kilku sekundach od nałożenia :) 
Delikatnie zmiękcza, napina oraz dodaje naturalnego, mokrego połysku, który ja osobiście bardzo lubię! Ściera się, a może raczej wnika w usta, dosyć powoli, zresztą zawsze mam go przy sobie i nie waham się używać, gdy tylko zajdzie taka potrzeba.
No i ten zapach letnich owocków pod nosem... Pyszności! Przyjemności! Cudowności!

Cena - 19, 69 zł / 7 g, ale obecnie jest objęty promocją, a więc można go kupić już za 18,99 zł.

Dostępność - myEOS

Podsumowując...

Jak wiecie, jestem wielką fanka wszelkiego rodzaju smarowidełek do ust. Szczególnym zamiłowaniem darzę te " słodkie " specjały :) Nie ukrywam, że doceniam skuteczną pielęgnację połączoną z przyjemnością stosowania oraz efektami, które mnie zadowolą w 100%. Nie gardzę też ładnym wyglądem opakowania, lubię piękne rzeczy, oraz dodatkowymi umilaczami.
W przypadku EOS Summer Fruit takowymi umialaczami są cudowny owocowy smak i trwały zapach, które sprawia, że chce się sięgać po niego znowu i znowu! Usta, dzięki balsamowi, są doskonale zadbane, dobrze chronione, wypielęgnowane i kuszące!
Słodka pokusa! Próbowaliście?

Znacie balsamy do ust EOS?
Jakie wersje smakowe stosowaliście?
A może wypróbowaliście inne produkty marki?
Bardzo ich jestem ciekawa!
Buziaki SŁODKIE przesyłam :*
                                

piątek, 3 kwietnia 2015

JOICO Style&Finish Instant Refresh Dry Shampoo - gdy czasu brak...

Witajcie Słoneczka :)
Świąteczny nastrój powoli mnie ogarnia i choć przygotowania trwają już prawie calutki tydzień, ciesze się, że się udało wszystko ogarnąć, wysprzątać, doprowadzić do perfekcji. Już śmiało mogę powiedzieć - jesteśmy gotowe na nadejście wiosny :) Choć ona, wnioskując po dość pokaźnych opadach śniegu, wcale się do nas nie śpieszy.
Oczywiście czasu na pisanie i odwiedzanie Waszych blogów, w natłoku prac domowych, zabrakło, zmęczenie robiło swoje, ale po Świętach można będzie odetchnąć pełną piersią i wrócić do normalności :)

Dziś, prócz życzeń, proponuje Wam recenzję produktu, który od kilku miesięcy niezawodnie pomaga mi wyjść z włosowej opresji - JOICO Style&Finish Instant Refresh Dry Shampoo.
Na temat suchych szamponów krążą różne opinie, jedne je lubią, inne nie, jeszcze inne... nie wyobrażają sobie życia bez tego, jakże wspaniałego!, wynalazku. I to właśnie do tej trzeciej grupy należę ja :)
Oczywiście kluczowe znaczenie ma nie tylko typ włosów, ale również sposób oraz częstotliwość stosowania suchego szamponu. Na początku powiem, że suchy odpowiednik nigdy nie zastąpi tego tradycyjnego szamponu do mycia włosów. Ale gdy nagle " coś pilnego wypadnie ", a czasu katastrofalnie brakuje - docenia się obecność " pod ręką " tego wynalazku, jego błyskawiczne działanie oraz nieograniczone możliwości :)

Słów kilka od producenta

JOICO Style & Finish Instant Refresh Dry Shampoo - suchy szampon, który natychmiast oczyszcza i odświeża włosy. Szybkoschnąca formuła absorbuje nadmiar sebum i przedłuża trwałość fryzury. Można zastosować do każdego rodzaju włosów, nie zmienia ich koloru.
Bardzo WAŻNE! Suchy szampon należy stosować na czyste jeszcze włosy, aby przedłużyć ich świeżość bez konieczności mycia. Stosowanie na mocno przetłuszczone włosy niestety nie przyniesie oczekiwanych efektów, gdyż znaczący nadmiar sebum nie będzie mógł być wchłonięty przez kosmetyk.
Zaleca się stosować najpóźniej dzień po myciu.

Skład: Hydrofluorocarbon 152A, Alcohol Denat., Aluminum Starch Octenylsuccinate, Pentapeptide-29 Cysteinamide, Pentapeptide-30 Cysteinamide, Tetrapeptide-28 Argininamide, Tetrapeptide-29 Argininamide, Hydrolyzed Soy Protein, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Leptospermone, Isoleptospermone, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Magnesium Stearate, Benzophenone-4, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, Methylpropanediol, Polysorbate 80, Salicylic Acid, Flavesone, Linalool, Citronellol, Benzyl Salicylate, Limonene, Fragrance/Parfum.

