poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Owocowa rozkosz od Farmony - mus`owa pielęgnacja ciała :)

Witajcie Słoneczka ;)
Pielęgnacja ciała dla każdej z nas jest ważna, zwłaszcza po zimie, jaka była, taka była, ale skórę wysuszyła ;) I choć mamy różne typy skóry, inne jej potrzeby i upodobania, łączy nas jedno - lubimy gdy kosmetyk nie tylko dobrze działa, nawilżając, wygładzając i zapewniając ochronę naszej skórze, ale również zapewnia przyjemny zapach, pobudzający nasze zmysły - czyż nie?
Dziś będzie o takich dwóch... Będzie o owocowej rozkoszy zniewalającej zmysły i ciało, będzie o Musach do ciała Tutti Frutti od Farmony Melon & Arbuz vs Brzoskwinia & Mango - który, według mnie, jest lepszy?


Owocowa rozkosz, która zniewala zmysły i ciało!
Cudownie owocowe kosmetyki do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych i soczyście świeżych zapachach.
Bogactwo składników aktywnych doskonale dba o skórę, a rozprzestrzeniający się, wyjątkowy aromat wprowadza w doskonały nastrój, stymuluje pozytywną energię, radość i chęć do działania.


Słów kilka od producenta 

Cudownie lekki mus do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz pełnym słońca, słodkim zapachu brzoskwini i tropikalnego mango.
OSZAŁAMIAJĄCA RADOŚĆ ŻYCIA! TAK PACHNIE SZCZĘŚCIE!
Słoneczna brzoskwinia, uprawiana od ponad 4000 lat, uznawana jest w Japonii za znak długowieczności, młodości i szczęścia.  Jej słodki i uwodzicielski aromat połączony z kuszącym zapachem mango, indyjskim symbolem miłości, wypełni radością na cały dzień.
Dzięki zawartości afrykańskiego masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Zawarte w musie ekstrakty z owoców noni zwiększają wydzielanie endorfin, pozwalając cieszyć się wspaniałym nastrojem i pełnią szczęścia.


Cudownie lekki mus do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz rześkim zapachu świeżego melona i dojrzałego arbuza.
SOCZYSTE ORZEŹWIENIE CIAŁA I ZMYSŁÓW! ZASMAKUJ OWOCOWEJ RADOŚCI!
Arbuz to niezwykle soczysty i orzeźwiający owoc, uprawiany w odległych Indiach i mistycznych Chinach od niepamiętnych lat. W połączeniu z intrygująco słodkim zapachem melona tworzy doskonałą harmonię, przepełnia radością i przenosi myśli w kolorowy świat owocowej radości.
Dzięki zawartości afrykańskiego masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Na długo pozostawia na skórze radośnie świeży, soczysty zapach, który pobudza i orzeźwia.


Zacznę od opakowań musów... obydwa mają bardzo zachęcające szaty, utrzymane w mega kuszących barwach oraz przedstawiające nam smakowite, soczyste owoce - ciężko im się oprzeć, zwłaszcza w sezonie, gdy owoce te nie są dostępne, działają na podświadomość, nie powiem...
Chce się chociaż na chwilę poczuć ich aromat, taka przyjemna namiastka lata, zwlaszcza w chłodne dni.
Chcąc nie chcąc oczy je wyłapują na sklepowych półkach w kilka chwil, a ręce same sięgają w ich kierunku :)


Opakowania są identyczne, obydwa zostały wykonane z półtwardego, elastycznego, przezroczystego tworzywa, dzięki któremu możemy śledzić stopień zużycia produktu. Każde o pojemności 275 ml. Opakowania mają fajną formę, są szerokie i stosunkowo płaskie, a więc bez trudu da się zużyć je do ostatniej kropli, są szczelnie zakręcane i dodatkowo chronione aluminiowymi wieczkami, dzięki którym mamy pewność, że nikt wcześniej do nich nie wkładał palców - wiecie jak nieraz bywa w sklepach :)
Każde opakowanie jest opatrzone etykietą zawierającą najważniejsze informacje dotyczące produktu - znajdziemy na nich opis, sposób użycia ( także w angielskim języku ), pełny skład, informację o tym, iż produkt był testowany dermatologicznie, a na spodzie także termin przydatności - 2016 rok.


Skład Brzoskwinia & Mango

Aqua (water), Ethylhexyl stearate, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Propylene glycol, Glyceryl stearate citrate, Paraffinum liquidum (mineral oil), Cetearyl alcohol, Glyceryl stearate, Butyrospermum parkii (shea) butter, Helianthus annuus (sunflower) seed oil, Parfum (fragrance), Panthenol, Morinda citrifolia (noni) fruit extract, Zingiber officinalis (ginger) root extract, Allantoin, Acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, Xanthan gum, Disodium edta, Sodium hydroxide, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Bha, CI 19140, CI 16255.

Składniki aktywne -  masło Karite, ekstrakt z owoców Noni.


Skład Melon & Arbuz

Aqua (water), Ethylhexyl stearate, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Propylene glycol, Glyceryl stearate citrate, Paraffinum liquidum (mineral oil), Cetearyl alcohol, Glyceryl stearate, Parfum (fragrance), Butyrospermum parkii (shea) butter, Helianthus annuus (sunflower) seed oil, Panthenol, Morinda citrifolia (noni) fruit extract, Zingiber officinalis (ginger) root extract, Allantoin, Acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, Xanthan gum, Disodium edta, Sodium hydroxide, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Bha, Benzyl benzoate, Limonene, CI 19140, CI 42090.

Składniki aktywne - masło Karite.


Mus do ciała Brzoskwinia & Mango ma bardzo lekką, delikatną konsystencję... balsamu do ciała, musem go nie nazwałabym, ponieważ jest gładki, jednolity, z lekkim połyskiem, mus wyróżnia się puszystą, pęcherzykową konsystencją, tutaj jej nie ma w żadnym stopniu, kolor mleczno-brzoskwiniowy.
Zapach tego " musu " jest przyjemny, według mnie trocha pudrowy z nutą owocowej słodyczy, dobrze wyczuwalny, zarówno w opakowaniu, jak i na ciele, mogę nawet powiedzieć, że jest ciut za bardzo intensywny, przez co przy dłuższym " kontakcie " trocha mnie męczy, ale jeśli lubicie słodycz, to nie zaznacie tego uczucia :)


Mus do ciała Melon & Arbuz ma identyczną konsystencję, więc nie będę się powtarzać, różni się barwą, ma mleczno-zieloną, i, oczywiście, zapachem - w tym przypadku jestem bardzo, ale to bardzo mile zaskoczona, aromat jest naturalny, faktycznie przypomina melona i arbuza, subtelny i delikatny, świetnie wyważony, orzeźwiający, a jednocześnie soczysty - cudowny!
Na ciele długo utrzymuje się, tak jak poprzednik, ale już mnie nie męczy, wręcz odwrotnie, koi i relaksuje.
Musy świetnie rozprowadzają się po skórze, nie wałkują się, nie bielą, szybko wchłaniają się zapewniając skórze dobre nawilżenie, odżywienie i gładkość, ale nie pozostawiają tłustej warstewki, więc po aplikacji można od razu ubrać się.
Doskonale radzą sobie nawet z przesuszoną i podrażnioną skórą, koją i łagodzą zaczerwienienia oraz podrażnienia, niwelują suchość, oferują długotrwałą ochronę!
Żaden z nich nie spowodował u mnie podrażnienia, uczulenia czy innych niepożądanych reakcji skórnych.
Zapachy na ciele utrzymują się dosyć długo, jeszcze dłużej na pościeli i ubraniach/piżamie :)
Wydajność oceniam jako wysoką, niewiele trzeba kosmetyku, by dokładnie wypielęgnować całe ciało.


Cena - ok. 13 zł, ja swoje kupowałam po 10 zł w Biedronce.

Dostępność - markety, dyskonty, drogerie i sklepy stacjonarne oraz internetowe.

Podsumowując...