Sposób użycia: Przed użyciem dokładnie wstrząsnąć. W odległości 20-30 cm spryskać włosy tuż przy linii skóry głowy.
Poziom utrwalenia - 0

Suchy szampon Joico mocno odróżnia się od szamponów Batiste, które dotychczas stosowałam. Opakowanie nie jest barwne lecz jednolite, eleganckie, jak na kosmetyki profesjonalne przystało. Opatrzone nie tylko najważniejszymi informacjami o produkcie, ale również hologramem autentyczności - mieszczą go na opakowaniach wszystkie oryginalne kosmetyki Joico! 
Na puszce nie zabrakło też tłumaczenia w języku polskim - opis, sposób użycia, termin przydatności oraz ostrzeżenia.

Szampon w sprayu, dzięki malutkiemu otworowi idealnie rozpyla się, tworząc drobniutką mgiełkę. Początkowo jest zupełnie niewidoczny, po kilku minutach, gdy wysycha, widać biały ślad - co jest wynikiem mojego testu. Na włosach zupełnie niewyczuwalny ani niewidoczny, w moim przypadku nawet nie rozjaśnia ciemnych odrostów ;) 
Stosuję go wedle wskazówek producenta, ale nie byłabym sobą, gdyby nie sprawdziłam jego mocy w pełni. I byłam mile zaskoczona, wbrew obawom, na mocno przetłuszczone włosy również działa! 
Nie wierzycie? Same zobaczcie :)

Szampon jest bardzo wygodny, łatwy i przyjemny w użyciu. Jego aplikacja zajmuje kilka sekund. Po dokładnym wstrząśnięciu i rozpyleniu odczekuję kilka sekund, a następnie delikatnie wmasowuję we włosy, tuż przy skórze głowy, rozczesuję i... jestem gotowa do wyjścia :)
Cała czynność odświeżania włosów oraz doprowadzenia ich do stanu " używalności " trwa u mnie dosłownie dwie minuty! Co najważniejsze, można ją przeprowadzić w każdym miejscu, dlatego suchy szampon Joico jest niezbędnym wyposażeniem mojej torebki - różnie to bywa, a ja wole zawsze być przygotowana :)

Jak każdy suchy szampon w sprayu, szampon Joico zawiera w swoim składzie alkohol, przy nadużywaniu może powodować przesuszenie skóry głowy oraz osłabienie włosów. Ale gdy podchodzimy do sprawy umiejętnie, i z głową!, to nic takiego, oczywiście, nie ma miejsca. Wszystko jest dla ludzi, zawsze jednak należy zachowywać umiar i zdrowy rozsądek, ta zasada dotyczy też pielęgnacji.
Szampon stosuję przy konieczności, a więc żadnych negatywnych skutków, w postaci podrażnienia, przesuszenia, swędzenia... nie doświadczyłam. 
Wielkim jego atutem jest zapach, lekko perfumowany, bardzo świeży, czysty, przyjemny... ale nie mocny. Ulatnia się po krótkiej chwili, a więc nie rywalizuje z ulubionymi perfumami. 

Szampon idealnie odświeża fryzurę, absorbuje nadmiar sebum, poprawia wygląd włosów oraz ułatwia ich układanie, mimo iż nie utrwala. W przypadku moich cienkich włosów, dodatkowo ładnie je unosi, dodając objętości. Jak już wspomniałam, nie zostawia żadnego osadu ani na skórze głowy ani na włosach, dzięki czemu nie zasmakujemy krępującej sytuacji z " łupieżem " na ciemnych ubraniach :)
Po ile stosuję go dosyć rzadko, a także oszczędnie, bowiem nie ilość tu się liczy, lecz jakość - niewielka ilość zapewnia efekty, których oczekuję, więc po co przesadzać? - szampon z pewnością wystarczy mi na bardzo długo. 
Efekty utrzymują się przez kilka dobrych godzin, a więc pod tym względem jestem bardzo zadowolona. Co więcej, fryzura nie ulega zmianom nawet przy wysokiej wilgotności, co też zaliczam do atutów! 

Cena - 80 zł / 200 ml

Dostępność - wybrane salony fryzjerskie oraz sklepy internetowe z profesjonalnymi kosmetykami - info na Joicopolska

Podsumowując...

Każda z nas ma wybór, ma czas i ma swoje preferencje, ja jednak uważam, że dobry suchy szampon - to idealny wynalazek wszech czasów! Nie tylko oszczędza czas w " awaryjnych ", nieprzewidywalnych sytuacjach, ale również otwiera przed nami nowe możliwości. Z tłustymi włosami nie poszłabym na żadne spotkanie, zrezygnowałabym z mycia i suszenia - trwa całe wiekiiii, a tak... kilka chwil i jestem gotowa do działań! Czyż to nie wspaniałe? Idealne rozwiązanie! 

Czy stosujecie suche szampony w razie konieczności?
Znacie Style&Finish Instant Refresh Dry Shampoo Joico?
Jakiej marki suchy szampon jest Waszym faworytem?
Podzielcie się opiniami :)

Kochani, życzę Wam wesołych, pełnych rodzinnego ciepła i radości
Świąt Wielkanocnych!
Niech będą udane, wspaniałe i pogodne.
Smaczne, rodzinne i relaksujące - odpoczynek każdej/każdemu z nas się należy :)
Radosnych Świąt!