Ja z tych produktów jestem bardzo zadowolona, i choć Melon & Arbuz bardziej przypadł mi do gustu, ze względu na zapach, od Brzoskwini & Mango wcale nie stroniłam :)
Obydwa kosmetyki działają identycznie, zapewniają mojej skórze komfort, ukojenie, nawilżenie i długotrwałą ochronę, a stosowanie ich to czysta przyjemność, nie zostawiają po sobie żadnej klejącej ani tłustej warstewki, tylko miękkie, delikatne jak aksamit ciało otulone smakowitym, pozytywnym zapachem.
Jeśli jeszcze ich nie stosowaliście, bardzo polecam!

Znacie " musy " Tutti Frutti?
Może stosowaliście któryś z powyższych " smaków" - co o nich sądzicie? :)
Miłego wieczoru :*

piątek, 11 kwietnia 2014

Pożegnane w marcu - denko w minirecenzjach ;)

Witajcie Słoneczka ;)
Święta coraz bliżej, najwyższy czas zabrać się za generalne porządki w mieszkaniu i ogrodzie, i choć ogarnia mnie jakieś takie dziwaczne lenistwo, czy to apatia, pierwsze kroki w tym kierunku już zostały poczynione, paplanie się w wodzie, bez rękawiczek, bo w nich nie potrafię sprzątać, poskutkowało przesuszeniem skóry, a co gorsza, połamałam niemal wszystkie paznokcie - ech...
A co tam u Was? Porządki w toku? Sprzątacie już czy zostawiacie wszystko na ostatnią chwilę?
Dziś pokażę Wam swoje denko, spóźnione, jak zwykle ;)


Trocha mi tego uzbierało się :)
Po chwilach zachwytu, zużyłam do końca masełko i peeling Soap&Glory, żel jest bardzo wydajny, myślałam, że dołączy do reszty, ale nie! Nadal umila mi chwile pod prysznicem, w sumie w marcu postawiłam bardziej na mydełka, w związku z uwrażliwieniem mojej skóry. Włosy farbowałam na początku marca, ale przed świętami będzie kolejne malowanko - zapraszam do czytania :)


L`Oreal Recital Preference 010 Scandinavie - farba w żelu z aktywatorem połysku dosyć fajnie zachowuje się na moich włosach, ale przyznam szczerze, że bardziej wolałam starszą, kremową wersje tych farb, dlaczego? O tym nie będę rozpisywać się teraz, będzie malowanko przed świętami, tym że odcieniem, bo kupiłam dwa pudełka, a na całkowite zafarbowanie moich włosów śmiało wystarcza jedno - zrobię zdjęcia i wkrótce napiszę pełną recenzje, aby bardziej Wam ją przybliżyć. W dwóch słowach - nadal ją lubię, ale już nie uważam, tak jak kiedyś, że jest najlepsza. Ech, te zmiany " na lepsze"...
Czy kupię ponownie - MOŻE...


Maybelline Colossal Volum Express Cat Eyes 9,5 ml, ten tusz miał za zadanie pogrubiać, wydłużać i nadawać " kociego spojrzenia " wywijając i wydłużając rzęsy w zewnętrznym kąciku oka i faktycznie, ten efekt był na moich rzęsach bardzo zauważalny, pogrubienie i wydłużenie również oceniam na bardzo dobre, już jedna warstwa zapewniała świetny efekt, druga warstwa nadawała wyrazistości i bardziej spektakularnego efektu. Tusz nie tworzył grudek, nie odbijał się, nie rozmazywał ani nie obsypywał się z rzęs, wystarczył mi na ponad 3 miesiące - bardzo go polubiłam!
Czy kupię ponownie - TAK!!!!


L`occitane en Provence Fleurs Merveilleuses 75 ml, cudowna woda toaletowa Magiczne Kwiaty o  kwiatowo – owocowym zapachu, który w kilka chwil napawał optymizmem, poprawiał moje samopoczucie i dodawał energii. Zdecydowanie należała do moich ulubionych wód, zapach jest dosyć trwały, jak na wodę toaletową, a jeszcze dłużej utrzymywał się na ubraniach.
Pełną recenzję możecie przeczytać TU.
Czy kupię ponownie - Kupiłabym, ale to była limitka :(


Bioderma Hydrabio Sérum Concentré Hydratant 40 ml, hipoalergiczne serum o intensywnej mocy nawilżenia, które świetnie działa na moją skórę, stosowałam go okresowo, jak tylko czułam, że moja cera staje się wrażliwa, przesuszona, podrażniona, sięgałam po ten specyfik - nigdy mnie nie zawiódł! Ma gęstą, żelowatą konsystencję, ale nie kleiło skóry, wnikało do suchości, natychmiastowo zapewniając ukojenie i uczucie dogłębnego nawilżenia. Z pewnością jeszcze kiedyś o nim napiszę, bo mam chęć na kolejne opakowanie.
Czy kupię ponownie - TAK!!!!


Perfecta No Problem Antybakteryjny żel do mycia twarzy z mikrogranulkami 150 ml, muszę przyznać, że ten żel faktycznie bardzo skutecznie oczyszcza skórę twarzy, delikatnie złuszczając martwy naskórek, a także przyczynił się do zmniejszenia wydzielania sebum, zmniejszał widoczność porów skóry i zapobiegał powstawaniu niedoskonałości. Wydajność oceniam jako wysoką, już mała ilość skutecznie oczyszczała skórę, jedyne co mi w nim nie do końca odpowiadało, to zapach - strasznie dziwaczny, taki... chemiczny, ciężki do określenia, ale za dla działania jestem w stanie go znosić ;)
Czy kupię ponownie - TAK


Olay Total Effects Materiałowe maseczki intensywnie odmładzające 3 szt, musiały ponad rok leżeć w moich " zapasach " kosmetycznych, bym mogła je teraz dla siebie odkryć ;) Maski materiałowe bardzo lubię, te wyróżniły się dobrym dopasowaniem do mojej twarzy i naprawdę skutecznym działaniem, natychmiastowo zapewniały skórze jędrność, gładkość i zdrowy blask, zwężały pory i koiły podrażnienia, bardzo dobrze nawilżały i ujędrniały skórę, a dodatkowo efekty te utrzymywały się przez kilka dni.
Czy kupię ponownie - TAK!


Swazi Secrets Marula i Masło Shea mleczko do ciała 250 ml, jedno z moich najulubieńszych mleczek do ciała! Po pierwsze ze względu na zapach - świeży, orzeźwiający, energetyzujący aromat trawy cytrynowej zapewniał uczucie relaksu, czystości i lekkości. Po drugie ze względu na mega lekką konsystencję, choć składa się głównie z masła Shea i olejów: Olej Marula, Olej Ximenia, Olej Mongongo i innych. Nie natłuszczało, ale bardzo dobrze nawilżało, wygładzało i regenerowało - moja skóra go pokochała! Cena wysoka, ale na promocji warto zakupić, poluję więc :)
Więcej o nim przeczytacie w recenzji TU.
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!


Soap&Glory Masło do ciała The Righteous Butter i Peeling do ciała Flake Away Body Scrub po 50 ml każdy, cudownie pachniały i świetnie działały, krótko i w temacie ;) Na tyle mnie zachwyciły, że chciałabym pełnowymiarowe opakowania, i choć nie mają idealnych składów, nie są łatwe do zdobycia i cenowo wcale nie są tanie, chcę i już - mają coś w sobie takiego... uzależniającego :)
Więcej o tym duecie przeczytacie w recenzji - o TU.
Czy kupię ponownie - TAK!!!


Joanna Naturia Body Peeling myjący z gruszką - wygładzający 100 ml, to mój faworyt nad faworytami z tej linii, zapach gruszki jest nadzwyczajnie przyjemny i świeży, przypomina mi aromat ulubionych gruszkowych landrynek z dzieciństwa ;) Prócz cudownego zapachu doskonale peelinguje ciało, wygładza, ujędrnia, aromatyzuje, po użyciu skóra staje się miękka, delikatna i jedwabiście gładka! Do tego peelingu zawsze wracam, więc to pytanie, to już tylko formalność...
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!! :)


Argile Provence Bio For Men Deo - Green 50 ml, organiczny dezodorant który kupiłam dla męża, dezodorant nie zawiera parabenów, aluminium ani alkoholu, jest całkowicie naturalny, a co za tym idzie, oferuje dosyć łagodną ochronę, no niestety. Początkowo go stosował, ale później sięgnął po swoje sprawdzone produkty, więc próbowałam ja, zapach w sumie wcale nie był typowo męski, lecz ziołowy, naturalny. Dezodorant zapewnia ochronę, ale po pewnym czasie skóra jakby do niego przyzwyczaja się, i przy bardziej aktywnych zajęciach, można było wyczuć wilgoć pod pachami, ale wykończyłam do dna :)
Czy kupię ponownie - Nie


L`occitane en Provence Żel pod prysznic Czerwona Wiśnia 75 ml, uwielbiam zapach tego żelu, jest tak fantastyczny, że nie znudzi się mi nigdy! Żel dobrze spełniał wszystkie swoje właściwości, dobrze oczyszczał skórę, a jednocześnie był dla niej delikatny, nie powodował przesuszenia, podrażnienia, ściągnięcia... Zapach utrzymuje się na skórze, i w łazience, przez dłuuuugi czas - uwielbiam!
Więcej o nim, oraz innych produktach z linii Czerwona Wiśnia, przeczytacie w recenzji - o TU.
Czy kupię ponownie - TAK!!!!!


Bioderma Atoderm, Pain Natłuszczająca kostka do mycia 150 g, niezawodna, jeśli chodzi o pielęgnację skóry delikatnej, wrażliwej czy nadwrażliwej, stosowaliśmy całą rodziną, bo świetnie myje skórę, wytwarzając delikatną piankę-emulsję, a przy tym nawilża i zapobiega przesuszeniom skóry. Pomogło mi w walce z przesuszeniem skóry, jest bardzo wydajne - powoli zużywa się!
Czy kupię ponownie - TAK!!!!


L'occitane en Provence Extra Gentle Soap Verbena and Shea 50 g, to kolejne mydełko, które umilało nam mycie w marcu, było bardzo delikatne dla skóry, doskonale się pieniło, nie podrażniało lecz koiło podrażnioną skórę, zapewniając jej czystość, gładkość, miękkość i piękny, delikatny zapach, który długo utrzymywał się i cieszył swoją obecnością. Niby taka mała kostka, ale wbrew pozorom, nadzwyczajnie wydajna ;)
Czy kupię ponownie - TAK!!!!


Linda Mydło w płynie Kremowe z dodatkiem mleka i miodu 500 ml, no cóż mogę powiedzieć, to mydło, za 3 zł, jest naprawdę bardzo dobre jakościowo, nie dość że dobrze myje ręce, nie powodując ich przesuszenia i podrażniania, to jeszcze bardzo pięknie i przyjemnie pachnie,  po myciu pozostawiając aromat na dłoniach, a do tego ta wygodna butelka z precyzyjną pompką - same zalety! Przekonuje się kolejny raz, lepiej sięgać po nasze... pamiętacie mydło w płynie Baylis & Harding Sweet mandarin & grapefruit, o którym pisałam w lutowym denku? Nie dość że kosztowało sporo, to jeszcze przesuszało skórę i zapach miało bardzo chemiczny, a tu proszę...
Czy kupię ponownie - TAK! już kupiłam, tylko inny zapach :)


Maybelline Baby Lips Peach Kiss Balsam do ust 5 g, wiem, że o tych balsamach krążą różne opinie, od zachwytów, po totalne besztanie, u mnie sprawdził się genialnie, nie mam przesuszonych ust, nie wiem więc jak sprawuje się na przesuszonych, ale na moich normalnych równomiernie rozprowadzała się, nadawała ładnego, naturalnego koloru z lekkim połyskiem, nie nawilżała, ale sięgałam po nią często, więc ciągle miałam usta pod ochroną, a do tego przyjemnie pachniała ;)
Pełną recenzję przeczytacie TU.
Czy kupię ponownie - TAK


L'occitane en Provence kremy do rąk Migdał, Kwiat Wiśni i Masło Shea po 10 ml każdy, są to moje absolutne ulubieńce, od lat! Cudownie nawilżają, szybko wchłaniają się i bosko pachną, ten z masłem Shea jest najbardziej treściwy, dlatego wolę stosować go na noc, a pozostałe noszę ze sobą nawet w kieszeni kurtki czy płaszcza - już mała porcja zapewnia porządne nawilżenie i długotrwałą ochronę - cudeńka!
Czy kupię ponownie - TAK!!!

I to już koniec moje Drogie ;)
Czy znacie któreś z powyższych kosmetyków?
Lubicie, stosujecie?
Co o nich sądzicie? Na który macie ochotę?
Podzielcie się ;)
Buziaki :*

czwartek, 10 kwietnia 2014

Kto wygrywa zestawy od Joico? Wyniki konkursu :)

Witajcie Słoneczka ;)
Dziękuję wszystkim uczestnikom konkursu z marką Joico :)
Konkurs zakończył się 4 dni temu, a więc najwyższy czas na wyniki!!!
Jeśli braliście udział, koniecznie zajrzyjcie - może to właśnie TY jesteś szczęśliwą posiadaczką jednego z dwóch wspaniałych zestawów Joico :)


Dla przypomnienia...
Do zgarnięcia było dwa zestawy kosmetyków do pielęgnacji włosów marki Joico:

  • 1x K-PAK - Zestaw kosmetyków do zniszczonych włosów, farbowanych ( szampon + olejek ) 
  • 1x Moisture Recovery - Zestaw kosmetyków do włosów przesuszonych ( szampon + balsam ) 

A zadanie konkursowe polegało na dokończeniu zdania - " Marzę, aby moje włosy…”.

Decyzją Sponsora konkursu, nagrody zdobywają...



Gratuluję dziewczyny!!!

Podeślijcie proszę swoje dane adresowe, do wysyłki nagrody, na mój mail, podany w zakładce Kontakt.

Dziękuję za udział w konkursie, wkrótce znów coś fajnego dla Was przygotuję ;)
Miłego wieczoru :*

środa, 9 kwietnia 2014

Szampon - włosy farbowane Garnier Fructis Color Resist

Witajcie Słoneczka :)
Nie tak dawno, a konkretniej w nowościach kosmetycznych marca, pokazywałam Wam szampon Garnier`a - Fructis Color Resist, który mnie na tyle zainteresował, że postanowiłam go wypróbować na swoich włosach.
Na moją decyzję pozytywnie wpłynęły wspomnienia sprzed lat, kiedy to często sięgałam po produkty z tej linii, przychylne opinie w internecie oraz fakt, że mam włosy farbowane - Garnier więc powinien był sprawdzić się na nich jak najlepiej, no bo przecież do tego celu został stworzony :)
Wiem, że 2 tygodnie, to zbyt krótki okres na wystawienie opinii o szamponie, ale dłużej stosować go najzwyczajniej nie mogę, a więc zapraszam do czytania.


Słów kilka od producenta

Czy po koloryzacji kolor Twoich włosów jest błyszczący, lecz z każdym myciem blaknie, a włosy stają się matowe i suche?
Zachowaj uczucie świeżego koloru po każdym myciu!
Garnier Fructis Color Resist odżywia i wzmacnia farbowane włosy. Chronione i odbudowane włókno włosa jest bardziej odporne na częste mycie. Blask koloru Twoich włosów jest trwalszy!
Szampon wzmacnia wewnętrzną strukturę włosa, a także jego zewnętrzną, ochronną barierę. Skutecznie chroni kolor, a przy każdym myciu nadaje włosom miękkość i blask.


Formuła odżywia włosy, a kolor staje się piękniejszy. Kolor utrzymuje się dłużej wewnątrz włókna włosa.
Nasz sekret? Formuła wzbogacona w olejek z pestek winogron oraz ekstrakt z jagód acai które intensywnie odżywiają włosy i długotrwale chronią kolor.
To udowodnione i zmierzone: włosy stają się bardziej elastyczne, jedwabiste i łatwe w układaniu. Kolor jest błyszczący, promienny i utrzymuje się dłużej.

Najważniejsze cechy:
  • olejek z winogron + jagody acai
  • do włosów farbowanych lub z pasemkami
  • odżywienie i ochrona koloru



Szampon wzmacniający jest zamknięty w ładnej, tradycyjnej dla szamponów z tej linii, spłaszczonej butelce, o pojemności 250 ml, wykonanej z półmiękkiego, elastycznego tworzywa w nasyconym, czerwonym kolorze.
Butelka jest wyposażona w wygodny korek zamykany na klik, dzięki charakterystycznej zielonej kuleczce otwieranie i zamykanie szamponu to istna przyjemność.
Otwór dozujący swoją wielkością jest dobrze dostosowany do konsystencji szampony - nie jest zbyt duży, ani za mały.
Na butelce znajdują się wszystkie niezbędne informacje dotyczące produktu, takie jak opis, sposób użycia, termin ważności - 12 miesięcy od momentu otwarcia, oraz pełny skład:



Szampon ma półpłynną, fajną konsystencję i bały, perłowy kolor, nie jest wodnisty, a więc nie skapuje z dłoni podczas aplikacji, nie spływa też z włosów, z łatwością rozprowadza się, bardzo mocno pieni się, wytwarzając białą, puszystą pianę.
Lubię też jego zapach, bardzo przyjemny, owocowy, świeży i orzeźwiający z nutą słodkich owoców. Zapach bardzo uprzyjemnia stosowanie szamponu i długo pozostaje w powietrzu, na włosach pewnie też, ale to tylko moje podejrzenia, nie sprawdziłam tego osobiście, niestety.


Kosmetyki do włosów Garnier są mi znane od lat, jak już wspomniałam nie raz sięgałam po ich szampony, a także lubię niektóre farby, Olia mnie wręcz oczarowała, ale z tego szamponu nie jestem zadowolona, wielka szkoda, bo zapowiadał się tak pięknie.
Podoba mi się jego śliczne i wygodne opakowanie, polubiłam jego zapach, bardzo!, konsystencja też świetna...
Już po pierwszym użyciu szamponu, po kilku przyjemnych chwilach mycia, nastąpiło małe rozczarowanie, owszem, szampon doskonale oczyszcza włosy, myje je na tyle dobrze, że po spłukaniu aż piszczą z czystości, ja osobiście nie lubię tego uczucia, bo to oznacza, że moje włosy stają się sztywne, puszyste i poplątane - tak też było w tym przypadku.
Nie zraziłam się jednak ostatecznie, naprawdę mało jest szamponów, które zapewniają moim włosom miękkość i gładkość oraz pozwalają na użycie ich solo, po Color Resist musiałam za każdym razem nakładać maskę, odżywkę lub olejek do włosów, które ułatwiały rozczesywanie oraz ujarzmiały i dyscyplinowały moje włosy.
Szampon nie obciążał moich kosmyków, nie przyśpieszał przetłuszczenia, myłam nim włosy raz na 2 dni. Co więc z nim nie tak? - spytacie.
Sprawa w tym, że szampon wywołał u mnie okropne przesuszenie i silne swędzenie skóry głowy, początkowo, po pierwszych dwóch myciach, nie zwróciłam na to uwagi, raz poskrobałam się, drugi, piąty... ale po każdym kolejnym użyciu szamponu te uporczywe dolegliwości stawały się coraz intensywniejsze, doszło do tego, że czułam jakby moja skóra na głowie stała się napięta i ściągnięta, a swędzenie dawało o sobie znać non stop, nawet podczas snu!
Po 5 użyciach musiałam go odstawić i już wiem, że do niego nigdy nie wrócę.


Cena - ok. 10 zł / 250 ml

Dostępność - drogerie, super i hipermarkety, sklepy internetowe.

Podsumowując...

Pierwszy raz spotkałam się z takimi objawami: przesuszenie, pieczenie, uczucie ściągnięcia, swędzenie - od ciągłego drapania aż rozbolała mnie skóra głowy, jestem bardzo zdziwiona, ponieważ nie jestem uczulona na SLSy, stosuję profesjonalne i drogeryjne produkty do pielęgnacji włosów, składy których naturalnością nie grzeszą.
Czy to jakaś kombinacja składników tak negatywnie na mnie działa, czy po prostu pierwszy raz trafiłam na szampon, który mi absolutnie nie pasuje? Nie mam pojęcia, ale już po niego nie sięgnę!

Czy znacie/stosujecie szampon wzmacniający Garnier Color Resist?
Jak u Was sprawdził /sprawdza się?
Miłego wieczoru Wam życzę, buziaki :*